Wydarzenia

Soulbowl Press Play

Data: 14 grudnia 2010 Autor: Komentarzy:

soulbowlpressplay1

Dwa dni nad tym myślę co by tu napisać i głupio zapominam, że Ty czytelniku nie lubisz czytać długich tekstów. Jesteś zajętym internautą, nie masz czasu, nie masz głowy, na pudelku piszą ciekawiej. Konkrety proszę! Zatem ten post jest tylko dla wytrwałych miłośników muzyki, gdyż w tymże wpisie wywnętrzniać będziemy się my, redaktorzy soulowej miski, tylko i wyłącznie o sobie. Takie mamy wielkie ego, że opiszemy w nim czego i dlaczego słuchaliśmy w tym tygodniu. I będziemy to robić częściej. Strzeżcie się!

Siostra

Florence + The Machine – Lungs Kiedy ten album wyszedł tylko rzuciłam uchem i pomyślałam „miły ale wrócę do niego później” i o nim zapomniałam. Teraz przypomniał mi się gdy byłam na etapie wyszukiwania sobie piosenek na dany temat. Typowe dla mnie jest wkręcanie się lub wykręcanie z doła za pomocą muzyki. I tak jakoś mi się do ipoda ten album przykleił na dłużej. Rock, soul, jazz, folk. Nazwijcie to jak chcecie. Prawdziwa muzyka z duszą. Obecny faworyt z albumu „Dog Days Are Over”

Minnie Riperton – Perfect Angel To kolejny album, który umyka wszelkim kategoriom muzycznym, tylko o kilka dekad młodszy. Subtelny anielski głos Minnie powala na tym albumie dzięki świetnym aranżacjom. Niech za rekomendację posłuży fakt, że najbardziej znany kawałek z tej płyty „Lovin You” to moim zdaniem najsłabsza kompozycja na albumie (napisana zresztą na kolanie). Płyta to produkcja Stevie’go Wondera, że tak wspomnę dla fanów. Faworyt: „Every Time He Comes Around”

Erykah Badu – Mama’s Gun Płyta na przełomowe momenty w życiu, a aktualnie taki przechodzę. Odmieniła kiedyś moje spojrzenie na siebie, teraz odmienia moje spojrzenie na otoczenie. Znowu odkrywam w niej coś innego; inne linijki, wersy, akcenty – liryczne i muzyczne. Ale przypominam sobie też te stare i wiecznie aktualne. Nie mam co jej rekomendować bo na naszej stronie Badu to oczywista oczywistość. Dodam tylko, że zdarzyło mi się w życiu kupić ją dwa razy i jedną z książeczek noszę zawsze przy sobie w torbie. What can I say, I’m a bag lady. Płyta życia. Aktualny faworyt: „Green eyes”

eMeS

Project Mooncircle – Finest Ego – Russian Beatmaker Compilation Zainspirowany niedawną wizytą prezydenta Rosji w naszym kraju, ja także postanowiłem dołożyć małą cegiełkę w ramach poprawy i ocieplania naszych wzajemnych relacji. Bitowa kompilacja podszyta sporą dawką elektroniki od naszych przyjaciół Moskali. Demokratyzacja życia u naszych wschodnich sąsiadów przebiega odwrotnie proporcjonalnie do rozwoju tamtejszych producentów. Haraszo!

Souleance – Soupape EP Duet Souleance to połączenie sił producenta Fulgeance i Dja Soulist. Po dwóch epkach „Le Plaisir” i „Le Monde”, „Soupape” to trzeci najnowszy przedsmak przed ich albumem planowanym na następny rok. Funk, new beats, muzyka brazylijska, electro-boogie, to wszystko znajdziecie na tym wydawnictwie. Świetne połączenie dźwięków organicznych z surową, energetyczną produkcją.

VA – In The Christmas Groove Jeśli macie już dość wszechobecnych świątecznych hitów w wykonaniu Wham czy pani Carey, a chcecie muzycznie podkręcić sobie świąteczny nastrój, proponuję alternatywę. Składanka „In The Christmas Groove” to zestaw soulowo-funkowych nagrań o tematyce bożonarodzeniowej. Tytuły mówią same za siebie: „Funky Funky Christmas”, „Santa’s Got A Bag Of Soul” czy „Boogaloo Santa Claus”.

