beyonce

Kolejna zaskakująca kolaboracja Eminema

Kolejna zaskakujaca kolaboracja Eminema

Była już Rihanna, P!nk, Sia, a nawet Gwen Stefani. Tym razem Eminem zaprosił do współpracy sławną Beyoncé, z którą stworzył całkiem ciekawy kawałek „Walk on Water”. To introspekcyjny utwór, w którym raper, z niewielką pomocą anielskiego wokalu Bey, otwarcie opowiada o swoim uzależnieniu od narkotyków i rozlicza się z przeszłością. Singiel jest zapowiedzią nadchodzącego albumu Eminema Revival, którego premiera ma się odbyć 17 listopada. Wcześniej (12 listopada) raper wystąpi podczas gali rozdania nagród MTV EMA 2017, na której ma zaprezentować utwory z płyty. Internet już oszalał na punkcie „Walk on Water”, a snute wciąż domysły co do zawartości krążka, podsycają tylko apetyt. Sprawdźcie jak poszło tym dwojgu.

Jay-Z i najnowsze klipy z 4:44


My tu gadu-gadu, a za panem Carterem ostatnimi czasy trudno nadążyć. Hova w ciągu miesiąca od wydania fantastycznego albumu 4:44 tydzień po tygodniu wypuszcza teledyski do kolejnych kawałków. Po animowanym „The Story of O.J.”, który ukazał się jako pierwszy, przyszedł czas na prawdopodobnie najszerzej i najgłośniej omawiany utwór tytułowy. Powiedzieć o ilustrującym go obrazku teledysk to o wiele za mało – Jay-Z przygotował film krótkometrażowy, który oprócz ujęć Beyoncé czy Blue Ivy oraz emocjonalnych scen tanecznych, świetnie współgrających z poruszającym tekstem, zawiera klipy prezentujące różne aspekty współczesnej kultury Afroamerykanów. Zobaczymy zarówno Earthę Kitt, Jean-Michela Basquiata czy Ala Greena, jak i zwykłych ludzi w mniej i bardziej codziennych sytuacjach. Trudno nie obejrzeć tego wideo co najmniej dwa razy, by zrozumieć jego sens.


Kilka dni po powyższej kompozycji, świat ujrzał wspólną wyprawę Jaya i Damiana Marleya na Jamajkę, z której materiał złożył się na teledysk (choć i tutaj możemy mówić o krótkometrażówce) do „Bam”. To hołd dla muzyki reggae i jej domu — dla wpływu, jaki wywiera na twórczość niezliczonej ilości artystów (Hova w rozmowie z Marleyem i Sister Nancy sam mówi, że reggae towarzyszy mu od najmłodszych lat), dla niepowtarzalnego klimatu wyspy, na której muzyka łączy ludzi, wreszcie — dla spuścizny, jaką pozostawił po sobie legendarny Bob Marley. Surowe kadry z ulic i innych zakątków Jamajki wraz z wkładem gości i świetną narracją tworzą doskonale opowiedzianą, namacalnie prawdziwą historię.


Ilustracji doczekał się również utwór otwierający 4:44 – „Kill Jay Z”, któremu rozgłosu nadał w głównej mierze poruszony w kilku wersach temat przyjaźni Jaya i Kanye’ego Westa. Po długim milczeniu Carter poddał starego kumpla ostrej krytyce, nie pozostając mu tym samym dłużnym po akcjach, które opisuje w kawałku. Wielu fanom pamiętającym czasy „Big Brother” Hova złamał serca — i właśnie złamane serca są motywem przewodnim „Kill Jay Z”. Serca najbliższych, serca słuchaczy, w końcu — serce samego Jaya, który podobnie jak w „4:44” z żalem obnaża się z nieczystych występków. W czarno-białym klipie młody chłopak ucieka ulicami przed niedostrzegalnym zagrożeniem, po czym samotnie leży pośrodku pustyni czy walczy z falami oceanu. Pustka i ból w pigułce — przesłanie niedługiego wideo jest jak najbardziej jasne.


