d’angelo

D’Angelo zapowiada udział w wydarzeniu z serii Verzuz

To może być legendarna noc

Bitwy z cyklu Verzuz, to odbywające się w bardzo przyjacielskiej atmosferze, streamowane na żywo zestawienia dwóch zbliżonych stylistycznie artystów, którzy na przemian prezentują utwory ze swoich dyskografii. Najnowsze ogłoszenie z cyklu zaszokowało nas tak samo, jak i ucieszyło. 27 lutego, za pośrednictwem Apple Music oraz Instagrama (start o 2:00 w nocy czasu polskiego, z soboty na niedzielę), obejrzeć będziemy mogli specjalne wydarzenie odbywające się w legendarnym Apollo Theater, którego głównym bohaterem będzie D’Angelo. Zamiast regularnego przeciwnika pojawią się tajemniczy „przyjaciele”, co oznaczać może (a przynajmniej bardzo byśmy tego chcieli) regularny koncert z kilkoma gośćmi.

Muzyk ostatni raz na scenie pojawił się podczas nowojorskiego Roots Picnic w 2016 roku i nie rozpieszczał nas również od dłuższego czasu nagraniami studyjnymi. Genialny utwór ze ścieżki dźwiękowej do gry Red Dead Redemption 2, kolaboracja z Rapsody oraz udział na winylowym wydawnictwie producenta o ksywce Slingbaum, to jedyne rzeczy, jakie usłyszeliśmy od niego, od momentu wdania krążka Black Messiah z 2014. Ale jest jeszcze jedna rzecz, z która wywołuje w nas uczucie radości. Podczas instagramowego live’a prowadzonego wraz z DJ’em D-Nice, oprócz zapowiedzi udziału w Verzuz, D’Angelo potwierdził również, że jego czwarty studyjny album jest w drodze. Niezależnie od tego, ile dane będzie nam na to jeszcze czekać, w jego przypadku już teraz wiadomo jest, że warto.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Verzuz (@verzuztv)

Z wizytą w rockowym repozytorium Rolling Stone’a

Rockowe Repozytorium Rolling Stone'a

Rockowe Repozytorium Rolling Stone'a

Sztuka omiatania miotełką rockowych skamielin

Rolling Stone wypuścił we wtorek nową wersję swojego kanonicznego zestawienia 500 najlepszych albumów wszech czasów oryginalnie opublikowanego w 2003 roku. Jak sami piszą we wstępie, był to najbardziej poczytny artykuł w historii ich wydania online z 63 milionami odsłon od czasu zamieszczenia. Ja sam dołożyłem do tego wyniku swoją cegiełkę, podejrzewam nawet, że nie raz. Sława tego rankingu dotarła do mnie, gdy byłem jeszcze dzieciakiem i nic dziwnego, że było to pierwsze miejsce, gdzie zwróciłem się, gdy wreszcie dorosłem do zabrania się za swoją muzyczną samoedukację. Oczywiście nie było to najlepsze miejsce — tamta lista potwierdziła najgorsze stereotypy o redakcji Rolling Stone’a, który owszem, przez lata kształtował amerykańską popkulturę, ale mentalnie i stylistycznie zatrzymał się w czasach swojej świetności tj. gdzieś pod koniec lat 70. Zestawienie z 2003 roku zdominował więc przyciężki anachroniczny rock grany przez białych mężczyzn. Dość powiedzieć, że najwyżej notowany krążek sygnowany przez kobietę (nie licząc kolaboracji The Velvet Underground z Nico i Lennona z Yoko Ono) — Blue Joni Mitchell — znalazł się wtedy dopiero na pozycji 30. — w czołowej setce albumów nagranych przez kobiety było zaś w sumie jeszcze tylko pięć. Nie muszę chyba dodawać, że nie było to w żadnym stopniu akuratne odzwierciedlenie sytuacji. Sensowny update był temu zestawieniu zupełnie niezbędny.

Cały tekst do odsłuchu jako podcast na Spotify.

