Wydarzenia

Relacja z koncertu Dj Premier & Live Band

Data: 21 września 2015 Autor: Komentarzy:

ft-djpremier-2015-2

Chociaż Dj Premier był już w tym roku w Polsce, nie wahałem się ani chwili, czy ponownie wybrać się na jego koncert. Zresztą te dwa występy zupełnie się od siebie różniły, dlatego nie było mowy o jakiejkolwiek powtórce. W maju zagrał na Warsaw Challenge z Royce Da 5’9 i jego muzyka była tylko tłem do zwrotek nawijanych przez rapera, a turntablistyczny popis trwał nie więcej niż 10 minut. Tym razem było zupełnie inaczej.

Koncert odbył się w sali kultowego klubu Proxima. Słuchając suportów czekałem aż budynek zapełni się po brzegi, jednak tak się nie stało. Ludzi było sporo, na szczęście nie było nieprzyjemnego ścisku i bez większych przeszkód można było w pełni oddać się muzyce. Tak też zrobiłem, nie odrywając mojego wzroku od sceny przez całe dwie godziny.

Czynnikiem, który przemawiał za pójściem na koncert, było towarzystwo live bandu, składającego się z Lenny’ego Reece’a na perkusji, Brady’ego Watta na basie, Taku Kurody na trąbce i Marka Williamsa na puzonie. Cały skład pojawił się na scenie po kwadransie od zaplanowanej godziny startu i od razu ruszył z grubej rury. Od wszystkich kipiała energia, która od razu wdała się widowni. W dodatku sam „dyrygent” zachęcał do czynnego uczestnictwa, stale krzycząc do fanów i rozmawiając z nimi. Taka atmosfera trwała do samego końca, za co należą się czapki z głów szczególnie dla samego Preemo, który mimo prawie 50 lat na karku wygląda i zachowuje się jak ponad 20 lat temu, zaczynając karierę. Bohater koncertu wiele razy popisał się turntablistycznymi sztuczkami, a zespół dodał to, czego oczekiwałem, czyli funkowego sznytu. Każdy z nich zagrał znakomitą solówkę, co całości nadało pierwiastek jazzu.

Można stwierdzić, że koncert był podzielony na trzy części. Podczas pierwszej z nich dj wraz z bandem zagrali utwory Das EFX, Jeru the Damaja czy Nasa, a także coś z zupełne innej beczki, czyli „Give Me Your Love” Curtisa Mayfielda. Błyskotliwe aranżacje tchnęły nowe życie w te klasyki. Następnie nadszedł czas na indywidualne popisy Preemo, kiedy to zagrał muzykę Gang Starr. Był to swego rodzaju ukłon w stronę Guru. Zresztą w trakcie koncertu dj wspomniał o wielkich, których już z nami nie ma, czyli o Notoriousie B.I.G., 2Pacu, Eazy–E czy Ol’ Dirty Bastardzie. Potem ponownie cały skład wyszedł na scenę i już do samego końca koncertu wspólnie porywali widownię utworami wspomninego Notoriousa B.I.G. czy Gang Starr, ale również chociażby muzyką M.O.P..

I tak koncert dobiegł końca, a ja oszołomiony i nadal rozochocony spoglądałem jak zespół żegna się ze swoimi fanami i schodzi ze sceny. To był występ na najwyższym poziomie, zarówno jeżeli chodzi o muzykę jak również atmosferę. Być może energia za mocno poniosła band jak i panów dźwiękowców, bo w pewnych momentach wręcz robił się kocioł i niewiele można było usłyszeć. Ale nie wszystko musi być idealne, a to było świetnym przykładem na to, jak cały zespół świetnie bawił się muzyką i był niesiony przez wspaniałą widownię.

Komentarze

komentarzy