Najświeższy obrazek od Jaya to „Adnis”. Choć jego fragment stanowił pierwszą zapowiedź 4:44, kawałek pojawił się jedynie na fizycznej wersji płyty. Zgodnie z tym, co mogliśmy zobaczyć w trzydziestosekundowym urywku sprzed kilku tygodni, pierwsze skrzypce w produkcji gra Mahershala Ali. Laureat Oscara wcielił się w boksera, któremu w niektórych ujęciach towarzyszy trener — w tej roli kinowy weteran Danny Glover. W odróżnieniu od reszty, klip cechuje absolutna prostota, co bynajmniej nie odbiera mu wartości — jest wręcz odwrotnie. Na ten moment „Adnisa” obejrzeć mogą jedynie użytkownicy serwisu Tidal, ale warto wypatrywać obrazka już za kilka dni na YouTube — póki co przypominamy pierwotnie wydaną część teledysku.


A jeśli jeszcze wam mało, na Tidalu można znaleźć „Footnotes” do „The Story of O.J.”, „4:44” i „Kill Jay Z”, w których Jay i zaproszeni goście (wśród nich m. in. Chris Rock, Van Jones, Anthony Anderson) wypowiadają się w kwestiach ściśle związanych z całą płytą — udzielają odpowiedzi na pytania o rasizm, własne ego czy rodzinę. Zdecydowanie warte obejrzenia!

Lemonade Beyoncé wreszcie na winylu, do tego w naprawdę imponującym wydaniu

Uwaga winylowi kolekcjonerzy! Latem tego roku na Wasze półki trafić może nie lada kąsek. Mowa tu mianowicie o ostatnim jak na razie krążku Beyoncé zatytułowanym Lemonade. A że pani Knowles i jej ekipa lubią rozmach, to domyślacie się już pewnie, że nie będzie to typowe wydawnictwo. Całość ukaże się bowiem jako box zatytułowany How To Make Lemonade Box Set i oprócz dwóch 180 gramowych krążków w żółtym kolorze, zawierać też będzie ponad 600 (!!!) stronicową książkę zawierającą setki niepublikowanych wcześniej zdjęć powstałych podczas tworzenia albumu, wstęp, który napisał Dr. Michael Eric Dyson (autora książki Making Malcolm: The Myth and Meaning of Malcolm X) oraz poezję Warsan Shire, której dokonania użyte zostały przy pracach nad tekstami. Skoro już przy nich jesteśmy, to te również pojawią się w książce, a całości dopełnią osobiste zapiski artystki. Mniej przyjemną rzeczą jest cena, gdyż kolekcjonerska edycja kosztowała będzie prawie 300 dolarów. Na pocieszenie dodamy, że ukaże się również edycja bez książki, która będzie dziesięć razy tańsza. Na którą się decydujecie?

Beyoncé upublicznia dwa kolejne klipy z Lemonade

beyonce

Ani się nie obejrzymy, a cała wizualna odsłona Lemonade trafi na YouTube. Tym razem piosenkarka podzieliła się teledyskami do niesinglowych momentów płyt — kameralnej ballady „Sandcastles” i minimalistycznego „Love Drought”. Piosenkarka może i została okradziona z nagrody Grammy za album roku (przez, hehe, Adele), ale prostym gestem potrafi przypomnieć fanom, kto tak naprawdę powinien tę statuetkę otrzymać.

Beyoncé udostępnia klip do „All Night”

allnight

„All Night” wybrano oficjalnie na czwarty singiel promujący Lemonade Beyoncé. Podobnie jak w przypadku poprzednich — „Hold Up” i „Sorry” — piosenkarka udostępniła szerokiej publiczności teledysk do utworu zawarty na wideowersji Lemonade. To klip z rodzaju tych intymnych, w którym artystka dzieli się z fanami momentami ze swojego życia prywatnego. Oczywiście Beyoncé idzie w tym o krok dalej i wpisuje amatorskie nagrania w szerszy artystyczny kontekst. Wideo można obejrzeć poniżej.

