asfalt records

Recenzja: Rasmentalism Tango

Rasmentalism

Tango (2018)

Asfalt

Basen, Flirtini, szorty, bikini – to jedno z pierwszych skojarzeń z grupą Rasmentalism. Ten duet od lat obdarowuje nas soundtrackami na letnie wieczory i parne imprezy (no może poza nielicznymi, nieco surowszymi numerami jak „Zima” z 1985). Ras i Ment tworzą z myślą o przyjemności, którą wywołać ma właśnie muzyka, ale z nowym materiałem nie wstrzelili się w czas. Takich ciepłych, pozytywnych numerów jak „Niebo” czy „Palma” słucha się w tym okresie raczej jako niosących nadzieję na nieco pogodniejsze dni.

Na pewno coś uległo zmianie w brzmieniu grupy. Można by zadać pytanie o gatunek, które tak często towarzyszy nam przy słuchaniu współczesnego rapu. To nie jest hip-hop? Zakres tej nazwy ewoluuje, zyskuje coraz szersze znaczenie z niemal każdą wydaną płytą. Tę płynność widać również na nowym wydawnictwie Rasmentalismu, któremu nie sposób przykleić jednoznacznej etykietki. W skład gatunkowy tego materiału obok rapu sensu stricto wchodzą między innymi R&B, soul, funk czy szeroko rozumiana elektronika.

Dobitnym potwierdzeniem tej tezy jest degradacja roli samplera na rzecz żywych instrumentów. Jeśli cofniemy się do takich numerów jak „Delorean” czy „Pierwszy i ostatni raz” (z niezapomnianym wykorzystaniem fragmentu utworu saksofonisty Ronniego Lawsa), pewnie uznamy Menta za polskiego spadkobiercę Kanye’owskiej żyłki do wyłapywania pięknych soulowych sampli, niegdyś definiujących brzmienie grupy. W swoich produkcjach panowie często sięgali do klasyków lat 60-tych i 70-tych. Słabość do soulu słychać zatem w wielu ich produkcjach. Faith, Hope & Charity („Między nami spoko”) Gwen McCrae („Sny made in Polska”) czy Nina Simone („Na horyzoncie”) to tylko niektórzy z wykonawców, na których bazują ich produkcje. Wyraźną zmianę i coraz większe wpływy elektroniki czuć było na 1985, na którym nieraz można było usłyszeć alternatywne rozwiązania wobec bitów wybijanych na MPC.

Na Tangu duet poszedł w jeszcze inną stronę, dokonując fuzji tanecznych rytmów Flirtini, słonecznego funku i R&B. Sam Ras w jednym z ostatnich wywiadów przyznał, że częściej sięga po łagodne brzmienia Goldlinka czy Smino, co zdecydowanie nie pozostaje bez znaczenia wobec charakteru ich nowej płyty. Chcąc wyróżnić najistotniejszy element w całej orkiestrze instrumentów tworzących Tango, muszę wskazać na klawisze przywodzące tu na myśl ciepłe westcoastowe brzmienia. W związku z tym mogę też pominąć wkładu Marka Wieremiejewicza (Tort), który tym razem znacznie przyczynił się do ostatecznego charakteru krążka. Chociaż z pewnością Ment odnotował produkcyjny progres, to album brzmi chwilami monotonnie. „Moment”, „Serio” czy „Tranquilo” mogą zlewać się w jedno. Brakuje wyrazistych sampli, na które apetyt rozbudziło intro z utworu „Niebo”.

Niewątpliwie ta płyta potwierdziła status Rasa jako znakomitego tekściarza. Błyskotliwe linijki można by długo wymieniać. Szczególnie wyróżniające się są te z numeru „Fast Food” — Rozdaję złote myśli z przesadnej filantropii./Same złote głowy, taki Midas dotyk już ma, ye/Złoty chłopak ze złotych lat/Polo, polo, polo tylko czarnych koni tu brak. Tekst rapera wypada naprawdę dobrze, zwłaszcza na tle wersów Taco Hemingwaya, który tradycyjnie już nie omieszkał wspomnieć o swoim zmęczeniu i nocnym życiu stolicy. Ras coraz częściej porywa się na śpiewane refreny, które wypadają jednak dosyć blado na tle tych wykonanych przez gości. Szczególnie cieszy pojawienie się Rosalie., której refren do „Fast Food” jest jednym z lepszych momentów płyty. Nie inaczej jest w przypadku Vita z Bitaminy. Z kolei Gverilla i Piotr Pacak uratowali nieco miałko brzmiące „Serio” oraz „Kilka dni”. Zerwaniem z monotonią niewątpliwie jest „Duch”. Nie tylko ze względu na Sokoła i Oskara (o takich featuringach marzy połowa sceny), ale i dzięki brzmieniu, któremu stylem bliżej do 1985, dzięki czemu przełamuje słoneczny charakter Tanga. Mimo niezbyt udanego refrenu „Ducha”, zwrotki są przeszywająco mocne.

