noon

#FridayRoundup: H.E.R., Żyto/Noon, GoldLink, Mykki Blanco i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Tym razem na płytowym pantałyku długo oczekiwana H.E.R., przesuwane od miesięcy Żyto/Noon, trochę niespodziewany GoldLink, a także Mykki Blanco, Wesley Joseph i Zilo. Nawet więcej na plejliście na dole wpisu.


#FridayRoundup

Back of My Mind

H.E.R.

RCA/Sony Music

2020 roku niewątpliwie należał do H.E.R., choć nie wydała wówczas żadnej płyty. Niestrudzenie jednak wypuszczała kolejne natchnione single eksplorujące całą paletę nastojów i tematów w soulu i R&B od świadomego progresywnego soulu w stylu dojrzałego Marvina Gaye’a przez pościelowy smooth neo-soul po radiowe jamy trap&B skrojone na radiowe plejlisty. To wszystko połączone ze scenicznym anturażem i doskonałym zapleczem wokalno-produkcyjno-songwriterskim sprawiło, że Gabi Wilson awansowała w oczach słuchaczy do rangi kogoś w rodzaju współczesnej inkarnacji Prince’a, która, zupełnie adekwatnie jest kobietą, i, uwaga ważne, nie jest to żaden „Prince w spódnicy”. Jeszcze na początku grudnia co piątek na krótką chwilę wstrzymywałem oddech, bo wierzyłem, że Back of My Mind jest kwestią najbliższych tygodni. Cóż, pomyliłem się, jak widać, mniej więcej o pół roku. Niestety jest to tylko po części płyta, na którą czekałem, bo H.E.R. jest niestety typem patologicznej zbieraczki. Tak jak swoje dwie pierwsze płyty ułożyła z wydawanych wcześniej epek i ich bonus tracków, tak tym razem skrupulatnie pozbierała wypuszczane przez ostatnie półtora roku single (w tym nieszczęśliwie popularny i nijaki jednocześnie duet z Chrisem Brownem) i dopełniła je do granic (nie)przyzwoitości (maksymalnej pojemności płyty CD — 80 minut) piosenkami o rozmaitych kształtach i brzmieniach. To dwie płyty w jednej — ta wrażliwa na niuanse, przemyślana i z dobrymi melodiami oraz tamta generyczna, traktująca twórczość artystki i jej słuchaczy jako narzędzia do generowania streamów. Ktokolwiek stwierdził, że dobrym pomysłem będzie tego kolosa sprzedać w tak nieokrzesanej formie nie miał za grosz wizji artystycznej. Co nie znaczy, że na krążku nie znajdziemy dowodów na talent H.E.R. Tylko najpierw musimy spędzić półtorej godziny na oddzielaniu ziarna od plew. — Kurtek


#FridayRoundup

Morza Południowe

Żyto / Noon

Nowe Nagrania

Tajemniczy, dziwaczny, fascynujący — te określenia idealnie oddają klimat albumu Morza Południowe. Noon wreszcie wrócił do hip-hopu, chociaż bardzo cenimy jego alternatywne, ambientowe i elektroniczne wcielenie. Z kolei Żyto, po wydaniu w 2014 roku płyty Wiry, skupił się na malarstwie. Z opisu płyty dowiadujemy się, że Morza Południowe to album pełen życia, który powstał na zajawce rodem z lat 90-tych. Wolność tworzenia obrazuje kompletna różnorodność utworów i pełne spektrum BPM. Projekt na pewno wart sprawdzenia! — Polazofia


#FridayRoundup

Haram!

GoldLink

RCA/Sony Music

Dwa lata po wydaniu Diaspory GoldLink powraca z nowym albumem zatytułowanym HARAM!. Zaczęło się od małego zamieszania – w singlowym „White Walls”  gospodarz postanowił puścić kilka linijek w kierunku Sheck Wesa. Na samym krążku także nie brakuje zaskoczeń. Od samego początku projekt zdaje się brzmieć nieco bardziej mrocznie i szorstko w porównaniu z poprzednimi wydawnictwami artysty – słychać to już w otwierającym „Extra Clip”. GoldLink ściągnął też całą masę gości – pojawiają się m.in. Rich The Kid, Jesse Boykins III, NLE Choppa, Santigold i wiele innych. Jak prezentuje się całość? Sprawdźcie odsłuch poniżej.— Mateusz


#FridayRoundup

Broken Hearts & Beauty Sleep

Mykki Blanco

Transgressive

Mykki Blanco prace nad Broken Hearts & Beauty Sleep rozpoczęła chwilę po rozstaniu. Album nie jest jednak przygnębiający, a refleksyjny i pogodny. To zresztą dotychczas najbardziej różnorodny i ciekawy muzycznie projekt artystki. Jak powiedziała już dwa lata temu, unikała używania sampli, ponieważ chciała stworzyć własne. Mykki tym razem zrezygnowała z eksperymentalnego hip-hopu na rzecz mieszanki house’u, jazzu i soulu. Blood Orange pomógł jej na przykład przy tanecznym, ale jednocześnie pełnym tęsknoty „It’s My Choice”. Swoje wokale na albumie dołożyły także m.in. Kari Faux („Summer Fling”) i Jamila Woods („Love Me”). Mykki Blanco jest w życiowej formie. Aż szkoda, że wciąż pozostaje w podziemiu i wzbudza zainteresowanie przede wszystkim queerowej społeczności.— Klementyna


#FridayRoundup

Ultramarine

Wesley Joseph

Eeviltwinn

Pierwsze spotkanie z twórczością Wesleya Josepha utwierdziło mnie w przekonaniu, że brytyjska scena rapowa króluje w Europie i wciąż rośnie w siłę. 24-letni debiutant nie predestynował do stania się nową twarzą popularnego kanału GRMDaily na YouTube, która w klipach sypałaby banknotami, zdecydowanie bliżej mu do kategorii artystycznych dusz lubujących się w sztuce wysokiej. Gdyby tylko miał ochotę, potrafiłby urzeczywistnić ten projekt bez niczyjej pomocy, ba, jako absolwent szkoły filmowej nie miałby nawet problemu z teledyskami, a jednak postanowił zaangażować do niego m.in. mistrza masteringu, Mike’a Bozziego, odpowiedzialnego za trzy ostatnie albumy Kendricka Lamara. Ultramarine cechuje spójność i ciekawe zastosowanie instrumentów, co najlepiej słychać na przykładzie tytułowego utworu – pełnego niepokojących dźwięków i zwieńczonego saksofonową solówką. Na sam deser Wesley zostawił „Patience”, czyli duet z pochodzącą z jego rodzinnego Walsall Jorją Smith. Biorąc pod uwagę fakt, że wokalistka nie współpracuje z byle jakimi raperami (patrz kawałki z Giggsem i Stormzym), niecierpliwie czekam na rozwój jego kariery.— Katia


