asfalt records

Nowy teledysk: O.S.T.R. „Miami”

Od wydania albumu Życie po śmierci minęło już trochę czasu, ale słuchacze Ostrego z pewnością o nim nie zapomnieli. Po pierwsze dzięki temu, iż była to zdecydowanie przełomowa płyta dla Adama, po drugie dzięki przemyślanej i rozbudowanej akcji promocyjnej (niedawno skończył się cykl koncertów Ostrego w ramach MTV Unplugged). Kilka dni temu O.S.T.R. ogłosił współpracę z firmą Diverse, która niebawem wypuści kolekcję ubrań projektowanych przez rapera z Bałut. Owocem tej kolaboracji jest również teledysk do jednej z lepszych piosenek z Życia po śmierci — „Miami”. Video zdaje się być wizualizacją przedoperacyjnych widzeń Ostrego, których mógł doświadczyć pod wpływem środków znieczulających. Przy okazji możemy zobaczyć, jak na muzyku prezentują się ubrania z jego nowej kolekcji.

Nowy utwór: Otschodzi „Tel3f0ny”

Halo? Tak, to znowu Młody Jan, a może raczej Young Otso, bo taka ksywka, patrząc, co obecnie wydaje raper, bardziej do niego pasuje. Reprezentant Asfaltu wypuszcza kolejny singiel z nadchodzącego albumu Nowy Kolor, a internet kolejny raz wrze. „Niech wróci stary Janek”, „Slam to było coś”, to tylko niektóre z komentarzy pojawiających się pod nowym klipem rapera. „Tel3f0ny”, tak jak można było się spodziewać, to wynik eksperymentowania Otsochodzi z newschoolem. W zasadzie to ciężko nazwać to eksperymentowaniem, bo poziom obydwu singli jest taki, jakby w nowej szkole siedział od dawna. Słychać Uziego? Być może, ale czy komuś to przeszkadza? Sam klip to zmontowane ujęcia Janka w różnych warszawskich miejscówkach, na które nałożone zostały grafiki znane z memów i gify. Pozostaje jedynie czekać na dalsze efekty połączenia Otsochodzi-newschool.

Recenzja: Taco Hemingway Szprycer

Taco Hemingway

Szprycer (2017)

Asfalt Records

Lakoniczna zapowiedź po udanym koncercie na tegorocznym Openerze i mural na jednej z warszawskich kamienic – tyle wystarczyło, aby wszyscy wstrzymali oddech trzydziestego lipca, czyli w dniu premiery epki Szprycer. Jak zwykle Taco wrzucił cały materiał do sieci, udowadniając, że nadal chce, aby fani znali teksty, „jak się zna kolędy”. Oczekiwania były wielkie, bo nikt raczej nie wyobraża sobie, aby raper mógł wypaść z rozpędzonej karuzeli swojej kariery.

Chyba najczęściej pojawiającym się słowem towarzyszącym pytaniom o nową epkę było „znowu”. Znowu będzie to soundtrack na lato? Znowu będzie o Warszawie? A może znowu o pokoleniu, które „zgubiło miłość na melanżu razem z telefonem”? Wydaje się jednak, że Szprycer wszystkie te obawy rozwiewa. Co prawda zawiera w sobie zarówno zadatki na „letniaki”, a przez piosenki przewijają się nazwy modnych warszawskich miejsc, ale niełatwo wskazać jakiś jeden trop, aby trafnie określić całość epki. Materiał jest bardzo zróżnicowany i zaskakujący, nawet dla najbardziej zagorzałych fanów Taco. Kto by pomyślał, że będziemy mieli okazję usłyszeć go na autotunie czy śpiewającego? Wyobrażała sobie to chyba raczej nieliczna grupa miłośników, bo Szprycer podzielił fanów muzyka, pozostawiając u wielu z nich gorzki posmak zamiast oczekiwanej ekscytacji.