Tango artystycznie nie jest przełomową płytą w dyskografii grupy. Na pewno brakuje jej wyrazistości i produkcyjnego pazura. Może lepiej wypadłaby bez kilku numerów, po prostu jako luźna epka na lato? Rasmentalismowi dała jednak coś innego, co powoli udaje się odnaleźć większości ekipy Asfalt Records — salonowość i uniwersalność. Trudno powiedzieć do kogo dokładnie ma być skierowany ten krążek, bo ani do zatwardziałych hip-hopowych głów, ani do miłośników komercyjnych brzmień — i jedno, i drugie byłoby krzywdzącym spłyceniem twórczości duetu. Parafrazując tytuł jednego z albumów, chyba dla tych, którzy cenią sobie dobrą muzykę jako tło dla ładnego, przyjemnego życia.

Recenzja: Otsochodzi Nowy Kolor

Otsochodzi

Nowy Kolor (2017)

Asfalt Records

Otsochodzi skrupulatnie, małymi krokami przygotowywał słuchaczy na wypuszczenie najnowszego albumu. Od Slamu wyraźnie poszerzył swoje zainteresowania muzyczne, czego skutkiem było szukanie inspiracji w nowej szkole i alternatywnych brzmieniach. Tym samym, musiał stanąć twarzą w twarz z czynionymi niegdyś zarzutami wobec nowofalowców. Trudno jednak nazwać to konfrontacją z samym sobą, bo mimo wszystko proces zmiany stylu przebiegł u niego dosyć płynnie. Po wydaniu drugiego albumu skakał z kwiatka na kwiatek — a to mogliśmy usłyszeć go na bicie Flirtini, a to u Włodiego, innym razem zwrotką zasilił numer Sonara. Ta muzyczna wszechstronność doprowadziła do wydania Nowego Koloru, kontrowersyjnego materiału, którego głównym tematem jest właśnie owa tytułowa „nowość”.

Zostawiane gdzieniegdzie poszlaki dotyczące tego, jak brzmieć będzie trzeci już album Otsochodzi okazały się niewystarczające. Janek sam trafnie przewidział, jakie poruszenie wywoła krążek. Chyba większość fanów Slamu czy 7 mogła podczas odsłuchu zadać sobie pytanie: „Serio? Serio? W takim kierunku idzie ta płyta?”. Album ten najwyraźniej nie był docelowo skierowany do pewnej stałej grupy fanów, którą zyskał sobie staroszkolnymi brzmieniami. Nowy Kolor rzeczywiście otwiera inny już rozdział kariery rapera. Zaryzykował utratą jednego grona, ale na pewno zaskarbił sobie zupełnie nową, szerszą grupę słuchaczy. Pytanie, na jak długo i czy pozostanie ona przy nim, gdy sięgnie po inny styl? „Chcę szybszego tempa, pozytywnych emocji. Dlatego powstał Nowy Kolor. Zabawa konwencją, odejście od ciężkiego stylu – pozostając przy tym nadal starym Jankiem.”. Zabawę faktycznie widać w wielu aspektach. Chociażby w samym doborze materiału na płytę. W tym przypadku jednak bliżej jej do chaosu. Nie wszyscy młodzi Asfaltu muszą robić od razu materiał koncepcyjny z fabułą i tacohemingwayowską narracją, ale słuchając Nowego Koloru można się pogubić. Brak spójności to między innymi duża różnorodność podkładów. Kilka kawałków brzmi dosyć podobnie. Są jednak momenty, które mogą zdziwić nawet największych przeciwników monotonności. Kiedy po przebojowym singlu „Nowy Kolor” dostajemy numer ze śpiewnym, wprawiającym w zakłopotanie „Jeżeli słuchasz, ułou”, możemy czuć się lekko zakłopotani. Z drugiej strony, dzięki tej niespójności w pakiecie otrzymujemy zarówno takie single jak „Nie, nie”, jak i ciekawe „Bez ‘00”. Ukoronowaniem płyty jest słusznie dodany w ostatniej chwili numer „Szacunek za klasyk”, którego pierwotnie miało nie być na krążku.

