warp

Recenzja: Danny Brown U Know What I’m Sayin?

Danny Brown

U know What I’m Sayin?

Warp

Jedna z najbardziej oryginalnych postaci współczesnego hip-hopu wraca po trzech latach od premiery doskonale przyjętego Atrocity Exhibition. O ile tamta płyta była pełna mroku, strachu i niepokoju — Danny walczył wtedy ze swoimi demonami i dał upust tej walce na krążku, teraz raper wszedł na scenę odmieniony. Nie zapomniał jednak o przeszłości.

Uwagę zwraca kolorowa okładka i już samo to, że taka jest, zwiastuje pewną zmianę. Sugeruje, że Danny wygrał wewnętrzną wojnę i idzie dalej. Widzimy go bez rozwichrzonej fryzury, ostrzyżonego, na zdjęciach w internecie szczerzy zreperowane zęby. Słowem — inny człowiek. Raper, co prawda, tłumaczy, że zmiana wizerunku spowodowana była małą rolą w filmie White Boy Rick, ale jedno jest pewne — to, co było, już nie wróci.

Otwierające płytę „Change Up” wyraźnie pokazuje, że Brown nadal walczy, by stare nawyki nie dały o sobie znać, ale jednocześnie nie zmieniłby tego, co było, bo przeszłość ma wpływ na to, kim jest teraz. Z wyraźnym dystansem odnosi się do przygód z dawnych lat, jak chociażby w „Dirty Laundry”, w którym w prześmiewczy sposób opisuje seksualne doświadczenia z kobietami. W jednej z wypowiedzi stwierdził, że U Know What I’m Sayin? to jego wersja albumu stand-upowego i do pewnego stopnia można przyjąć takie założenie — ten kawałek idealnie do tej tezy pasuje. Jednak nowy album to nie tylko odnoszenie się do dawnego „ja”. To także obecny Danny, który celebruje życie, co wyraźnie słychać w znakomitym singlu „Best Life”. Można by pewnie pomyśleć, że ten wariat z poprzednich płyt gdzieś zniknął? Nic bardziej mylnego. Mimo ewidentnych zmian, w pewnym sensie to jest dalej ten sam Danny Brown, którego słyszeliśmy na Old czy XXX. Na nowym wydawnictwie raper wciąż jest niepokorny i serwuje obrazoburcze wersy, jak chociażby „I’m anemic with the ink, you a Stevie Wonder blink/I take a piss in that same sink you wash dishes with”. Do tego nie zostawia suchej nitki na słabych raperach i pospolitych idiotach.

Muzyka na krążku to połączenie eksperymentu i klasycznego hip-hopu. Nie uświadczymy tu raczej industrialnych klimatów z Atrocity Exhibition, ale na nudę na pewno nie można narzekać. Wciąż jest bardzo ciekawie, nierzadko w nieoczywisty sposób, jak w „Belly of the Beast” na bicie Paula White’a, boom-bapowym „Savage Nomad” czy utrzymanym w stylu J Dilli „3 Tearz” z bitem Jpegmafii, a z gościnnym udziałem Run the Jewels, którzy może nie zaliczają jakiegoś wybitnego występu, ale całkiem dobrze się z Dannym uzupełniają. Magiczną robotę robi stale współpracujący z Brownem wspomniany Paul White. Poza „Belly of the Beast” ma na koncie jeszcze trzy produkcje. Każda z nich jest inna i świetnie pokazuje jak Danny Brown potrafi się poruszać w szerokim spektrum brzmień. W „Negro Spiritual” charakterystyczny podkład dostarczają Flying Lotus i Thundercat, tego wszystkiego jednak nie byłoby bez jednej osoby, która zasługuje na oddzielny akapit.

Sprawcą całego zamieszania jest tak naprawdę Q-Tip, który został producentem wykonawczym materiału. Executive Producer to trochę zaniedbana na naszym rynku muzycznym profesja, która polega, mniej więcej, na koordynowaniu powstawania dzieła. To producent wykonawczy tak naprawdę decyduje, w jakim kierunku idzie dany materiał, w tym przypadku płyta. Sam Danny Brown powiedział nawet, że U Know What I’m Sayin to w zasadzie album Q-Tipa, a on, jako raper, miał na tyle dużą swobodę, że wystarczyło przyjść do studia i zrobić swoje. Jeśli tak było w rzeczywistości, Tip wywiązał się ze swojego zadania znakomicie. Nie tylko dostarczył kilka świetnych bitów („Dirty Laundry”, „Best Life” i trochę zwariowane, niesamowicie energetyczne muzycznie „Combat”), ale pokierował gospodarzem tak, że osobowość Danny’ego Browna po transformacji w minionych trzech latach, znalazła artystyczne ujście na U Know What I’m Sayin. Raper idzie do przodu, zostawił dawne demony w przeszłości, przeszedł przemianę, która ma przełożenie na jego muzykę. Dalej poszukuje i zdecydowanie warto czekać na to, co pokaże następnym razem.

Nowy utwór: Hudson Mohawke feat Irfane “Very First Breath”

hudson-mohawke-lantern-album-release-1-616x440

Będący jeszcze przed 30-stką Szkot przykuł uwagę już w 2005 roku wprowadzając nową jakość do muzyki elektronicznej. 7 lat potem razem z Lunice’em wywindował trap na piedestał za sprawą dobrze przyjętego projektu TNGHT. Obecnie Hudson eksperymentuje mniej, jednak wciąż dostarcza świeże tchnienie. Przykładem tego jest dobrze rokujące „Very First Breathe” z gościnnym udziałem Irfane’a — francuskiego wokalisty znanego m.in. z współpracy z Breakbotem. (więcej…)

Odsłuch Until The Quiet Comes Flying Lotusa

Wydawać by się mogło, że nowy album Stevena Ellisona znamy już dokumentnie. Dzięki krótkiemu filmowi, klipom czy licznym snippetom mieliśmy do tej pory okazję nasiąknąć klimatem znakomicie zapowiadającego się krążka. Teraz, niecały tydzień przed właściwą premierą w wytwórni Warp, mamy okazję odsłuchać całego, 47-minutowego materiału, na który składa się 18 kawałków.  To niewątpliwie gratka dla fanów uzależniających bitów, jednego z najgorętszych obecnie producentów z Miasta Aniołów.

 

STREAM