#FridayRoundup

Where the Flower grow

Zilo

Zilo World

Where the flower Grow to album pozostający w polu zdesaturowanej, komfortowej muzycznej „sympatyczności”. To kawałkek miłego, wyspiarskiego R’n’B, nie bawiący się w szczególny radykalizm zarówno formalnie (to raczej strukturalistyczne rzemiosło niż progresja), jak i treściowo. Najciekawiej robi się, oczywiście, kiedy owa brytyjskość (głównie przejawiająca się w calkiem łebskich, przyjemnie organicznych liniach basu) przemyka po cichutku pod progami gitar i tradycyjnej soulowej zmuły. Bardzo sporadycznie zagubi się gdzieś w tym wszystkim również odrobina solanżowskiego minimalizmu, ale zupełnie obdartego z ambientowej lekkości. Nadal pozostajemy w rejonie milusiństwa, przyjemności i, o zgrozo, fajności.— Wojtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

#FridayRoundup: King Krule, Moses Sumney, Noon, Paulina Przybysz i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Długo wyczekiwane płyty wydali King Krule oraz Moses Sumney. Nasz kraj reprezentują swoimi wydawnictwami Noon oraz Paulina Przybysz, natomiast wszyscy fani hip-hopu z pewnością sięgną po solowy krążek, jaki przygotował Royce 5’9″.


Man Alive!

King Krule

True Panther Sound

Man Alive!, długo wyczekiwany następca wspaniałego The Ooz, wydaje się godzić ze sobą stylistykę poprzednika z paletą brzmień, które mieliśmy okazje usłyszeć na debiutanckim longplay’u brytyjskiego wokalisty. Z jednej strony zatem dostajemy obrzydliwie rozlazłą i nieśpieszną (w ten najlepszy możliwy sposób) narrację i flaneurską nonszalancje w stąpaniu po dźwiękowych pasażach, z drugiej natomiast miejsce narkotykowego oniryzmu charakterystycznego dla poprzedniej płyty zajmuje organiczny puls post-punkowej motoryki. Man Alive! jest także znacznie bardziej skoncentrowane na muzycznym „mięsie”, rezygnując nieco z frywolnej zabawy dźwiękowym absurdem, nie tracąc jednak w tej piosenkowej formule eksperymentalnego zacięcia. Najważniejsze jest jednak to, co u Krule’a pozostaje niezmienne i co stanowi o jego wyjątkowości najbardziej, czyli niepodrabialna umiejętność budowania gęstego jak londyński smog klimatu. Kawałki takie jak singlowe „Cellural”, „Comet Face” brzmiące jak sierota po Joy Division i the Clash czy wspaniale trip-hopujące „Stoned Again”, sprawiają, ze ma się ochotę rzucić wszystko, znarkotyzować, zakochać w aktorce kina niemego i sprzątać puste lotnisko tańcząc z mopem. Nie wszystkie z tych aktywności rekomendujemy, ale samą płytę jak najbardziej. — Wojtek Siwik

>


Græ: Part 1

Moses Sumney

Jagjaguwar

I oto jest — kiedy Moses Sumney prezentował single z następcy znakomitego Aromanticism, można było odnieść wrażenie, że jego konsekwentna art soulowa wizja będzie tym razem głośniejsza i potężniejsza. I faktycznie, Græ: Part 1 to album znacznie odważniejszy produkcyjnie, dosłownie oszałamiający środkami wyrazu (zarówno tymi syntetycznymi, jak i organicznymi), o wiele chętniej czerpiący z ambientu czy dark jazzu. Zupełnie jakby, w przeciwwadze dla ascetycznego Aromanticism, autor chciał wykrzyczeć uczucia po długim czasie spędzonym w kaplicy milczenia. Mimo barwnej palety dźwiękowej Græ: Part 1 to nadal emocjonalne i intymne wydawnictwo. Wciąż zachwyca sposób, w jaki Sumney oswaja wokalnie antynomię cicho-głośno, tworząc harmonijną i złożoną całość. Całość projektu Græ usłyszymy zaś 15 maja. Nie zmienia to faktu, że pierwsza odsłona albumu jest w tym momencie pozycją obowiązkową. — Maja Danilenko


Nobody Nothing Nowhere

Noon

Nowe Nagrania

Po blisko dwuletniej przerwie od wydania Algorytmu z piątą solową płytą powraca NOON. Nobody Nothing Nowhere, czyli piąty album NOON-a powstawał w różnych miejscach w Polsce i Europie: od pomysłu i pierwszych szkiców zarejestrowanych w Gdyni, poprzez Warszawę i Londyn, aż do finalnych nagrań w Łodzi. Atmosfera prac nad Nobody Nothing Nowhere jest tożsama z aurą towarzyszącą premierze Gier studyjnych, wydanej w 2003 roku drugiej solowej płycie producenta. Jednak tym razem artysta kładzie nacisk na dużo większe zaawansowanie, poświęcając się samotnej pracy z jedną maszyną. Mikołajowi na płycie towarzyszą znakomici muzycy, a zarazem stali partnerzy koncertowi — Marcin Awierianow (bębny), Piotr Połoz (bas) oraz Tomasz Mreńca (skrzypce). Warto zaznaczyć, iż zawarte na NNN partie NOON-a zostały zaprogramowane na maszynie wzorem występów na żywo, co zapewniło wydawnictwu dodatkowy element ruchu i życia. —Polazofia


