beyonce

Beyoncé wizualizuje Króla Lwa dla Disneya

Beyoncé - Black Is King

Beyoncé wypuszcza kolejną płytę-teledysk Black Is King

Z pewnością kojarzycie, że w zeszłorocznej wyprodukowanej w CGI wersji kultowego Króla Lwa w rolę Nali w oryginalnej wersji językowej wcieliła się Beyoncé. Z tej okazji oczywiście pojawiła się na ścieżce dźwiękowej do filmu, zaśpiewała „Spirit”, a także wydała własną wersję soundtracku The Lion King: The Gift, na której zamieniła Disneyowski anturaż w wariację na Czarnej Panterze. Teraz to wszystko wraca jak déjà vu, bo piosenkarka na mocy kontaktu z Disneyem postanowiła zamienić tamten projekt w godzinny teledysk. Pozbyła się przerywników, dorzuciła do zestawu ostatni singiel „Black Parade” i voilà, oto Black Is King. Żeby zobaczyć całość potrzebujecie Disney+ (który po przesunięciach wciąż nie zadebiutował w Polsce). W ramach promocji projektu udostępniono natomiast klip do bujającego „Already” z Shattą Wale’m i Major Lazer.

Beyoncé w czarnym orszaku

Black Parade Beyoncé

Beyoncé dołącza do ruchu Black Lives Matter

Podobnie jak przed kilkoma uformowany przez Beyoncé korowód w trapowym „Formation” był wyrazem kobiecej emancypacji, teraz piosenkarka zawiązała orszak w innej sprawie. „Black Parade” to cegiełka artystki na rzecz ruchu Black Lives Matter. Przychody z konsumpcji numeru stojącego trochę w rozkroku między jej trapowym i afropopowym anturażem zasilą fundację BeyGOOD’s Black Business Impact Fund wspomagających czarnoskórych drobnych przedsiębiorców. Wśród songwriterów „Black Parade” znalazł się mąż piosenkarki, Jay-Z.

#FridayRoundup: Tuxedo, Beyoncé, Nas, Saul Williams i inni

Sezon ogórkowy ma swoje prawa, np. prawo do samozawieszenia. I tak oto drugi tydzień z rzędu w lipcu obserwujemy podwyższoną liczbę nowych wydawnictw, na które warto zwrócić uwagę. Niektóre to z pozoru odgrzewane kotlety, ale uważajcie mogą zaskoczyć wasze zmysły czymś świeżym. Jeśli nie przekona was Disneyowska lwica Beyoncé, nie macie ochoty na archiwalia Nasa, z pewnością nie zawiedzie was abstrakcyjny post-apokaliptyczny Saul Williams. Więcej klasycznie poniżej, jeszcze więcej — też klasycznie — na plejliście na spodzie wpisu.


Tuxedo III

Tuxedo

Funk on Sight

Ponad trzy lata minęły już od premiery ostatniej solówki Mayera Hawthorne’a Man About Town, ale w międzyczasie piosenkarz zdążył reaktywować wspólny projekt z Jake’m One — funk-popowy duet Tuxedo. Następca Tuxedo II z 2017 roku, zatytułowany odpowiednio Tuxedo III zgodnie z tytułem jednego z singli promujących „The Tuxedo Way” nie przynosi zaskoczeń i zmian w brzmieniu i stylistyce grupy. Te możemy znaleźć wśród gości na płytę zaproszonych — usłyszymy m.in. Levena Kalego, Gabriela Garzona-Montano, Dam-Funka czy MF Dooma, którzy dodadzą do funkującego anturażu Hawthorne’a i Jake’a One odrobinę pikanterii. — Kurtek


The Lion King: The Gift

Beyoncé

Parkwood / Columbia

Beyoncé, w oderwaniu od oryginalnego soundtracku do Króla Lwa, postanowiła wydać własną muzykę inspirowaną kultową bajką. Inspiracji jest mało, poza wstawkami dialogów pochodzących z filmu oraz nieco plemiennego klimatu. Trzeba jednak przyznać, że The Lion King: The Gift jest zbiorem ciekawych i oryginalnych dźwięków i jak na supergwiazdę przystało, w powstawanie płyty artystka zaangażowała same gwiazdy, włącznie z mężem Jayem-Z, a także promowaną przez mamę, Blue Ivy. Krążek jest solidnie wyprodukowany i dopięty na ostatni guzik, ale jest to zdecydowanie zbijanie kasy i podtrzymywanie popularności pani Carter na animacji, która w ogóle nie powinna się ukazać, by swoją nudną formułą nie psuć dzieciństwa takim, jak ja, którzy doznali pierwszych wzruszeń podczas oglądania oryginalnej wersji Króla Lwa. — Forrel


The Lost Tapes II

Nas

Mass Appeal / Def Jam

Pierwsza część The Lost Tapes zawierała w większości materiał, jaki szykowany był na album Am, ale wyciekł ze studia przed premierą albumu. Druga część zaginionych taśm zawiera nagrania pochodzące z sesji do krążków Hip Hop Is DeadUntitled, Life Is Good oraz NASIR, a lista muzyków, z którymi współpracował wtedy Nas, jest wręcz powalająca. Tym sposobem, kompilując niewydane wcześniej tracki, zebrano obok siebie takich producentów jak m.in. RZAPharrellSwizz Beatz, No I.D., AlchemistKanye West, Pete Rock, Statik Selektah, Hit-Boy czy DJ Dahi. Wszystko to daje nadzieję na solidny album, a Nas już zapowiedział, że w przyszłości ukażą się dwie kolejne części serii. — efdote


Encrypted & Vulnerable

Saul Williams

Pirates Blend

Saul Williams, naczelny buntownik hiphopowych rubieży, konsekwnetnie kroczy własną ścieżką. Nowy krążek Encrypted & Vulnerable jest drugą, po MartyrLoserKing z 2016 roku, częścią trylogii o górniku z Burundi, który zostając hakerem, staje się międzynarodową sensacją, by ostatecznie zostać uznanym za terrorystę. Na krążku gościnnie usłyszmy m.in. Dave’a Siteka z TV on the Radio i Christiana Scotta, na którego tegorocznym albumie pojawił się wcześniej Williams. Nowy album ma być jednocześnie soundtrackiem do debiutanckiego musicalu Williamsa Neptune Frost produkowanego przez Lina Manuela Mirandę. — Kurtek