Epka zaczyna się bardzo dobrze, bo „Nostalgia” to być może jedyna piosenka, która mogłaby stać się przebojem. Mimo to do zeszłorocznego „Deszczu na betonie” jest jej daleko. „Nostalgii” słucha się dobrze — chociaż pojawia się autotune, pasuje do klimatu kawałka. Bity i śpiewny refren robią swoje, do tego teledysk, a w roli głównej sam Taco — trzy miliony wyświetleń na Youtubie w tydzień nie dziwią. Już po pierwszej piosence można stwierdzić, że raper jest na bieżąco z trendami nowej szkoły i z tym, co dzieje się za oceanem. Słychać, że inspiracją była wypadkowa z ViewsMore Life Drake’a. O tym, że Hemingway lubi rapera z Toronto wszyscy wiedzą. Mało kto jednak spodziewał się, że kiedykolwiek usłyszymy u Taco elementy charakterystyczne dla składów z Atlanty. „Skrrt skrrt” w wykonaniu Filipa faktycznie może wywołać zakłopotanie czy może nawet zażenowanie. Technicznie nie zawsze daje sobie radę z flow. Nie można mu zarzucić wyczucia rytmu, nie zdarza mu się wypaść z bitu. Mimo to jego flow nigdy nie było wyjątkowo elastyczne, kiedy więc słyszymy wyraźnie artykułującego każdą sylabę Filipa i trapowe bity, trudno do takiego połączenia przywyknąć.

Chociaż Taco na epce zaliczył kilka potknięć, trudno wytknąć je Rumakowi. W przeciwieństwie do Filipa on zmianę stylistyki przeszedł raczej zgrabnie i bezboleśnie. Poza Rumakiem produkcją zajęli się także Zeppy Zepp, znany z zeszłorocznego Wosku Borucci, oraz Duit. Na wyróżnienie zasługuje jednak Zepp, spod którego rąk wyszło „Chodź” — jednym może kojarzyć się z „Papierosami” Borixona, innym z „Portland” Drake’a. Poza „Nostalgią” najciekawszym utworem wyprodukowanym przez Rumaka jest „35”, które naprawdę przyprawia o dreszcze. Nie zdziwiłoby mnie usłyszenie charakterystycznego traviswskiego „Straight up” na początku. Mimo braku oczywistej linii melodycznej głos Taco, tekst i muzyka pasują do siebie jak w mało którym momencie epki. Taki poziom trzymają chyba tylko jeszcze tylko dwa inne kawałki: wspomniana „Nostalgia” oraz „Karimata”. Są tu też numery, których trudno wysłuchać w całości, na przykład „I.S.W.T” z nieciekawym tekstem i średnim podkładem.

Faktycznie Szprycer może być pewną niezręcznością w dyskografii Hemingwaya. Warto jednak spojrzeć na niego od innej strony, potraktować jako eksperyment. Filip sam kiedyś wspominał, że chciałby zasmakować różnych światów. Jak mu to wyszło? Być może to podróż wątpliwej jakości, ale moim zdaniem dobrze, że miała miejsce. Mieliśmy przynajmniej okazję przekonać się, że Filip jest prawdziwym artystą — wszechstronnym i odważnym, potrafiącym zaskoczyć nawet najbardziej zagorzałych fanów. A że oni tego nie doceniają, cóż, ich strata. Tymczasem Taco jest nie tylko narratorem, ale i głównym bohaterem tekstów, dzięki czemu częściowo obnaża siebie, raz nostalgicznie wspominając stare miłości, raz agresywnie wytykając hipokryzję swoim dawnym znajomym. Zdania mogą być podzielone, ale „Nostalgia” na pewno będzie nam towarzyszyć przez całe wakacje. A może jeszcze dłużej.

Nowy teledysk: Adi Nowak „Sen Intro”

adi-nowak

Po rocznej nieobecności na scenie, Adi Nowak wraca wraz z pierwszym teledyskiem z nadchodzącej płyty VR. Wspomniany album będzie pełnym pełnoprawnym debiutem Adiego, bowiem do tej pory znaliśmy artystę tylko z entuzjastycznie przyjętej epki Nienajprawdziwsze, która została wypuszczona do sieci w styczniu 2016 roku, i którą niedługo po tym już legalnie wydał Asfalt Records. Producentem pierwszego singlowego numeru jest Drumlinaz z docenionego w podziemiu projektu Bitamina, a za mroczne i klimatyczne video odpowiada Story Video Media. Słuchamy, oglądamy i czekamy na więcej szczegółów na temat debiutanckiego longplaya poznańskiego MC.

