Piszę o tym, bo to nawet mnie wzruszyło, a jeśli obserwujecie tę stronę od jakiegoś czasu i zadajecie sobie trud, aby odróżnić moje wpisy od np. wpisów mojego drogiego kolegi Filipa, powinniście wiedzieć, że zdarza się to niezmiernie rzadko. Może to dlatego, że Beyoncé również wzruszyła się, uświetniając swoim śpiewem pierwszy taniec nowej amerykańskiej pary prezydenckiej. Tym razem mam wrażenie, że zrobiła to wyjątkowo szczerze, w odróżnieniu od wszystkich wykonań If I were a boy, gdzie niby się wzruszała, ale chyba jednak bardziej napinała, co oczywiście nie świadczy o tym, że jest taką świetną aktorką, ale przynajmniej dobrze panuje nad fizjologią swojego ciała. Ale miało być o Baracku, ponieważ zaraz znowu mi powiedzie, że czepiam się Beyoncé Knowles-Carter. Jestem przekonana, że patrząc na tańczące postawne sylwetki Pierwszej Damy i Pierwszego Pana, takie europejskie tuzy jak Sarkozy (S(T)arko!), jedyny i niepowtarzalny Silvo Berlusconi oraz nasz mały książę Kaczyński wpadli w popłoch i już zamawiają sobie buty na koturnach u szewca Toma Cruisa, bo na wspólnym zdjęciu przecież jakoś wyglądać trzeba, a wiadomo, że praca polityka w wielu procentach opiera się na tzw. ”shakin’ handsach” i „photo opsach”. Nigdy nie chciałabym takiej pracy. To musi być niezwykle niewdzięczne zajęcie. Nie będę zagłębiać się tu w żadne polityki, bo takim niewdzięcznym i cynicznym kreaturom jak ja po prostu nie wypada, a ja znam swoje miejsce. Mogę tylko stwierdzić, że jesteśmy świadkami niesamowitych wydarzeń oraz yes we can! I At Last , oto historyczne przemówienie, bardzo w stylu gospel w rzeczy samej, jak na prezydenta Stanów Zjednoczonych przystało. A Michelle Obama ma fajniejszą sukienkę niż ta, której imienia nie pozwalacie mi wymieniać.


Komentarze