Wydarzenia

Recenzja: Thundercat The Beyond / Where the Giants Roam

Data: 2 grudnia 2015 Autor: Komentarzy:

Thundercat

The Beyond / Where the Giants Roam (2015)

Brainfeeder

Wydany w czerwcu minialbum The Beyond / Where the Giants Roam to esencja brzmienia nie tylko inspirującej się fuzją jazzu i hip-hopu grupy muzyków skupionych wokół Thundercata, ale czarnej muzyki w 2015 roku w ogóle. Zaledwie 16-minutowy materiał położony w pół drogi między You’re Dead! Flying Lotusa, To Pimp a Butterfly Kendricka Lamara a The Epic Kamasiego Washingtona to nowoczesny soulowy moodsetter, z jednej strony sięgający głęboko do korzeni tego, co współcześnie nazywamy soulem, jazzem czy R&B, a z drugiej z pomocą wprawnej stylistycznej żonglerki i elektronicznego podszycia redefiniujący wszystkie te style po swojemu.

Thundercat korzystając z dorobku psychodelicznego fusion lat 70., stworzył harmonijną neo-soulową suitę zawieszoną między eterycznym pejzażem dźwiękowym a pierwszorzędnym popowym songwritingiem. Eksperymentalne zacięcie, dotychczas dominujące w twórczości muzyka, tu usunęło się na drugi plan, ustępując miejsca wielokształtnej płynności i finezyjnej elegancji, do czego swoje trzy grosze dołożyli zresztą zarówno legenda jazzowej pianistyki Herbie Hancock w „Lone Wolf and Cub”, jak i wspomniany już wcześniej Kamasi Washington w centralnym punkcie płyty — „Them Changes”, pozbawionej tradycyjnego refrenu osadzonej na funkowym bicie tragikomicznej opowieści o utraconym sercu — bez wątpienia jednym z najbardziej nośnych utworów w dotychczasowej dyskografii artysty. The Beyond / Where the Giants Roam słucha się jednak jednym tchem — tam gdzie wcześniej u Thundercata królował kontrolowany chaos, tu odnajdziemy spójną, kojącą narrację.

Komentarze

komentarzy