Różnorodność to wynik współpracy z szerokim, choć dobrze wyselekcjonowanym gronem producentów. Z jednej strony mamy podbijających rapową scenę 2K czy Michała Graczyka, z drugiej strony Ostrego czy SoSpecial. Doskonale spisał się ENZU — autor świeżo brzmiącego „Nienawidzą” oraz „SumieNIA”. Ten drugi numer przełamuje typowo rapową konwencję i jest swoistym oddechem, spuszczeniem z tonu po „Bzie ’00” i przed trapowym „Szarym Uśmiechem”. Z każdym kawałkiem Otsochodzi konsekwentnie buduje swój styl. Inspiracje Lil Uzi Vertem potrafi przekuć we własne flow i pokazać, że daleko mu do monotonności. W tym „nowym kolorze” muszą odnaleźć się również goście. Zaproszenie byłych członków Molesty, Ostrego czy Pezeta to nie wynik chęci „rekompensaty” słuchaczom niedoboru klimatu lat dziewięćdziesiątych, lecz próba wciągnięcia zaproszonych raperów do wspomnianego „nowego koloru”.

Kluczem interpretacyjnym narzuconym przez Otsochodzi ma być traktowanie albumu jako „zabawy i odejścia od ciężkiej konwencji”. Objawia się to przede wszystkim w tekstach. Tyle że nawet postrzegając krążek z takiej perspektywy, obok warstwy lirycznej albo przechodzi się obojętnie, albo powoduje ona spore niestrawności. Nie sposób przełknąć takiego fragmentu jak: „Facepalm, facepalm, facepalm, o ja”. Niestety takich cytatów można przytoczyć więcej, a psują one smak całości. Janek nigdy nie był mocny tekstowo, bo trudno byłoby znaleźć wyróżniające się lirycznie numery na Slamie czy na 7, ale najnowszy materiał szczególnie to uwydatnił.

Nowy Kolor jest albumem pięknie opakowanym: w bity, w doskonały dobór gości i w umiejętności młodego rapera. Barwne opakowanie nie kryje jednak zbyt wiele w środku. Nie chodzi tu jedynie o tak pożądany przez konserwatywnych słuchaczy przekaz, bo nie każdy raper musi być Łoną, ale trudno byłoby wskazać, co kryje się pod tą hedonistyczną wizją płynącą z tekstów. Czegoś tu zabrakło – jakiejkolwiek idei, pomysłu, poza autotematyzmem. Tym samym Janek wpisuje się w schemat popularny wśród współczesnych raperów. Tematyka i cała otoczka płyty sprzyja niekoniecznie przekazaniu jakichś treści, a raczej skupieniu się na sobie. To skupienie się na sobie nie łączy się z głębokimi autorefleksjami, a możliwością wykreowania swojego stylu i tego, jak postrzegać rapera będą odbiorcy. 7 słuchacze zapamiętali jako szczery album na leniwe wieczory, Slam jako skuteczne wskrzeszenie starej szkoły, a Nowy Kolor? „Mów jak chcesz byle byś kojarzył styl”.

Otsochodzi przy jednym stole z Pezetem

Niespodziewanie, piątek okazał się dniem z Otsochodzi. Ledwie zdążyliśmy napisać o odsłuchu Nowego Koloru, a tu kolejne rzeczy od młodego Jana! Album doczekał się następnego teledysku. Tym razem dostaliśmy obrazek do numeru z Pezetem. Wyprodukowany przez LOA „AHA” to jedna z ciekawszych piosenek pod względem brzmienia. No i to wejście Pezeta… „będę miał zaraz cztery dychy, mówią, że nie mam na to kondychy”. Sam Otsochodzi o teledysku mówi w ten sposób: „ten klip był niemałym wyzwaniem. Wymagał podstawowej, ale jednak gry aktorskiej – materii do tej pory mi obcej”. Dał radę? Video jak na razie możecie sprawdzić na stronie Red Bulla.

W końcu wiemy, o co chodzi z Nowym Kolorem

Dzisiejsza premiera Nowego Koloru to przez niektórych moment wyczekiwany od kilku miesięcy. Kiedy do sieci trafił promujący materiał singiel z gościnną zwrotką Taco Hemingwaya, w internecie zawrzało. Ciekawość słuchaczy wzmogła również solidna lista gości — Ostry, Włodi, Pelson, Taco, Holak. Album to na pewno dosyć kontrowersyjny materiał, przynajmniej dla tych, którzy przyzwyczajeni byli do innego stylu Otsochodzi. Na pewno nie można odmówić mu umiejętności, bawi się swoim flow i głosem. Nowy Kolor to perełka jeśli chodzi o produkcje, bo muzycznie płyta brzmi naprawdę świeżo. Przy krążku pracowali między innymi ENZU, 2k, O.S.T.R. czy Milo. Znajdzie się nawet coś dla narzekających na przesyt nową szkołą — klimatyczny kawałek „Bez ’00”, no i numer będący ukoronowaniem całej płyty — „Szacunek za klasyk”.

