Recenzja: Malibu Ken Malibu Ken

Data: 26 kwietnia 2019 Autor: Komentarzy:

Malibu Ken

Malibu Ken (2019)

Rhymesayers Entertainment

There’s something you should probably know before we go too far / My neighbor found a mushroom growing inside of my car — Aesop Rock bez żadnych skrupułów wciąga słuchaczy w swoją indywidualistyczną, w pewnym sensie nieosiągalną rzeczywistość. Rzeczywistość, w której jako tytułowy Malibu Ken kreśli wielopłaszczyznowy, naturalistyczny portret jednostki na tle społeczeństwa. Pod tym szyldem, razem z Tobacco, amerykańskim producentem i muzykiem elektronicznym, wydali w tym roku swój pierwszy wspólny projekt, o którego stworzeniu myśleli od wielu lat, odkąd tylko się poznali. W kontekście owej płyty trudno wyobrazić sobie lepsze połączenie — charakterystyczne flow Aesa na 8-bitowo brzmiących, powykręcanych podkładach od Tobacco porównać można właśnie do groteskowej wizji świata widzianego oczami Kena. Świat ten z jednej strony jest odrażający i destruktywny, z drugiej jednak w osobliwy sposób sympatyczny, a przede wszystkim komfortowy. Razem udało się duetowi stworzyć interesujący album (choć w żaden sposób nie przełomowy) — surowy i trudny, a jednocześnie niezwykle barwny, zabawny i treściowo pełny niuansów.

Najistotniejszy staje się tutaj storytelling Aesopa. Raper płynnie podejmuje kolejne refleksje, stopniowo wprowadzając słuchaczy w swoją koncepcję — Every day I wake up in a gallon of sweat / Puke blood, hit the shower, turn to Malibu Ken („Corn Maze”). Przedstawia siebie jako wyobcowanego obserwatora, który z perspektywy w ironiczny sposób odnosi się do wszystkiego, co go otacza. Robi to nie tylko opowiadając o przerysowanej codzienności, ale także wykorzystując znane mu historie. „Acid King” na przykład, pierwszy singiel promujący album, nawiązuje do postaci budzącego strach 17-letniego Ricky’ego Kasso, uzależnionego od narkotyków metalheada, który w ’84 zabił swojego kolegę, a następnie popełnił samobójstwo. Jeszcze ciekawiej wypada „Churro”, w którym Rock zwraca uwagę na brutalną dwoistość natury. Pretekstem do rozważań staje się tu autentyczna historia pary bielików amerykańskich, które do swojego gniazda, aby nakarmić młode, przyniosły… kota. Konkluzja jest prosta — We overlook the fact that while sometimes a cat’ll eat a bird / Sometimes a bird’ll eat a cat like it’s a fuckin’ churro.

Przy tym Aesop Rock niejednokrotnie podkreśla świadomość swoich umiejętności, a autotematyzm staje się nieodzownym wątkiem na albumie. Jego teksty są metaforyczne, bogate, pełne wielokrotnych i nieoczywistych rymów. W „Sword Box” swoją pracę porównuje do sztuczek wykonywanych przez magików — And for my next trick / I’ll make a dollar bill climb out your wallet / Disappear and reappear inside my pocket / I never really do these things twice / But if y’all ask nice I just might, co jest zresztą interpolacją otwierających słów utworu Danny’ego Browna „Greatest Rapper Ever”. Aes od wielkich gwiazd trzyma się jednak z daleka, tak samo jak od reszty społeczeństwa. Jako outsider zdaje się od niego odstawać, jedynie w krytyczny sposób analizując obserwowane w mediach postawy. Zauważalne są również aluzje do postaci Donalda Trumpa. Poczynając od karykaturalnej kreskówkowej okładki, po dwuznaczny wydźwięk otwierającego album „Corn Maze”. Możemy w takim razie zadać pytanie, dlaczego Aesop Rock swoich przekonań nie wyraża głośno i jednoznacznie. Spieszy więc sam z wyjaśnieniem — I know the goal is split the chrysalis wide / I’m only in it to hide, come on.

Komentarze

komentarzy