Recenzja: Noon Algorytm

Data: 15 czerwca 2018 Autor: Komentarzy:

Noon

Algorytm (2018)

Nowe Nagrania

„Algorytm” oznacza uporządkowany sposób postępowania prowadzący do rozwiązania pewnego problemu. Jako pojęcie matematyczne, kojarzy się ze schematycznością, zapewniającą przewidywalność. Zupełnie inaczej należy rozważać wybór tego słowa na tytuł najnowszego wydawnictwa Mikołaja Bugajaka, Noona. Jego Algorytm utożsamiać można ze skomplikowaniem kompozycji oraz z trudnościami w odbiorze, bo wymaga od słuchacza zaangażowania, jak i w przyporządkowaniu jego muzyki do jednej kategorii. Chociaż można wskazać pewne powracające sekwencje (nawiązując do poprzedniego wydawnictwa), to klimat nagrań pozostaje wciąż ten sam.

Algorytm ma być domknięciem trylogii, w skład której wchodzą także Pewne sekwencje oraz Dziwne dźwięki i niepojęte czyny. Sam autor najnowszą część przyrównuje do „skomplikowanego dziennika”. Przy jego tworzeniu nie bez znaczenia pozostają poprzednie materiały, ponieważ muzyk wyznał, że niektóre motywy z ostatniej płyty przetwarzał już od pracy przy Dziwnych dźwiękach i niepojętych czynach. Faktycznie, na Algorytmie słychać echa innych wydawnictw, nawet tych spoza „trylogii”. Pojawiają się charakterystyczne dla Gier studyjnych krótkie, cięte sample. Przez cały odsłuch czuć nieco ponury klimat ze wspólnego materiału z Hattim Vattim, przywołujący na myśl nocny spacer przez miasto. W żadnym wypadku nie świadczy to o odtwórczości, a o wielkości Noona, który latami tworzenia, wypracował swój styl, dzięki któremu już po paru dźwiękach z łatwością można go rozpoznać.

Mikołaj Bugajak kojarzony jest głównie z hiphopowymi produkcjami, chociaż, paradoksalnie, od dobrych kilku lat raczej stroni od rapu. W wywiadach wielokrotnie przyznawał, że hip-hop zafascynował go sztuką samplowania, ale w muzyce szuka ciągłych nowości. Na tle Algorytmu powrót do utworów składających się ze stopy, werbla, hi-hata i zapętlonego sampla faktycznie byłby twórczym regresem. Wspomniany „muzyczny dziennik” latami nabrał ciężkości i kunsztu produkcyjnego, dzięki czemu twórczość Bugajaka można określić po prostu jako „nowe nagrania”. Ostatni album nagrał razem z kilkoma muzykami, dzięki czemu każdy utwór ma swojego bohatera – gitarę Karola Czajkowskiego, bębny Bartosza Nazaruka, pianino Stefana Wesołowskiego, bas Piotr Połoza czy fenomenalną wiolonczelę Karoliny Rec.

Otwierający Algorytm „Rian” opiera się przede wszystkim na wspomnianej gitarze Karola Czajkowskiego, która powraca w różnych momentach utworu. Spokojny klimat szybko zmienia się w budzącą niepokój kompozycję, której wyjaśnienia należy szukać w wideoklipie towarzyszącym „Rian”. Obrazek to archiwalne zdjęcia Warszawy – dynamiczne obrazy współczesnego miasta przeplatają się z tragicznymi obrazkami wojennymi oraz z latami PRL-u, łączą je czarno-białe barwy. Analogowe zdjęcia w połączeniu z warstwą brzmieniową tworzą obrazową narrację miasta – raz spokojnego, dopiero co budzącego się lub usypiającego oraz dynamicznego za dnia, jednocześnie zaznaczona zostaje przeszłość, której nie da się wyzbyć przy refleksji nad stolicą. „Phantom Power” to przede wszystkim klawisze oraz pocięte sample wokalne, dzięki czemu klimatem najbliżej mu do hiphopowego dorobku producenta. Utwór ten można przeciwstawić kawałkowi „Grounded”, który jest chyba najciekawszą mieszanką inspiracji. Elektroniczne brzmienia przeplatają się tam z folkową wiolonczelą Karoliny Rec. Zupełnie innym numerem jest także „Droga”. Niezwykłemu podkładowi, w którym usłyszeć można charakterystyczne dla Noona dźwięki przywodzące na myśl Gry studyjne, towarzyszy wokal śpiewaka, Adama Struga. Poetycki tekst w połączeniu z muzyką Bugajaka wzbogaconą o żywą perkusję daje wrażenie tajemniczej duchowości utworu zamykającego album. „Droga” stawia także pytanie o to, czy kompozycje Noona powinny częściej być dopełnione przez wokal. Wydaje się, że w przypadku takiego ogromu nawarstwionych dźwięków, nie jest to koniecznością.

Muzyka Algorytmu ma w sobie coś mistycznego i niepokojącego. Być może właśnie to sprawiło, że okładka płyty to fotografia imitująca obraz niemieckiego malarza okresu romantyzmu, Caspara Davida Friedricha – „Mnich nad brzegiem morza”. Kompozycje Noona faktycznie mogą być równie kojące co widok rozległej wody. Mimo owej duchowości nie sposób nie wspomnieć o bardziej praktycznych cechach materiału. Z opisu płyty wnioskujemy, że praca nad stylem i nad samym wydawnictwem okazała się „praktyczną medytacją” oraz „akceptacją niedoskonałości”. W przypadku brzmienia trudno tu mówić o niedoskonałości, całość jest perfekcyjnie dopracowana, a okrojony materiał (cztery utwory) to wynik ostrej selekcji i chęci, by całość mogła przetrwać próbę czasu.

Komentarze

komentarzy