W ramach przygotowań do 9 lipca i wielkiego wejścia Jill, infomuzyka.pl (lub czasopisma) przygotowało wart przeczytania artykuł o naszej gwieździe. Serdecznie polecamy jego lekturę w wolnej chwili. Zwłaszcza ze względu na fakt, że pan redaktor Andrzej Cała może mieć większą siłę oddziaływania i autorytet niż jakaś tam emm!, czy inna siostra (oczywiście z całym szacunkiem dla emm! i siostry ! ; ) ).
To, co daje z siebie nie jest towarem. Nie jestem niewolnikiem, nie sprzedaję siebie. Daję ludziom poezję i swój talent nie po to, by się wzbogacić, lecz dlatego, że być może część z nich wzbogaci się wewnętrznie dzięki temu, co dostałam od Boga – powiedziała kiedyś Jill Scott pytana o przesłanie jej twórczości.
Ci, którzy znają materiał z jej trzech klasycznych studyjnych krążków, dwóch koncertowych i jednej kompilacji zawierającej co ciekawsze dokonania Jill we współpracy z innymi artystami, nie są na pewno zaskoczeni takim wstępem do tego tekstu. Trzydziestosześcioletnia artystka pochodząca z miasta braterskiej miłości – Filadelfii, to wielki skarb muzyki soul ostatniej dekady. Fantastyczna tekściarka, genialna performerka obdarzona wybitnym głosem, a przy okazji ciepła osoba nie mająca w sobie cienia pozy i gwiazdorstwa.
Artystka dobrze wspomina dzieciństwo, pomimo, że wychowała się bez ojca, za to z bezgranicznie oddanymi jej babci i mamie. Od najmłodszych lat wykazywała się niezwykłą inteligencją i wrażliwością, w szkole nigdy nie miała żadnych problemów. Pierwszym złym przeżyciem, jakiego doświadczyła w życiu był zły wybór matki, która na swojego nowego życia partnera wybrała tyrana. Jill nie miała jeszcze wówczas nawet dziesięciu lat. Po kilku miesiącach codziennych walk domowych z nadużywającym alkoholu i siły mężczyzną, pewnego dnia matka Jill uznała, że tak dłużej się już nie da i po prostu w pośpiechu spakowała cały dobytek. Kolejne lata Scott spędziła już u babci, ale pewna skaza na psychice pozostała. Długo nie chciała nawet znać facetów, przyjaciół dobierała niezwykle starannie, a wszelkie smutki i żale przelewała na ramieniu babci, z którą nawet do osiemnastego roku życia spała. Tak było jej po prostu lepiej i bezpieczniej.
Na szczęście nawet te smutne przeżycia nijak nie zahamowały Jill Scott w drodze do spełnienia swoich marzeń. Dostała się na filadelfijski Uniwersytet Temple, gdzie podjęła się edukacji pedagogiki. W pewnym momencie rozpoczęła też pracę jako nauczycielka angielskiego. Uczyła małe dzieci, ale uciekając od klasycznych metod. Jej pomysłem była nauka poprzez śpiew. Wykorzystywała różne psychologiczne chwyty, by zarażać dzieci pasją do sztuki, była bardziej kumpelą niż nauczycielką. Niestety jej metody zostały nisko ocenione przez radę pedagogiczną, składającą się ze starszyzny. Scott na moment się podłamała, czuła wyobcowanie, brak zrozumienia. Wtedy to na dobre zaczęła się jej przygoda z muzyką i poezją.
Filadelfia to miasto, w którym muzyka soul, jazz, funk i ambitny hip hop idą ze sobą w parze. Miasto wielu talentów, artystów, którym udaje się z powodzeniem łączyć sztukę z komercyjną przebojowością. Jill na początku zaczęła występować w lokalnych klubach takich jak Zanzibar, gdzie recytowała wiersze do oszczędnych, jazzowych podkładów, wygrywanych często tylko przez fortepianistę. Podczas jednego z takich występów zwrócił na nią uwagę Questlove – perkusista, producent i kompozytor The Roots. Urzeczony literackim talentem artystki bębniarz poprosił ją o napisanie kilku tekstów na nową płytę swej grupy. Jeden z nich, napisany jak głosi legenda „na kolanie w 5 minut”, to You Got Me.
Numer ten znalazł się na płycie Things Fall Apart The Roots z gościnnie śpiewającą Erykah Badu i rapującą Eve. Przyniósł on grupie nagrodę Grammy, a to jak popularnym się okazał, znacznie wpłynęło na doskonałą sprzedaż krążka. Był to początek wielkich zmian w życiu Jill Jedną z nich było to, że gdy tylko jej wolne terminy pokrywały się z koncertowym terminarzem The Roots nie było mowy, by w chórkach śpiewał ktoś inny.
Jill w tym czasie próbowała swoich sił także w teatrze. W 1999 r. została zaangażowana do kanadyjskiej trasy wystawianego pierwotnie na Broadwayu musicalu „Rent”. Przy okazji wyjazdu na tour wytłoczyła 100 CDR-ów ze swym demem. Jedno z nich trafiło w ręce Steve’a Mc Keevera, który właśnie powołał do życia wytwórnię Hidden Beach Records i szukał utalentowanych młodych twórców. Łatwo się domyślić, kto padł jego łupem na samym początku.
Wiosną 2000 r. ukazał się debiutancki krążek Jill Scott „Words and Sounds, Vol. 1”. Wyprodukowany w całości przez ekipę zrzeszoną w grupie A Touch of Jazz, pod czujnym okiem DJ Jazzy Jeffa. Ciekawostką było to, że przy pracy nad płytą wokalistka nagrała 52 kompozycje. Drugą jest to, że chcąc zaintrygować odbiorców w na okładce nie było napisane „Jill Scott – Words „, lecz „Who is Jill Scott? „. Po kilku miesiącach wszyscy już wiedzieli kim Ona jest – platynowy nakład płyty, 3 nominacje do Grammy, nagroda Soul Train za najlepszy kobiecy album r&b w 2000 r., trzy wyróżnienia „NAACP Image”. Jill Scott osiągnęła swój cel i rozpoczęła na dobre wspaniałą karierę.
Kolejne lata pracy to 2 doskonałe studyjne albumy, koncertowy krążek „Experience: Jill Scott 826+”„Collaborations”, czyli czternaście kawałków wykonanych z takimi artystami jak Mos Def, Common, George Benson, Chris Botti, Lupe Fiasco czy The Isley Brothers. W tym roku ukazało się zaś łączone DVD + CD z zapisem koncertu Scott w Paryżu. uzupełniony o materiał niewykorzystany na debiutanckiej płycie, materiał
Artystka w latach 2005 – 2008 aż trzykrotnie odbierała nagrodę Grammy. Raz był to triumf za solowy kawałek, a w dwóch wypadkach była to zasługa doskonałych występów gościnnych.
Jill Scott angażuje się również w działalność charytatywną, ma za sobą epizody aktorskie. Dla tysięcy młodych dziewczyn na całym świecie jest ideałem w kwestii skromności, zaangażowania w pasję i świadomości własnej wartości. Na jej pierwszy koncert w Polsce czekaliśmy bardzo długo, na szczęście w końcu się udało. Artystka wystąpi na zaproszenie agencji koncertowej Good Music już 9-ego lipca w warszawskiej Sali Kongresowej. To, czego można się spodziewać podczas występu, najlepiej zobrazuje kilka filmików promujących DVD „Live In Paris +”.



Komentarze