Recenzja: Danny Brown U Know What I’m Sayin?

Data: 23 października 2019 Autor: Komentarzy:

Danny Brown

U know What I’m Sayin?

Warp

Jedna z najbardziej oryginalnych postaci współczesnego hip-hopu wraca po trzech latach od premiery doskonale przyjętego Atrocity Exhibition. O ile tamta płyta była pełna mroku, strachu i niepokoju — Danny walczył wtedy ze swoimi demonami i dał upust tej walce na krążku, teraz raper wszedł na scenę odmieniony. Nie zapomniał jednak o przeszłości.

Uwagę zwraca kolorowa okładka i już samo to, że taka jest, zwiastuje pewną zmianę. Sugeruje, że Danny wygrał wewnętrzną wojnę i idzie dalej. Widzimy go bez rozwichrzonej fryzury, ostrzyżonego, na zdjęciach w internecie szczerzy zreperowane zęby. Słowem — inny człowiek. Raper, co prawda, tłumaczy, że zmiana wizerunku spowodowana była małą rolą w filmie White Boy Rick, ale jedno jest pewne — to, co było, już nie wróci.

Otwierające płytę „Change Up” wyraźnie pokazuje, że Brown nadal walczy, by stare nawyki nie dały o sobie znać, ale jednocześnie nie zmieniłby tego, co było, bo przeszłość ma wpływ na to, kim jest teraz. Z wyraźnym dystansem odnosi się do przygód z dawnych lat, jak chociażby w „Dirty Laundry”, w którym w prześmiewczy sposób opisuje seksualne doświadczenia z kobietami. W jednej z wypowiedzi stwierdził, że U Know What I’m Sayin? to jego wersja albumu stand-upowego i do pewnego stopnia można przyjąć takie założenie — ten kawałek idealnie do tej tezy pasuje. Jednak nowy album to nie tylko odnoszenie się do dawnego „ja”. To także obecny Danny, który celebruje życie, co wyraźnie słychać w znakomitym singlu „Best Life”. Można by pewnie pomyśleć, że ten wariat z poprzednich płyt gdzieś zniknął? Nic bardziej mylnego. Mimo ewidentnych zmian, w pewnym sensie to jest dalej ten sam Danny Brown, którego słyszeliśmy na Old czy XXX. Na nowym wydawnictwie raper wciąż jest niepokorny i serwuje obrazoburcze wersy, jak chociażby „I’m anemic with the ink, you a Stevie Wonder blink/I take a piss in that same sink you wash dishes with”. Do tego nie zostawia suchej nitki na słabych raperach i pospolitych idiotach.

Muzyka na krążku to połączenie eksperymentu i klasycznego hip-hopu. Nie uświadczymy tu raczej industrialnych klimatów z Atrocity Exhibition, ale na nudę na pewno nie można narzekać. Wciąż jest bardzo ciekawie, nierzadko w nieoczywisty sposób, jak w „Belly of the Beast” na bicie Paula White’a, boom-bapowym „Savage Nomad” czy utrzymanym w stylu J Dilli „3 Tearz” z bitem Jpegmafii, a z gościnnym udziałem Run the Jewels, którzy może nie zaliczają jakiegoś wybitnego występu, ale całkiem dobrze się z Dannym uzupełniają. Magiczną robotę robi stale współpracujący z Brownem wspomniany Paul White. Poza „Belly of the Beast” ma na koncie jeszcze trzy produkcje. Każda z nich jest inna i świetnie pokazuje jak Danny Brown potrafi się poruszać w szerokim spektrum brzmień. W „Negro Spiritual” charakterystyczny podkład dostarczają Flying Lotus i Thundercat, tego wszystkiego jednak nie byłoby bez jednej osoby, która zasługuje na oddzielny akapit.

Sprawcą całego zamieszania jest tak naprawdę Q-Tip, który został producentem wykonawczym materiału. Executive Producer to trochę zaniedbana na naszym rynku muzycznym profesja, która polega, mniej więcej, na koordynowaniu powstawania dzieła. To producent wykonawczy tak naprawdę decyduje, w jakim kierunku idzie dany materiał, w tym przypadku płyta. Sam Danny Brown powiedział nawet, że U Know What I’m Sayin to w zasadzie album Q-Tipa, a on, jako raper, miał na tyle dużą swobodę, że wystarczyło przyjść do studia i zrobić swoje. Jeśli tak było w rzeczywistości, Tip wywiązał się ze swojego zadania znakomicie. Nie tylko dostarczył kilka świetnych bitów („Dirty Laundry”, „Best Life” i trochę zwariowane, niesamowicie energetyczne muzycznie „Combat”), ale pokierował gospodarzem tak, że osobowość Danny’ego Browna po transformacji w minionych trzech latach, znalazła artystyczne ujście na U Know What I’m Sayin. Raper idzie do przodu, zostawił dawne demony w przeszłości, przeszedł przemianę, która ma przełożenie na jego muzykę. Dalej poszukuje i zdecydowanie warto czekać na to, co pokaże następnym razem.

Komentarze

komentarzy