Nowy teledysk: Rasmentalism „1985”

rasras

Jak obiecywali, tak też się stało. Wczoraj wieczorem zaprezentowany został pierwszy klip promujący zbliżający się wielkimi krokami album 1985 zespołu Rasmentalism. Jeżeli chodzi o sam numer to dostajemy to, do czego panowie nas już przyzwyczaili, czyli świetny soulowy sampel wpleciony w nowocześnie brzmiącą produkcje Menta oraz jak zwykle trafiające w samo sedno linijki Rasa, który z charakterystycznym dla siebie dystansem rozlicza się ze światem. Teledysk zaś przedstawia zespół podczas nocnego krążenia po mieście i trzeba przyznać, że jego montaż, ujęcia i zabawy z pikselami tworzą niesamowity klimat. Wielkie brawa! Przypominamy, że album, na którym gościnnie pojawią się Otsochodzi, Ten Typ Mes oraz Pan Tubas z Tubasa Składowskiego, trafi do nas już 8 kwietnia!

O.S.T.R zapowiada Życie po Śmierci

ostr

Ostry przyzwyczaił do tego, że praktycznie co roku w lutym wypuszcza nowy album. Tak będzie i tym razem. Dokładnie za miesiąc czyli 26 lutego, ukaże się nowa płyta łodzianina zatytułowana Życie po Śmierci, jak zwykle pod szyldem Asfalt Records. Jak pewnie wiecie Adam miał poważne problemy ze zdrowiem i o tym w dużej mierze będzie opowiadał przyszły album. Zapowiedź płyty ukazała się w formie listu do słuchaczy. Nie chcemy Wam w żaden sposób spojlerować tych treści, dlatego odsyłamy bezpośrednio do dedykowanej strony, na której przeczytacie całą wiadomość. Klikajcie TU.

Recenzja: Sarius Gdzieś to już słyszałem

Sarius

Gdzieś to już słyszałem (2015)

Asfalt Records

Słuchacze polskiego rapu zawsze mogli patrzeć z zazdrością chociażby za ocean, gdzie instytucja mixtape’ów jest dużo bardziej popularna niż u nas. Raperzy znad Wisły (poza kilkoma wyjątkami) raczej nie poświęcają się nagrywaniu luźnych rzeczy, tylko skupiają na pełnoprawnych albumach, które ewentualnie mogą zasilić szeregi OLiS-u. Dlatego trzeba się cieszyć z tego, że kolejny dobry mixtape trafia do obiegu. W dodatku od Młodego Wilka, tfu… Wilczura.

Sarius jest dobrym raperem i ma pomysł na siebie. Zdecydowanie zasłużył na to, aby wcześniejsze produkcje wyprodukowali mu Eprom czy O.S.T.R. Tym razem częstochowski raper podrzuca nam luźny mixtape, który dzięki warstwie produkcyjnej może być niemałym zaskoczeniem. Otóż wspomniany chwilę wcześniej Ostry wziął na tapet stare soulowe numery i delikatnie je podkręcił (nawet w notce prasowej istnieje pojęcie „edity”). Co kilka chwil można uśmiechnąć się pod nosem, wiedząc, że pętla jest chociażby od Isaaca Hayesa, a w głowie pojawia się „gdzieś to już słyszałem”. Produkcja jest bardzo klasyczna i brzmi doskonale. Sariusowi ewidentnie służy współpraca z Ostrym, bo czuje te bity podobnie jak na Daleko jeszcze?. Porusza się po nich z totalnym luzem, czego idealnym przykładem jest „Zepsuty ogród” czy „Lunatyk”, które są chillujące i bujają głową. Mariusz nie boi się przyśpieszać, zwalniać, zmieniać głos czy bawić się słowami — jak już zmienię chill na chilli czyli czyny na pytanie czy liczymy wyniki — w dodatku robi to bez wysiłku. Przy takim flow dobrze słucha się storytelingów o typach na kwasie, policyjnych aspirantach, ale też o docinkach na swój temat czy codziennych obserwacjach (np. o pani z psem). Płyty słucha się od deski do deski mimo słabszych momentów, a właściwie jednego — refrenu w „Śmiać się czy grać?”, który może trochę irytować . W pewnych momentach można odnieść wrażenie, że Sarius brzmi gdzieś pomiędzy Gedzem a wczesnym Mediumem.

