Wydarzenia

Recenzja: TLC 20

Data: 2 listopada 2013 Autor: Komentarzy:

81VkyLY0N0L._SL1500_

TLC

20 (2013)

La Face / Epic

Nie raz, nie dwa odnosiłam wrażenie, że wydawanie składanek z największymi hitami to jedynie sposób na zarobienie pieniędzy. W przypadku 20 jest jednak trochę inaczej — to soundtrack do filmu biograficznego o legendarnej już (nie bójmy się tego słowa) grupie TLC.

20 to po prostu chronologiczny przekrój singli, które dziewczyny wydały pomiędzy 1992 a 2002 rokiem. I o ile selekcja kawałków mogła być podyktowana fabułą filmu, o tyle niezrozumiałe jest dla mnie pominięcie świetnie skrojonych aranżacji, które zostały wykorzystane w kluczowych momentach obrazu, budując klimat i napięcie. 20 nie różni się pod tym względem od poprzednich składanek grupy (Now and Forever: The Hits, We Love TLC) i w zasadzie każda z nich mogłaby pełnić rolę soundtracku.

Już na samym początku kariery T-Boz, Left Eye i Chilli stworzyły charakterystyczne dla siebie brzmienie, nierozerwalnie połączone z ich poglądami i stylem ubioru. W rytm new jack swingowych melodii dziewczyny żywiołowo wyśpiewały, wykrzyczały i zarapowały kilka spontanicznych kawałków, jako jedne z pierwszych poruszając temat bezpiecznego seksu i AIDS („Ain’t 2 Proud 2 Beg”). To pozwoliło odróżnić je od reszty ówczesnych zespołów i zbudować silną opozycję dla zdominowanej przez mężczyzn kultury hip hopowej.

Nawet jeśli zespół ewoluował z płyty na płytę, a ich pierwotne nagrania w niczym nie przypominają obecnej twórczości, są pewne cechy, które na stałe wpisały się w wizerunek TLC i są spoiwem 20. Przede wszystkim jest to niesamowicie wyważona energia pomiędzy członkiniami grupy. Nie ma tu jednoznacznej liderki. Gdy T-Boz bierze na siebie całe „Creep”, a Left Eye kradnie swoimi wersami „Waterfalls”, Chilli udowadnia wartość swojego głosu w „No Scrubs”. Wiele z tych numerów niesie ze sobą znaczące, nierzadko feministyczne, przesłanie — oparte na prawdziwych doświadczeniach z życia prywatnego dziewczyn — jak choćby zmagania T-Boz z niską samooceną w „Unpretty”. Przez to znacznie łatwiej uwierzyć w słowa jedynej nowej piosenki, która znalazła się na 20, „Meant to Be” o tym, że życie to wzloty i upadki.

Czy 14 numerów to wystarczająca liczba, by rzeczywiście oddać charakter najlepiej sprzedającej się grupy R&B wszech czasów? Nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Niezależnie od tego, twórczość TLC broni się sama.

Komentarze

komentarzy