Nowy utwór: Beyoncé feat. Dixie Chicks „Daddy Lessons”

cma

Po tym jak podczas zeszłorocznego rozdania Country Music Awards wspólny występ Justina Timberlake’a i Chrisa Stapletona wywołał w Ameryce prawdziwe szaleństwo, w tym roku trick postanowiła powtórzyć Beyoncé, która swój countrujący singiel „Daddy Lessons” postanowiła wykonać wspólnie z grupą weteranek muzyki country Dixie Chicks. Trio wykonywało numer B na krótko po premierze Lemonade podczas swojej trasy koncertowej, więc spotkanie wszystkich pań wydawało się czymś naturalnym. Wkrótce po samej gali Beyoncé podzieliła się na swoim soundcloudzie nową studyjną wersją singla z towarzyszeniem Dixie Chicks, które wplotły do utworu fragmenty melodii własnego „Long Time Gone”. Reinterpretacja nie ustępuje zresztą niczym klimatycznemu oryginałowi. Można nawet śmiało stwierdzić, że plasuje się wysoko na liście licznych, ale nie zawsze trafionych featuringów królowej R&B. Odsłuch poniżej.

Esta. sampluje Beyonce i składa beatowy hołd Kobiemu Bryantowi

esta

Esta to jeden z przedstawicieli fali nubeatowych producentów, którzy święcili sukcesy i zdobywali największe zainteresowanie te 3-4 lata temu. Kojarzony z kalifornijską oficyną Soulection artysta, znany jest przede wszystkim z wydanym w 2012 roku beatapem Bananas! (świetne „Good News”, „UpUp&Away”, „Play” czy „Bounce”), jak również wielu bardzo solidnych kompozycji, które na Soundcloudzie zawsze gromadzą co najmniej kilkaset tysięcy odsłuchów. Najnowszym utworem pochodzącego z Miasta Aniołów Esty, jest produkcja, która wprost nawiązuje do jednego z piękniejszych utworów Beyonce „My, Myself & I”. Oryginalne zwrotki Pani Carter zostały rozłożone na bardzo przyjemnie rozbujanym beacie i nawet ci, którzy są zżyci z pierwotną wersją powinni przysiąś leniwie na kanapie lub fotelu… a w końcu sobota jest, więc to nawet wskazane!

Kolejną produkcją, którą Esta absolutnie mnie zachwycił, jest beatowy hołd dla legendy NBA Kobiego Bryanta. W opisie utworu na Soundcloudzie Kalifornijczyka widnieje informacja: „From your #1 fan” i rzeczywiście jest to kompozycja równie wysokich lotów co wyskok Kobiego.

Niezwykłe otwarcie BET Awards 2016 – Beyoncé i Kendrick Lamar

bet

Tegoroczne rozdanie nagród BET oprócz oczywistego tributu dla Prince’a i odbijającej się dalekim echem wypowiedzi Jessego Williamsa, zaskoczyło jeszcze jednym występem. Niezwykle mocne i zapadające w pamięć otwarcie wykonała Beyoncé utworem „Freedom”. Jak to na Bey przystało, show było z przytupem — woda, ogień, plemienne tańce, ale najbardziej niespodziewanym momentem wykonu było pojawienie się Kendricka Lamara, który zakończył utwór. Niech spadnie na mnie teraz hejt, ale — o ile Kendrick jest prawdziwy w swoim przekazie, o tyle Beyoncé raz była „biała”, teraz jest „czarna”, a jeszcze wcześniej zamykała usta tym, którym delikatnie podbierała piosenki. Niemniej jednak show było mocne, zapadające w pamięć, a wszystko, czego dotknie Amerykanka staje się zauważalne. Tak i w tym przypadku wołanie o wolność powinno zostać usłyszane.