Mimo tego, że na początku można odczuć delikatny chaos, produkcja z każdym kolejnym odsłuchem wkręca się w głowę coraz mocniej. Życzę zarówno sobie, jak i polskim słuchaczom rapu więcej takich mixtape’ów. Do tego wraca się z przyjemnością, bo główny bohater zrobił kawał dobrej roboty. Tak właśnie wykorzystuje się potencjał na to, aby za kilka lat być mocnym filarem sceny. Brawo Sarius.

Nowy mixtape: Sarius Gdzieś to już słyszałem

sarius_-_gdzies_to_juz_slyszalem_front

Sarius prezentuje nam swój nowy mixtape pt. Gdzieś to już słyszałem. No i faktycznie, nazwa produkcji po jej przesłuchaniu nabiera znaczenia. Wszystko za sprawą bitów (właściwie soulowych editów), które wybrał sam O.S.T.R. W wielu przypadkach można złapać się na tym, że już słyszeliśmy jakiś numer na tym samym samplu. Wszystko brzmi jednak klasycznie, a dobra nawijka Sariusa tylko dodaje kolorytów tej produkcji — nie zostaje mi więc nic innego, jak szczerze polecić ten mixtape. Już niedługo na łamach Miski zaprezentujemy wam recenzję , bo materiał jest wart odsłuchu, a najlepiej kilku.

Tegoroczny Młody Wilk kolejny raz pokazuje kły.

 

Nowy teledysk: Szatt feat. Vito „I Guess My Brother Got Shot”

cover

Po dwóch znakomicie przyjętych kompilacjach Heartbreaks & Promises, czas na następny krok. Ment XXLJedynak, przy wsparciu wytwórni Asfalt, inaugurują działalność Flirtini Records. Pierwszym wydawnictwem będzie album SzattBloom.

Utwór „I Guess My Brother Got Shot” to singiel, zapowiadający drugi album, mieszkającego w Poznaniu producenta o pseudonimie Szatt. Album Bloom tworzy 12 różnorodnych kompozycji pełnych emocji i artystycznych poszukiwań. Usłyszymy tu rozwój charakterystycznego brzmienia w nieszablonowych aranżach. Ważną część stanowią dzwięki nagrane techniką field recordingu. Gościnnie występują: Vito, Joannapple, Kasia Lins oraz Jaq Merner.

Charakter płyty wizualnie oddał autor okładki – Zgonowicz, który współpracował z Szattem przy poprzednim krążku. Za teledysk odpowiedzialny jest Człowiek-Kamera.

Nowy teledysk: Rasmentalism feat. Spinache „Gdzie jest M?”

RASMENTALISMRasmentalism, czyli autorzy jednej z najlepszych rapowych płyt ubiegłego roku na polskim rynku nie zwalniają z promocją. Teledysku bowiem doczekał się najbardziej imprezowy numer oraz jeden z największych hitów z albumu Za Młodzi Na Heroda. Obrazek jakiego mogliśmy się spodziewać – RasSpinache pytają gdzie jest Ment, dziewczyny tańczą, czuć dobrą zabawę. Tylko po co VNM, Pelson i 2sty przebierali się za studentów polibudy?

