W miniony weekend w Krakowie odbył się Coke Live Music Festival 2008, nie zabrakło na nim Timbalanda, który reklamowany był jako główna gwiazda piątkowego wieczoru. Pomimo zamieszania wokół występu Mosleya (tu), pojawił się na scenie późnym wieczorem. Jego występ, zapowiadany bardzo szumnie, okazał się maksymalnie rozczarowujący i nie można całej winy zrzucać na niedyspozycję artysty.
Zacząłem mieć dziwne odczucia, gdy osobisty DJ Timby, zaczął rozgrzewać publiczność hitami w stylu Don`t Stop The Music Rihanny, ale niestety później było już tylko gorzej. Pierwszym utworem, który wykonał był Oh Timbaland, wstępniak z jego ostatniej płyty. Póżniej miałem już tylko przyjemność uczestnictwa w zbiorowej dyskotece na świeżym powietrzu. Timbaland serwował nam wszystkie swoje najbardziej znane produkcje i ubarwiał je swoim”Uhhh, uhhh”. I tak nie zabrakło Promiscuous, 4 Minutes, SexyBack, Give It To Me, Dirt Off Your Shoulder, What Goes Around… Ciężko wzdychającego Timbalanda wspomagał zza konsolety DJ, który miał zdecydowanie więcej chęci, by rozgrzać publiczość. Nie wiem nac o zachorował Mosley, ale kilkakrotnie przepraszał publiczość, mówił, że „kocha Polskę”, podśpiewywał utwór X & Y Coldplay (?). Nie wspomnę o tym, że chyba nie do końca ekipa Timbalanda wiedziała, że jest w Krakowie, a nie w Warszawie. Zbyt pretensjonalne w tym kontekscie wydało mi się oddanie hołdu Aaliyah,w postaci nędznych pojękiwań do Are You That Somebody?, odebrałem to jako desperacką próbę wypełnienia czasu. Szczytem było włączenie Stronger Kanye Westa, nie od dziś wiadomo, że Timbaland był małym trybikiem, napędzającym ten utwór, dodając do całości swoją perkusję (?). Ukoronowaniem (bolesnym) występu był nieśmiertelny Apologize OneRepublic, wzbogacony do wdzięczne „Eeeeeh” Timby. Było pięknie, nastoletnia publiczność wyciągnęła zapalniczki, a przy Throw It On Me, Tim schodził ze sceny w blasku fajerwerek… Miałem wrażenie, że artysta był sam zażenowany swoim występem… nigdy nie przypuszczałem, że jedneo z najbardziej rozchwytywanych producentów stać na coś takiego.



Komentarze