Bandcamp jest obecnie jednym z tych miejsc, od których koneser muzyki mniej oczywistej, wykraczającej często poza wszelkie ramy gatunkowe i stylistyczne, powinien rozpoczynać poszukiwania nowych, ciekawych brzmień. Rozwijająca się w imponującym tempie platforma stanowi idealne miejsce spotkań artysty z potencjalnym słuchaczem. Prosty i przejrzysty interface oraz mnogość dostępnych opcji, przyciąga zarówno dawców jak i biorców dźwiękowej materii. Dla artystów jest to bardzo dobry sposób, by bez oglądania się na wytwórnie czy netlabele, udostępnić zbiór swojej twórczości. Odbiorca ma z kolei niezwykle łatwy dostęp do świeżych brzmień, które nierzadko są udostępniane dla niego całkowicie za darmo.
To co mnie coraz bardziej fascynuje w takich internetowych releasach to okładki, czy też – by brzmiało bardziej dostojnie – cover arty. Covery, tak jak to się dzieje w przypadku samego materiału, często przewyższają jakością i pomysłem swoich, dumnie spoczywających na półkach sklepów i salonów muzycznych, kolegów. Cieszy zatem niezmiernie, że sztuka projektowania okładek wciąż ma znaczenie i stanowi ważną rzecz dla wielu artystów. Okładka bowiem powinna przyciągać wzrok, powinna identyfikować się z materiałem, do którego została przypisana, powinna stanowić jego uzupełnienie, i co najważniejsze – powinna zachęcać do odsłuchu.
Poniżej zestawienie najciekawszych artów, wyłapanych przeze mnie na przestrzeni ostatnich tygodni.














Komentarze