Ten duet nie zawodzi: Otsochodzi i Włodi w nowym singlu „Nienawidzą”

Ta dwójka sprawdza się w różnych konfiguracjach. Pierwszy raz razem pojawili się w numerze „ĆpuNY” na producenckiej płycie Returnersów. Okazało się, że różnica wieku i doświadczenia nie miała znaczenia. Między raperami czuć nić muzycznego porozumienia, której owocem była między innymi zwrotka Janka na ostatnim solowym albumie Włodiego. Być może owo porozumienie to wynik zbieżności dnia urodzenia obydwu raperów? W ostatnim kawałku z Pelsonem, Otsochodzi wyznał, że podobnie jak Włodi, urodził się trzeciego marca. Tym razem były członek Molesty swoimi linijkami postanowił wzbogacić najnowszy materiał młodego Jana. Możemy usłyszeć go w utworze „Nienawidzą”. Nie sposób nie wspomnieć o producencie singla, który brzmi naprawdę niesamowicie — wielkie brawa dla ENZU! Przypominamy, że Nowy Kolor ukaże się 24 listopada. Album można zamawiać na stronie Asfalt Shop. Ostatecznie pojawi się na nim również kawałek „Szacunek za klasyk” z Pelsonem.

Czego możemy spodziewać się na nowym albumie Adiego Nowaka i barvinskiego?

Adi Nowak — raper, którego ciężko zestawić z resztą polskiej sceny. Postrzegając go przez pryzmat muzyki, wydaje się stać gdzieś obok głównych nurtów dominujących w hip-hopie, konsekwentnie robiąc swoje. Epka Nienajprawdziwsze oraz album Vafle Ryżowe zapewniły mu nie tylko popularność, ale i opinię rapera, który stawia na oryginalność oraz liryczność (nieraz bardzo dosłowną). Nawet Quebonafide, jako łowca młodych talentów, w jednej z piosenek pyta: „Dlaczego przespałem, gdy Adi Nowak wysłał demo?”. Może i dobrze się stało, bo ostatecznie El Poznaniako zasilił szeregi Asfalt Records. W końcu nadszedł czas na kolejny materiał od Adiego — album Ćvir, nad którym pracował wraz z barvinskym. Jak na razie znamy trzy single. Pierwszym z nich był opublikowany jeszcze w wakacje utwór „Drap, masuj, miziaj” — letniak, w którym gościnnie wystąpiła Zuzanna Niedzielska. Niedawno ukazał się „Zohan”, kontrastujący stylem ze swoim poprzednikiem. Mocny, nowoszkolny bit i zupełnie inna tematyka. Tekstem raper nawiązuje do filmu „Nie zadzieraj z fryzjerem”. Trzeci singiel to kolejny obrót o 180 stopni. Adi ponownie postawił na damski wokal i do kawałka zaprosił Diankę. Jak na razie, po zaprezentowaniu trzech numerów, można z pewnością powiedzieć, że odznaczają się niezwykłą różnorodnością stylu. Ćvir zapowiada się bardzo ciekawie. Po dotychczasowych dokonaniach Adiego trudno przewidzieć, jak brzmieć będzie nadchodząca płyta. Należy spodziewać się mieszanki stylów i powiewu świeżości. Raper udowadniał już, że można robić muzykę, która nie bazuje jedynie na amerykańskich trendach i nie nawiązuje bezpośrednio do staroszkolnych brzmień. Album Adiego oraz barvinskiego to 10 kawałków. Wszystkie tytuły w tajemniczy sposób odnoszą się do ptactwa („Tweet jajko”, „Szpon won!” czy „Strach na wróble”). Preorder płyty dostępny jest na stronie Asfalt Shop.

Radio Asfalt Prezentuje: Menippe „Drogi”

Jak co wtorek Radio Asfalt raczy nas dawką dobrego undergroundowego rapu. W ten wtorek możemy posłuchać utworu „Drogi” autorstwa Menippe. To hiphopowa grupa działająca w Mysłowicach, w skład której wchodzą: Arbuz Arbuziński, Stanley McNoly, Adam Fly, M.A.H Mahowaty, Marcin Power Dablju oraz Karlos Krystian Różycki. W 2017 wydali album Bąbony. „Drogi” to klimatyczny kawałek na oldschoolowym bicie, idealny podkład do wieczornego chillu!