Lejdi K

Monika Brodka – Granda Strasznie mnie ta dziewucha zaskoczyła (chyba mogę tak się o niej zwracać?). Wiem, że ma to tyle wspólnego z czarną muzyką co nic, ale jej najwięcej słuchałam w tym tygodniu. Album mega melodyjny, pełny dziwnych dźwięków, abstrakcyjnych, oryginalnych tekstów, a co najdziwniejsze – strasznie buja i wkręca. Graty za odwagę dla wokalistki bo dawni fani chyba nowej płyty nie zakupią. To nic, tłumy na koncercie w warszawskim klubie Palladium pokazały, że „Granda” doskonale sprawdza się na żywo i Brodka po tym krążku z głodu nie umrze.

Smolik – 4 Bardzo mało rozpromowana płyta, a szkoda. Smolik po raz kolejny pokazuje, że wie o co chodzi w muzyce. Delikatne melodie w sam raz wpasowują się w zimowe wieczory. Mnóstwo dęciaków, dodatkowo smyczki i naprawdę dobre aranżacje. Różnorodność gości chyba w tym przypadku nikogo nie dziwi. I tym sposobem mamy wokale np. Gaby Kulki, Miki Urbaniak (u niego dla mnie za każdym razem zmazuje plamę swojej solowej płyty), a także Kasi z zespołu Sofa. Polecam gorąco na ten przedświąteczny czas, nawet zamiast „Last Christmas”.

Kanye West – My Beautiful Dark Twisted Fantasy Jedyny Mąż po raz kolejny mnie nie zawiódł (tak, poprzedni album wielbię całym sercem mym, wybaczcie). Tak bardzo na niego czekałam, że aż mi trudno to opisać, a rezultat zadowalający w 100 %. Pełną recenzję zapewne przeczytacie TU niebawem, ja się rozwodzić nie będę, ale powiem jedno. Ta moc, zapowiadana pierwszym singlem ‚Power’ jest olbrzymia na całym albumie. Ciężko tego „buca” nie szanować za to, co stworzył.

ps. miałam pisać o Radiu Zet na Święta, ale darowałam sobie, chociaż słucham minimum 30 min dziennie! Cóż, lubię te radosne melodyjki.

aaktt

Marvin Gaye – Here, My Dear Końcówka lat 70tych to ostatni naprawdę rewelacyjny album Marvina Gaye’a. Mimo tego, album nie odniósł wielkiego sukcesu komercyjnego, ale wiadomo nie od dzisiaj, że to tak naprawdę żaden wyznacznik wartości artystycznej (choć Recording Academy, sądząc po nominacjach do tegorocznych Grammy, najwyraźniej uważa inaczej). Najdłuższa z płyt mistrza soulu, nagrana krótko po złożeniu pozwu rozwodowego przez jego pierwszą żonę Annę Gordy Gaye, poświęcona jest w zdecydowanej większości właśnie temu trudnemu okresowi w życiu artysty. Muzycznie to smooth soul na najwyższym poziomie z dużą dozą jazzowych, funkowych i progresywnych elementów. Można pisać o Here My Dear, ale tak naprawdę nigdy nie odda się klimatu, brzmienia, feelingu, jaki mu towarzyszy.

Crystal Castles – Crystal Castles [2] Niezaprzeczalnie jeden z najlepszych elektronicznych krążków tego roku. Pełen przesterów, szumów, trzasków, słowem brudnego brzmienia zgrabnie wydobytego z klubowych podkładów, którym nierzadko towarzyszą charakterystyczne krzyki wokalistki („Doe Deer”). Po części wpisuje się w nowoindukowany w ostatnich latach nurt witch house, który staje się powoli coraz bardziej popularny, ale od czołowych przedstawicieli gatunku, odróżnia grupę (na korzyść) smykałka do tworzenia naprawdę chwytliwych popowych melodii. Jak się bawić w 2010, to tylko (czy raczej przede wszystkim) z Crystal Castles.