Recenzja: Beyoncé Lemonade

Beyoncé

Lemonade (2016)

Parkwood / Columbia

Abstrahując od małżeńskich i biznesowych relacji Beyoncé i Jaya Z, nie ma wątpliwości, że Lemonade to najciekawszy jak dotąd krążek piosenkarki. Beyoncé wychodzi poza ramy, w które oprawili ją połowicznie słuchacze i media, a w drugiej części ona sama. Dominantą wciąż pozostaje jednak pierwszoligowy pop — bez Diane Warren na pokładzie, ale z gamechangerami — Jackiem White’em i Kendrickiem Lamarem, którzy stymulują jedne z najbardziej organicznie zaaranżowanych kompozycji w karierze piosenkarki (odpowiednio — zatopione w upiornych chórkach, raconteursowsko nastrojone „Don’t Hurt Yourself” i zwieńczone mocarnym gospelowym refrenem „Freedom”) — a także regularnym country („Daddy”), którego coverować nie powstydziły się same Dixie Chicks. Niezależnie od przyjętej konwencji Beyoncé wypada nie tylko wyraziście, ale i wiarygodnie — jest strojna, ale nie przebrana.

Główną siłą Lemonade jest jednak nie tyle Beyoncé w roli kobiety o stu twarzach (to już popowe diwy na swoich płytach przerabiały nazbyt często i nazbyt często się na tym spektakularnie wykładały), co doskonałe zrozumienie i opanowanie odwiecznych rock & rollowowych praw — umiejętności przełożenia własnych doświadczeń na muzykę i współdzielenia ich z słuchaczami, metodycznego operowania elementem zaskoczenia czy wreszcie muzycznej i tematycznej adekwatności. Beyoncé oczywiście rozgląda się bacznie dookoła, ale w żadnym wypadku nie próbuje bezmyślnie powielać schematów. Lemonade to efekt świadomej, (wbrew pozorom) koherentnej i jak najbardziej konsekwentnej autokreacji. A to już przynajmniej połowa sukcesu. Druga to pierwszorzędne wykonanie, o które poza mającą ostatnie słowo panią Knowles Carter dba jak zwykle sztab medalowych songwriterów i producentów, wśród których znajdziemy m.in. Diplo (reinterpretujące najoryginalniejszy ze wszystkich croonerskich standardów „Hold Up” i nowocześnie reggaesoulowe „All Night”), Just Blaze’a („Freedom”) czy Mike WiLL Made-It (majstersztyk trapowej melorecytacji — „Formation”), którzy wspinają się na wyżyny swoich możliwości i kolektywnie wskrzeszają trueschoolowy z natury zabieg kreatywnego samplingu klasycznego soulu, przy czym efekt końcowy nazwać by można protomodernistycznym. Niezależnie jednak od przyjętej nomenklatury Lemonade pozostaje wielowymiarowym fenomenem, nieoczekiwanym magnum opus królowej współczesnego R&B.

Beyoncé z nowym albumem!

be1

Już od dłuższego czasu wiadomo było, że coś się święci. Wydany z zaskoczenia singiel i klip do „Formation”, tajemniczy trailer zapowiadający film na HBO czy nawet fejkowa tracklista krążąca gdzieś po sieci, kazały oczekiwać, że po dłuższym okresie ciszy dostaniemy coś nowego od Beyoncé. I stało się. Podczas premiery wspomnianego filmu, na serwis TiDal trafił nowy album artystki zatytułowany LEMONADE i przyznać trzeba, że ponownie udało jej się nas zaskoczyć. Na krążku znalazło się 12 utworów, na których gościnnie pojawiają się takie postacie jak Jack White, The Weeknd, James Blake, and Kendrick Lamar. Niezły zestaw prawda? Nie mniej ciekawie przedstawia się lista osób zaangażowanych w produkcję. Tacy ludzie jak m.in. Diplo, Ezra Koenig, MeLo-X, Soulja Boy, Hit-Boy, The-Dream, Mike Dean czy Just Blaze to raczej sprawdzone nazwiska, niemal zawsze gwarantujące wysoką jakość. A jak wyszło im tym razem? Przekonajcie się sami, sprawdzając całość TUTAJ, bo jak na razie, nie wiadomo nic na temat fizycznego wydania. Z pewnością to tylko kwestia czasu.