Baker’s Dozen: Low Leaf

Low Leaf

Fat Beats

Na piątym studyjnym albumie, wydanym w ramach serii Baker’s Dozen Low Leaf odnawia kontakt ze swoją wiedźmową naturą. Tym samym porzuca neo-soulowe delikatności na rzecz połamańców obudowanych na konstrukcji, dla której fundamentami są glitch hop i wonky. Wplecione są w nie — jakżeby inaczej — harfa, pianino i gitara. Rytmiczno-melodyjne kolaże kroczą gdzieś w okolicach Drogi Mlecznej, mając w pamięci jak intergalaktyki Flying Lotusa, tak spirytualistyczną Journey in Satchidananda. Low Leaf czuwa jednak nad dźwiękami tak, by przywoływały wyobrażenie relaksacyjnej lewitacji na wodzie w kapsule floatingowej. — Maja Danilenko


Djesse Vol. 2

Jacob Collier

Hajanga / Geffen / Decca

Jacob Collier, specjalista od progresywnych, a jednocześnie zaskakująco popowych mariaży jazzu i soulu, po kilku tygodniach zwłoki zaprezentował właśnie drugą część zainaugurowanego w zeszłym roku, obliczonego na aż cztery woluminy, projektu Djesse. Na krążku, który pomimo rozmaitych gatunkowych inklinacji żyje i oddycha soulem wśród wielu zaproszonych gości usłyszymy m.in. śpiewające panie — szukającą nowego artystycznego głosu JoJo i czującą się w tej odsłonie jak ryba w wodzie Lianne La Havas. Dla miłośników słonecznego, natchnionego soulu pozycja obowiązkowa. — Kurtek


Brandon Banks

Maxo Kream

RCS / Sony Music

Maxo Kream to jeden z naczelnych przedstawicieli współczesnego Thug Life. Na konserwatywnym,gangsterskim etosie zbudował swoją pozycję obrońcy oldschoolu, grając gdzieś pomiędzy współczesnym trapem z naleciałościami R&B a starą szkołą cięcia sampli. Z Brandon Banks bije nostalgia i refleksja, na uliczne życie patrzy się bez romantyzującego filtra, a linijki toną w odmętach pamięci i kolejnych storytellingach o umierających przyjaciołach. I o ile jako swoisty pamiętnik album spisuje się znakomicie, w kwestii muzycznej momentami czuć zmęczenie materiału. To, co doskonale sprawdzało się na „Punken” tutaj zapętla się i w pewnym momencie popada w autokalkę. Widocznie wierność ideałom ma swoją cenę. — Wojtek


In My Defense

Iggy Azalea

Bad Dreams / Empire

Ahhh, Iggy… Urocze dziewczę, które swojego czasu podbijało listy przebojów oscylującymi tematycznie w okolicy bioder kawałkami próbuje sił w agresywnym trapie. I, o ile kilka lat temu jej obecność w mainstreamie budziła duże emocje, po wybuchu popularności odważnej i bezkompromisowej Cardi B oraz wielkim powrocie prostackiej agresji ze strony Nicki, Azalea na tle naczelnych zabójczych dam współczesnego trapu jest równie niewyraźna i nijaka co white girl twerk na strip bowlu Migosów. Iggy zamieniła popowy rozmach na trapowy minimalizm, który gubi się w tym, co jeszcze jest oszczędnością środków, a co już staje się banałem. I choć Iggy nie celuje zbyt wysoko z ambicjami twórczymi, nawet w kontekście prostolinijnego hedonizmu numery wypadają zwyczajnie nudno. Refrenom brakuje energii, zwrotkom polotu, a fanom starej Iggy. — Wojtek


Hin Und Weg

Xavier Naidoo

Naidoo / Sony Music

Niemiecki artysta Xavier Naidoo nie daje o sobie zapomnieć nawet przez chwilę i przyzwyczaił nas do regularnie wydawanych płyt. Z taśmy jego wytwórni zszedł właśnie najnowszy album Hin Und Weg, który porusza luźniejszy, niż na większości poprzednich krążków, temat szeroko rozumianej miłości. Największy soulowy piosenkarz Niemiec, który często poruszał tematy ważne i kontrowersyjne, postanowił wydać lekką merytorycznie soulową płytę. Czy pojawią się głosy krytyczne, zarzucające artyście skręcenie w niewłaściwą ścieżkę swojej kariery? Może. Należy jednak pozwolić Xavierowi na śpiewanie zwyczajnie dla dusz i o tak banalnym temacie, jak miłość. Na Hin Und Weg usłyszymy zarówno wiele radosnych i szybkich utworów, częściowo inspirowanych klimatem reggaeton, jak również delikatne uczuciowe ballady. Całe wydawnictwo jest więc zróżnicowane, a niektóre piosenki mają autobiograficzne nawiązania. — Forrel

WILLOW

WILLOW

Roc Nation

Willow Smith powraca z kolejnym LP. Tym razem zatytułowała go swoim imieniem. WILLOW brzmi jak debiut, chociaż wokalistka, mimo wieku, ma już ugruntowaną pozycję na scenie i jest to jej trzeci krążek długogrający. Album długością przypomina epkę — to zaledwie 22 minuty. Jedynym gościem na płycie jest brat, Jaden, który pojawia się w numerze „U KNOW”. Mimo że popularność zyskała między takim hitom jak „Wait a Minute!”, jej najnowszy materiał jest wyjątkowo spokojny i dojrzały, należy go odsłuchiwać w całości, bez nadziei na większe hity. — Polazofia


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Donald Glover i Beyoncé w nowej wersji hitu Eltona Johna