The Velvet Underground – The Velvet Underground Esperymentalny rock z lat 60tych to jedna z rzeczy, które ogromnie cenię w muzyce, ale osobiście ciężko mi się z nim zaprzyjaźnić. Pierwsze odsłuchy wcześniejszego albumu legendarnej grupy The Velvet Underground & Nico, od którego rozpoczynałem swoją przygodę z muzyką zespołu nastroiły mnie dość ambiwalentnie. Musiało upłynąć trochę wody w rzece, żebym zaczął ich twórczość postrzegać szerzej i nauczył się doceniać połączenie szorstkich gitarowych numerów z popowymi akustycznymi piosenkami. Nie inaczej jest i tutaj. To muzyka natchniona, szczera, nie da się tego nie wyczuć już od samego początku, a przy tym doskonale zrównoważona. Folkowy feeling, rozstrojone gitary i progresywne smaczki brzmią razem niezwykle naturalnie i zdają się współistnieć tutaj bez żadnego wysiłku czy przymusu. To mimo wszystko dość spokojna i stonowana płyta.

Filip

c1Ciara – Basic Instinct Księżniczka crunku porzuciła swoje szpilki na rzecz sneakersów. Naładowany dużą ilością basów album całkowicie odcina się od eksperymentów, które były na „Fantasy Ride” i przedstawia Ciarę w miejscu, gdzie czuje się najlepiej – na scenie urban. Zdecydowanie mój Top 3 tego roku.

nickiNicki Minaj – Pink Friday Podczas gdy Lil’ Kim całkiem schowała się w cieniu, największa nadzieja żeńskiego rapu ostatnich miesięcy nagrała album, na którym zawarła wszystkie trendy czarnej muzyki ostatnich lat. Śpiewa, rapuje, przemienia się w kilka swoich alter-ego. Wśród gości najwięksi – Kanye West, Eminem, Rihanna.

lasttraintoparisDiddy-Dirty Money – Last Train to Paris Początkowo mający ukazać się na początku lata pierwszy krążek nowego projektu Diddy’ego, nazywanego przez złośliwych Diddym z chórzystkami, to producencki majstersztyk w każdym celu. I to ostatnia część ostatniego zdania jest tu kluczowa – rzadko bowiem się zdarza, żeby na jakimś albumie produkcja przyćmiła artystę, a na „Last Train to Paris” zdecydowanie mamy do czynienia z tym zjawiskiem. W sumie i tak się sprzeda, ale trochę szkoda dziewczyn.

Roux

opolopoOpolopo – Voltage Controlled Feelings Całkiem ciekawy album w klimacie boogie funkowym. Od pierwszego traku można wyczuć powiew lat 80’tych w powietrzu. Dużo syntetycznych brzmień, charakterystyczne bębny z pogłosem i prawie zawsze funkujący bass. Tokyo Dawn Records kolejny raz dostarcza album który na pewno nie jest na jedno przesłuchanie. Fani Onry czy Dam Funk’a nie powinni być zawiedzeni. Gościnnie m.in. Eric Rico.

brbub1Brownswood Recordings Six Gilles po raz szósty kompiluję. Ma do tego smykałkę jak mało kto, klimat jaki tworzy na składance płynie bardzo lekko i delikatnie. Kopalnia wschodzących artystów, brzmień wybiegających w przyszłość i pomysłów łamiących oklepane schematy. Świetna sprawa, genialny drogowskaz do dalszych poszukiwań.

isaac-aesiliIsaac Aesili Eye See Trudno jest mi to zrozumieć ale Nowa Zelandia ma monopol na ciekawych muzyków. Isaac Aesili jest następnym przykładem artysty o bardzo indywidualnym podejściu do muzyki, nie zamykającym się na żadne style, szukającym, niezwykle kreatywnym. Płyta pełna soulowego feel’u uciekającego momentami w reggae, neo funk czy 2step. Rewelacja.

Komentarze

komentarzy