Otsochodzi zapowiada nowy album

„Chcę szybszego tempa, pozytywnych emocji. Dlatego powstał Nowy Kolor. Zabawa konwencją, odejście od ciężkiego stylu – pozostając przy tym nadal starym Jankiem”, tak o nadchodzącym albumie mówi Otsochodzi. Nowy kolor ma ukazać się 24 listopada i będzie to trzecia długogrająca płyta Janka. Jak dotąd był on kojarzony głównie z oldschoolem, a niektórzy widzieli w nim polskiego Joeyego Badassa. Wypuszczenie singla „Nowy kolor”, gdzie stylem przypomina raczej Lil Uzi Verta, było dużym zaskoczeniem dla fanów. Z podobną reakcją spotkał się drugi zapowiadający płytę kawałek „Tel3f0ny”. Akcja promocyjna, na którą składają się wzorowo zrobione teledyski czy ostatni udział Otsochodzi w kampanii Reebooka, może znacznie przyczynić się do sukcesu płyty. Nie bez znaczenia pozostaje również naprawdę solidna lista gości. Na płycie usłyszymy Taco Hemingwaya (i to dwukrotnie), Włodiego, Pezeta, Holaka oraz Ostrego. Produkcjami zajęli się między innymi ENZU, Duit, Michał Graczyk czy O.S.T.R.. Po takim składzie można spodziewać się, iż album będzie mieszanką oldchoolu z nowymi brzmieniami. W tym tygodniu ruszył preorder Nowego Koloru, który nabyć można na stronie Asfalt Shop.

Nowy teledysk: O.S.T.R. „Miami”

Od wydania albumu Życie po śmierci minęło już trochę czasu, ale słuchacze Ostrego z pewnością o nim nie zapomnieli. Po pierwsze dzięki temu, iż była to zdecydowanie przełomowa płyta dla Adama, po drugie dzięki przemyślanej i rozbudowanej akcji promocyjnej (niedawno skończył się cykl koncertów Ostrego w ramach MTV Unplugged). Kilka dni temu O.S.T.R. ogłosił współpracę z firmą Diverse, która niebawem wypuści kolekcję ubrań projektowanych przez rapera z Bałut. Owocem tej kolaboracji jest również teledysk do jednej z lepszych piosenek z Życia po śmierci — „Miami”. Video zdaje się być wizualizacją przedoperacyjnych widzeń Ostrego, których mógł doświadczyć pod wpływem środków znieczulających. Przy okazji możemy zobaczyć, jak na muzyku prezentują się ubrania z jego nowej kolekcji.

Nowy utwór: Otschodzi „Tel3f0ny”

Halo? Tak, to znowu Młody Jan, a może raczej Young Otso, bo taka ksywka, patrząc, co obecnie wydaje raper, bardziej do niego pasuje. Reprezentant Asfaltu wypuszcza kolejny singiel z nadchodzącego albumu Nowy Kolor, a internet kolejny raz wrze. „Niech wróci stary Janek”, „Slam to było coś”, to tylko niektóre z komentarzy pojawiających się pod nowym klipem rapera. „Tel3f0ny”, tak jak można było się spodziewać, to wynik eksperymentowania Otsochodzi z newschoolem. W zasadzie to ciężko nazwać to eksperymentowaniem, bo poziom obydwu singli jest taki, jakby w nowej szkole siedział od dawna. Słychać Uziego? Być może, ale czy komuś to przeszkadza? Sam klip to zmontowane ujęcia Janka w różnych warszawskich miejscówkach, na które nałożone zostały grafiki znane z memów i gify. Pozostaje jedynie czekać na dalsze efekty połączenia Otsochodzi-newschool.

Recenzja: Taco Hemingway Szprycer

Taco Hemingway

Szprycer (2017)

Asfalt Records

Lakoniczna zapowiedź po udanym koncercie na tegorocznym Openerze i mural na jednej z warszawskich kamienic – tyle wystarczyło, aby wszyscy wstrzymali oddech trzydziestego lipca, czyli w dniu premiery epki Szprycer. Jak zwykle Taco wrzucił cały materiał do sieci, udowadniając, że nadal chce, aby fani znali teksty, „jak się zna kolędy”. Oczekiwania były wielkie, bo nikt raczej nie wyobraża sobie, aby raper mógł wypaść z rozpędzonej karuzeli swojej kariery.

Chyba najczęściej pojawiającym się słowem towarzyszącym pytaniom o nową epkę było „znowu”. Znowu będzie to soundtrack na lato? Znowu będzie o Warszawie? A może znowu o pokoleniu, które „zgubiło miłość na melanżu razem z telefonem”? Wydaje się jednak, że Szprycer wszystkie te obawy rozwiewa. Co prawda zawiera w sobie zarówno zadatki na „letniaki”, a przez piosenki przewijają się nazwy modnych warszawskich miejsc, ale niełatwo wskazać jakiś jeden trop, aby trafnie określić całość epki. Materiał jest bardzo zróżnicowany i zaskakujący, nawet dla najbardziej zagorzałych fanów Taco. Kto by pomyślał, że będziemy mieli okazję usłyszeć go na autotunie czy śpiewającego? Wyobrażała sobie to chyba raczej nieliczna grupa miłośników, bo Szprycer podzielił fanów muzyka, pozostawiając u wielu z nich gorzki posmak zamiast oczekiwanej ekscytacji.

