Recenzja: EABS Slavic Spirits

Data: 10 sierpnia 2019 Autor: Komentarzy:

EABS

Slavic Spirits

Astigmatic Records

Czym jest melancholia? Jakie są jej źródła? Dlaczego zakorzeniona jest w nas, Polakach, naszych obyczajach i w kulturze? Pytania te towarzyszyły zespołowi Electro-Acoustic Beat Sessions przy tworzeniu ich pierwszego, autorskiego materiału — Slavic Spirits. Pod wpływem długich rozmów o historii, polityce czy polskości jako takiej, zrodził się materiał, który podejmuje między innymi temat niezrozumiałej tęsknoty za przeszłością, która od lat obecna jest szczególnie w naszej kulturze. Próbując rozwikłać tę kwestię, muzycy postanowili powrócić do korzeni naszej tożsamości narodowej, do zamierzchłych czasów pierwszych Słowian. Na najnowszej płycie zabierają nas w muzyczną podróż do wieków pełnych grozy, kiedy człowiek żył w zgodzie z kalendarzem wyznaczonym przez naturę, a zakazy i nakazy były wynikiem wierzeń w bóstwa i strachem przed nieposkromioną przyrodą.

Slavic Spirits to pierwszy autorski materiał EABS. Do muzyków dołączył Tenderlonious, brytyjski wirtuoz instrumentów dętych. Poprzednia, świetnie przyjęta płyta, Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda) bazowała na kompozycjach klasyka polskiego jazzu. Tym razem zaprezentowali 7 własnych kawałków, prawie połowa to kompozycje wspólne, które powstały często z improwizacji. Najnowszy materiał nie odcina się jednak od tych, którzy polski jazz tworzyli. Muzycy przyznają, że inspirowało ich podejście wielu polskich wykonawców do folkloru, tego, jak łączyli jazz czy blues z tradycyjną, polską muzyką. Tego typu połączenia możemy znaleźć we wczesnych kompozycjach Tomasza Stańki czy w twórczości Czesława Niemena. Również EABS postanowili pochylić się nad naszą „unikatową tożsamością muzyczną”, na którą nie bez znaczenia pozostają wciąż obecne mity.

Za czym tęsknimy? Czy nie za światem, którego nie ma lub o którym mało co wiemy? Chociaż czasy pierwszych Słowian figurują w naszych głowach jako okres chwały i początków polskiej państwowości, w rzeczywistości nasza wiedza o tym etapie jest znikoma. Tytuł pierwszego utworu, „Ciemność”, możemy z jednej strony traktować jako metafora dezinformacji dotyczących początków Słowian, z drugiej strony, jako określenie tajemniczych czasów grozy. Podróż na szczyt, gdzie nastąpi „powitanie Słońca” rozpoczynamy od zanurzenia się w chaosie, który potęguje pierwsza kompozycja na płycie. Budzące niepokój dźwięki przywodzą na myśl pradawne istoty i demony żyjące w nieposkromionych jeszcze lasach. Utwór kończy się wyciszeniem — wyjściem z mroku, którego towarzyszący perkusyjny puls można skojarzyć z pulsem przyrody.

Muzycy powracają do czasów, kiedy to natura dominowała nad człowiekiem i to jej rytm decydował o życiu ludzi. Odnoszono się do niej z szacunkiem i ze strachem, którego nie należy mylić z romantycznym panteizmem — czczono lasy a nie Boga pod postacią drzew. Przypominają tym samym, jak bardzo straciliśmy szacunek do przyrody, którą chcemy podporządkować sobie. Wkrótce puls natury zakłóca Leszy – demon puszcz i pan zwierząt. Potrafił zwodzić ludzi, którzy nieodpowiednio zachowywali się w lesie. Błądzenie w puszczy skojarzyć można z drugą kompozycją, pełną nieoczekiwanych zmian i narastających motywów, z klawiszowym solo, które jest centralną częścią utworu. Następnym demonem jest Południca, zły omen nawiedzający pracujących w polu. Ukazywała się jako blada niewiasta lub jako wir powietrzny, którego dźwięków możemy doszukiwać się na początku utworu.

Kult oddawano nie tylko lasom – miejscem świętym były również góry. „Ślęża” rozpoczynają się budzącym niepokój wprowadzeniem pełnym odgłosów natury, które współgrają z wyobrażeniami dotyczącymi góry, na której podobno często unosiła się mgła i padał deszcz. To jeden z przykładów miejsc będących świadectwem płynnego przejścia z pogaństwa na chrześcijaństwo — dawne miejsce kultu solarnego zostało zamienione na klasztor. „Ślęża” jest również punktem zwrotnym jeśli chodzi o nastrój płyty. Z każdym kolejnym utworem mrok ustępuje jasności. Wspinamy się na Ślężę w stronę Słońca, a brzmienia pełne niepokoju ustępują kompozycjom pełnym nadziei i radości. Punktem kulminacyjnym jest utwór „Przywitanie Słońca”, który pozytywnym akcentem kończy podróż przez nieznane czasy oraz budzące niepokój brzmienia.

EABS wraz z Tenderloniousem stworzyli album koncepcyjny, którego należy słuchać w całości, aby móc doświadczyć kolejnych etapów poznawania naszych korzeni. Nie odpowiadają wprost na pytanie o polską melancholię, ale przybliżają nam ciągle przetwarzane przez nas mity, które obecne są szczególnie w dzisiejszych czasach sporów o polskość i podejście do historii. EABS czerpią również z muzycznego folkloru, ale w nowoczesnym stylu, łącząc je z subtelnymi tym razem samplami. Bez słów opowiadają o polskiej historii, korzystając z wiedzy zaczerpniętej od historyków, dziennikarzy czy książek takich jak Duchologia polska. Rzeczy i ludzie w czasach transformacji. Stworzyli imponujące muzyczne dzieło, będące jednocześnie opowieścią o czasach dwuwiary, mroku i słowiańskich duchach.

Komentarze

komentarzy