Nową listę układało w sumie ponad 300 osób — poza dziennikarzami, krytykami, producentami i osobami z branży zaproszono też samych artystów m.in. Beyoncé czy Taylor Swift, ale też obiecujących debiutantów i weteranów. Przez 17 lat doszło z pewnością do pewnej wymiany pokoleniowej, a kanon tego, co uważa się za klasyczne, znacząco się rozszerzył. Koniec końców w zestawie wymieniono prawie jedną trzecią płyt — aż 153, spośród których ponad połowa (83) to albumy z XXI wieku.

Przyznam, że ani się takiej aktualizacji nie spodziewałem, ani nie spodziewałem się, że zacznę z miejsca analizować ją w szczegółach i uznam za coś, co ma dla mnie znaczenie i wpływa na bieg mojego dzisiejszego życia. A jednak! Pamiętam, gdy jeszcze na długo przed erą streamingu, przeglądałem listę Rolling Stone’a z wypiekami na twarzy, ale i irytacją, że moi ówcześnie faworyci — Lauryn Hill i D’Angelo — wylądowali kolejno w czwartej i piątej setce, podczas gdy zestaw zdominowały pozycje, o których nigdy nie słyszałem. Minęło kilka lat, ale w końcu zebrałem się w sobie i narzuciłem sobie rygor w przesłuchiwaniu nieznanych mi krążków z tamtego zestawienia. Nie jestem w stanie teraz dokładnie ocenić, ani ile mi to zajęło, ani ile płyt faktycznie musiałem dosłuchać, ale podejrzewam, że była to lwia część tamtej listy i ponad pół roku skrupulatnych, choć nieregularnych odsłuchów. Szczęśliwie nie byłem już w wieku i miejscu, kiedy mógłbym rekomendacje amerykańskich redaktorów przyjmować bezkrytycznie — wręcz przeciwnie, podszedłem do zadania na chłodno, a pozycje być może istotne z punktu widzenia historii popkultury, ale zupełnie niebroniące się po latach brzmieniem i przekazem, jak kolejne płyty Aerosmith czy The Who, po jednym odsłuchu usuwałem na zawsze z pola widzenia. Ale były też liczne odkrycia i zaskoczenia — sam już nie jestem w stanie wskazać jakie — z rankingiem Rolling Stone’a kojarzą mi się dzisiaj wyłącznie te płyty, do których nie wróciłem już nigdy.

Powiew świeżego powietrza ściśle kontrolowany

Od kilkunastu dobrych lat, gdy chociaż pobieżnie przegląda się dział recenzji czy podsumowań końcoworocznych Rolling Stone’a, można wyraźnie dostrzec pewną zadyszkę — recenzenci w ustawicznym klęku przed Bobem Dylanem i Neilem Youngiem nie są w stanie kreować trendów — zamiast tego reagują na nowe z odpowiednim jedno- czy czasem dwu-sezonowym opóźnieniem. Ten syndrom ołtarzy boomerów dotknął też już zresztą Pitchfork, który w świadomości młodych zajął z początkiem ery cyfrowej miejsce na piedestale mediów muzycznych dawniej okupywane właśnie przez Rolling Stone’a. Wiadomo, że zawsze jest się bardziej reaktywnym, jeśli próbuje się łączyć to, co popularne z tym, co merytoryczne w jednym krytycznym splocie, a taką właśnie rolę obrał sobie Rolling Stone — musiał, jeśli chciał być punktem odniesienia dla mas. I ta nowa lista tę niezręczną pozycję w zupełności oddaje.