Donald Glover i Beyoncé w nowej wersji hitu Eltona Johna

Jak zapewne każdy już wie (dzięki szeroko zakrojonej promocji nie można ominąć tego faktu), premierę miała nowa wersja kultowego filmu animowanego Król Lew. Niektóre kultowe wydarzenia powinny takimi zostać, jednak przez chęć zysku i zdobycia popularności, ktoś wpadł na kiepski pomysł, aby unowocześnić historię lwa Simby i jego całej dzikiej ferajny. Jakby tego było mało, do tej profanacji zgłosiła się gwiazdorska obsada artystów, między innymi Donald Glover oraz Beyoncé, którzy nagrali kower kultowej piosenki przewodniej „Can You Feel The Love Tonight” Eltona Johna z pierwszej wersji filmu. Jak wyszło? No cóż, odwołuję do plejera poniżej. Niektórych utworów nie można przebić, ani nawet im dorównać. Nawet jeśli wokaliści nie mają takiego zamiaru, to niech przynajmniej odtworzą kompozycję godnie. W przypadku Donalda Glovera i Beyoncé zabrakło zarówno godności, jak i wzniosłości oraz łez wzruszenia, które zafundował nam Elton John. Jeśli pragniecie kolejnych doniesień o nowym produkcie marketingowym pod nazwą Król Lew spieszę donieść, iż Beyoncé zwietrzyła interes i postanowiła nagrać swój album inspirowany produkcją, o nazwie The Lion King: The Gift. Z niecierpliwością nie czekam i zamiast nabijać kieszenie producentom nowej wersji filmu, a tym bardziej pazernej pani Knowles, nie pójdę 19 lipca do kina i przeniosę się w czasie, wracając do pierwotnej wersji Króla Lwa, a potem włączę oryginalny soundtrack, które (ani film, ani muzyka) według mnie nie zestarzały się ani trochę.

#FridayRoundup: Lizzo, Beyoncé, Kevin Abstract i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Co znalazło się w wielkanocnym koszyczku? Długo oczekiwany longplay od Lizzo, kolejna epka Kevina Abstracta, głośny koncertowy materiał Beyoncé, ostatni album legend soulu The O’Jays czy debiut nowego głosu na scenie pop R&B Kelsey Lu.


Cuz I Love You

Lizzo

Nice Life/Atlantic

Trudno uwierzyć, że Cuz I Love You to już trzeci album w dorobku Melissy Viviane Jefferson. Soczyste single, którymi Lizzo dosłownie atakowała nas w ciągu roku, doprowadziły do niecierpliwego poruszenia z gatunku tych, które towarzyszą najczęściej obiecującym debiutantom. Jeżeli oczekiwaliście kolejnej dawki lizzobangerów, będziecie więcej niż zadowoleni. Ten krążek to dynamiczny koktajl z bazą zanurzoną w soulu i R&B, do której dorzucono barwną wkładkę, zawierającą między innymi trap, rap, house czy funk. Oczywiście wszystko w zgodzie z ideą self-love. Zostaje nam tylko życzyć smacznego. — Maja


Ghettobaby

Kevin Abstract

Question Everything

W sieci można znaleźć informacje, że wydane w poprzedni piątek Arizona, Baby to jedynie wstęp do kolejnego solowego długograja Kevina Abstracta, na który złożą się w sumie trzy małe wydawnictwa. I rzeczywiście teoria ta zdaje się potwierdzać szybciej niż można by się spodziewać. Pod tytułem Ghettobaby lider Brockhampton rozszerzył bowiem dzisiaj zeszłotygodniowy materiał o kolejne trzy tytuły, spośród których centralny „Baby Boy” doczekał się nawet teledysku. Po raz kolejny Abstract prezentuje tu własną wizję progresywnego hip hopu, w którym inspiracje Frankiem Oceanem i Outkast łączą się z psychodeliczną mieszanką soulu i jazzu. Kevin obiecuje, że w tym szaleństwie jest metoda i gdy już cały krążek ujrzy światło dzienne, słuchacze zrozumieją jego zamysł artystyczny. Trzymamy za słowo. — Kurtek


Homecoming: The Live Album

Beyoncé

Parkwood

Jesteśmy po pierwszym weekendzie Coachelli, gdzie zawsze wiele się dzieje, ale nawet teraz jeszcze nie zamilkło echo po zeszłorocznym widowisku, które zafundowała tam Beyoncé. Wielu określa je jako „career-defining” i trudno się sprzeciwiać, tym bardziej że sama pani Carter nie skrywa w pełni uzasadnionej dumy z niezapomnianego show — najlepszym na to dowodem jest spełnienie się krążących od pewnego czasu zapowiedzi dotyczących kolaboracji na linii Beyoncé-Netflix. Od dziś w serwisie można oglądać ponaddwugodzinny dokument „Homecoming”, przeprowadzający widzów od konceptu do brawurowej realizacji występu. Na dokładkę — chwała jej za to — Queen B proponuje odsłuch całości materiału zagranego na festiwalowej scenie w formie albumu (i nie jest to Tidal Exclusive!). Od ukazania się Lemonade fani, póki co na próżno, wyczekują kolejnego solowego wydawnictwa (milczenie przerwał dobrze, ale bez szaleństw przyjęty krążek Everything Is Love w duecie z Jayem Z) — znowu trzeba obejść się smakiem, natomiast smak to niewybredny. Zapraszamy na stadion! — Empee


Blood

Kelsey Lu

Columbia

Młoda, zdolna i doceniona przez krytyków Kelsey Lu nie powinna być nikomu obca. Jej debiutancki album Blood, następca EP Church z 2016 roku, został wyprodukowany przez znanego niemieckiego producenta Rodaidha McDonalda, przy dodatkowej współpracy takich nazwisk jak Skrillex, Jamie xx i Adrian Young. Fuzja takich osobowości musi dać zaskakująco pozytywny efekt. Tego powinnismy spodziewać się po debiucie artystki. Church brzmi nieco jak dokonania muzyczne Birdy, z tą jednak różnicą, że do folku dodano wyrazistą elektronikę i pomieszano z bluesem, hip-hopem i R&B. Miejscami klasyka łączy się z psychodelią, przez co płyta, dzięki oryginalności, zapada głęboko w pamięć. Wydawnictwo, pomimo rozpiętości gatunkowej, jest spójne i pokazuje niezwykłą pomysłowość Lu. Sprawdźcie, co przygotowała nietuzinkowa Kelsey. — Forrel


