No i proszę!
Od rana przeczesywałem sieć w poszukiwaniu informacji, która umożliwiłaby mi wklejenie tu pierwszego newsa (nowy na pokładzie, dzień dobry) i już popadałem we frustrację, kiedy dowiedziałem się zupełnie przypadkowo, że oto wczoraj do naszych kin dotarł film, na który polowałem od dawna. Szczerze mówiąc, jestem zaskoczony, że dystrybucja dotarła i do nas, choć polski tytuł – „Małżeństwa i ich przekleństwa” – trochę mnie załamał. Whateva. Zostawmy ten drobny szczegół i cieszmy się, że film jest.

Bez zbędnych opisów i streszczeń po prostu nakażę wszystkim czytelnikom ruszyć do kin, bo w głównych rolach zobaczymy m.in. Janet Jackson i nadciągającą-do-Polski Jill Scott! Obie panie wielokrotnie były chwalone za swoje umiejętności aktorskie i myślę, że ich obecność jest wystarczającym argumentem dla większości z nas, by ruszyć tłumnie do kina.
Dla mnie jak najbardziej. Znając życie, film nie będzie okupował polskich srebrnych ekranów długo, więc tym bardziej warto się pośpieszyć. Jest to również okazja, by zobaczyć, jak Jill radzi sobie z aktorstwem, tuż przed tym jak usłyszymy, jak radzi sobie na scenie. Coś czuję, że w obu przypadkach będzie super.
Recenzja filmu po seansie.


Komentarze