Tracklista:

01 „Pray You Catch Me”
02 „Hold Up”
03 „Don’t Hurt Yourself” feat. Jack White
04 „Sorry”
05 „6 Inch” feat. The Weeknd
06 „Daddy Lessons”
07 „Love Drought”
08 „Sandcastles”
09 „Forward” feat. James Blake
10 „Freedom” feat. Kendrick Lamar
11 „All Night”
12 „Formation”

KeKe Wyatt koweruje kolejny utwór w ramach #KekeCovers

keke

Wraz z ogłoszeniem szczegółów dotyczących nowego albumu Rated Love, KeKe Wyatt rozpoczęła promocję krążka. Najpierw pojawił się teledysk do singla „Sexy Song„, a w międzyczasie Amerykanka postanowiła publikować kowery swoich ulubionych artystów w ramach sesji #KekeCovers. Po „I Will Always Love You” Whitney Houston oraz „I’m Goin’ Down” Mary J. Blige, przyszła pora na Beyoncé i jej hit „Love on Top”. KeKe bardzo szanuje Bee i tym samym okazała najlepsze wyrazy uznania, wykonując jeden z singli swojej ulubienicy. Wyszło świetnie, bo obie panie mają mocne wokale. Przypominam, że najnowszy album Wyatt ukaże się 22 kwietnia. Kupicie płytę?

Kolaboracja roku? Mariah & Beyoncé

mariah_beyonce
A teraz garść ploteczek w soulowej misie. W trawie piszczy, że może dojść do współpracy dwóch największych gwiazd, czyli pani, która niedawno stała się czarna i pani, o której nawet Amerykanie nie wiedzą, czy jest black or white. O kim mowa? Oczywiście o Beyoncé i Mariah, które niedawno spotkały się w Los Angeles na dobroczynnej gali HeartView Global Foundation. Nie omieszkały zrobić sobie wspólnej fotki, czym tylko podsyciły spekulacje o ewentualnej kolaboracji. Jak to przy krótkich rozmowach bywa, diwy wymieniły ciepłe słowa i uściski oraz rzuciły wzajemne deklaracje o kooperacji. Wiarygodności niusowi dodaje fakt, że Knowles i Carey zatrudniły tego samego managera Jona Schwartza, który zapewne nie omieszka doprowadzić do finalizacji słownej umowy. Zobaczymy co z tego wyjdzie, a w oczekiwaniu przeszukajcie sieć, bo tam mnóstwo porównań i wokalnych bitew dwóch diw. Jedna z nich poniżej.

Nowy teledysk: Beyoncé „Formation”

beyonce40x640

Niby wszystko miało być normalnie. Na jutrzejszym Super Bowl zagrać miał zespół Coldplay, a wśród zaproszonych przez nich gości pojawić się miała Beyoncé. Wszyscy na luzie oczekiwali więc odegranego wspólnie, najnowszego hitu zespołu, czyli średniawego „Hymn for the Weekend”. Normalnie jednak nie będzie. Najbardziej zagorzałe fankluby wokalistki już od jakiegoś czasu wrzucały informacje, że na zamkniętych dla wszystkich poza ekipą gwiazdy próbach dzieje się coś więcej. I nagle wszystko stało się jasne. Internet obiegł nowy singiel i klip od pani Knowles, i jutro kilka tysięcy szczęśliwców zobaczy zapewne jego wykon na żywo. A co do samego numeru zatytułowanego „Formation” to powiemy tylko, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze.