Not Waving, But Drowning

Loyle Carner

Universal Music

Drugi studyjny album Loyle’a to jeszcze bardziej klimatyczny i personalny materiał niż wydany dwa lata temu, debiutancki Yesterday’s Gone. Not Waving, But Drowning otwiera poruszający list do Jean, matki Carnera, a na albumie raper podejmuje tematy związane ze swoją dziewczyną, bliskimi i przyjaciółmi. Całość, jazzująca, lekka i swobodna, wydaje się wyjątkowo ciepła i kameralna, w szczególności za sprawą niejako luźnej kompozycji. Na płycie usłyszymy także m.in. Samphę czy Jorję Smith, lecz obecność gości nie definiuje, a wzbogaca jej brzmienie. Można stwierdzić, że Not Waving, But Drowning to przyzwoity sophomore — było na co czekać! — Klementyna


G Pack, Vol. I

The Doppelgangaz

Groggy Pack

The Doppelgangaz to nietuzinkowy duet nowojorskich MCs i producentów (EP i Matter ov Fact) tworzący boom bap z nieoczywistym, podziemnym twistem. Na najnowszej EPce, zatytułowanej G-Pack, Vol.I żenią klasyczną, oldschoolową formułę z naleciałościami Flatbush Zombies i [psychodeliczną, chłodną, przestrzenną produkcją na modłę bardziej staroszkolnych dokonań Lil Ulgy Mane’a. Całość przyjemnie szumi i powoli się sączy, choć hitów trudno tu uświadczyć. Zostajemy zostawieni z niedosytem, choć może to dobrze skoro to dopiero część pierwsza. — Wojtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Beychella uchwycona: album i film dokumentalny od Beyoncé!

Jesteśmy po pierwszym weekendzie Coachelli, gdzie zawsze wiele się dzieje, ale nawet teraz jeszcze nie zamilkło echo po zeszłorocznym widowisku, które zafundowała tam Beyoncé. Wielu określa je jako „career-defining” i trudno się sprzeciwiać, tym bardziej że sama pani Carter nie skrywa w pełni uzasadnionej dumy z niezapomnianego show — najlepszym na to dowodem jest spełnienie się krążących od pewnego czasu zapowiedzi dotyczących kolaboracji na linii Beyoncé-Netflix. Od dziś w serwisie można oglądać ponaddwugodzinny dokument „Homecoming”, przeprowadzający widzów od konceptu do brawurowej realizacji występu. Na dokładkę — chwała jej za to — Queen B proponuje odsłuch całości materiału zagranego na festiwalowej scenie w formie albumu (i nie jest to Tidal Exclusive!). Od ukazania się Lemonade fani, póki co na próżno, wyczekują kolejnego solowego wydawnictwa (milczenie przerwał dobrze, ale bez szaleństw przyjęty krążek Everything Is Love w duecie z Jayem Z) — znowu trzeba obejść się smakiem, natomiast smak to niewybredny. Zapraszamy na stadion!

Recenzja: The Carters Everything Is Love

The Carters

Everything Is Love (2018)

Roc Nation / Parkwood Entertainment / Sony Music

Ostatnie wydawnictwa Beyoncé i Jaya-Z, przy wszystkich słusznych skądinąd zachwytach, jakie na ich temat pisano, przypominały kolejne sezony serialu obyczajowego. Z tą tylko różnicą, że udostępnione zostały w formie dźwiękowej i ekskluzywnie nie na Netfliksie, a na Tidalu. Najpierw Queen B została zdradzona przez męża, co przełożyło się na wszystko, co słyszymy na Lemonade. Później wyszło 4:44, na którym Jay-Z przyznał się do błędu i z całych sił ją przepraszał. Everything Is Love brzmi jak szczęśliwe zakończenie tej historii.

Ten album pokazuje, że mimo wszystkich przeciwności losu małżeńska miłość jednak zwyciężyła, co słychać już na samym początku w otwierającym płytę „Summer”. Wspólny krążek jednej z najbardziej rozpoznawalnych par amerykańskiego show-biznesu to jednak nie tylko potwierdzenie ich uczucia, ale też sukcesu w szerszym tego słowa znaczeniu. W „Apeshit” Jay-Z rapuje: „Powiedziałem „nie” występowi na Super Bowl/Wy potrzebujecie mnie, nie ja was”. Dodajmy także wymowny teledysk do utworu nakręcony w Luwrze i mamy jeszcze bardziej dosadnie pokazane, co państwo Carterowie chcieli przekazać na krążku. A jakby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, niech włączy „Heard About Us”, w którym para rozlicza się ze wszystkimi plotkami na swój temat — idą przez życie razem i nic nie może ich powstrzymać.

Nie jest to album dla Jaya czy Beyoncé przełomowy, ale nie można tej płycie odmówić rewelacyjnego wykonania, a do większości numerów z radością się wraca. Shawn Carter przy mikrofonie jak zwykle pokazuje klasę, a i sama Beyoncé równie dużo śpiewa, co rapuje. Ten zabieg wychodzi naprawdę dobrze, a niektórzy mówią wręcz, że może stanąć w jednym szeregu z Nicki Minaj i kto wie — może coś w tym jest. Muzycznie Everything Is Love to w dużej mierze klasyczne brzmienie oparte na soulowych samplach przy zachowaniu wszystkich najnowszych standardów. Świetny bit do wspomnianego wyżej „Summer” mógłby spokojnie trafić na któryś album Ghostface’a, a końcówka w postaci „Lovehappy”, z podkładem jakby żywcem wyjętym ze zbiorów Just Blaze’a, przypomina najlepsze dokonania Jaya-Z. Beyoncé zresztą też świetnie się na tym bicie odnalazła. Nie zabrakło także nieco bardziej trapowych akcentów — przyznać trzeba, że i one wyszły tu zaskakująco dobrze. „Apeshit”, a szczególnie „Nice” przykuwają uwagę słuchacza do głośnika już od pierwszych sekund i co ważne, nie ma się wrażenia, że Carterowie na siłę próbują iść z duchem czasu, czy przesadnie się odmłodzić. Wszystko wyszło zupełnie naturalnie.

