Recenzja: YBN Cordae The Lost Boy

Data: 6 grudnia 2019 Autor: Komentarzy:

YBN Cordae

YBN Cordae

The Lost Boy

Art@War / Atlantic

W dyskusjach wokół debiutanckiego albumu YBN Cordae’a często zdarza mi się podkreślać, jak dużym zaskoczeniem jest The Lost Boy. Jest to trochę paradoks, gdyż na samym albumie nie dostajemy właściwie nic, czego po młodym kocie nie mogliśmy się spodziewać. Jest duch Chicago, w szczególności wczesnych dokonań Chance’a, są błyskotliwe linijki i młodzieńcza buńczuczność. A jednak współczesny rap z pogranicza starej i nowej szkoły nie przygotował nas na to, co młody MC zaserwuje na swoim debiucie.

Wydaje mi się, że tym, co tak mocno obniżyło oczekiwania wobec debiutu młodzika z kolektywu YBN to obecne skostnienie klasycznej formuły hip-hopowej. Starzy wyjadacze i nowi „liryczni” raperzy brzmią na cykaczach mechanicznie, gubiąc w technicznych przejazdach oldschoolową dystynkcję i poczucie smaku (Logic, Eminem, Joyner Lucas, przykłady można mnożyć), zaś ciągła bitwa z mitycznym, demonizowanym „mumble” wychodzi chyba już wszystkim bokiem. W takiej sytuacji Cordae wydaje się niemałym błogosławieństwem. Kolorowy, charyzmatyczny, mocno osadzony w soulowych korzeniach, ale hołdujący trapowej przewózce i wysmakowanym bangerom artysta znajduje kompromis między tym, co klasyczne a świeżością brzmienia. Rozpływające się, miękkie brzmienia samplowanego hip-hopu podszywa trapową bezpardonowością, zaś dynamiczniejsze brzmienia stara się sprowadzić z powrotem na drogę miejskiej poezji.

Co zatem konkretnie dostajemy na The Lost Boy? Przede wszystkim niesamowity potencjał singlowy. „Have Mercy” gra nieoczywistym napięciem, serwując intrygujący instrumental i pełne pasji, modlitewne frazy, by ostatecznie rozładować gęsty klimat w wykończeniowym skicie interpolującym refren w obszary gospelowo-bluesowego jamu. „Bad Idea” z Chance’m to klasyczne ciepło chicagowskiego stylu, które swojego czasu złamało mi serce podnosząc znacznie oczekiwania wobec najnowszego krążka wspomnianego rapera, które musiały następnie brutalnie zderzyć się z rzeczywistością The Big Day. Największe wrażenie robi chyba jednak afirmatywne „RNP” z Andersonem .Paakiem. Chemia między tą dwójką jest porażająca, a flirciarski vibe i nieodparty urok osobisty obu panów tworzy nam na przestrzeni tracku bromance rodem z klasycznego blaxploitation (co zresztą sami zainteresowani przechwycili estetycznie w teledysku do kawałka).

Poza singlami jest równie ciekawie. Nie wiem, na ile jest to kwestia samej koncepcji Cordea’a, a na ile producentów, ale bardzo mocno uderza kuratorskie podejście do kwestii gościnnych występów. Pusha T wpada akurat, kiedy jest najbardziej potrzebny i udziela błogosławieństwa street creditu, refleksyjne R&B legitymizuje aksamitny głos Ty Dolla $ign, Meek Mill zaś serwuje chyba najwspanialszy moment na płycie ze swoim kaznodziejskim, pełnym pasji i ekstazy refrenem w „We Gon Make It”. Przy braku gości napięcie czasem opada i zdarzają się momenty narracyjnego przestoju, najwyraźniej widoczne w nieprzyjemnie rozlazłym „Family Matters”. YBN wychodzi jednak z tego z godnością i kończy album na pozytywną notę triumfalnym „Lost & Found”. Nie ma co się dziwić, chłopak ma co świętować.

The Lost Boy nie jest idealne. Głosy o zaangażowanej wersji Chance’a the Rappera i zarzuty o wyraźne odsłanianie swoich inspiracji nie są bezpodstawne i choć młodzieńcza witalność udziela się i utrzymuje uwagę, na kolejnym albumie może to już nie wystarczyć. To jednak tylko czarnowidztwo, a jak na razie YBN Cordae zaserwował nam jeden z najbardziej angażujących, obiecujących i, przede wszystkim, wspaniale stylowych albumów tego roku. Niby taki zagubiony chłopiec, a drogę wydaje się realizować aż zbyt konsekwentnie. Pozostaje czekać z niecierpliwością na dalsze kroki i koncert w Warszawie.

Komentarze

komentarzy