Ten zaśniedziały żelazny kanon oczywiście ostał się w dobrym kształcie — oddaje go przede wszystkim centralna część listy, ale niewątpliwie jest to zestaw zdecydowanie bardziej różnorodny, a i w czołówce nastąpiły istotne przetasowania. Przede wszystkim jest zauważalnie więcej krążków nagranych przez kobiety, a i ta najwyżej notowana Joni Mitchell awansowała z 30. na 3. lokatę. Mitchell pojawia się zresztą w zestawieniu wielokrotnie, podobnie jak Fiona Apple, Erykah Badu czy PJ Harvey (spośród których tylko Harvey pojawiła się na liście w 2003 roku). Rock coraz częściej równoważą w zestawieniu soul i hip-hop, choć dość zaskakująco poza Kendrickiem Lamarem, Drake’m i Kanye’m Westem zabrakło w zestawieniu nowego rapu (jest za to sporo pozycji z lat 90. i śmieszno-straszny pierwszy album 50 Centa). Jedyną trapową płytą jest z kolei debiut Bad Bunny’ego, który wpisuje się także w inną tendencję — dostrzegania dorobku artystów latynoskich — choćby symbolicznie — bliżej końca zestawienia znalazły się bowiem Selena, Shakira i niezrehabilitowany jeszcze prekursor reggaetonu Daddy Yankee, a najwyżej notowaną hiszpańskojęzyczną płytą, na 315., jest błyskotliwy debiut Rosalíi. To jednak wyjątki od niezachwianej anglosaskiej dominacji. Poza jeszcze kilkoma klasycznymi krążkami z afrykańskim funkiem, muzyka nieanglojęzyczna tutaj nie istnieje. Rockowy beton spulchniono natomiast całkiem wydatnie popem i R&B — Blonde Franka Oceana trafiło do pierwszej setki, dostrzeżono istnienie Destiny’s Child i Beyoncé. Znalazło się miejsce dla Taylor Swift, Adele, Kacey Musgraves, a nawet Blackoutu Britney Spears. Dość kontrowersyjnie do zestawu wrzucono też ostatnie krążki Harry’ego Stylesa czy Billie Eillish — za kilka lat okaże się być może, jak kończą się próby zaklinania rzeczywistości przez boomerów. W zestawieniu wciąż nie mają czego szukać wszyscy ci, którzy od klasycznego rocka stronią — metal kończy się tu i zaczyna na Metallice (w dwóch różnych odsłonach), elektronika to Daft Punk i LCD Soundsystem, jazz reprezentowany jest nieco szerzej, ale też dość powierzchownie i ostatecznie można sprowadzić go do Milesa Davisa. Niezale mają kilka sztandarowych punktów zaczepienia w postaci My Bloody Valentine, Pavement czy Neutral Milk Hotel, wielkodusznie zauważono także Tame Impala, ale to by było na tyle. Podobnie zresztą art pop i folk także skończyły się najwyraźniej w latach 90. Luki pozostawione przez niedoreprezentację innych gatunków wciąż wypełniają tu bowiem Dylan i Beatlesi.

I choć tych drugich ktoś mógłby określić największymi przegranymi nowego rankingu Rolling Stone’a — ich kultowy Sgt. Pepper pikuje z pozycji najlepszej płyty wszech czasów na dalekie (w tym kontekście) miejsce 24. Tamten wybór, mocno kontrowersyjny dla fanów czwórki z Liverpoolu, miał chyba wówczas wskazać na jednoznaczną wyższość Beatlesów nad Beach Boysami, których Pet Sounds trafiło wtedy na miejsce drugie (na którym udało im się zresztą utrzymać przez tych 17 lat — to jedyny numer, który w pierwszej dziesiątce pozostał bez zmian). Dziesiątkę nowej listy otwiera znamiennie The Miseducation of Lauryn Hill (które wraz ze wspomnianym VooDoo D’Angelo zaliczyły ogromne awanse) — redakcja nie bez powodu okrasiła zresztą tę decyzję cytatem piosenkarki, pod którym podpisałaby się też Fiona Apple, że przemysł muzyczny jest seksistowski. To chyba miała być odpowiedź przemysłu, że Lauryn Hill, nie tragizuj. W czołowej dziesiątce znajdziemy też poza tym Fleetwood Mac, Purple Rain Prince’a, Songs in the Key of Life Steviego Wondera, Blue Joni Mitchell, a płytą wszech czasów okrzyknięto tym razem — całkiem adekwatnie do stanu świata — What’s Going On Marvina Gaye’a. A ja przeglądając tę dziwnie bliską mi selekcję w czołówce sam czuję się jak boomer i ofiara jakiegoś owczego pędu, o którym nie miałem pojęcia. Nawet jeśli sam w tym momencie ułożyłbym zgoła inną dziesiątkę, jakimś zrządzeniem losu zostałem ich wyborem trafiony i zatopiony. Być może nie doceniłem wpływu tamtej oryginalnej listy na mój gust, gdy dekadę temu zaczynałem te skumulowane odsłuchy? A może to wyłącznie dowód na ponadczasowość tych konkretnych klasycznych płyt, które, tak się akurat złożyło, i ja na własną rękę, i państwo z Rolling Stone’a na własną, wyłowiliśmy z przepastnego i niewyczerpanego przecież kanonu?

