Wydarzenia

Rihanna w Polsce: 7 hitów głównych

Data: 7 lipca 2013 Autor: Komentarzy:

001
Jesienią zeszłego roku Rihanna wydała siódmy krążek Unapologetic. Świętowała także 7 lat obecności na scenie. Od czasu kiedy „Pon de Replay” na dobre zagościło w naszych głośnikach, Rihanna zgromadziła więcej niż 7 – a kto wie czy nawet nie 7 razy 7, czyli 49 – Billboardowych jedynek. Przez cały okres świetności zdążyła zmienić fryzurę 77 razy. W międzyczasie zdążyła także zasłynąć z więcej niż 7 skandali. Wrzucić na Instagrama więcej niż 7 zdjęć z 7 jointami (1, 2, 3, 4…). Rozstania z Chrisem Brownem i powroty do niego, również zawężałyby się do liczby 7. Od wczoraj Rihanna bawi się na Openerze, a dziś da koncert kończący festiwal. Chociaż patrząc na stan, w jakim była po występie Miguela i Kings of Leon, jej gotowość do wyjścia na scenę może być wątpliwa. Nie jest to jej 7 wizyta w Polsce, ale zapewne takowej się doczekamy. Jedziecie czy nie, a może już teraz jesteście w Gdyni – specjalnie dla Was (subiektywna) lista 7 hitów głównych Fenty, które znacie, lubicie, znać musicie, a o których być może zapomnieliście. Każdy z nich przedstawiony jest pokrótce, z przymrużeniem oka. I ucha.

„MOTHER MARY”
Nie wiedzieć czemu, piosenka otwierająca diamentową trasę, została szpetnie okrojona z pierwszej części „Love Without Tragedy”. Smutek wielki, bo bez wątpienia jest to najlepszy numer na Unapologetic. Na naszych oczach, ups! uszach, toczy się niemal 7-minutowy dramat. Miłosny oczywiście. Gdzieś pomiędzy głosem żalu do byłego kochanka a płaczem z bezradności, słychać wyniosłe „Mother mary I swear I wanna change / Mister Jesus I’d Love to Be a Queen”. Czyli kocham być Królową, choć Królowe czasem muszą też cierpieć. Bo czymże jest Królowa bez swojego Króla? Modlitwa niebywała, ale żeby tak z wysoką (zbyt wysoką?) samooceną prosto do Boga? Pycha w najczystszej postaci.

„POUR IT UP”
Jeżeli ktoś pracuje na pełnych obrotach 777 dni w roku i gra dla 77 tysięcznej publiczności – portfel napełnia się sam. Sam już się nie opróżni i Riri doskonale o tym wie. Wyrzuca więc pieniądze w powietrze (nie w błoto) albo ciśnie nimi w seksowne striptizerki. Dolary, dolary wszędzie. Trójkąty, trójkąty wszędzie. I oko, oko również tu i tam! Mimo znaków, dziewczynie z Barbadosu wciąż jest mało. Apetyt rośnie w miarę jedzenia – choć jak pisał mój redakacyjny kolega, Unapolgetic „to tylko resztki muzycznego fastfoodu, którymi od dobrych kilku lat Rihanna karmi swoich słuchaczy”. McRihanna lub jak wolicie RRF (a’la KFC – Robyn Rihanna Fenty) do Waszych usług. Chciwość nie popłaca, ale czy naprawdę ktoś się kiedyś przejmował tym powiedzeniem? Rihanna na pewno nie.

„BIRTHDAY CAKE”
Za każdym razem, kiedy Rihanna wraca do Chrisa Browna, albo Chris Brown wraca do Rihanny, w przypływie szczęścia, na 77% urządzają sobie przyjęcie. W końcu kwitnie „nowa (stara) miłość”, którą powinni się cieszyć co najmniej jakby był Sylwester, Gwiazdka, Wielkanoc, Dzień Niepodległości i urodziny razem wzięte. Obowiązkowy tort (może niekoniecznie w kształcie szminki Mac) na stole i 7 świeczek do zdmuchnięcia, 7 razy w nocy. Hej, jeszcze nie krzyczycie, że „ciasto” to przecież metafora do seksu? Wiem, wiem. Tak tylko się zgrywam. Nieczystość seksualnaRihanna ma to wypisane na twarzy, a już na pewno ma to zapisane w kajeciku pod hasłem „wizerunek sceniczny”.

