
José James
While You Were Sleeping (2014)
Blue Note Records

Podczas, gdy jedni smacznie śpią, czekając aż super producenci przygotują im bestsellerowe krążki, inni pracują nad płytami, które zaspokoją nie tylko ich artystyczne ambicje, ale i dostarczą nie lada wrażeń odbiorcom. Kto w tym sennym starciu ma większe szanse na zwycięstwo? Odpowiedź powinna być oczywista, zwłaszcza wtedy, gdy mowa o najnowszej płycie José Jamesa.
While You Were Sleeping powstało w Nowym Jorku we współpracy z Brianem Benderem i wypróbowanym gronem muzyków, do którego dołączył gitarzysta Brad Allen Williams. Chociaż to już piąty album w dorobku Jamesa, to gdzieś wisiała nad nim ciemna chmura „syndromu drugiej płyty”, bo to w końcu następca świetnie przyjętego, wręcz przełomowego debiutu w legendarnej wytwórni Blue Note. Trudno nazwać to wydawnictwo kontynuacją No Beginning No End, jednak nie można też mówić o rozpoczęciu zupełnie nowego rozdziału w karierze artysty z Minneapolis. José konsekwentnie realizuje swoje muzyczne marzenia i bezbłędnie łączy jazz z innymi gatunkami. Kolejnemu krążkowi od początku przyświecał jeden cel — zawarcia na nim wszystkich ukochanych dźwięków. James przypomniał swoje największe muzyczne inspiracje, przywołał idoli i płyty, które towarzyszyły mu od dzieciństwa i ukształtowały go jako samodzielnego twórcę.
Pełną swobodę słychać już od otwierającego, elektrycznego „Angel”, przez romantyczną balladę „Dragon” zaśpiewaną z Beccą Stevens, aż po ostatni numer na wydawnictwie — cover „Simply Beautiful” Ala Greena, w którego nagraniu pomógł Jamesowi Takuya Kuroda. Pomimo mocniejszych, niespotykanych wcześniej u artysty rockowych nawiązań, album pozostaje spójny, a piosenki nie sprawiają nieprzyjemnego wrażenia przeforsowanych, co w przypadku „Without U” czy „EveryLittleThing” mogło być już pewnym ryzykiem.
Ujmując to najprościej, jak tylko się da — płyta jest… ekscytująca. Każda kompozycja przyciąga uwagę, ożywając dzięki charakterystycznemu „José-factorowi”, dobrze już znanemu z poprzednich albumów. Napisałam to jeszcze podczas pierwszego odsłuchu While You Were Sleeping, podkreślę i teraz — to najodważniejsze wydawnictwo w dotychczasowej dyskografii Jamesa. To album, który z pewnością nie wyparuje szybko z pamięci. Tak naprawdę nawet nie trzeba się nad nim wiele rozwodzić, wystarczy posłuchać. Zakład, że spotkamy się tu ponownie przy okazji podsumowania najlepszych krążków tego roku?


Komentarze