W moim poprzednim tekście o odkładaniu szczęścia zapomniałem w gruncie rzeczy dodać jednej ważnej sprawy, która tutaj wróciła jak bumerang i trochę zbiła mnie z tropu. Ja wciąż mimochodem dłubię jednak w tej nostalgii i wciąż poniekąd projektuję swoje szczęście według schematów, które już znam. I w miarę możliwości mimowolnie staram się je realizować. Pochylenie się nad nową listą Rolling Stone’a to nic innego, jak próba odtworzenia tamtych chwil, które spędziłem, analizując oryginalne zestawienie. Pozwólcie więc zatem, że teraz oddam się dosłuchiwaniu pozycji z nowego topu wszech czasów biblii muzycznych boomerów, których albo nie znam w ogóle, albo czuję potrzebę, by sobie je odświeżyć. Za mną już Laura Nyro, Jason Isbell i wspomniany Daddy Yankee, ale Spotify wskazuje, że przede mną jeszcze 44 godziny słuchania. Obiecuję jeść i spać.

Tekst oryginalnie opublikowany na blogu Kurtek.pl.

Erykah Badu oraz D’Angelo w utworze tajemniczego projektu Slingbaum One

Pomysłodawca przedsięwzięcia zgromadził w studio wyśmienity skład muzyków.

Za dość enigmatycznym projektem o nazwie Slingbaum One, który to w połowie stycznia ogłosił wypuszczenie swojego debiutanckiego albumu, ukrywa się amerykański muzyk, producent oraz kompozytor Terry Simbaum. Zgromadził on w studiu niebywałe wręcz grono muzyków i w ten sposób stworzył krażek składający się co prawda tylko z trzech nagrań, ale w tym przypadku jakość zdecydowanie powinna zrekompensować nam ilość. W nagraniach tych wzięły udział m.in. takie postacie jak Erykah Badu, D’Angelo, FKA twigs, Oumou Sangaré, Nick Hakim, Questlove, Damon Albarn, Bilal, Syd, Ahmad Jamal, Ron Carter, Cory Henry czy Nick Hakim. Wydawnictwo to nie trafi prawdopodobnie nigdy do oficjalnego odsłuchu online, gdyż artysta postanowił wypuścić to jedynie na winylu, którego preorder możliwy był przez jego stronę. Pierwsze kopie dotarły już do rozgłośni radiowych, a Gilles Peterson zaprezentował nagranie „Behoove” w swojej audycji radiowej. W powstaniu tego mrocznego utworu wzięli udział wymienieni wcześniej Erykah Badu oraz D’Angelo, jak również mocny skład w postaci takich muzyków jak: Jameel Bruner, Keyon Harrold, Marcus Strickland, Austin Williamson, Amani Fela Greene, Justin Brown, Chris Dave, Cory Henry, William “Cito” Civas oraz Rashad Ringo Smith. Sprawdźcie rip z BBC Radio, który to zamieszczamy poniżej.

Rapsody zajawia nadchodzący album kolaboracją z GZA i D’Angelo

Ładny festiwal nam tu urządziła koleżanka Rapsody! Autorkę rewelacyjnego Laila’s Wisdom na nowym singlu „Ibtihaj” nie interesuje zwyczajne cytowanie klasyków. Ona wywołuje klasyków do odpowiedzi. W przywoływaniu „Liquid Swords” GZA i „Things Done Changed” Biggiego pomagają jej nie kto inny, jak D’Angelo i GZA. „You shock, boy?” Szokującym na pewno nie jest, że cała trójka brzmi w tej oldskulowo-psychodelicznej mieszance celująco. Zimny świecie, dawno nas w takim miejscu nie było, ale płynie tak samo dobrze.

Singiel „Ibtihaj” zapowiada trzeci album Rapsody Eve, poświęcony wpływowym Afroamerykankom. Premierę krążka zapowiedziano na sierpień. Wyglądamy z niecierpliwością!