„ONLY GIRL (IN THE WORLD)”
Każda dziewczyna marzy o tym, by z ust jej wybranka padły słowa „jesteś dla mnie tą jedyną”. Jedyną dziewczyną na świecie oczywiście. W odniesieniu do związku dziewczyna-dziewczyna, możecie to śmiało zastąpić hiszpańskim „Te Amo”. Jeśli macie ten etap za sobą – szczerze gratuluję i trzymam kciuki, by jedyny osobnik płci żeńskiej, który pojawi się na globie, to była Wasza córka. Jeśli ten moment jest dopiero przed Wami – musi przez Was przemawiać zazdrość w stosunku do koleżanek powyżej, prawda? Rihanna już to chyba gdzieś słyszała, choć sądząc po rozstaniu numeru 7 i powrocie numer 77, nie jest to chyba dla niej nic nowego.

„CHEERS (DRINK TO THAT)”
Lejdi K zaproponowała kiedyś zabawę pt. „Za każdym razem, kiedy Beyoncé skopiuje czyjś pomysł, pijemy” – zabawa może trwać również w najlepsze, gdy chodzi o Rihannę. Wszystkie chwyty, jeśli chodzi o pochłanianie większej ilości napoju niż potrzebne jest to do życia, są dozwolone. Podnosimy wiec kieliszek za nową fryzurę, powrót gwiazdy do rodzinnego kraju, każdą okładkę Complexa na której się znajdzie (a było ich sporo) i zgryźliwe wpisy na Twitterze. Wszystko to oczywiście w rytm siódmego singla z Loud. Po trzech głębszych, lekkie wibracje pop-dance’owego kawałka, będą zachętą do dalszych harców. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu to przecież podstawowa cecha numerów, które grane są przy barach. Siedzimy więc do oporu. Pytacie, gdzie tu opanowanie i samokontrola? Zgubiły się w punkcie 2.

„MAN DOWN”
Jamajka, owoce, słońce, Rihanna w czerwonych włosach i jointy. Sielanka Barbadoski trwała do czasu, gdy nie weszła do jednego z klubów i nie powiedziała „nie” jednemu z adoratorów. Nosowska śpiewała „mówię nie, gdy myślę nie”, ale po wielu latach, dla facetów najwidoczniej to wciąż znaczy „tak”. Podobno gniew może być kontrolowany, ale patrząc na to co Rihanna (słusznie?) zrobiła mężczyźnie z „Man Down”, śmiem w to wątpić. Niby lekki wakacyjny hit, a jednak porusza trudny temat. Także wiecie – gdybyście kiedyś kogoś zabijały, to tylko w rytm gangsta reagge. A gdybyście potem tego żałowały, zawsze pozostają modlitwy „Mother Mary”.

„RUDE BOY”
Gdyby jednak klimaty morderstwa były dla Was zbyt obciążające, a kochacie ragga i dancehall, zawsze w opcji pozostaje „Niegrzeczny Chłopiec”. Takiemu nie trzeba strzelać w głowę. Przez Rihannę przemówiło lenistwo, usiadła więc na zebrze, woła tego jedynego i czeka. Albo trzęsie tyłeczkiem z niecierpliwości i czeka. Albo gra na perkusji, choć nie jest to tak fascynujące jak dudniąca w bębny Alicia Keys, i czeka. W każdym razie – chillout przy tym numerze nie skończy się sądem, wyrokiem i spędzeniem reszty życia w więzieniu. Może skończyć się jednak tak, że będziecie musieli piec ciasto. If you know what I mean. Bawcie się dobrze, tylko nie grzeszcie za dużo.

Komentarze

komentarzy