Odwilż

Paulina Przybysz

Kayax

Chociaż jest to dopiero drugi krążek Pauliny Przybysz podpisany jej imieniem i nazwiskiem, uważni słuchacze znają pewnie inne muzyczne wcielenia wokalistki. W odróżnieniu od wszystkich dotychczasowych wydawnictw tym razem artystka postanowiła napisać wszystkie utwory po polsku. Jeżeli chodzi o warstwę muzyczną albumu zatytułowanego Odwilż, kolejny raz możemy usłyszeć na nim efekty współpracy z Markiem Pędziwiatrem oraz Spiskiem 1, ale oprócz nich swoje rzeczy dodali tutaj również członkowie zespołu Bitamina, Adam Kabaciński, Max Psuja czy Wiktoria Jakubowska. Na uwagę zasługują też goście udzielający się wokalnie, wśród których znaleźli się Dawid Podsiadło, Vito oraz Ryfa Ri. Następca świetnego Chodź Tu zapowiada się więc na kolejną udaną fuzję soulu, nowych brzmień oraz hip-hopu. — efdote


The Allegory

Royce 5’9″

Heaven Studios

Jeden z najlepszych tekściarzy na obecnej hip-hopowej scenie wraca z kolejnym solowym albumem. Co ciekawe. oprócz warstwy lirycznej Royce 5’9″ zajął się również produkcją albumu. Lista gości jest niemal tak okazała, jak ilość utworów tu zawartych (18 tracków plus 5 skitów), a wśród nich znaleźli się m.in. Westside Gunn, KXNG Crooked, CyHi the Prynce, T.I czy Vince Staples. Bez wątpienia jest to jedna z ciekawszych rapowych premier początku 2020 roku. — efdote


Noon zapowiada piąty album Nobody Nothing Nowhere

Noon

Noon

Niemożliwa ucieczka tematem piątej płyty Noona

Po blisko dwuletniej przerwie od wydania Algorytmu z piątą solową płytą powraca Noon. Nobody Nothing Nowhere, bo tak zatytułowany jest album, ukaże się 22 lutego 2020 roku nakładem wytwórni Nowe Nagrania. Piąty album Noona powstawał w różnych miejscach w Polsce i Europie: od pomysłu i pierwszych szkiców zarejestrowanych w Gdyni, poprzez Warszawę i Londyn, aż do finalnych nagrań w Łodzi. Album ukaże się na czarnym winylu i na CD. Jak o wydawnictwie mówi sam Noon:

Płyta Nobody Nothing Nowhere jest albumem o ucieczce, która okazuje się niemożliwa. Wszelkie zmagania i próby zmiany przeznaczenia przypominają podróż po spirali. Płyta składa się z trzech opowieści, a podsumowuje je utwór „Spektrum”. Całość ukazuje się niecałe dwa lata po premierze „Algorytmu”, ze względu na przeżycia, którymi chciałem się podzielić.

Atmosfera prac nad Nobody Nothing Nowhere jest tożsama z aurą towarzyszącą premierze Gier studyjnych — wydanej w 2003 roku drugiej solowej płycie producenta. Jednak tym razem artysta kładzie nacisk na dużo większe zaawansowanie, poświęcając się samotnej pracy z jedną maszyną. Mikołajowi na płycie towarzyszą stali partnerzy koncertowi — Marcin Awierianow (bębny), Piotr Połoz (bas) oraz Tomasz Mreńca (skrzypce).

Noon nie udostępnił jeszcze zwiastunu muzycznego, ale wyżej możecie zobaczyć okładkę, a poniżej tracklistę wydawnictwa.

Spis utworów:
1. „Delta Mare”
2. „Bergenske”
3. „Trion”
4. „Spektrum”

Up To Date Festival już niebawem!

Up To Date Festival startuje już w ten piątek! Jakiś czas temu pisaliśmy, że do Białegostoku przyjadą tacy muzycy jak Goldie, KAMP!, Face czy Otsochodzi. Przy okazji ostatnich ogłoszeń, do line-up’u dołączyło sporo ciekawych artystów. Naszych czytelników szczególnie powinna ucieszyć informacja, że w Białymstoku zobaczymy między innymi Noona. Mamy nadzieję, że fani producenta będą mieli okazję usłyszeć na żywo jego najnowszy materiał — Algorytm, który recenzowaliśmy w czerwcu. Na Up To Date zagrają również Dwa Sławy — hiphopowy duet z Łodzi, w skład którego wchodzą Rado Radosny oraz Jarosław Astek. Prawdopodobnie w Białymstoku usłyszymy utwory z ich najnowszej płyty, Coś przerywa. Dla fanów polskiej elektroniki zadowalającym ogłoszeniem powinien być Kuba Sojka. Pochodzący ze Śląska producent, umiejętnie łączy elektronikę z jazzowymi czy soulowymi inspiracjami. Jego talent został doceniony za granicą, współpracował z wytwórniami z Detroit czy Chicago. Spośród zagranicznych ogłoszeń warto wspomnieć o Aïshy Devi. „Przyszła na świat w Szwajcarskich Alpach a w jej żyłach płynie nepalsko-tybeteńska krew, która przyczyniła się to do ukształtowania się jej artystycznej persony – bezkmopromisowej poszukiwaczki inspiracji wykraczającej poza wszelkie, znane granice.” Devi to nie tylko wspaniały głos, ale i niezwykłe, duchowe podejście do swojej twórczości, które można poczuć podczas koncertów. Po resztę ogłoszeń i bilety wpadajcie na oficjalną stronę festiwalu!

Recenzja: Noon Algorytm

Noon

Algorytm (2018)

Nowe Nagrania

„Algorytm” oznacza uporządkowany sposób postępowania prowadzący do rozwiązania pewnego problemu. Jako pojęcie matematyczne, kojarzy się ze schematycznością, zapewniającą przewidywalność. Zupełnie inaczej należy rozważać wybór tego słowa na tytuł najnowszego wydawnictwa Mikołaja Bugajaka, Noona. Jego Algorytm utożsamiać można ze skomplikowaniem kompozycji oraz z trudnościami w odbiorze, bo wymaga od słuchacza zaangażowania, jak i w przyporządkowaniu jego muzyki do jednej kategorii. Chociaż można wskazać pewne powracające sekwencje (nawiązując do poprzedniego wydawnictwa), to klimat nagrań pozostaje wciąż ten sam.