Pierwszy trailer filmu dokumentalnego o D’Angelo Devil’s Pie

Głośny comeback D’Angelo w 2014 krążkiem Black Messiah poprzedzony 14-letnim oczekiwaniem stał się tematem filmu dokumentalnego. Holenderska reżyserka Carine Bijlsma w filmie zatytułowanym Devil’s Pie przyjrzała się trudnemu okresowi pomiędzy Voodoo z 2000 roku a triumfalnym powrotem króla neo-soulu. W tamtym czasie życie piosenkarza wypełniały zmagania z uzależnieniem, kłopoty rodzinne i problemy ze sławą, po tym jak dzięki teledyskowi do „Untitled (How Does It Feel)” D’ wyrósł w Ameryce jako nowy symbol seksu. W dokumencie znajdziemy niepublikowane wcześniej rozmowy z ludźmi z otoczenia artysty i jego współpracownikami (wśród nich m.in. Questlove), zobaczymy też sesje nagraniowe Black Messiah i fragmenty trasy koncertowej Second Coming w 2015 roku.

W weekend film miał premierę na nowojorskim festiwalu filmowy Tribeca, a teraz światło dzienne ujrzał pierwszy trailer. Na razie nie wiadomo, kiedy i w jakiej formie film trafi do szerszej dystrybucji. Zobaczcie zwiastun poniżej.

„Unshaken” D’Angelo w oficjalnym cyfrowym wydaniu

O nieoczekiwanym powrocie D’Angelo na ścieżce dźwiękowej do głośnej gry Red Dead Redemption 2 pisaliśmy jeszcze w październiku. Z pewną dozą niepewności, ale udało się wówczas bezbłędnie ustalić, że za nagraniem zatytułowanym „Unshaken” stoi nikt inny, a D’Angelo. Dopiero w tym tygodniu oficyna RCA zdecydowała się oficjalnie udostępnić utwór w formie cyfrowego singla w sklepach internetowych i serwisach strumieniowych. Jeśli przegapiliście enigmatyczną premierę „Unshaken” pod koniec zeszłego roku, czas dorzucić do nagranie do plejlisty.

Zaskakujący powrót D’Angelo

Premiera najnowszej gry studia Rockstar Games, Red Dead Redemption 2 przyniosła nieco więcej, niż tylko komercyjny sukces i zniknięcie wielu ludzi na całym świecie na cały weekend z radaru znajomych. Wysoce prawdopodobne jest, że dała nam także w prezencie zupełnie nowy utwór D’Angelo, który nie wydał nic od czasu Black Messiah z 2014 roku.

Nie ma jeszcze oficjalnego potwierdzenia, że utwór „Unshaken” jest wykonywany przez naszego czarnego brata, lecz niech nas kule biją, jeśli to nie jego głos. Sama piosenka jest idealnie wpasowana w westernowy klimat gry, pojawia się w okolicy 5 rozdziału, a zawiewa od niej mrocznym country-bluesem, co jest trochę nowością w twórczości D’Angelo. Czy możemy spodziewać się czegoś większego, czy była to tylko jednorazowa akcja na potrzeby gry wideo? Niebawem powinniśmy się dowiedzieć…

D’Angelo pracuje nad nową muzyką

Piosenkarz odwołał pojedynczy koncert w Wielkiej Brytanii, bo podobno pracuje nad nową płytą! Przy czym tym razem za słowem „podobno” nie stoi ktoś, kto gdzieś kiedyś coś usłyszał i podał dalej komuś drugiemu, ale oficjalne oświadczenie managera piosenkarza w sprawie koncertu, według którego D’Angelo jest „głęboko w procesie tworzenia nowej płyty”. D’Angelo ma wrócić do Europy z koncertami jeszcze w czerwcu. Ostatnią płytą artysty jest fenomenalne Black Messiah z końca 2014 roku, na którą fani czekali od 2000 roku. Miejmy nadzieję, że tym razem D’ będzie potrzebował mniej niż 14 lat, by domknąć proces twórczy kolejnego krążka. Trzymamy kciuki.