Drugi singiel z nadchodzącej kompilacji Flirtini

duit

Doczekaliśmy się kolejnego singla zapowiadającego album nadzorowany przez duet didżesjko – producencki Flirtini. Apetyty zdążył skutecznie podsycić utwór SoDrumatica sprzed miesiąca. W dniu wczorajszym światło dzienne ujrzała „Handle with Care” – kompozycja, którą zmajstrował Du:it. Kojarzyć go możecie m.in. z reedycji Niewidzialnej Nerki lub kolaboracji z Onarem dla Reebok Classic. Przy okazji publikacji singla stało się jasne, kogo dokładnie możemy się spodziewać na Heartbreaks & Promises. Są to: Auer, Chloe Martini, Czarny HiFi, Du:it, Flirtini, MNSL, Spinache, Roux Spana, Rowlf The Dawg, SoDrumatic, Spisek Jednego, Szatt, The And(dawniej The&), Tort i Zeppy Zep. Potężnie, prawda? Premiera projektu odbędzie się 8 marca za pośrednictwem Asfalt Records.

Homeboy Sandman dziś w 1500m2!

PAcosiedziejeW warszawskim klubie 1500m2 do wynajęcia wystąpi dzisiaj wschodząca gwiazda rapu, Homeboy Sandman – pochodzący z nowojorskiego Queens, niedoszły prawnik, reprezentuje typ hip-hopowego artysty, który posiadając odpowiedni poziom intelektualny nie traci kontaktu z realiami ulicy. Zadebiutował w 2007 roku płytą Nourishment (Second Helpings), by dwa lata później wypuścić kolejny album Actual Factual Pterodactyl. Zauważony przez renomowane miesięczniki “The Source” oraz “XXL”, licznie koncertował i prowadził szereg ważnych imprez jak festiwal “Rock The Bells” czy cykl open-mic “All That!” w Nuyorican Poets Café w Nowym Jorku. Po podpisaniu kontraktu z wytwórnią Stones Throw wydał w jednym 2012 roku dwie epki i album First of a Living Breed, wyprodukowany między innymi przez Oddisee i Oh No.


Serdecznie polecamy Wam wybranie się na ten koncert, bo – jeszcze zobaczycie, ten koleś będzie rozchwytywany.

03.03.2013, PA Co Się Dzieje vol.1
Homeboy Sandman
support: Rasmentalism
before&after: FLIRTINI/MAUi WOW!E
otworzenie drzwi: 19:00
wstęp: 30 pln

WYDARZENIE NA FACEBOOKU

Wrzuć pieniążek i posłuchaj scratchy od Modulators!

W natłoku rankingów sporządzonych na potrzeby podsumowania 2012-go, umknął naszej (a w zasadzie to mojej) uwadze świetny materiał, który w październiku ubiegłego roku zapowiadałem z niemałą radością. Insert Coin czyli debiutancki materiał producencko-turnatablistycznego projektu Modulators, to jedno z najciekawszych i najbardziej świeżych wydawnictw, które w ostatnim czasie wzbogaciły katalog zasłużonej oficyny Asfalt Records. Album jest sentymentalnym powrotem do czasów kiedy beat i scratch nawzajem uzupełniały się w produkcjach, gdzie DJ i producent nie równało się to samo, a każdy z nich był dla kultury hh tak samo ważnym elementem.