W tej beczce miodu musiała jednak znaleźć się i kropla dziegciu. Środek albumu nie zachwyca. „Friends” czy „Heard About Us” są totalnie nijakie i nawet po kilku sesjach z materiałem trudno je sobie przypomnieć. Czego by jednak nie mówić, mimo że krążek nie stanowi przełomu w twórczości małżeńskiej pary, Everything Is Love jest naprawdę bardzo udanym materiałem. Poza kilkoma wyjątkami świetnie się go słucha i chyba o to przede wszystkim chodziło. No i przy okazji, wreszcie dostaliśmy szczęśliwe zakończenie małżeńskiej opery mydlanej.

Odsłuch: The Carters Everything Is Love

Wydane w sobotę bez żadnej zapowiedzi Everything Is Love ostało się ekskluzywnie na Tidalu niezbyt długo. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że Lemonade pani Carter i cała dyskografia pana Cartera są w dalszym ciągu na innych platformach strumieniowych niedostępne. Jeśli nie macie Tidala, w związku z czym nie słyszeliście pewnie jeszcze sensacyjnego małżeńskiego krążka państwa Carter, niesiemy go wam na spotifajowej tacy.

Tidal oskarżony o fingowanie liczby odtworzeń Beyoncé i Kanyego Westa

Przed dwoma laty w marcu 2016 roku wielu nie dowierzało, gdy Tidal oświadczył, że w ciągu pierwszych 10 dni ekskluzywnego streamingu The Life of Pablo Kanyego Westa w serwisie krążek doczekał się aż 250 milionów odsłon. W tym samym czasie platforma deklarowała tylko 3 miliony subskrybentów — każdy z nich musiałby w tym czasie odsłuchać album średnio 8 razy każdego dnia. Kilka miesięcy później kolejny rekord miało pobić Lemonade Beyoncé — następne wydawnictwo opublikowane w serwisie na wyłączność — tym razem deklarowanych streamów było 308 milionów w ciągu nieco ponad 2 tygodni. W zeszłym roku norweska gazeta Dagens Næringsliv w wyniku dziennikarskiego śledztwa dotarła do dokumentów potwierdzających, że liczby były wyssane z palca. Co więcej na ich podstawie ówczesna liczba faktycznych subskrybentów według zewnętrznych źródeł oszacowana została na 1 milion osób w skali całego świata.

Teraz Dagens Næringsliv ujawnia kolejne rewelacje dotyczące fingowania liczb streamingowych przez serwis Jaya Z. W centrum afery — Beyoncé i Kanye West — według gazety beneficjenci nawet kilkunastu tysięcy milionów fałszywych odtworzeń. To miało z kolei przyczynić się do wypłaty nienależnych tantiem kosztem innych artystów. Gazeta weszła w posiadanie dysku twardego z dotyczącymi odtworzeń utworów w serwisie poufnymi danymi — zgodnymi z deklarowanymi wytwórniom liczbami. Dziennik skonfrontował wyrywkowo dane przypisane konkretnym użytkownikom, wchodząc z niektórymi w bezpośredni kontakt. Była wśród nich m.in. Tiare Faatea, studentka prawa z Waszyngtonu, która w 24 godziny miała przesłuchać zawartość Lemonade 180 razy, czemu w rozmowie z tabloidem stanowczo zaprzeczyła.

Sprawą zainteresował się też Norweski Uniwersytet Nauki i Technologii, który opublikował przed miesiącem obszerny raport wykazujący manipulację danymi przez Tidal. Dokument przygotowany przez NTNU wykazuje m.in., że niektórzy z użytkowników musieliby słuchać wielu utworów z The Life of Pablo jednocześnie, co jest fizycznie i technicznie niemożliwe. W przypadku Lemonade z kolei kopiowano wcześniejsze faktyczne dane o odsłuchach, zmieniając jedynie godziny — zgodnie z raportem w tym przypadku utwory miały być słuchane przez użytkowników wielokrotnie w tej samej kolejności i przełączane w takim samym cyklu z dokładnością do milisekundy. W sumie wykryto ponad 150 milionów fałszywych streamów TLoP i ponad 170 milionów Lemonade. Szacuje się, że na podstawie danych o liczbie odtworzeń z Tidala TLoP zarobiło w lutym i marcu 2016 roku około 2 milionów euro, a Lemonade — w kwietniu i maju tego samego roku około 2,5 miliona dolarów.

Tidal stanowczo zaprzeczył wszystkim oskarżeniom, twierdząc, że raport uczelni został sfałszowany na zamówienie gazety. Podważył także wiarygodność i pochodzenie danych, na podstawie których go przygotowano.


Artykuł bazuje na przedruku oryginalnego tekstu Dagens Næringsliv, który ukazał się wczoraj na Music Business Worlwide.


Beyoncé zdominowała festiwal Coachella

Zdjęcie Larry Busacca/Getty Images for Coachella

All Hail the Queen! Ciężko było mi podnieść szczekę z podłogi po tym co usłyszałam i zobaczyłam podczas koncertu Beyoncé na tegorocznym festiwalu Coachella w Indio, Kalifornia. Zabrzmi to jak czcze słowa, ale wokalistka po raz kolejny podniosła sobie poprzeczkę i udowodniła, że jest tytanem występów live. Śmiem też podejrzewać, że zrekompensowała z nawiązka brak obecności na zeszłorocznej Coachelli.

Pięciokrotna zmiana kreacji (w tym nawet manikiuru!), ponad stu tancerzy, orkiestra, zmodyfikowany aranż utworów, genialnie stworzone przejścia i wstawki i ta kondycja Bey. Podczas prawie dwugodzinnego setu nie zabrakło też „niespodziewanych” gości. W trakcie „Deja Vu” do artystki dołączył Jay-Z, byliśmy świadkami ponownego reunionu Destiny’s Child (aczkolwiek poczułam lekki zawód z powodu braku LaTavi oraz LeToyi, a były ku temu przesłanki). Dodatkowo „Get Me Bodied” uświetnił taneczny układ sióstr Knowles. Wszystko jak za starych dobrych czasów.