Epka zaczyna się bardzo dobrze, bo „Nostalgia” to być może jedyna piosenka, która mogłaby stać się przebojem. Mimo to do zeszłorocznego „Deszczu na betonie” jest jej daleko. „Nostalgii” słucha się dobrze — chociaż pojawia się autotune, pasuje do klimatu kawałka. Bity i śpiewny refren robią swoje, do tego teledysk, a w roli głównej sam Taco — trzy miliony wyświetleń na Youtubie w tydzień nie dziwią. Już po pierwszej piosence można stwierdzić, że raper jest na bieżąco z trendami nowej szkoły i z tym, co dzieje się za oceanem. Słychać, że inspiracją była wypadkowa z ViewsMore Life Drake’a. O tym, że Hemingway lubi rapera z Toronto wszyscy wiedzą. Mało kto jednak spodziewał się, że kiedykolwiek usłyszymy u Taco elementy charakterystyczne dla składów z Atlanty. „Skrrt skrrt” w wykonaniu Filipa faktycznie może wywołać zakłopotanie czy może nawet zażenowanie. Technicznie nie zawsze daje sobie radę z flow. Nie można mu zarzucić wyczucia rytmu, nie zdarza mu się wypaść z bitu. Mimo to jego flow nigdy nie było wyjątkowo elastyczne, kiedy więc słyszymy wyraźnie artykułującego każdą sylabę Filipa i trapowe bity, trudno do takiego połączenia przywyknąć.

Chociaż Taco na epce zaliczył kilka potknięć, trudno wytknąć je Rumakowi. W przeciwieństwie do Filipa on zmianę stylistyki przeszedł raczej zgrabnie i bezboleśnie. Poza Rumakiem produkcją zajęli się także Zeppy Zepp, znany z zeszłorocznego Wosku Borucci, oraz Duit. Na wyróżnienie zasługuje jednak Zepp, spod którego rąk wyszło „Chodź” — jednym może kojarzyć się z „Papierosami” Borixona, innym z „Portland” Drake’a. Poza „Nostalgią” najciekawszym utworem wyprodukowanym przez Rumaka jest „35”, które naprawdę przyprawia o dreszcze. Nie zdziwiłoby mnie usłyszenie charakterystycznego traviswskiego „Straight up” na początku. Mimo braku oczywistej linii melodycznej głos Taco, tekst i muzyka pasują do siebie jak w mało którym momencie epki. Taki poziom trzymają chyba tylko jeszcze tylko dwa inne kawałki: wspomniana „Nostalgia” oraz „Karimata”. Są tu też numery, których trudno wysłuchać w całości, na przykład „I.S.W.T” z nieciekawym tekstem i średnim podkładem.

Faktycznie Szprycer może być pewną niezręcznością w dyskografii Hemingwaya. Warto jednak spojrzeć na niego od innej strony, potraktować jako eksperyment. Filip sam kiedyś wspominał, że chciałby zasmakować różnych światów. Jak mu to wyszło? Być może to podróż wątpliwej jakości, ale moim zdaniem dobrze, że miała miejsce. Mieliśmy przynajmniej okazję przekonać się, że Filip jest prawdziwym artystą — wszechstronnym i odważnym, potrafiącym zaskoczyć nawet najbardziej zagorzałych fanów. A że oni tego nie doceniają, cóż, ich strata. Tymczasem Taco jest nie tylko narratorem, ale i głównym bohaterem tekstów, dzięki czemu częściowo obnaża siebie, raz nostalgicznie wspominając stare miłości, raz agresywnie wytykając hipokryzję swoim dawnym znajomym. Zdania mogą być podzielone, ale „Nostalgia” na pewno będzie nam towarzyszyć przez całe wakacje. A może jeszcze dłużej.

Nowy teledysk: Adi Nowak „Sen Intro”

adi-nowak

Po rocznej nieobecności na scenie, Adi Nowak wraca wraz z pierwszym teledyskiem z nadchodzącej płyty VR. Wspomniany album będzie pełnym pełnoprawnym debiutem Adiego, bowiem do tej pory znaliśmy artystę tylko z entuzjastycznie przyjętej epki Nienajprawdziwsze, która została wypuszczona do sieci w styczniu 2016 roku, i którą niedługo po tym już legalnie wydał Asfalt Records. Producentem pierwszego singlowego numeru jest Drumlinaz z docenionego w podziemiu projektu Bitamina, a za mroczne i klimatyczne video odpowiada Story Video Media. Słuchamy, oglądamy i czekamy na więcej szczegółów na temat debiutanckiego longplaya poznańskiego MC.

