Wydarzenia

Recenzja: Talib Kweli Prisoner of Conscious

Data: 15 maja 2013 Autor: Komentarzy:

Talib Kweli

Prisoner of Conscious (2013)

Javotti Media, EMI, Capitol

Talib Kweli to artysta, którego fanom nigdy chyba nie będzie dane narzekać na zmianę brzmienia i kierunku, w którym podąża. Biorąc za przykład muzykę rap — wiele razy byliśmy świadkami przemian nie do końca udanych, a nawet gdy były one korzystne, to nie zawsze akceptowane przez słuchaczy.

Słuchając Prisoner of Conscious od razu w uszy rzuca się wiarygodność tego tytułu. Talib od zawsze był raperem skupionym na warstwie lirycznej i oprócz kilku bardzo dobrych bitów, na których w życiu zarapował, nigdy nie był mistrzem w doborze podkładów do swoich krążków. W efekcie skończyło się na przyklejeniu mu łatki rapera od dobrych porad, który raczej nie podbije list przebojów — nawet tych hip-hopowych. Większość bitów brzmi nieźle, ale jednak czegoś im brakuje. Brzmią tak, jakbyśmy dziś mieli 2002 rok i na sklepowe pułki trafiał właśnie jego debiutancki solowy album Quality. Odwieczna chęć wdrapania się na radiowe częstotliwości nie udaje się i tym razem. Mimo głośnych nazwisk na liście producentów, ewidentnie słychać, że są to raczej bity drugiej lub trzeciej kategorii, a nie najlepsze produkcje bitmejkerów, którzy udzielili się na tym wydawnictwie: S1, Harry Fraud, RZA czy J. Cole.

To, co najlepsze na płycie wiąże się z głośnymi nazwiskami. Zarówno Kendrick Lamar, Curren$y, Miguel, jak i Melanie Fiona wykonali dobrą pracę dostarczając udane teksty i wokale. I właśnie wykonane wspólnie z nimi utwory „Push Thru”, „Ready Set Go” oraz „Come Here” to najmocniejsze punktu tej produkcji. Poza nimi zbyt wiele tu jednak wtórnych numerów jak np. kolaboracja w „Before He Walked” z Nell’ym, który od jakiegoś czasu jest coraz mniej wiarygodny i atrakcyjny jako raper.

Album jako całość brzmi równo, ale jest to bardziej wada niż zaleta — monotonia i brak innowacji to w dzisiejszych czasach zdecydowanie minus w przypadku muzyki. Tym bardziej, że samplować można na różne sposoby, a tutaj niestety pocięte sample brzmią identycznie jak te przed dziesięcioma laty. Kweli udowodnił, że jest raperem najlepiej czującym się w klimatach okołosoulowych i nie zamierza zbytnio się od nich oddalać. Dla wieloletnich fanów to plus, dla koneserów i poszukujących czegoś świeżego nie jest to pozycja obowiązkowa.

Komentarze

komentarzy