Recenzja: Chloe x Halle The Kids Are Alright

Chloe x Halle

The Kids Are Alright (2018)

Parkwood

Trochę na wyrost przyrównałem chyba Chloe x Halle na ich rewelacyjnym zeszłorocznym mikstejpie The Two of Us do THEESatisfaction. Na wydanym przed tygodniem oficjalnym długogrającym debiucie dziewczyny postanowiły zamienić szaleńczą jazdę bez trzymanki na momentami całkiem angażującą, ale koniec końców odczuwalnie niesamodzielną wariację na dyskografii swojej mecenaski.

Beyoncé. To jedno słowo chyba najtrafniej opisuje nie tyle charakter, co brzmienie i naczelną inspirację The Kids Are Alright — to i dobrze, i źle. Chloe i Halle są niezwykle wprawione w imitowaniu swojej idolki w jej rozmaitych odsłonach. Do tego jeśli już kopiować uczyć się, to od najlepszych, a trudno o lepszy role model w uniwersum R&B niż pani Knowles Carter, która od dwóch dekad konsekwentnie trzyma całą scenę za jaja. Siotry Bailey wzięły więc Beyoncé trapową emancypatorkę, Beyoncé zdradzoną wojowniczkę, Beyoncé uczuciową i bez makijażu — tyle Beyoncé, ile tylko dały radę udźwignąć — i obdzieliły tym duchowym patronatem 52 minuty muzyki w 18 krótszych lub dłuższych odsłonach znanym już sobie z zeszłorocznego mikstejpu sposobem. I nie jest to w gruncie rzeczy zarzut, bo dziewczyny robią to bardzo sprawnie i momentami niemalże czynią swoim własnym. Niemalże, bo eksperymentatorskie zacięcie, psychodeliczny soulowy sznyt wymieniły w dużej mierze na ciężkostrawne hymniczne refreny, stadionowe aranże i trapowe bity. Tak ekscytującą szkicową formę przepełniły bardziej odtwórczymi pomysłami na gotowe do wysłania do radia piosenki. Efektem tego The Kids Are Alright najlepiej wyszłoby na downgradzie do wersji beta, a przynajmniej na uszczupleniu tracklisty o drugą połowę.

Nie, żeby nic na tę zmianę brzmienia nie wskazywało. Jeszcze w styczniu upubliczniono bijący po uszach radiową produkcją „Grown (From Grown-ish)” i krzykliwe „The Kids Are Alright”, a na początku marca hymniczne „Warrior” — wszystkie trzy zwiastowały zwrot duetu w stronę przetworzonego R&B o potencjalne komercyjnym. W taki oto sposób Chloe x Halle stały się kompromisowe. I to jest chyba właśnie największym problemem The Kids Are Alright. Dziewczyny pięknie śpiewają, same piszą swoje zaskakująco dojrzałe teksty i odpowiadają za brzmienie większości numerów na krążku, ale zabrakło tu chyba producenta wykonawczego z doświadczeniem, który wskazałby niespójności i usunął lub poprawił wypełniacze. Nie, żeby płycie brakowało hajlajtów — począwszy od bujającego „Hi Lo” z GoldLinkiem, przez „Everywhere”, jedną z ciekawszych propozycji spod znaku kobiecego trap&B obok nagrań Electrik Red i K. Michelle, aż po hipnotyzujące interludium „FaLaLa” dziewczyny mają swoje złote pasmo. Na swój sposób hipnotyzuje zresztą także kolejne „Fake” z Kari Faux — ale to jednak chyba najbardziej beyoncepodobny numer na krążku. Dobre wrażenie robi też koktajlowe R&B na lekkim trapowym podbiciu w „Down” oraz znacznie bardziej argresywne „Babybird”, które w mostku i refrenie znowu krzyczy do słuchacza — Beyoncé! Prześpiewany refren równoważy jednak dynamiczny trapowy bit. Końcówka krążka plasuje się z kolei na drugiej szali — to ten rodzaj utworów z repertuaru Beyoncé czy Alicii Keys, gdzie nie tyle wielkie ballady, a przeciętne midtempo ubrane zostają w szaty ponadczasowych stadionowych hymnów. Wieńczące The Kids Are Alright „Fall” jawi się jako pozbawiona jakiejkolwiek melodii i konsekwencji ułomna wersja „Skyfall” Adele.

Już nie joyride, a jazda po wertepach — z momentami, gdy naprawdę ładnie buja, ale i takimi, które targają słuchaczem na wszystkie strony, trapiąc go zupełnie bez powodu. To w gruncie rzeczy godny uwagi album, niestety zrobiony trochę bez wyczucia i doprawiony sążną szczyptą zmarnowanego potencjału.

Beyoncé i Jay-Z wystąpią w Warszawie!


No i stało się! Tym razem już oficjalnie możemy Was poinformować: Beyoncé i Jay-Z wystąpią w Warszawie!

Agencja Live Nation Polska dosłownie chwilę temu poinformowała, potwierdzając nasze wcześniejsze podejrzenia z lutego, że państwo Carter wystąpią 30 czerwca na Stadionie Narodowym w ramach europejskiej części wspólnej trasy koncertowej On The Run II.

Para po burzliwej zdradzie Jaya nagrała podobno płytę, na której zwierzają się na temat romansu, co miało być dla nich najlepszą formą terapii. Bey postanowiła jednak rozprawić się z niewiernym mężem solo, uderzając bardzo silnie — nagrała Lemonade. Carterowi w tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak na oddzielnym albumie, 4:44, wytłumaczyć się ze swoich uczynków do wszystkiego się przyznając. Jako jednak, że w show-biznesie nic nie ginie oraz nic nie sprzedaje się tak jak prywatność, para (udowadniając, że nadal jest potęgą) postanowiła na tym zarobić. Efekty tego świetnie przemyślanego, jak zwykle zresztą u Knowles, planu marketingowego, usłyszeć i zobaczyć będziemy mogli już za trzy miesiące na Stadionie Narodowym.

Bilety dostępne będą w przedsprzedaży na platformie Tidal już 19 marca od godziny 10:00 czasu lokalnego (uwaga, opcja dostępna tylko dla użytkowników platformy). Oferta ta będzie obowiązywać do 22 marca, a jeszcze tego samego dnia wystartuje sprzedaż na stronie Live Nation.