Algorytm ma być domknięciem trylogii, w skład której wchodzą także Pewne sekwencje oraz Dziwne dźwięki i niepojęte czyny. Sam autor najnowszą część przyrównuje do „skomplikowanego dziennika”. Przy jego tworzeniu nie bez znaczenia pozostają poprzednie materiały, ponieważ muzyk wyznał, że niektóre motywy z ostatniej płyty przetwarzał już od pracy przy Dziwnych dźwiękach i niepojętych czynach. Faktycznie, na Algorytmie słychać echa innych wydawnictw, nawet tych spoza „trylogii”. Pojawiają się charakterystyczne dla Gier studyjnych krótkie, cięte sample. Przez cały odsłuch czuć nieco ponury klimat ze wspólnego materiału z Hattim Vattim, przywołujący na myśl nocny spacer przez miasto. W żadnym wypadku nie świadczy to o odtwórczości, a o wielkości Noona, który latami tworzenia, wypracował swój styl, dzięki któremu już po paru dźwiękach z łatwością można go rozpoznać.

Mikołaj Bugajak kojarzony jest głównie z hiphopowymi produkcjami, chociaż, paradoksalnie, od dobrych kilku lat raczej stroni od rapu. W wywiadach wielokrotnie przyznawał, że hip-hop zafascynował go sztuką samplowania, ale w muzyce szuka ciągłych nowości. Na tle Algorytmu powrót do utworów składających się ze stopy, werbla, hi-hata i zapętlonego sampla faktycznie byłby twórczym regresem. Wspomniany „muzyczny dziennik” latami nabrał ciężkości i kunsztu produkcyjnego, dzięki czemu twórczość Bugajaka można określić po prostu jako „nowe nagrania”. Ostatni album nagrał razem z kilkoma muzykami, dzięki czemu każdy utwór ma swojego bohatera – gitarę Karola Czajkowskiego, bębny Bartosza Nazaruka, pianino Stefana Wesołowskiego, bas Piotr Połoza czy fenomenalną wiolonczelę Karoliny Rec.

Otwierający Algorytm „Rian” opiera się przede wszystkim na wspomnianej gitarze Karola Czajkowskiego, która powraca w różnych momentach utworu. Spokojny klimat szybko zmienia się w budzącą niepokój kompozycję, której wyjaśnienia należy szukać w wideoklipie towarzyszącym „Rian”. Obrazek to archiwalne zdjęcia Warszawy – dynamiczne obrazy współczesnego miasta przeplatają się z tragicznymi obrazkami wojennymi oraz z latami PRL-u, łączą je czarno-białe barwy. Analogowe zdjęcia w połączeniu z warstwą brzmieniową tworzą obrazową narrację miasta – raz spokojnego, dopiero co budzącego się lub usypiającego oraz dynamicznego za dnia, jednocześnie zaznaczona zostaje przeszłość, której nie da się wyzbyć przy refleksji nad stolicą. „Phantom Power” to przede wszystkim klawisze oraz pocięte sample wokalne, dzięki czemu klimatem najbliżej mu do hiphopowego dorobku producenta. Utwór ten można przeciwstawić kawałkowi „Grounded”, który jest chyba najciekawszą mieszanką inspiracji. Elektroniczne brzmienia przeplatają się tam z folkową wiolonczelą Karoliny Rec. Zupełnie innym numerem jest także „Droga”. Niezwykłemu podkładowi, w którym usłyszeć można charakterystyczne dla Noona dźwięki przywodzące na myśl Gry studyjne, towarzyszy wokal śpiewaka, Adama Struga. Poetycki tekst w połączeniu z muzyką Bugajaka wzbogaconą o żywą perkusję daje wrażenie tajemniczej duchowości utworu zamykającego album. „Droga” stawia także pytanie o to, czy kompozycje Noona powinny częściej być dopełnione przez wokal. Wydaje się, że w przypadku takiego ogromu nawarstwionych dźwięków, nie jest to koniecznością.

Muzyka Algorytmu ma w sobie coś mistycznego i niepokojącego. Być może właśnie to sprawiło, że okładka płyty to fotografia imitująca obraz niemieckiego malarza okresu romantyzmu, Caspara Davida Friedricha – „Mnich nad brzegiem morza”. Kompozycje Noona faktycznie mogą być równie kojące co widok rozległej wody. Mimo owej duchowości nie sposób nie wspomnieć o bardziej praktycznych cechach materiału. Z opisu płyty wnioskujemy, że praca nad stylem i nad samym wydawnictwem okazała się „praktyczną medytacją” oraz „akceptacją niedoskonałości”. W przypadku brzmienia trudno tu mówić o niedoskonałości, całość jest perfekcyjnie dopracowana, a okrojony materiał (cztery utwory) to wynik ostrej selekcji i chęci, by całość mogła przetrwać próbę czasu.

#FridayRoundup: J. Cole, Noon, The Trp, Flirtini i inni

Jak co piątek podajemy wam na tacy odsłuchy ciekawych premier płytowych, a dziś, wbrew pozorom jest ich całkiem sporo — począwszy od zapowiedzianego w ostatniej chwili krążka J. Cole’a, przez debiutancki longplay tajemniczego bytu na scenie alt R&B — The Trp, nowe propozycje ze stajni Asfaltu, aż po powroty weteranów — Myi i Dela.


KOD

J. Cole

Dreamville, Inc.

OPIS— Adrian

J. Cole, obok Kendricka Lamara i Drake’a, zajmuje chlubne miejsce na podium amerykańskiej sceny hip-hopowej od czasu kiedy ni stąd, ni zowąd wypuścił pierwszorzędne Forest Hills Drive 2014. Kontynuacją tego zawrotnego sukcesu, miało być 4 Your Eyez Only, które, chociaż zawierało kilka niezwykle mocnych propozycji, było naznaczone również kilkoma chybionymi pomysłami. Jak widać, J. Cole bardzo wierzy w taktykę „surprise release”, gdyż zapowiedziane zaledwie kilka dni temu KOD już dziś trafiło do fanów. Poza oszałamiająco dobrą i nawiązującą do „Opowieści wigilijnej” okładki i tracklisty (12 utworów), niewiele wiadomo na temat nowego materiału rapera. Tematyka ma dotyczyć uzależnień i narkotyków, a jedynym gościem na albumie jest alter ego autora, czyli kill Edwards. Czy Cole ma szansę wrócić na szczyt i wzbudzić podobną ekscytację co 4 lata temu? Mam taką nadzieję — Adrian