Zanim o samym materiale, to warto by przybliżyć sylwetki wszystkich trzech Modulatorów, którzy prawdopodobnie dla większości pozostają wciąż postaciami anonimowymi (choć daje sobie rękę uciąć, że taki stan nie potrwa długo). Projekt do życia powołał Eprom: DJ, producent i turnablista w jednej osobie – człowiek nierozerwalnie związany z zawodami IDA (International DJ Association), które zresztą w 2007 roku wygrał, otrzymując podwójny tytuł Mistrza Świata. Dodatkowo na pokład zaprosił dwóch uzdolnionych i uznanych turntablistów: DJ Krótkiego, aktualnego mistrz Polski IDA w skreczu, a także drużynowego mistrza Polski DJ’ów IDA z 2010 roku – DJ Bena. Wszyscy trzej stworzyli jeden – połączony siłą skreczu – organizm, a Insert Coin jest pierwszym ‚poważnym’ owocem ich udanej współpracy. Stelaż wydawnictwa opiera się na brzmieniu złotej ery lat 90-tych, kiedy hip hop był najbardziej kreatywnym i autentycznym z gatunków. Tru schoolowy charakter dopełniają turnablistyczne popisy całej trójki, która za pomocą swoich niebanalnych skillsów, wyczarowuje masę świetnych cutów i scratchy. Choć albumem bujają głównie boom-bapowe beaty, to Eprom stworzył ponad to, produkcje odchodzące od sztywnych hiphopowych ram, przemycając w swoich kompozycjach triphopową surowość („Load Error”), downtempową nostalgię („Higher Than Space II”), dubową pulsację („Dub In Yo Area!”) oraz połamane junglowe rytmy („Junglistablist”). Dodatkowymi smaczkami są numery „Modulator na gramofonie” gdzie wyżej wspomniany próbuje swoich sił jako MC, a także oldschool break-beatowy „We Are The Modulators” z gościnnym udziałem DJ Krime’a, DJ FalconaDJ Lapsky’ego. Wszystkie te detale wpływają wydatnie na finalny efekt i choć materiał powstał w dwa wakacyjne weekendy, to ciężko jest się tu do czegokolwiek przyczepić.
Debiutanckie wydawnictwo od Modulators można potraktować jako odłożoną w czasie, polską odpowiedz na albumy takich składów jak Beat Junkies czy The eXecutioners, gdzie zarówno beat jak i scratch współgrały ze sobą, budując jednolity fundament.

Poniżej wideoklip promujący album oraz snippety wraz z tracklistą. Śmiało „odpalcie rakietę z analogowym sprzętem”!

 

1. Insert Coin (INTRO)
2. Modulator na gramofonie
3. Coach K
4. Load Error
5. Level Up!
6. Scratchin On Chrome
7. 3 DJ’S
8. Pinball
9. Higher Than Space II
10. Sonic Jax
11. Zapalniczka
12. Dub in Yo Area!
13. Junglistablist
14. Komputer z Miami
15. We Are The Modulators feat. DJ Krime, DJ Falcon, DJ Lapsky

Scratch się przypomina. Producencko-turnablistyczny projekt Modulators w Asfalt Records

Brzmienie złotej ery rapu lat 90-tych wciąż inspiruje. I o ile nie brakuje produkcji powstających w oparciu o wzorce z tamtego okresu, to ze scratchem – będącym wizytówką i nieodłącznym elementem hip hopu – obecnie już nieco gorzej. Pamięć o tru schoolowym brzmieniu przywołuje projekt Modulators, czyli zjednoczone siły trzech postaci: Dj Eproma, Dj KrótkiegoDj Bena, którzy postanowi wskrzesić ideę łączenia turnablizmu z hiphopową produkcją. Za powołanie do życia tego kolektywu odpowiedzialny jest Eprom – dj, producent i turnablista w jednej osobie, człowiek nierozerwalnie związany z zawodami IDA (International Dj Association), które zresztą w 2007 roku wygrał, otrzymując podwójny tytuł Mistrza Świata federacji IDA. Pozostała dwójka Modulatorów to dwóch mniej znanych, co nie znaczy że gorzej radzących sobie za deckami, turntablistów Krótki oraz Ben, którzy zaopatrzyli epromowe produkcje w masę jazzowych scratchy. ‚Insert Coin’, czyli wydawnictwo, które dosłownie wyszło spod ich rąk, zainspirowane zostało nagraniami jazzowymi z lat 70’tych, gdzie muzycy zaproszeni do studia jammując nagrywali całe albumy w ciągu kilku dni. Modulators uporali się ze swoim materiałem w dwa sierpniowe weekendy, jednak jak sami przyznają, czas ten był wystarczający by stworzyć spójny co do kompozycji i brzmienia album.

Jeśli więc jesteście fanami turntablizmu i analogowego grania, wrzućcie pieniążek a hiphopowy wehikuł zabierze Was w podróż do najlepszych muzycznych wspomnień:)

Premiera listopad 2012.