Odsłuch: D’Angelo Brown Sugar (Deluxe Edition)

Jakiś czas temu pisaliśmy o planowanej reedycji Brown Sugar D’Angelo. Edycja deluxe zawierać miała zawierać między innymi acapelle i unikalne remiksy znanych już numerów. Do tego ponad 20-stronicowa książeczka z esejem Nelsona George’a. Teraz nowa edycja jest już dostępna do odsłuchu, więc spokojnie można zabierać się za odsłuch. W sumie, łącznie z tym co już znamy z klasycznej wersji, dostajemy ponad 30 numerów, w tym remiksy od DJ’a Premiera i Ericka Sermona. To prawdziwa gratka dla fanów, a chyba nie ma na świecie fana neo-soulu, który nie lubi tej płyty.

Będzie reedycja Brown Sugar D’Angelo

Szykuje się prawdziwa gratka dla fanów D’Angelo. Już 25 sierpnia ukaże się reedycja Brown Sugar. Będzie to edycja dwupłytowa. Pierwsza to zmasterowany oryginalny materiał, a do tego acapelle i instrumentale, zaś druga będzie zawierać unikalne remiksy. Poza tym reedycja będzie miała 20-stronicową książeczkę, a w niej rzadkie fotografie, teksty, a także esej reżysera i dziennikarza Nelsona George’a. Jest na co czekać!

CD1 (zremasterowana oficjalna wersja):

1. „Brown Sugar”
2. „Alright”
3. „Jonz in My Bonz”
4. „Me And Those Dreamin’ Eyes of Mine”
5. „Sh*t, Damn, Motherf*cker”
6. „Smooth”
7. „Cruisin'”
8. „When We Get By”
9. „Lady”
10. „Higher”

Bonus tracki:

11. „Brown Sugar”
12. „Me And Those Dreamin’ Eyes of Mine” A Cappella (released on promotional 12″ single)
13. „Brown Sugar” Instrumental (released on 12″ single)
14. „Lady Just Tha Beat Mix” Instrumental w/Chorus (Mixed by DJ Premier; released on CD Maxi-Single)
15. „Brown Sugar” Alternate Version (released on 12″ single)

CD 2 (More Sugar)
1. „Brown Sugar” King Tech Remix feat. Kool G. Rap (released on 12″ promotional single)
2. „Me And Those Dreamin’ Eyes Of Mine” Def Squad Remix feat. Redman (Remixed by Erick Sermon for Funk Lord Productions; released on 12” single)
3. „Cruisin'” Cut The Sax Remix (Remix by King Tech; Released on 12″ single)
4. „Lady” Just Tha Beat Mix/featuring AZ (Remixed by DJ Premier for Works of Mart Productions, Inc.; released on CD Maxi-Single)
5. „Brown Sugar” Soul Inside 808 Mix (Mix by DJ Dodge; released on U.K. 12″ single)
6. „Me And Those Dreamin’ Eyes Of Mine” Two Way Street Mix (Remixed by DJ Premier for Works of Mart Productions, Inc.; released on promotional 12″ single)
7. „Cruisin'” Dallas Austin Remix (released on 12″ single)
8. „Lady” 2B3 Shake Dat Ass Mix (Remix produced by Neville Thomas and Pule Pheto for 2B3 Productions; released on U.K. CD Maxi-Single)
9. „Brown Sugar” Incognito Molasses Remix (released on „She’s Always In My Hair” promotional 12″ single)
10. „Me And Those Dreamin’ Eyes Of Mine” Dreamy Remix (Remixed by Erick Sermon for Funk Lord Productions; released on promotional 12″ single)
11. „Cruisin'” Wet Remix (released on CD single)
12. „Brown Sugar” Dollar Bag Mix (released on U.K. 12″ single)
13. „Cruisin'” God Made Me Funky Remix (released on promotional 12″ single)
14. „Brown Sugar” CJ Mackintosh Remix (Additional production and Remix by CJ Mackintosh; released on the various artists CD collection Nu Classic Soul)
15. „Lady” CJ Mackintosh Mix Radio Edit (Additional production and Remix by CJ Mackintosh; released on U.K. CD Maxi-Single)
16. „Cruisin” Wh’s Fooling Who Mix (released on promotional 12″ single)