Recenzja: Jpegmafia All My Heroes Are Cornballs

Data: 9 października 2019 Autor: Komentarzy:

All My Heroes Are Cornballs

Jpegmafia

EQT Recordings

Jpegmafia, znany także jako Peggy, to potężne muzyczne indywiduum. W momencie, w którym świat zaczął się powoli godzić z faktem, że eksperymentalny rap nie będzie w stanie przekraczać granic gatunku w nieskończoność, a apogeum ekstremy wydawały się dokonania Death Grips, pojawia się nagle ekscentryk przesiąknięty internetową kulturą (choć bardziej deep webem niż Redditem). Wraz z zeszłorocznym Veteran, pierwszym komercyjnym sukcesem rapera, Peggy postanowił znaleźć swoją brzmieniową niszę, robiąc krok wstecz i osadzając industrialne, eksplozywne brzmienie w kontekście melodyjnych kawałków brzmiących jak mocno przegnite R&B. Poprzeczka dla jego następcy All My Heroes Are Cornballs była postawiona zatem bardzo wysoko.

Tym, co w przypadku poprzednika podbiło serca wielu fanów, był wielki koncert kreatywności, w który Peggy zmienił tamtą płytę. Drugi album miał zatem sprawdzić, na ile kolażowe akrobacje artysty były jednorazowym trikiem, a na ile uniwersalnym językiem artystycznej wypowiedzi. Jakiekolwiek wątpliwości zostają jednak momentalnie rozwiane wraz z pierwszym trakiem na płycie — „Jesus Forgive Me, I am a Thot”. O utworze pisałem wcześniej już tutaj, ale warto dodać, że w kontekście całej płyty sprawdza się rewelacyjnie jako otwieracz i wrzuca nas bez zapowiedzi w wir kontekstów, stylistyk i odwołań. A przyznać trzeba, że produkcyjnie krążek to majstersztyk muzycznej erudycji. Widać, że raper orientuje się w szybko zmieniającej się kulturze i trendach produkcyjnych, ale filtruje je wszystkie przez własną estetykę.

Świetnym przykładem jest m.in. ironiczne podejście do kultury tworzenia „type beatów”, czyli darmowych instrumentali, najczęściej hiphopowych i trapowych, nawiązujących brzmieniowo do stylistyki konkretnego artysty, która to kultura często bywa krytykowana za brak inwencji w poszukiwaniu własnego języka. Oliwy do ognia dolewa fakt, jak bardzo oczywiste jest brzmieniowe nawiązanie do Death Gripsów, z którymi sam Peggy, przez swoją fizjonomię, często jest porównywany, a nawet mylony, co w wywiadach uznaje czasem za przejaw ukrytego rasizmu. Na All My Heroes Are Cornballs swoim poglądom daje zresztą upust jak nigdy wcześniej, komentując w tekstach przejawy toksycznej męskości (sam do siebie ma queerowe podejście, co przejawia zarówno w okładkowej kreacji, jak i częstym nazywaniu siebie „bitch”, „slut” lub „thot”, okazjonalnie „glock with the dick”, ale to inna kwestia), przemoc wśród czarnoskórych (ujęte w delikatną, choć ekscentryczną metaforę w „Grimy Waifu”) czy poglądy na współczesny rap (nie dało się subtelniej niż tytułując utwór „Rap Grow Old & Die x No Child Left Behind”). Nie zapominajmy też o jednej z najlepszych linijek roku, czyli Y’all deal look somethin’ like Brexit.

Największe wrażenie robi jednak warstwa muzyczna. Jpegmafia wpycha w beaty tyle różnych stylistyk, że w teorii nie ma to prawa brzmieć jakkolwiek spójnie. Na tym albumie, jak nigdy wcześniej, słychać fascynację najntisowym R&B, dzięki czemu całość nabiera cudownej smukłości i harmonii. Miłość do ostatniej dekady XX wieku zostaje ostentacyjnie zamanifestowana w dekonstrukcji jednego z największych klasyków tamtej ery, ale nie będę spoilerować, w którym momencie i jaki to numer, bo tego trzeba doświadczyć na żywo. W dalszych planach, podobnie jak na poprzednich wydawnictwach, porozlewane są plamy białego szumu, noise’u, industrialnych sprzężeń czy wszelakich zglitchowanych kliknięć o dziwnych częstotliwościach. Zabieg ten ciągnie momentami syntezatorowe pasaże w kierunku chłodnego IDM-u, jak chociażby w zamykającym krążek „Papi I Missed U”, by innym razem pójść w kierunku post-westowskiego minimalizmu brzmiącego jak fantazja na temat The Life of Pablo (co najbardziej wyczuwalne jest w utworze tytułowym). „Free the Frial” przywodziłoby na myśl Brockhampton, gdyby tylko industrialne ambicje Iridescence znalazły przełożenie na rzeczywisty poziom muzyki na nim.

Fani agresywnego Peggy’ego spod znaku „Real Nega” czy „Baby I’m Bleeding”, którzy w ostatnim czasie mogli poczuć się zaniedbani, wreszcie znajdą ukojenie w eksplozywnych fragmentach, takich jak „Prone!” czy „Kenan vs Kel”, zaś poszukiwaczy nowych brzmień może zaintrygować soulowe zacięcie otwieracza czy ambientowych pasaży przewijających się co jakiś czas w utworach. Tyle stylistyk mogło łatwo wprowadzić niekontrolowany chaos, jednak narracja krążka jest poprowadzona świetnie, co stanowi duży progres w stosunku do Veteran, które, pomimo kapitalnych kawałków, ze strony narracyjnej miało dosyć mixtape’ową, wolną formułę. Tutaj jest jednak inaczej i, choć pod koniec wkrada się kilka zbędnych momentów („Buttermilk Jesus Type Beat” czy „Post Verified Lifestyle”), płyta ma świetne flow i ani przez chwilę nie pozwala sobie na utratę uwagi słuchacza.

All My Heores Are Cornballs to bezapelacyjnie jedno z najciekawszych muzycznych zjawisk tego roku. Chociaż element zaskoczenia, który był obecny przy pierwszych przesłuchaniach poprzednich albumów Jpegmafii tutaj nie jest aż tak duży, w ramach zachwycającej formy udało się po raz pierwszy przemycić tu aż tak dużo treści i piosenkowej materii.

Komentarze

komentarzy