„Sporo tu mody, trochę pozowania i szpanowania” – Tytus dla soulbowl.pl

aloe1

Tytus na rynku muzycznym jest od dawna. Wszyscy nasi czytelnicy z pewnością znają jego wytwórnię Asfalt Records. Label ten na swoim koncie ma płyty takich artystów jak: Płomień 81, Fisz/Emade, O.S.T.R., Noon, Tworzywo Sztuczne, Łona/Webber, Muzykoterapia, Returners, Afront, The Jonesz, Cadillac Dale. Marcin Grabski (Tytus) postanowił w mini-wywiadzie podzielić się z nami swoimi refleksjami na temat polskiej sceny soulowej. Całość do przeczytania po skoku.

Czy według Ciebie istnieję takie zjawisko jak polska scena soulowa? Jak ją oceniasz?

Szczerze mówiąc, takie pojęcie kojarzy mi się tylko z nieistniejącym zespołem Sistars, oraz z istniejącym zespołem Sofa. Zespołowi Sistars udało się wylansować kilka mocnych przebojów na polskim rynku, choć myślę, że ludzi w tym przypadku przyciągnął nie soul jako taki, ale po prostu wpadające w ucho piosenki.

Kto w Polsce przyczynił się najwięcej do promocji muzyki soul?

Myślę, że poważną promocją soulu nikt się w Polsce jeszcze nie zajął. Dużo w tej kwestii niestety już jest zaprzepaszczone. Wyrosły co najmniej dwa pokolenia ludzi, którzy w życiu tej muzyki w jej prawdziwej formie nie słyszeli. Dużo rzeczy w radiu grał i gra Hirek Wrona, choć preferuje on bardziej mainstreamowych artystów typu Prince (z całym szacunkiem). Mamy wspaniałych DJ’ów grających funk-soul (np. Harper). Niestety, a może stety grają najczęściej w małych klubach, więc ta muzyka nadal kisi się w jakimś zamkniętym kręgu.

Co się aktualnie dzieję z członkami projektu Muzykoterapia? Kiedy możemy liczyć na ich nowe nagrania?

Członkowie zespołu po bardzo długiej przerwie nagrali nowe numery, co więcej wykonują je nawet na koncertach (ostatnio w Warszawie jako support przed Hey). Nie wiem jednak czy Asfalt Records będzie miał coś z nową płytą wspólnego, ani kiedy się ta płyta ewentualnie ukaże.

Skąd pomysł, żeby promować w Polsce muzykę Cadillaca? Czy Cadillac jest zadowolony z tej promocji?

Cadillac oczywiście jest zadowolony, teraz pisze do mnie nawet, że nie sypia myśląc o tym, że wraca do Polski (na trasę Tylko dla dorosłych Ostrego). Gorzej z nami. Wyłożyliśmy bardzo duże pieniądze na klip, który powstawał prawie rok, a płyta sprzedała się słabo. Słaba sprzedaż jeszcze w dzisiejszych czasach nie jest aż tak dużym zaskoczeniem, gorzej jednak, że dwa koncerty jakie Cadillac dał w Polsce z ŁDZ Orkiestrą frekwencyjnie też leżały… tego już w ogóle nie rozumiem. Takie show nie zdarza się u nas często. Przynajmniej nie za taką cenę.

O wydaniu solowej płyty Cadillaca pomyślałem, kiedy zobaczyłem jego gościnny występ na koncercie Ostrego w Mega Clubie bodajże dwa lata temu.

Co z komentarzami, że Cadillac został wydany w Polsce, ponieważ na świecie nikt nie chciał wyłożyć na niego pieniędzy?