Algorytm

Noon

Asfalt

Na jego surowym i niepowtarzalnym stylu dorastają kolejne pokolenia producentów. Mikołaj Bugajak, znany jako Noon, po dłuższej przerwie (10 lat!) wreszcie powraca z solowym materiałem. Sam muzyk o braku aktywności mówi w ten sposób: „wieloletnia praca nad własnym stylem okazała się praktyczną medytacją, a co najważniejsze — akceptacją niedoskonałości”. Algorytm ma być zamknięciem trylogii epek producenta. Poprzedzają go Pewne sekwencje oraz Dziwne dźwięki i niepojęte czyny. Wydawnictwo ma składać się z czterech utworów. Trudno tu mówić o „jedynie” czterech kawałkach, bo większość z nich długością odbiega od standardowych „radiowych” numerów (większość z nich trwa niemalże dziewięć minut). Po zapowiedziach w postaci „Rian” oraz „Phantom Power” można było spodziewać się rozbudowanych kompozycji oraz braku nudy jeśli chodzi o samo brzmienie. Trudno tu doszukać się owych wspominanych niedoskonałości.— Polazofia


Soak

The Trp

The Trp

Singlowym poczynaniom tajemniczego altsoulowego bytu The Trp przyglądamy się z uwagą już od miesiący — dziś rzecz nabrała wreszcie bardziej oficjalnego kształtu dzięki premierze debiutanckiego krążka Soak. To w sumie pół godziny muzyki rozłożone na 11 kompaktowych kompozycji oscylujących od minimalistycznego neo-soulu w stylu ostatniego albumu Franka Oceana, przez formalne zabawy z UK bassem aż po powykręcane R&B w klimacie zeszłorocznego albumu Dirty Projectors. To zdecydowanie pozycja, z którą powinniście się zapoznać.— Kurtek


Heartbreaks & Promises Vol. 4

Flirtini

Asfalt

Czwarta już część niezawodnej kompilacji Heartbreaks & Promises już dzisiaj ląduje w naszych głośnikach. Duet Flirtini (Ment XXL i Jedynak) przygotowali w ramach najnowszego wydawnictwa 16 utworów, nad którymi pracowało ponad 30 osób. Świetne single, na których pojawili się Rosalie., Ras, Jarecki, Ten Typ Mes, Sonar i PlanBe zwiastują naprawdę mocną porcję letniaków. Z woluminu no wolumin poziom rośnie w kosmicznym tempie, ogromny w tym udział topu polskich producentów, gdzie za każdy kawałek odpowiada ktoś inny. Soulection ma naprawdę godną konkurencję.— Richie Nixon


Illmatic: Live From the Kennedy Center

Nas

Mass Appeal Records

„…One was „nah,” the other was Illmatic, That’s a one-hot-album-every-10-year average”. W ten sposób przed laty na legendarnym „Takeover” Jay-Z podsumowywał karierę kolegi po fachu. I choć można się spierać, ile klasycznych albumów znajduje się na koncie Nasa, to co do tego, że Illmatic to jego najważniejsze dzieło, nikt nie ma żadnych wątpliwości. Po 24 latach od premiery raper wypuszcza wersję koncertową krążka, zrealizowaną z udziałem National Symphony Orchestra w The Kennedy Center w Waszyngtonie. Co prawda sam koncert miał miejsce w 2014 roku, jednak fanów Nasira z pewnością ucieszy, że będą mogli usłyszeć magnum opus legendarnego MC również w wydaniu symfonicznym.— Mateusz


Gate 13

Del the Funky Homosapien & Amp Live

l.o.t. Records

Del the Funky Homosapien barwny weteran rapowej sceny pomimo prawie 30 lat na scenie nadal daje z siebie wszystko i nadal brzmi kreatywnie i witalnie. Na wyprodukowanym przez AmpLive’a krążku Gate 13, jego pierwszym długogrającym albumie od pośpiesznego Iller Than Most z początku 2014 roku, tryska energią i wabi humorem. To stary dobry Del z bardzo konserwatywnym produkcyjnym anturażem — Amp Live mota się tu trochę między boombapową konserwą a ostrożnymi eksperymentami z oldschoolowymi syntezatorami, co nie powinno jednak nadto przeszkodzić zagorzałym fanom Dela w pozytywnym odbiorze krążka.— Kurtek


Stargate Music

Ras G & The Afrikan Space Program

Leaving Records

Jeśli chilloutowy instrumentalny hip-hop z eksperymentalną żyłką to wasza działka, koniecznie wsiadajcie na pokład Stargate Music sygnowanego przez Rasa G i jego Afrikan Space Program. To zaledwie pół godziny pokopanych elektrosoulowych bitów zupełnie naturalnie łamiących jakiekolwiek bariery gatunkowe.— Kurtek


TKO (The Knock Out)

Mýa

Planet 9 / MGM

Wierzcie lub nie, ale Mýa jest obecna na scenie już 20 lat i wciąż trzyma się świetnie na pozycji liderki zmysłowego, lekko oldschoolowego r&b. TKO (The Knock Out) jest ósmym albumem w bogatej dyskografii artystki. Wydawnictwo celebruje dwie dekady upływające od debiutu piosenkarki, czyli krążka Mýa, którego premiera miała miejsce dokładnie 21 kwietnia 1998 roku. Na płycie możemy spodziewać się kontynuacji stylistyki utrzymanej na ostatnim krążku, czyli nominowanym do Grammy Smoove Jones. Już sama okładka nawiązuje do estetyki poprzednika. Panna Harrison serwuje nam dwanaście kompozycji, w tym duet z GoldLinkiem i jak możemy się domyślać po singlowych „Ready for Whatever”, „Ready, Part II” czy „You Got Me”, artystka przygotowała solidny zestaw bedroomowych utworów, mocno przesiąkniętych brzmieniem soula i r&b lat dziewięćdziesiątych. — Pat


Primal Heart

Kimbra

Warner Bros.

