Wydarzenia

Recenzja: Allen Toussaint Songbook

Data: 26 września 2013 Autor: Komentarzy:

Allen Toussaint

Songbook (2013)

Rounder

Allen Toussaint nie musi nikomu niczego udowadniać. Począwszy od późnych lat 50., w minionym półwieczu, udało mu się zgromadzić nieprzeciętny muzyczny dorobek — czy to pisząc wielkie przeboje dla innych wykonawców, czy z powodzeniem dokładając własne cegiełki do wyjątkowej stylistyki nowoorleańskiego R&B. Songbook, zgodnie z tytułem, jest, trochę na wzór ostatnich albumów Randy’ego Newmana, zbiorem utworów, które wyszły spod jego ręki — swoistym podsumowaniem kariery, tu dodatkowo zamkniętym w staromodnej, ale jakże ujmującej formie kameralnego recitalu. Całość została zarejestrowana przez ponad 70-letniego Toussainta jedynie z towarzyszeniem pianina (i rzecz jasna publiczności) w 2009 roku podczas jednego z występów artysty w nowojorskim Joe’s Pub.

To wszystko powoduje, że płyty słucha się niczym babcinej opowieści o starych, dobrych czasach, młodości, która przeminęła, życiu, którego już nie ma. Ale w tym albumie zamiast fotografii, mamy piosenki, które podobnie jak zdjęcia przywołują wspomnienia i opowiadają historie. Toussaint jest pierwszorzędnym narratorem, jego głos brzmi niewiarygodnie witalnie, co dodatkowo uwypuklają stylowe aranżacje na pianino. I nawet jeśli są to historie, które już doskonale znamy, z przyjemnością wysłuchamy ich po raz kolejny. Nie ma mowy o odcinaniu kuponów czy odgrzewaniu kotletów — jest za to niezwykle żywa tradycja muzyczna, którą wręcz należy krzewić, by nigdy nie zginęła w globalnym wyścigu szczurów o szczyty listy przebojów. Posłuchajcie tylko nowoorleańskiego standardu „St. James Infirmary”, młodzieńczego „Lipstick Traces (On a Cigarette)” czy wieńczącego album 13-minutowego wykonania „Southern Nights”, prawdopodobnie największego przeboju Toussainta — to nie wystawny, monumentalny ołtarz, ale skromna, choć nad wyraz elegancka sygnatura jednego z najwspanialszych rhythm & bluesowych twórców XX wieku.

Komentarze

komentarzy