Taki komentarz jest dla mnie podwójnie infantylny i niepoważny. Po pierwsze zakłada, że Cadillac czy jakikolwiek inny artysta z USA powinien do nas przyjechać tylko wtedy, kiedy ma alternatywne propozycje kariery, ale wybiera z jakiegoś powodu właśnie Polskę. Taka sytuacja jest równie realna jak Zając Wielkanocny. Nie oszukujmy się, nawet w tej biedniejszej Europie nie jesteśmy ani Grecją, ani nawet Chorwacją, nie mówiąc już o naprawdę rozwiniętych krajach na kontynencie. Nikt normalny tu nie przyjedzie nagrywać i wydawać, jeśli będzie miał jakieś inne wyjście. Na tym właśnie polegał ten deal dla Asfaltu, że dzięki temu, że nikt inny się Cadillaciem nie zainteresował, my mieliśmy okazję wydać jego płytę i zorganizować jego koncerty. To tak działa, nie inaczej. Nawiasem mówiąc, gdy wydawałem pierwszą płytę Ostrego, też nikt inny z wydawców na poważnie się nim nie interesował i nie chciał wyłożyć na niego pieniędzy.

Co jednak ważniejsze, nawet jeśli Cadillac traktowałby Polskę instrumentalnie, to liczyć powinna się chyba jego muzyka i to co ON sobą reprezentuje muzycznie, merytorycznie. Nie usłyszałem żadnego zarzutu pod adresem płyty So Fly w tej kwestii. Pokazuje to niestety FAKTYCZNE zainteresowanie muzyką soul czy generalnie czarną muzyką w Polsce. Sporo tu mody, trochę pozowania i szpanowania, a szczerego zainteresowania samą treścią – bardzo mało.

Czy nie lepiej byłoby dać szansę jakiemuś zdolnemu polskiemu artyście?

Inwestowanie w polskiego wokalistę soul byłoby dla mnie jakimś pomysłem, gdyby w życiu udało mi się usłyszeć kogoś chociażby znośnego w tej klasie. Kogoś, kto nie tyle jest w tym bardzo dobry co przynajmniej akceptowalny. Niestety, granica między „polskim” soulem a jakimś rzewnym popem jest bardzo, bardzo cienka. Tomasz Organek nagrał fajny numer na ostatniej Sofie, ale to jest tylko jeden numer, no i jak Tomek by się nie starał niestety praw genetyki i społeczeństwa nie przezwycięży. DJ Volt kiedyś mi powiedział: po co puszczać w radiu jako ciekawostkę jakieś norweskie wcielenie Redmana jak można po prostu puścić samego Redmana? Po co robić polskie Detroit jak można ściągnąć tu prawdziwe Detroit? Taka ideologia stała za „inwestycją” w Cadillaca, i jeśli z nim się to nie uda to dla mnie w ogóle temat soul/r&b w Polsce jest skończony.

Czy artyści soulowi przesyłają Tobie swoje demówki?

Osobiście nie mam czasu na przesłuchiwanie demówek. Scena hip-hopowa w Polsce jest taka mała, że jeśli pojawia się ktoś, kto warty jest uwagi, natychmiast wydawcy o tym wiedzą i sami dzwonią.

W tegorocznej edycji Fryderyków pośród nominowanych pojawił się O.S.T.R. – czy myślisz, że członkowie Akademii wiedzą już, że O.S.T.R nie jest zespołem?

Wszyscy pewnie nadal nie wiedzą. Tak samo jak nie wszyscy się orientują jak takie głosowania wyglądają w praktyce. Członkowie Akademii to nie jakieś wąskie grono muzycznych koneserów z siwymi brodami, a po prostu prawie wszyscy profesjonalni muzycy wydający w Polsce. Nie wszyscy muszą nawet wiedzieć co to jest „real hip-hop”, a co dopiero znać Ostrego. Tymczasem wszyscy „muszą” głosować w tej kategorii.

Nie wiem czy dobrze pamiętam, ale O.S.T.R. miał kiedyś produkować album jakiejś wokalistki z kręgów r&b/soul zza granicy – czy możesz przypomnieć o kogo chodziło?

Niestety, ja za bardzo się nie orientuję o kogo chodzi. Zapewne taki pomysł powstał, gdy Ostry współpracował z którymś z amerykańskich raperów, albo może w rozmowie z Cadillaciem i chodzi o jakąś jego znajomą. Ostry ma wiele pomysłów muzycznych i poszukuje różnych form i sposobów na muzyczną realizację, ale pewny i gwarantowany skutek ma tylko jeden z nich – jego bieżąca solowa płyta.

Dziękujemy za rozmowę!