Kimbra otwiera przed słuchaczami serce, pokazując że ma w nim miejsce dla całej palety barw i nastrojów. Prawdopodobnie też bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zbliża się do naszych, miskowych klimatów, wciąż jednak mocno tkwiąc w popie. Na trzecim albumie Nowozelandki znajdziemy jak zwykle mnóstwo różnorodności (lub jak kto woli — udziwnień): od sophisti-popowych ballad przez hymniczne plemienne utwory do łzawych neo-soulowych fragmentów, przywołujących na myśl zeszłoroczne dokonania Mosesa Sumneya. Wśród producentów między innymi Skrillex czy wieloletni współpracownik St. Vincent John Cogletone.— Maja Danilenko


Not for Sale

Smoke DZA

Babygrande

Przed tygodniem Smoke DZA wypuścił kolejną część swojej serii Ringside, a teraz atakuje szóstym longplayem zatytułowanym Not For Sale. Jak twierdzi sam raper, zależało mu na tym, by na najnowszym albumie zmieścić wszystko to, co go inspiruje. Mowa oczywiście o złotej erze rapu oraz R&B, można więc spodziewać się utworów utrzymanych w klasycznych klimatach. Ciekawie prezentuje się lista gości, wśród których są Joey Bada$$, Ty Dolla $ign, DRAM, Dom Kennedy czy Coz. Ciekawe co reprezentant Harlemu zgotował tym razem?— Mateusz


Eyio EP

Ibibio Sound Machine

Merge

Współczesny londyński big band Ibibio Sound Machine zaserwował nam dzisiaj suplement do ich zeszłorocznego drugiego longplaya Uyai. To jeszcze więcej ich sygnaturowej ultraprzebojowej mieszanki futurystycznego afrobeatu i funktroniki. W czterech nowych utworach ukazują cztery zupełnie różne odsłony własnej muzyki.— Kurtek


Metamorphosis

Uniatowski

Agora S.A.

Długo wyczekiwana, również przez samego artystę, płyta Metamorphosis zawiera trzynaście nastrojowych kompozycji, które Uniatowski stworzył na przełomie kilku lat. Utwory zostały napisane głównie w języku angielskim, a po polsku usłyszymy zaledwie pięć kawałków, w tym poznane wcześniej „Każdemu wolno kochać” oraz ostatni singiel „Honolulu”. Całość płyty, zgodnie z zapowiedzią, utrzymana jest w jazzowo-popowym klimacie, z elementami soulu i bossa nowy. Nic dziwnego, bo Sławek lubuje się w jazzie i porusza się po nim niezwykle swobodnie, a jego seria występów Tribute to Frank Sinatra zyskała niemały rozgłos. Tytuł albumu nie oznacza wcale metamorfozy fizycznej, o której tabloidy rozpisywały się od jakiegoś czasu, lecz dorastanie muzyczne, przemianę w dojrzałego artystę. Zatem posłuchajcie jak na przełomie wielu lat zmieniał się muzycznie Sławek. — Forrel


„Phantom Power”, czyli kolejna zapowiedź Algorytmów Noona

Premiera wyczekiwanych Algorytmów lada moment. Tymczasem, Noon zdecydował się na zaprezentowanie drugiego singla z nadchodzącego wydawnictwa. Po niezwykłym, niemalże ośmiominutowym „Rian”, tym razem otrzymujemy numer „Phantom Power”. Jak na razie obydwa utwory brzmieniowo można określić jako odmienne rozdziały muzycznej opowieści, która składać się będzie na krążek. Brzmienie „Phantom Power” jest zdecydowanie surowsze i bardziej „elektroniczne”. Przypominamy, że nowy materiał producenta ma zawierać cztery kawałki (trzy z nich trwają aż po około osiem minut). Z zapowiedzi wynika, że mają być to niezwykle złożone kompozycje, a do ich realizacji Noon zaprosił gości, między innymi śpiewaka, Adama Struga. Pozostaje czekać na piątek i dalszą część owej muzycznej historii.

NOON wydaje nowy album po 10 latach przerwy!

Na tę informację czekali z pewnością wszyscy fani Mikołaja Bugajaka. Producent, który jest współtwórcą evergreenów Grammatika oraz Pezeta, wraca po 10 latach z w pełni autorskim materiałem! Kolejnym, po Pewnych Sekwencjach wydawnictwem w jego dorobku, będzie krążek Algorytm. Wspomniana płyta, to trwająca pół godziny opowieść, składająca się z 4 wielowarstwowych kompozycji, które zostały stworzone za pomocą pełnej palety analogowych rozwiązań: od użycia mikrofonów wstęgowych po rejestrację na taśmie. Dzięki pracochłonnym zabiegom wszystkie ślady wygenerowane elektroniczne „żyją”, podlegają ciągłym przemianom.

Wiele barw Algorytmu jest zbudowanych na kilku planach, często niesłyszalnych, ale zawsze odczuwalnych.Filmowa w skali aranżacja została wzbogacona głównie przez wiolonczelistkę Karolinę Rec (projekt Resina – 130701 / Fatcat) oraz partie pianina wykonane przez Stefana Wesołowskiego (Ici D’ailleurs / Important Records / Mute Song Ltd). Co istotne, oboje są przede wszystkim kompozytorami, a ich kreatywność i styl dodaje do ich wykonań głębi i charakteru. Odrobinę surowej energii na basie w utworze „Grounded” przekazał Piotr Połoz z łódzkiego zespołu Psychocukier, a za oś rytmiczną albumu odpowiada Bartosz Mikołaj Nazaruk, perkusista znany z projektów folkowych oraz jazzowych. Ze środowiska etno/folk wywodzi się natomiast Karol Czajkowski, związany z wytwórnią Unizipped Fly, który otwiera płytę solową partią na gitarze elektrycznej w utworze „Rian”.

Specjalnym gościem na płycie jest śpiewak Adam Strug, zajmujący się sztuką wokalną i popularyzacją pieśni polskich przekazywanych od pokoleń wyłącznie w tradycji ustnej. Możemy usłyszeć go w finałowym utworze „Droga”, do którego Adam stworzył również tekst. Płytę tradycyjnie ilustrują zdjęcia średnioformatowe, a oprawą graficzną, tak jak w przypadku EP „Pewne sekwencje” zajął się Oskar Podolski (Oesu, Studio 247). Album pojawi się w sklepach 20 kwietnia 2018 roku. Preorder jest już dostępny na stronie sklepu Nowych Nagrań.