Co to będzie za show!

WYDARZENIE NA FACEBOOKU

DJ Khaled zapowiada nowy album

Rok bez albumu od DJ-a Khaleda byłby prawdopodobnie rokiem straconym. Nie będziemy mieli okazji, by się o tym przekonać, gdyż krzykacz z Miami właśnie zapowiedział nadejście nowego projektu. W sieci pojawił się singiel „Top Off”, na którym udzielają się Jay Z (w ostatnich latach dość regularnie pojawia się na płytach Khaleda), Beyonce oraz Future. Jak prezentuje się sam kawałek? To już pozostawiam do osobistej oceny. Producentem wykonawczym projektu po raz kolejny ma być pierworodny Khaleda. A jeśli uważacie, że młody zasługuje na jeszcze większy rozgłos, to z pewnością ucieszy was tytuł albumu – Father of Asahd. Jeszcze nie wiadomo, kiedy jedenasta płyta Khaleda ujrzy światło dzienne, ale bez wątpienia gospodarz zadba, by było o niej głośno.

Beyoncé i Jay-Z wystąpią w tym roku w Polsce?


Nie wiem czy pamiętacie, ale w październiku 2012 jako pierwsi wywróżyliśmy z fusów, że Beyoncé wpadnie do Polski na koncert. Kilka miesięcy później nasza wróżba się spełniła i największa gwiazda muzyki pop ogłosiła europejską część trasy koncertowej, w tym występ podczas Orange Warsaw Festival.

Teraz, choć informacja również nie jest potwierdzona, lecimy za głosem źródeł, bowiem od kilku dni krążą słuchy, że Yoncé ponownie odwiedzi nasz kraj — tym razem w towarzystwie Jaya-Z. Jak wiadomo najbogatsza para show-biznesu ma za sobą poważny kryzys małżeński związany ze zdradą Cartera (sic!), co zaowocowało dość szczerymi wydawnictwami obojga. A co byłoby lepszą promocją i podbiciem i tak ogromnego już majątku, niż właśnie wspólna trasa?

Jak będzie — czas pokaże, ale możecie w kalendarzach ołówkiem zakreślić 30 czerwca.

Wyznania Jaya-Z: przyjaźń, rodzina i… album z Beyoncé

Od kilku dni Jay-Z płynie na fali nominacji do nagród Grammy za album „4:44”. W obszernym wywiadzie dla T Magazine, który ukazał się wczoraj, raper poszedł za ciosem i, podobnie jak w warstwie lirycznej swojego ostatniego dzieła, szczerze spowiadał się nie tylko z najnowszych produkcji, ale także okoliczności, jakie towarzyszyły ich powstawaniu.

Hova przyznał się do niewierności, o której świat dowiedział się z „Lemonade” — doskonale znanego wydawnictwa pewnej pani na B. Ujawnił również, że to bolesne wydarzenie stało się przyczyną „twórczej terapii”, w ramach której państwo Carter „zaczęli razem pracować nad muzyką”. „Piosenki, które [Beyoncé] robiła w tym czasie, były o wiele bliższe ukończenia, więc ostatecznie jej płyta wyszła zamiast naszej wspólnej” — zdradził artysta (pun intended) i dodał, że „nadal mają sporo kawałków” z tego okresu.

Warto wspomnieć, że podczas rozmowy poruszono także wątki orientacji seksualnej matki Jaya czy, co bardzo istotne, przyjaźni z Kanye Westem. Bohater utworu „Big Brother” wyznał, że chociaż ich zażyłość „stała się skomplikowana” i „są rzeczy, których nie zaakceptuje”, między nim a Yeezym wciąż jest wiele „szczerej miłości”. Zapytany o uczucie wrogości, odpowiedział: „Takie rzeczy się zdarzają. (…) Może kiedy będziemy mieć po 89 lat, spojrzymy na te sześć miesięcy albo ile ich tam było i pośmiejemy się. (…)”

Czy możemy pozwolić sobie na nadzieję, że jeszcze usłyszymy to, co w zanadrzu ukrywa nasza królewska para? Kto wie – może i autorzy „Watch the Throne” spotkają się znowu przy mikrofonie… Po lekturze jedno jest pewne — powodów do muzycznych marzeń zdecydowanie nie brakuje!

Kolejna zaskakująca kolaboracja Eminema

Kolejna zaskakujaca kolaboracja Eminema

Była już Rihanna, P!nk, Sia, a nawet Gwen Stefani. Tym razem Eminem zaprosił do współpracy sławną Beyoncé, z którą stworzył całkiem ciekawy kawałek „Walk on Water”. To introspekcyjny utwór, w którym raper, z niewielką pomocą anielskiego wokalu Bey, otwarcie opowiada o swoim uzależnieniu od narkotyków i rozlicza się z przeszłością. Singiel jest zapowiedzią nadchodzącego albumu Eminema Revival, którego premiera ma się odbyć 17 listopada. Wcześniej (12 listopada) raper wystąpi podczas gali rozdania nagród MTV EMA 2017, na której ma zaprezentować utwory z płyty. Internet już oszalał na punkcie „Walk on Water”, a snute wciąż domysły co do zawartości krążka, podsycają tylko apetyt. Sprawdźcie jak poszło tym dwojgu.

Jay-Z i najnowsze klipy z 4:44


My tu gadu-gadu, a za panem Carterem ostatnimi czasy trudno nadążyć. Hova w ciągu miesiąca od wydania fantastycznego albumu 4:44 tydzień po tygodniu wypuszcza teledyski do kolejnych kawałków. Po animowanym „The Story of O.J.”, który ukazał się jako pierwszy, przyszedł czas na prawdopodobnie najszerzej i najgłośniej omawiany utwór tytułowy. Powiedzieć o ilustrującym go obrazku teledysk to o wiele za mało – Jay-Z przygotował film krótkometrażowy, który oprócz ujęć Beyoncé czy Blue Ivy oraz emocjonalnych scen tanecznych, świetnie współgrających z poruszającym tekstem, zawiera klipy prezentujące różne aspekty współczesnej kultury Afroamerykanów. Zobaczymy zarówno Earthę Kitt, Jean-Michela Basquiata czy Ala Greena, jak i zwykłych ludzi w mniej i bardziej codziennych sytuacjach. Trudno nie obejrzeć tego wideo co najmniej dwa razy, by zrozumieć jego sens.


