Slowthai zaprasza Skeptę na własne „over party”

Data: 10 lutego 2021 Autor: Komentarzy:

Slowthai i Skepta są cancelled

Już w ten piątek odbędzie się premiera krążka Tyron, wyczekiwanego następcy fenomenalnego Nothing Great About Britain, które swojego czasu na łamach redakcji bardzo zachwalaliśmy. Od tamtego czasu jednak wiele się zmieniło. Wydarzył się cały rok 2020, a Slowthai wbił się z buta do globalnego mainstreamu, zaliczając zarówno kozackie kolaboracje z animowanymi tuzami popu, jak i  kryzys wizerunkowy przypieczętowany singlową triadą mniej lub bardziej udanych numerów.

O całej sytuacji i wspomnianych reakcyjnych singlach pisaliśmy już w tym artykule i w kontekście najnowszego singla zatytułowanego wymownie „Cancelled” jest to całkiem istotny kontekst. W skrócie, raper nabzdryngolony jak messerschmitt rzucał niewybredne, seksistowskie żarty na gali NME, na której akurat odbierał nagrodę „Hero of the Year”. Krzywa akcja, która obudziła niesmak i rozczarowanie wielu fanów, co z resztą wybrzmiewa we wspomnianym artykule, w którym, przyznaję się, czuć cynizm i zawód spowodowany całym incydentem. Trochę czasu jednak upłynęło, brytyjczyk poprzepraszał i porozliczał się z samym sobą i niewybrednym poczuciem humoru i powrócił w serii singli zgłębiających nieodkryte dotąd przez niego estetyki (coś pozostało w brytyjczykach z kolonialnych zapędów…), takie jak art-popowa melancholia czy pierrebourne’owski post-trap.

Na „Cancelled” powraca jednak do tematu i tym razem próbuje przekuć całe rozgoryczenie w personę zmieniającą go z wroga publicznego numer jeden w figurę filmowego złola. Fenomenalny teledysk gęsty jest od nawiązań do klasycznych horrorów i thrillerów psychologicznych. Dostajemy reinterpretacje kultowych scen z „American Psycho”, „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną” czy nawet… „Strasznego filmu”. Slowthai powraca do mocno antyestablishmentowego podejścia, nawijając bezpardonowo na wejście I ain’t an actor, fuck the Oscars, main stage in my boxers (Brr), aby potem ustąpić miejsca Skepcie który wjeżdża z akrobatyką flow. Wszystkiemu towarzyszy tłusta jak chałwa grime’owa produkcja, która jednak raczy nas od czasu do czasu dobrze przemyślanym detalem, jak chociażby krótki psychotropowo-dekonstrukcyjny fragment na wejście zwrotki thaia. To drugi, po fantastycznym „Inglorious”, banger stworzony przez ten duet, który udowadnia, że cyniczna, osiedlowa i pełna plugawego stylu przewózka slowthaia działa chilli w czekoladzie w zestawie ze smukłą elegancją Skepty. Jakby po tej przystawce ktoś nadal był głodny, to obczajcie jeszcze kreatywny, przepiękny estetycznie i zaskakująco żywiołowy jak na pandemiczne warunki występ na żywo u Jimmiego Falona, a potem nie zostaje nam nic innego niż czekać na Tyrona.

 

Komentarze

komentarzy