Tracklista:
1. Rian 8:07
2. Phantom Power 4:46
3. Grounded 7:52
4. Droga 7:53

Relacja z Hip Hop Kemp 2017

Wbrew czeskiemu hasłu promocyjnemu — „sweet 16” — line-up Hip Hop Kemp 2017 przypominał raczej program zlotu sympatyków geriatrii. Ostatecznie wypadło całkiem nieźle — dla każdego coś miłego. Polskie hasło promocyjne, czyli „festiwal z atmosferą”, odbierałam wcześniej jako trochę serowe, ale szybko zmieniłam zdanie — nigdzie indziej nie widziałam artystów napełniających napojami kubki widzów i zabierających publice telefony, żeby… nagrać się na nie czy zrobić pamiątkową fotkę (piękna sprawa). Hip Hop Kemp, pomimo jego imponującego stażu wiekowego, jest wciąż bardzo kameralnym wydarzeniem.

Pierwszy dzień co prawda lekko krztuśny, a to ze względu na występ Tego Typa Mesa z livebandem. A może raczej Tego Typa Moza? To świetny pomysł, żeby zabrać w trasę nową płytę, swoje największe przeboje oraz Kingę Miśkiewicz i Holaka, a nawet — jak na „komentatora rzeczywistości” przystało — nawiązać do Twin Peaks w „Czy ty to ty”. Ale pyskówka do widzów i sarkastyczne komentarze trochę zepsuły klimat koncertu. Duży kontrast w porównaniu z Rejjiem Snowem, który nie zawiódł i zadbał o przeniesienie swobodnej atmosfery swoich krążków na grunt koncertowy, polewając przy tym napoje widzom i zapraszając na scenę randomowego ziomka z Australii (trzeba było pomóc rapować). Najlepszym występem tego dnia był zdecydowanie Masego. Jego TrapHouseJazz (jak określa sam zainteresowany) był raczej mieszanką funku i future bassu. Jazzu było znacznie więcej chwilę później u Czecha Pauliego Garanda w Radio Spin Hangarze, zwanym też — słusznie zresztą — sauną. Jednak to energia i tak zwana „osobowość sceniczna” Masego doprawione szczyptą altowego saksofonu (momentami słabo słyszalnego, ale jednak) i hiciorem „Send Yo Rita” (opartym na samplu „Señority” Justina Timberlake’a) dały wybuchową, rozgrzewającą mieszankę, zaskakującą chyba nawet dla samej publiczności.

Drugi dzień to dla mnie zdecydowanie koncerty, które nie były najważniejszymi w programie. Zaczęło się od Little Simz. Świetny kontakt z publicznością, anegdotki i ogromna żywiołowość, nawet mimo dość skromnej frekwencji pod sceną. Wciąż jednak czekam na tak wyraźne kawałki w repertuarze jak choćby „Picture Perfect” czy „Dead Body”. Jeszcze lepiej wypadli kempowi weterani z Kontrafaktu. Oczywiście, to koncert z serii „złote przeboje” — bez bisów, bo sam był jednym długim bisem (z obowiązkowym, ulubionym przez Polaków, „JBMNT”; ale i z wieloma innymi, nazwijmy rzecz po imieniu — bangerami). W porównaniu z takimi Jedi Mind Tricks było o wiele więcej mocy. Rytmus udowodnił, że jego pozycja na czesko-słowackiej scenie hip-hopowej nie jest bezpodstawna; i ja za rok równie chętnie obejrzę powtórkę, choć rozumiem, że po kilku-kilkunastu latach może nudzić. Największy banger to jednak Quebonafide, który dał niesamowicie energetyczny występ, okrążając z zachwyconą widownią cały świat w jedną godzinę. Możecie mieć swoje zarzuty do Quebo, ale jego zaangażowanie i swego rodzaju teatralność wygrały wszystko, nawet jeżeli „nie zagrał Euforii, buuuu”.

Mimo bardzo dziwnego „be right back” w połowie koncertu Kool G Rapa (koncert dość osobliwy — dj rapera wypadł lepiej od samego rapera; hiciory od House of Pain i Tribe Called Quest znacznie bardziej rozgrzały publikę) i poprawnego Mos Defa (samo zastępstwo za Commona raczej nikogo nie uraziło — może prócz tych, którzy na Kempa nie pojechali — niemiecki out4fame spotkała zresztą dokładnie ta sama sytuacja), trzeci dzień był bardzo dobry. Na uznanie zasługuje oczywiście Grammatik. Eldoka i Jotuze do spółki z Noonem dali wspaniały wspominkowy koncert, który można by w skrócie nazwać „Grammatik gra Światła Miasta”. Atmosfera była tak podniosła i wzruszająca, że nawet konferansjerzy z Czech, zwykle obojętni albo nawet lekko ironizujący o polskich występach, krzyczeli po koncercie w tłum „zróbcie halas” (jeszcze raz: HALAS). Dla mnie największym highlightem, zarówno tego dnia, jak i całego festiwalu, był najbardziej dopracowany wizualnie, ale też najmniej kempowy Alltta. Kawałki z tegorocznego „The Upper Hand” w domu brzmią jak rapowa wersja Ratatat (czyt. bez szału), ale koncertowo to petarda. Obłędne biciwa od 20syla: chiptunesy, french touch, funk, nawet odrobina PC Music w towarzystwie doskonałej nawijki Mr. J. Medeirosa stworzyły razem niesamowity show, w wyniku którego cała sala dała się porwać do ekstatycznego tańca. Arturze Rojku, chyba wiesz, co masz robić. — MajaDan

Na Hip Hop Kemp przyjeżdża się głównie dla dwóch rzeczy — świetnej muzyki i niepowtarzalnego klimatu. Dla klimatu, na który składają się przyjaźnie nastawieni ludzie i lecący zewsząd rap. Wiadomo, dodatkowy urok nadają temu miejscu takie detale jak wypady nad jezioro, Kaufland czy dostępne w Czechach różnorodne specyfiki. W tym roku, mimo licznych narzekań uczestników, klimat był, i to naprawdę niezwykły. Co do muzyki, trudno zatrzeć złe wrażenie, jakie wywarł na fanów tegoroczny line-up. Oliwy do ognia dolał fakt odwołania Commona na krótko przed występem, ale trzeba przyznać, że organizatorzy spisali się na medal, błyskawicznie zastępując go Yasiinem Beyem. Bezbolesna zamiana, no chyba że ktoś gnał do Hradca specjalnie na Commona… wtedy to inna sprawa.