Nowy teledysk: Rasmentalism „1985”

rasras

Jak obiecywali, tak też się stało. Wczoraj wieczorem zaprezentowany został pierwszy klip promujący zbliżający się wielkimi krokami album 1985 zespołu Rasmentalism. Jeżeli chodzi o sam numer to dostajemy to, do czego panowie nas już przyzwyczaili, czyli świetny soulowy sampel wpleciony w nowocześnie brzmiącą produkcje Menta oraz jak zwykle trafiające w samo sedno linijki Rasa, który z charakterystycznym dla siebie dystansem rozlicza się ze światem. Teledysk zaś przedstawia zespół podczas nocnego krążenia po mieście i trzeba przyznać, że jego montaż, ujęcia i zabawy z pikselami tworzą niesamowity klimat. Wielkie brawa! Przypominamy, że album, na którym gościnnie pojawią się Otsochodzi, Ten Typ Mes oraz Pan Tubas z Tubasa Składowskiego, trafi do nas już 8 kwietnia!

O.S.T.R zapowiada Życie po Śmierci

ostr

Ostry przyzwyczaił do tego, że praktycznie co roku w lutym wypuszcza nowy album. Tak będzie i tym razem. Dokładnie za miesiąc czyli 26 lutego, ukaże się nowa płyta łodzianina zatytułowana Życie po Śmierci, jak zwykle pod szyldem Asfalt Records. Jak pewnie wiecie Adam miał poważne problemy ze zdrowiem i o tym w dużej mierze będzie opowiadał przyszły album. Zapowiedź płyty ukazała się w formie listu do słuchaczy. Nie chcemy Wam w żaden sposób spojlerować tych treści, dlatego odsyłamy bezpośrednio do dedykowanej strony, na której przeczytacie całą wiadomość. Klikajcie TU.

Recenzja: Sarius Gdzieś to już słyszałem

Sarius

Gdzieś to już słyszałem (2015)

Asfalt Records

Słuchacze polskiego rapu zawsze mogli patrzeć z zazdrością chociażby za ocean, gdzie instytucja mixtape’ów jest dużo bardziej popularna niż u nas. Raperzy znad Wisły (poza kilkoma wyjątkami) raczej nie poświęcają się nagrywaniu luźnych rzeczy, tylko skupiają na pełnoprawnych albumach, które ewentualnie mogą zasilić szeregi OLiS-u. Dlatego trzeba się cieszyć z tego, że kolejny dobry mixtape trafia do obiegu. W dodatku od Młodego Wilka, tfu… Wilczura.

Sarius jest dobrym raperem i ma pomysł na siebie. Zdecydowanie zasłużył na to, aby wcześniejsze produkcje wyprodukowali mu Eprom czy O.S.T.R. Tym razem częstochowski raper podrzuca nam luźny mixtape, który dzięki warstwie produkcyjnej może być niemałym zaskoczeniem. Otóż wspomniany chwilę wcześniej Ostry wziął na tapet stare soulowe numery i delikatnie je podkręcił (nawet w notce prasowej istnieje pojęcie „edity”). Co kilka chwil można uśmiechnąć się pod nosem, wiedząc, że pętla jest chociażby od Isaaca Hayesa, a w głowie pojawia się „gdzieś to już słyszałem”. Produkcja jest bardzo klasyczna i brzmi doskonale. Sariusowi ewidentnie służy współpraca z Ostrym, bo czuje te bity podobnie jak na Daleko jeszcze?. Porusza się po nich z totalnym luzem, czego idealnym przykładem jest „Zepsuty ogród” czy „Lunatyk”, które są chillujące i bujają głową. Mariusz nie boi się przyśpieszać, zwalniać, zmieniać głos czy bawić się słowami — jak już zmienię chill na chilli czyli czyny na pytanie czy liczymy wyniki — w dodatku robi to bez wysiłku. Przy takim flow dobrze słucha się storytelingów o typach na kwasie, policyjnych aspirantach, ale też o docinkach na swój temat czy codziennych obserwacjach (np. o pani z psem). Płyty słucha się od deski do deski mimo słabszych momentów, a właściwie jednego — refrenu w „Śmiać się czy grać?”, który może trochę irytować . W pewnych momentach można odnieść wrażenie, że Sarius brzmi gdzieś pomiędzy Gedzem a wczesnym Mediumem.

Mimo tego, że na początku można odczuć delikatny chaos, produkcja z każdym kolejnym odsłuchem wkręca się w głowę coraz mocniej. Życzę zarówno sobie, jak i polskim słuchaczom rapu więcej takich mixtape’ów. Do tego wraca się z przyjemnością, bo główny bohater zrobił kawał dobrej roboty. Tak właśnie wykorzystuje się potencjał na to, aby za kilka lat być mocnym filarem sceny. Brawo Sarius.

