
Miles from Kinshasa wybiera siebie
Koniec roku to często prócz podsumowań okazja do weryfikacji oczekiwań wobec wykonawców. Wśród tych, względem których pewne oczekiwania mieliśmy, był Miles from Kinshasa. Nietrudno się dziwić, kiedy tak trudno zapomnieć o jego barwnym singlu „Fireworks”, zachwycającej mieszance nieszablonowego i subtelnego R&B z syntezatorowymi podkładami. Całkiem niedawno Miles znów narobił nam trochę apetytu, a to za sprawą „Analogue” — alternatywnego R&B osadzonego w ejtisowym funku. Wiele się od tamtej pory nie zmieniło. „Stay” to przekorny utwór, antyromantyczny manifest asertywności i niezależności oprawiony w romantyczną, smooth soulową aranżację. Cokolwiek planuje Miles z Kinszasy, nadal zapowiada się co najmniej ciekawie.


Komentarze