
Gary Clark Jr.
Live (2014)
Warner Bros.

Gary Clark Jr. wywarł na mnie pozytywne wrażenie swoją debiutancką pełnowymiarową płytą Blak and Blu. Zgrabne połączenie bluesa, soulu i rocka wpadało w ucho i dawało nadzieję, że mamy do czynienia z narodzinami kolejnego wielkiego czarnoskórego gitarzysty i wokalisty. Dlatego też z niecierpliwością czekałem, jak muzyk zaprezentuje się na swoim kolejnym krążku. Co prawda jest to album nagrany na żywo, ale artysta przygotował parę nowych utworów w postaci coverów. Płyta nieco różni się stylistycznie od pierwszej, dzięki czemu można określić, w jakim kierunku tym razem zmierza Clark.
Po ponad dwóch latach od debiutu, twórczość artysty wydaje się dojrzalsza. Muzyk jeszcze mocniej postawił na prostolinijność i brudne blues-rockowe brzmienie. Sekcja nie jest rozbudowana, ale znajduje się w niej wszystko, aby dać czadu — gitara, bas i perkusja. Wśród całej prostoty przekazu, zarówno pod względem muzycznym, jak i tekstowym, wybija się ostre, wirtuozerskie brzmienie gitary Clarka. Muzyk pokazuje kunszt gry na instrumencie, często serwując po dwie solówki w piosence. Najważniejsze, że owe popisy wcale nie stają się monotonne, mimo iż stanowią nieodzowny element większości utworów. Raczej urozmaicają koncert i dają poczucie wyjątkowości, zarówno słuchaczowi, jak i samemu artyście. Nie sposób nie zwrócić uwagi także na świetny wokal — naturalny, wolny od niepotrzebnej ekstrawagancji.
Muzyka Clarka to porządny materiał z charakterem. Z utworów emanują szczerość i seksapil, nieważne czy jest to skoczne i energiczne „Don’t Owe a Thang”, typowo bluesowe “3 O’clock Blues” czy spokojne “When the Sun Goes Down”. Artysta oddalił się od stylistyki soulowej, chociaż utwory „Things Are Changin’” i „Please Come Home” nadal do niej nawiązują. Natomiast solówka basu i perkusji oraz specyficzna gra na gitarze naśladująca skreczowanie winyla w „Third Stone From the Sun/If You Love Me Like You Say” ocierają się nawet o funk.
Słuchając płyty, odnosi się jednak wrażenie, że gdzieś się to już słyszało. Clark, poza utworami z Blak and Blu, gra covery wielkich artystów, takich jak B.B. Kinga (“Catfish Blues”, “3 O’clock Blues”), Jimmy’ego Hendrixa i Little Johnny’ego Taylora (“Third Stone From the Sun/If You Love Me Like You Say”) czy Alberta Collinsa (“If Trouble Was Money”), i częściowo naśladuje ich styl. Traktuję to nie jak kopiowanie, a raczej udaną kontynuację bluesowych tradycji czarnoskórych. Pozostaje tylko cieszyć się, że nadal tworzą muzycy, którzy kultywują granie klasycznych, czarnych brzmień, urozmaicają je i dodają własny, nietuzinkowy styl.
Live nie jest płytą, która miałaby zrewolucjonizować muzykę. Jednak fani bluesa, w którego stronę ewidentnie poszedł artysta, na pewno ją docenią.


Komentarze