Channing Tatum w roli Beyoncé podczas Lip Sync Battle

channing_beyonce2

Lip Sync Battle na dobre zagościło już w telewizji Spike. Podczas programu dzieje się wiele, ale bywają odcinki, jak ten lub ten poniżej, w których efekt zaskoczenia w postaci Beyoncé, która dynamicznie wtargnęła na scenę, powoduje szał na widowni, a śmiechu podczas całego występu co niemiara. Amerykański aktor Channing Tatum starł się w bitwie ze swoją żoną, ale to mąż skradł całe show. Wykonał utwór „Run The World (Girls)” i niezwykle wczuł się w rolę. Charakteryzacja – majstersztyk, kocie ruchy i ta burza włosów. Obłęd. Musicie to zobaczyć.

Świąteczne remiksy Dave’a Harringtona

harrington

Dave Harrington, czyli połowa składu Darkside, to najwyższa muzyczna jakość sama w sobie. Wystarczyła więc zaledwie informacja o jego specjalnym, przedświątecznym projekcie, żeby niejednemu fanowi aż się oczy choinkowo zaświeciły. 12 Days Of Remixes to idealny prezent dla wielbicieli dźwiękowych cięć i transformacji. Harrington wziął na warsztat m.in. „Human Nature” Michaela Jacksona, poddając nagranie lekkiej obróbce papierem ściernym i przyprawiając odrobiną gwiazdkowej psychodelii. Jednak prawdziwym rarytasem, który każdego momentalnie wyciągnie z grudniowej chandry jest przerobione „Blow” z ostatniego krążka Beyoncé. Dave tak wyselekcjonował ścieżki, że udało mu się zamienić ten kawałek w obłędnie pulsującą disco kulę. I co? Teraz Wam mało? Więcej remiksów znajdziecie pod tym adresem. Odtwarzajcie, zanim strażnicy praw autorskich zdadzą sobie sprawę z tego, co się tu wyprawia.

Nowy utwór: Coldplay feat. Beyoncé „Hymn for the Weekend”

beychris

Oto jest — wyczekiwany owoc uskrzydlonej współpracy grupy ColdplayBeyoncé. Basista Guy Berryman w rozmowie z Annie Mac na antenie BBC Radio 1 powiedział, że Królowa weszła do studia, w pełni profesjonalnie nagrała swoje partie i po kilku minutach już jej nie było. Oczywiście te wyśpiewane przez nią wersy to wielka radość i błogosławieństwo nie tylko dla zespołu, ale i dla nas — zwykłych, szarych słuchaczy, którzy odważą się kliknąć play. No… żarty żartami, ale pani Carter brzmi właśnie tak, jakby po znajomości poświęciła pięć minut na piosenkę, a potem została w miarę sprawnie zmiksowana i doklejona do reszty kawałka. „Hymn for the Weekend” na pewno jakieś tłumy, gdzieś na światowych festiwalach wzruszy, ale czy nam z własnej, nieprzymuszonej woli będzie się chciało wracać do tej misyjnej, anielskiej symfonii? Po trzech odsłuchach i utracie nadziei na jakiś lepszy, ukryty fragment, ośmielę się poddać to w wątpliwość.

Beyoncé pojawi się na albumie Coldplay

ve743rkcg08ld3ovg9qb
Beyoncé wciąż każe nam czekać na swój kolejny krążek, ale wiemy już, że piosenkarka zaśpiewa na najnowszym albumie zespołu Coldplay. A Head Full of Dreams składa się z 11 numerów, a gościnny kawałek z Queen B. owiany jest tajemnicą. Ważne, że grupa wypuściła już pierwszy singiel “Adventure of a Lifetime”. Dla przypomnienia dodam, że Chris Martin i żona Jaya Z wystąpili już razem podczas koncertu „Hope for Haiti Now” w 2010 roku. Z niecierpliwością czekamy na wspólny kawałek tej dwójki, a tymczasem do obejrzenia „Halo”:

Nowy utwór: MFUNDISHi „We Like To Remix”

emfu

Człowiek ukrywający się pod pseudonimami MFUNDISHi (rozwiewając wszelkie wątpliwości już na wstępie, czyta się EM-FOO-DEE-SHe) oraz rapowym Kente to ktoś, o kim w najbliższym czasie chciałabym uzyskać zdecydowanie więcej informacji. Na pewno pochodzi z Maryland i potrafi rozbujać tak, że żadna szarość nie przejdzie. Niedawno opublikował EPkę MFUNDANCe, która zupełnie niezobowiązująco ma zachęcić do tańców, jakich nawet sam Drake by się nie powstydził. Jednym z jej najlepszych fragmentów jest „We Like To Remix”, czyli bardzo wyluzowana, umiarkowanie osłodzona interpretacja „Party” z repertuaru Beyoncé. Mi już dziś niczego więcej do szczęścia nie potrzeba, dlatego i Was zachęcam do odsłuchu. Przy okazji przeklikajcie inne dostępne w tym miejscu kawałki, bo naprawdę szkoda by było przegapić tyle dobrego.

Nicki Minaj i Beyoncé rozpaliły Barclays Center

beynicki

Prawdopodobnie nie powinnam tak rozpoczynać tego wpisu, ale… no, nie wiem… serio nie wiem. Kocham Beyoncé jak własną siostrę, jednak coś ostatnio jest nie tak. Niby muzyka broni się sama, niby też o jej wspaniałym, luksusowym, pełnym miłości życiu wiemy tak wiele dzięki oficjalnej, kontrolowanej fali zdjęć, przepływającej przez media społecznościowe. Może rzeczywiście Queen B nie musi już udzielać wywiadów i odpowiadać na niewygodne, wścibskie pytania (na przykład o to, ile faktycznie ma lat). Mijają kolejne miesiące, a pani Carter zdaje się coraz bardziej chłodna, zdystansowana i (niestety!) plastikowa. Podczas wtorkowego koncertu charytatywnego Tidal X: 10/20 w nowojorskim Barclays Center, była niczym żywa lalka Barbie. Wygląd na bok, bo półplayback łamie serce o wiele bardziej. Nicki MinajBey po raz pierwszy wykonały razem na scenie kawałek „Feeling Myself”. Wspominając paryskie „Flawless”, ciśnienie podskoczyło już na samą myśl o następnym występie gwiazdorskiego duetu. Szkoda, że wrażenia po jego obejrzeniu nie są już tak ekscytujące. Nicki trochę pomyliła choreografię? Nawet dobrze, ponieważ dzięki temu wiadomo, że nie patrzy się na hologramy. Niemniej prawda jest taka — chociaż na tidalowym evencie wystąpiła cała plejada sławnych oraz sławniejszych, to w przypadku MinajKnowles (która pomogła też mężowi w „Holy Grail”) już samo pojawienie się w jednym miejscu, w odpowiednim czasie, w towarzystwie seksownych tancerek sprawiło, że ukradły show, rozbiły bank, podpaliły scenę, pozamiatały. Dobra, przyznaję… ten post jest tak zgorzkniały, bo liczę na to, że Beyoncé do mnie napisze i wszystkiemu zaprzeczy, a potem udzieli Misce ekskluzywnego wywiadu. Ekhem… cały koncert znajdziecie oczywiście pod tym adresem.

Nowy utwór: Drake feat. Beyoncé „Can I”

drake-beyonce-sal-houdini-can-i-leak-mp3-715x715

Owszem, „Can I” już jakiś czas temu pojawiło się w sieci. Wówczas stwierdziliśmy, że nie warto w ogóle o tym pisać. Nie dość że był to nieoficjalny wyciek, to jeszcze brzmiało to jak niedokończony utwór, snippet, albo jakiegoś typu track referencyjny. Nie ukrywałem zatem zdziwienia, kiedy włączyłem dziś oficjalną wersję „Can I” i okazała się ona być dokładnie tym samym, co słyszałem kilka tygodni temu. Wciąż jest krótko, a co do Bey to wciąż ciężko nazwać jej udział featuringiem. Jeśli jednak skupić się na tym co jest, a nie na tym czego nie ma — jest to naprawdę niezły utwór, dobrze wpisujący się w estetykę dotychczasowej twórczości Drizzy’ego.