Nigdy nie sądziłam, że Chris Cornell będzie gościł na soulbowl, a jednak ten dzień nadszedł. Zapewne słyszeliście już w radio utwór „Part of me”. To nie trudne, pojawia się na antenie dość często. Muzyka którą produkuje Timbaland jest charakterystyczna, ma on swój własny, łatwo rozpoznawalny styl. No ale zaraz… kto jest na wokalu? Chris Cornell?! Nie, no chyba żartujecie! A jednak. Chris, wcześniej tworzący w zupełnie innej stylistyce, nawiązał współpracę z Timbalandem i takie są efekty. Nie piszę o tym utworze w charakterze nowości, bo taki zupełnie nowy już nie jest. Ale zwraca uwagę, mam nadzieję, że nie tylko moją. Chris zdecydował się porzucić swój rockowy pazur, na rzecz czarnych brzmień. Tylko dlaczego? Why? Warum? Chciał zdobyć większą popularność? Niekoniecznie, przecież jest całkiem znany, zwłaszcza od czasu soundtracku do „Casino Royale”. Chciał być modny? Jeśli tak, to czemu nie współpracuje z Ronsonem? Szał na Timbalanda sięgnął apogeum w 2007 roku… Szukam odpowiedzi i jak na razie jej nie znajduję. Piosenka wpada w ucho, temu nie można zaprzeczyć. Ale jako że ceniłam wcześniejszą twórczość Chrisa, to teraz po prostu coś mi tu nie gra. Ufam, że to jednorazowy skok w bok. Nie wiem jak Wam, mi Cornell do soulbowl nie pasuje.Poniżej teledysk do piosenki Cornella i Timbalanda:
Dodam tylko, że piosenka znajduje się na ostatnim albumie Chrisa „Scream”. Artysta określa ten album jako nowy rozdział w swojej twórczości. I tu się nie myli.


Komentarze