Kilka dni po powyższej kompozycji, świat ujrzał wspólną wyprawę Jaya i Damiana Marleya na Jamajkę, z której materiał złożył się na teledysk (choć i tutaj możemy mówić o krótkometrażówce) do „Bam”. To hołd dla muzyki reggae i jej domu — dla wpływu, jaki wywiera na twórczość niezliczonej ilości artystów (Hova w rozmowie z Marleyem i Sister Nancy sam mówi, że reggae towarzyszy mu od najmłodszych lat), dla niepowtarzalnego klimatu wyspy, na której muzyka łączy ludzi, wreszcie — dla spuścizny, jaką pozostawił po sobie legendarny Bob Marley. Surowe kadry z ulic i innych zakątków Jamajki wraz z wkładem gości i świetną narracją tworzą doskonale opowiedzianą, namacalnie prawdziwą historię.


Ilustracji doczekał się również utwór otwierający 4:44 – „Kill Jay Z”, któremu rozgłosu nadał w głównej mierze poruszony w kilku wersach temat przyjaźni Jaya i Kanye’ego Westa. Po długim milczeniu Carter poddał starego kumpla ostrej krytyce, nie pozostając mu tym samym dłużnym po akcjach, które opisuje w kawałku. Wielu fanom pamiętającym czasy „Big Brother” Hova złamał serca — i właśnie złamane serca są motywem przewodnim „Kill Jay Z”. Serca najbliższych, serca słuchaczy, w końcu — serce samego Jaya, który podobnie jak w „4:44” z żalem obnaża się z nieczystych występków. W czarno-białym klipie młody chłopak ucieka ulicami przed niedostrzegalnym zagrożeniem, po czym samotnie leży pośrodku pustyni czy walczy z falami oceanu. Pustka i ból w pigułce — przesłanie niedługiego wideo jest jak najbardziej jasne.


Najświeższy obrazek od Jaya to „Adnis”. Choć jego fragment stanowił pierwszą zapowiedź 4:44, kawałek pojawił się jedynie na fizycznej wersji płyty. Zgodnie z tym, co mogliśmy zobaczyć w trzydziestosekundowym urywku sprzed kilku tygodni, pierwsze skrzypce w produkcji gra Mahershala Ali. Laureat Oscara wcielił się w boksera, któremu w niektórych ujęciach towarzyszy trener — w tej roli kinowy weteran Danny Glover. W odróżnieniu od reszty, klip cechuje absolutna prostota, co bynajmniej nie odbiera mu wartości — jest wręcz odwrotnie. Na ten moment „Adnisa” obejrzeć mogą jedynie użytkownicy serwisu Tidal, ale warto wypatrywać obrazka już za kilka dni na YouTube — póki co przypominamy pierwotnie wydaną część teledysku.


A jeśli jeszcze wam mało, na Tidalu można znaleźć „Footnotes” do „The Story of O.J.”, „4:44” i „Kill Jay Z”, w których Jay i zaproszeni goście (wśród nich m. in. Chris Rock, Van Jones, Anthony Anderson) wypowiadają się w kwestiach ściśle związanych z całą płytą — udzielają odpowiedzi na pytania o rasizm, własne ego czy rodzinę. Zdecydowanie warte obejrzenia!

Lemonade Beyoncé wreszcie na winylu, do tego w naprawdę imponującym wydaniu

Uwaga winylowi kolekcjonerzy! Latem tego roku na Wasze półki trafić może nie lada kąsek. Mowa tu mianowicie o ostatnim jak na razie krążku Beyoncé zatytułowanym Lemonade. A że pani Knowles i jej ekipa lubią rozmach, to domyślacie się już pewnie, że nie będzie to typowe wydawnictwo. Całość ukaże się bowiem jako box zatytułowany How To Make Lemonade Box Set i oprócz dwóch 180 gramowych krążków w żółtym kolorze, zawierać też będzie ponad 600 (!!!) stronicową książkę zawierającą setki niepublikowanych wcześniej zdjęć powstałych podczas tworzenia albumu, wstęp, który napisał Dr. Michael Eric Dyson (autora książki Making Malcolm: The Myth and Meaning of Malcolm X) oraz poezję Warsan Shire, której dokonania użyte zostały przy pracach nad tekstami. Skoro już przy nich jesteśmy, to te również pojawią się w książce, a całości dopełnią osobiste zapiski artystki. Mniej przyjemną rzeczą jest cena, gdyż kolekcjonerska edycja kosztowała będzie prawie 300 dolarów. Na pocieszenie dodamy, że ukaże się również edycja bez książki, która będzie dziesięć razy tańsza. Na którą się decydujecie?

Beyoncé upublicznia dwa kolejne klipy z Lemonade

beyonce

Ani się nie obejrzymy, a cała wizualna odsłona Lemonade trafi na YouTube. Tym razem piosenkarka podzieliła się teledyskami do niesinglowych momentów płyt — kameralnej ballady „Sandcastles” i minimalistycznego „Love Drought”. Piosenkarka może i została okradziona z nagrody Grammy za album roku (przez, hehe, Adele), ale prostym gestem potrafi przypomnieć fanom, kto tak naprawdę powinien tę statuetkę otrzymać.

Beyoncé udostępnia klip do „All Night”

allnight

„All Night” wybrano oficjalnie na czwarty singiel promujący Lemonade Beyoncé. Podobnie jak w przypadku poprzednich — „Hold Up” i „Sorry” — piosenkarka udostępniła szerokiej publiczności teledysk do utworu zawarty na wideowersji Lemonade. To klip z rodzaju tych intymnych, w którym artystka dzieli się z fanami momentami ze swojego życia prywatnego. Oczywiście Beyoncé idzie w tym o krok dalej i wpisuje amatorskie nagrania w szerszy artystyczny kontekst. Wideo można obejrzeć poniżej.

Jessie Ware - What's Your Pleasure