Masego, Oddisee czy Kool G Rap, nie ma co narzekać na ilość i różnorodność artystów z zagranicy. Faktycznie było w czym wybierać, bo oferta i spora, i różnorodna. Mimo to na wielu z tych koncertów czegoś zabrakło. W przypadku Kool G Rapa występ bardziej rozkręcił sam DJ. Wielkich rzeczy spodziewano się również po Yasiinie Beyu, tymczasem to, co działo się przed jego koncertem na scenie głównej całkowicie przyćmiło występ headlinera. Trzeba przyznać, że nieoczekiwanie ten dzień należał do Alltty! 20syl oraz Mr. J. Medeiros zrobili chyba najlepsze show tej edycji. Zgadzam się, że ich styl odbiega od samego Kempa, a szczególnie od artystów, którzy grali ostatniego dnia, bo już bliżej im do Masego. Przynajmniej była jakaś okazja, żeby się poruszać przed dosyć statycznym Beyem. Tegorocznym wygranym, jeśli chodzi o zagraniczne gwiazdy, jest dla mnie Rejjie Snow. Nie dość, że był szczerze zachwycony możliwością grania przed kempową publicznością, to dał znakomity koncert. Irlandczyk zawsze zaskakiwał różnorodnością w swojej twórczości, bo jeśli przyrówna się klimat singlów „1992” i „Flexin”, to można zacząć się zastanawiać, czy to oby ta sama osoba. Nieco obawiałam się, jak owa stylistyczna różnorodność przełoży się na koncertowe flow rapera, ale bez problemu przechodził od wolnych bitów po energiczne, a nawet nowoszkolne brzmienia.

Mimo że na mainie dominowali artyści zagraniczni, a na terenie Kempa proporcje Polacy-Czesi były raczej równomierne, to dla mnie Kemp muzycznie został zdominowany przez Polaków. O taki Kemp walczyliśmy? Być może, ciężko zaprzeczyć, że w tym roku polscy artyści zaskoczyli naprawdę pozytywnie.

Zaczęło się od QueQuality showcase. Quebo jak mało kto stawia na „młodziaków”, także mieliśmy okazję usłyszeć, jak brzmi załoga z jego wytwórni. Bokun, VBS, Emes i Kartky, a na koniec PlanBe udowodnili, że warto było do Hradca przyjechać dzień wcześniej. „Jak koncerty, to z rozmachem” — tak chyba obecnie brzmi dewiza Tego Typa Mesa, która przyświeca mu przy organizowaniu koncertów. Cały zespół z Holakiem, Kinga Miśkiewicz, Stasiak no i sam Mes, występami na żywo tylko potwierdza to, iż forma się go trzyma. Poza tym, że zaliczył mocny progres w rapie, progres zaliczył także jego wokal (ale żeby od razu Anthony Kiedis…). Akcja ze zdenerwowanym na fana Piotrem była równie dziwna co śmieszna, ale Artyście takie rzeczy się wybacza. W zupełnie innym klimacie odbył się występ naczelnego podróżnika polskiego hip-hopu, Quebonafide. Ten koncert można streścić w kilku słowach: pozytywna energia, pozytywny Quebo, skacząca publika i „Madagaskar”. Nieco później na scenie zawitał najmocniejszy obecnie jeden z mocniejszych polskich składów, czyli PRO8L3M. Oskar i Steez w Hradcu zagrali koncert prezentujący przekrojowo dotychczasowy dorobek duetu. Jak było? Jeśli ktoś kiedykolwiek był na show tych dwóch panów to chyba nie ma wątpliwości, że ten dzień należał do nich. Najpierw czarowali publikę takimi numerami jak „Księżycowy krok”, by za chwilę pobudzić słuchaczy mocnym uderzeniem, czyli „VHS” czy „Molly”. Magia!

Mój pierwszy Kemp i pierwszy koncert @pro8l3m

Post udostępniony przez Paulina Lubowiecka (@polazofia)

Z kolei Grammatik zabrał swoich słuchaczy w niezwykłą wspominkowo-muzyczną podróż. W tym wypadku sama atmosfera okazała się ważniejsza od tego, w jakiej formie są Eldo i Jotuze. Dawno nie byłam na tak poruszającym, sentymentalnym koncercie. Co prawda miałam okazję zobaczyć całą trójkę na tegorocznym Openerze, ale to właśnie Kemp był dla nich lepszym miejscem na powrót. Miejmy nadzieję, że Grammatika będzie można jeszcze gdzieś zobaczyć. Tegoroczny Festiwal z Atmosferą zakończyłam w hangarze na koncercie Małpy i Mielzkiego. Mimo ogromnej sympatii do obydwu raperów, Rottenberg zdecydowanie nie należy do zapętlanych przeze mnie płyt. Panowie chyba sami wyczuli, że nie jest to typowo kempowy materiał, urozmaicając go co i rusz wrzutkami z solowych dokonań. Backspin pękał w szwach, ale co tam, dla tak dobrego koncertu można było się przemęczyć, bo Małpa i Mielzky doskonale zamknęli występy tegorocznej reprezentacji polskiej na Kempie. — Polazofia

HV/NOON w Cafe Kulturalna 26.11.2015!

hvnoon

Hatti VattiNoonem na dniach (24.11) wydają Versions, czyli instrumenalną wersję zeszłorocznej, bardzo dobrze przyjętej płyty. Dwa dni później wystąpią w Pałacu Kultury, a właściwie w Cafe Kulturalna. Będzie to dobra okazja do zobaczenia tego duetu na żywo tuż po premierze nowego wydawnictwa. Warszawa jest jednym z przystanków na trasie koncertowej promującej Versions (w tym występ w Polskim Radio). Poniżej daty tegorocznych koncertów:

14.11 — GDYNIA, ATLANTIC
15.11 — BYDGOSZCZ, MÓZG
26.11 — WARSZAWA, CAFE KULTURALNA
27.11 — POZNAŃ, OCZY
28.11 — WROCŁAW, SZKLARNIA
09.12 — KATOWICE, RAJZEFIBER
10.12 — ŁÓDŹ, BEDROOM
17.12 — TRÓJKA POLSKIE RADIO

WYDARZENIE FB W CAFE KULTURALNA