Nowy mixtape: Sarius Gdzieś to już słyszałem

sarius_-_gdzies_to_juz_slyszalem_front

Sarius prezentuje nam swój nowy mixtape pt. Gdzieś to już słyszałem. No i faktycznie, nazwa produkcji po jej przesłuchaniu nabiera znaczenia. Wszystko za sprawą bitów (właściwie soulowych editów), które wybrał sam O.S.T.R. W wielu przypadkach można złapać się na tym, że już słyszeliśmy jakiś numer na tym samym samplu. Wszystko brzmi jednak klasycznie, a dobra nawijka Sariusa tylko dodaje kolorytów tej produkcji — nie zostaje mi więc nic innego, jak szczerze polecić ten mixtape. Już niedługo na łamach Miski zaprezentujemy wam recenzję , bo materiał jest wart odsłuchu, a najlepiej kilku.

Tegoroczny Młody Wilk kolejny raz pokazuje kły.

 

Nowy teledysk: Szatt feat. Vito „I Guess My Brother Got Shot”

cover

Po dwóch znakomicie przyjętych kompilacjach Heartbreaks & Promises, czas na następny krok. Ment XXLJedynak, przy wsparciu wytwórni Asfalt, inaugurują działalność Flirtini Records. Pierwszym wydawnictwem będzie album SzattBloom.

Utwór „I Guess My Brother Got Shot” to singiel, zapowiadający drugi album, mieszkającego w Poznaniu producenta o pseudonimie Szatt. Album Bloom tworzy 12 różnorodnych kompozycji pełnych emocji i artystycznych poszukiwań. Usłyszymy tu rozwój charakterystycznego brzmienia w nieszablonowych aranżach. Ważną część stanowią dzwięki nagrane techniką field recordingu. Gościnnie występują: Vito, Joannapple, Kasia Lins oraz Jaq Merner.

Charakter płyty wizualnie oddał autor okładki – Zgonowicz, który współpracował z Szattem przy poprzednim krążku. Za teledysk odpowiedzialny jest Człowiek-Kamera.

Nowy teledysk: Rasmentalism feat. Spinache „Gdzie jest M?”

RASMENTALISMRasmentalism, czyli autorzy jednej z najlepszych rapowych płyt ubiegłego roku na polskim rynku nie zwalniają z promocją. Teledysku bowiem doczekał się najbardziej imprezowy numer oraz jeden z największych hitów z albumu Za Młodzi Na Heroda. Obrazek jakiego mogliśmy się spodziewać – RasSpinache pytają gdzie jest Ment, dziewczyny tańczą, czuć dobrą zabawę. Tylko po co VNM, Pelson i 2sty przebierali się za studentów polibudy?

Drugi singiel z nadchodzącej kompilacji Flirtini

duit

Doczekaliśmy się kolejnego singla zapowiadającego album nadzorowany przez duet didżesjko – producencki Flirtini. Apetyty zdążył skutecznie podsycić utwór SoDrumatica sprzed miesiąca. W dniu wczorajszym światło dzienne ujrzała „Handle with Care” – kompozycja, którą zmajstrował Du:it. Kojarzyć go możecie m.in. z reedycji Niewidzialnej Nerki lub kolaboracji z Onarem dla Reebok Classic. Przy okazji publikacji singla stało się jasne, kogo dokładnie możemy się spodziewać na Heartbreaks & Promises. Są to: Auer, Chloe Martini, Czarny HiFi, Du:it, Flirtini, MNSL, Spinache, Roux Spana, Rowlf The Dawg, SoDrumatic, Spisek Jednego, Szatt, The And(dawniej The&), Tort i Zeppy Zep. Potężnie, prawda? Premiera projektu odbędzie się 8 marca za pośrednictwem Asfalt Records.

Homeboy Sandman dziś w 1500m2!

PAcosiedziejeW warszawskim klubie 1500m2 do wynajęcia wystąpi dzisiaj wschodząca gwiazda rapu, Homeboy Sandman – pochodzący z nowojorskiego Queens, niedoszły prawnik, reprezentuje typ hip-hopowego artysty, który posiadając odpowiedni poziom intelektualny nie traci kontaktu z realiami ulicy. Zadebiutował w 2007 roku płytą Nourishment (Second Helpings), by dwa lata później wypuścić kolejny album Actual Factual Pterodactyl. Zauważony przez renomowane miesięczniki “The Source” oraz “XXL”, licznie koncertował i prowadził szereg ważnych imprez jak festiwal “Rock The Bells” czy cykl open-mic “All That!” w Nuyorican Poets Café w Nowym Jorku. Po podpisaniu kontraktu z wytwórnią Stones Throw wydał w jednym 2012 roku dwie epki i album First of a Living Breed, wyprodukowany między innymi przez Oddisee i Oh No.


Serdecznie polecamy Wam wybranie się na ten koncert, bo – jeszcze zobaczycie, ten koleś będzie rozchwytywany.

03.03.2013, PA Co Się Dzieje vol.1
Homeboy Sandman
support: Rasmentalism
before&after: FLIRTINI/MAUi WOW!E
otworzenie drzwi: 19:00
wstęp: 30 pln

WYDARZENIE NA FACEBOOKU