Wielkiego zamieszania z tego powodu nie odnotowałam, ale tętno podskoczyło mi na widok D’Angelo na żywo. Jest jednym z największych nieobecnych, którzy marzą mi się w nowym materiale (niechże ten album, o roboczym tytule James River, wreszcie się ukaże!!!). JT swoją robotę zrobił, teraz czas na D’Angelo. Czy kolejny koncert, tym razem w Toronto, jest znakiem, że wrócił, by zostać z nami na dłużej i zaserwować więcej występów live? Po prześledzeniu nadchodzących dat, takie właśnie można odnieść wrażenie. OBY! W świetnej formie, we fragmencie klasyku „Brown Sugar” poniżej (niestety na chwilę obecną w kiepskiej jakości). Kto czeka na krążek?


Komentarze