audio
Nowy utwór: Kano „D.O.E”

To było wczoraj, w cyberprzestrzeni to kawał czasu, ale czy jeszcze pamiętacie kompozycję Jay’a-Z „D.O.A (Death Of Auto-tune)”? Jeśli tak, to możecie już o niej zapomnieć. Tak jakby. Bowiem oto nastał nowy dzień, w którym świat poszedł o krok do przodu. Kano przywłaszczył sobie podkład do Jigga’owego „D.O.A”, odcisnął na nim swoje rymy i teraz głosi nie tylko śmierć auto-tune’a, ale w ogóle śmierć WSZYSTKIEGO. Amen. Umarł król, niech żyje król. Ale poważnie, obydwa kawałki mogą spokojnie współistnieć, razem głosząc śmierć wszelkiego badziewia. Oby. Choć wydaje się, że akurat Kano jest w tej osobliwej kampanii o wiele bardziej … gorzki ? Zacietrzewiony ? Konsekwentny ? Bezkompromisowy ? (odpowiednie skreślić) Nie traci jednak przy tym ani na chwilę poczucia humoru. Raper udostępnił „D.O.E (Death Of Everything)” za pośrednictwem swojego Twittera, bo jakżeby inaczej. Ssijcie stąd.
Nowy utwór: Jay-Z „D.O.A (Death Of Auto-Tune)”
Jeśli ktokolwiek mógłby uratować nas przed rozprzestrzenianiem się epidemii auto-tune’a, która już zdążyła skazić muzyczne rzeki i zanieczyścić niegdyś krystaliczne potoki dźwięków, to odpowiedź wydaje się być tylko jedna. Jay-Z. Hova, który 11 września wyda swój długo oczekiwany album „Blueprint 3”, postanowił zwalczyć podłego wirusa za pomocą tego oto kawałka. „D.O.A (Death Of Auto-Tune)” został wyprodukowany przez No I.D.. Nie jest pewne, czy w tej produkcji swoich palców nie maczał KanYe West, co byłoby o tyle zabawne, że jak wiadomo, jest on niekoronowanym królem tegoż bolesnego efektu właśnie … Ta ironia losu ! W każdym razie jeśli chodzi o „D.O.A”, to ,,jestem za, a nawet przeciw”, by zacytować ,,poetę”, ale nie wiem, czy przypadkiem auto-tune’owa gangrena nie zaszła za daleko i przynajmniej chwilowo nie ma od niej odwrotu. Ale chwała Jay’owi-Z za wyraźnie nakreślenie problemu. Lepiej byłoby jednak, gdyby mocniej wbijał szpile, bo po tekście „Get back to rap, you t-paining too much!” , wykonywanie tego kawałka z … T-Painem jest nieco słabe. Wiem, wiem – to tylko epizodyczne i miało być przekorne oraz ironiczne, ale jakoś to średnio wyszło . Do zobaczenia po rozwinięciu. (więcej…)
Dwele: bez powodu, bez okazji ale z polotem
To taki post żeby przypomnieć wam (chociaż bardziej chyba sobie), że jest jeszcze jeden autor na tej stronie. Powróci już niedługo, kiedy tylko upora się z ciężkim końcem roku szkolnego. Kopiuję dziś dla was z soulbounce.com bardzo fajne wideło od Dwele. Tak naprawdę nie musicie go nawet oglądać, wystarczy puścić sobie w tle, gdyż chodzi głównie o muzykę. W tymże jutjubowym nagraniu, mój ulubiony wokalista z Detroit prezentuje swoje talenty DJ-skie i miksuje bardziej i mniej znane numery. Ten 10-minutowy klip jest tak przyjemny, że właśnie pożałowałam nie wybrania się na żadną imprezę w ten piątek. Z drugiej strony – gdzie u mnie w mieście graliby tak fajnie? ;) Ok, już nie hejtuje. Znajdą się w Łodzi fajne imprezy vide Soul Confectionery, o której więcej już niedługo. A co tam słychać u was w mieście? Stoły się kręcą? Dajcie nam jakiś cynk.
Kim jest Drake?

Było już nieco o Jermih’m i trochę więcej o Theophilusie Londonie, a dokładnie gdzieś pomiędzy nimi w panteonie świeżo wyrastających wykonawców Hip-hop/R&B swoje miejsce ma nie kto inny jak Drake. Kanadyjski aktor, raper i piosenkarz wydał niedawno swój pierwszy poważny singiel „Best I Ever Had”, który niespodziewanie stał się przebojem w amerykańskim radiu, docierając (na tę chwilę) do wysokiego #6 miejsca listy R&B w USA. Jeszcze w tym roku, prawdopodobnie nakładem wytwórni Weezy’ego – Young Money, ukaże się jego debiutancki krążek „Thank Me Later”, który będzie następcą, wydanego w pierwszej połowie lutego, mixtape’u „So Far Gone”, na którym możemy, poza Drake’m, usłyszeć między innymi Lil Wayne’a, Treya Songza, Omariona, Santigold czy, dość nieoczekiwanie, szwedzką piosenkarkę alternatywną Lykke Li w remixie jej hitu „Little Bit” oraz indie rockowe trio, także z kraju Ikei, Peter Bjorn and John. Słuchając przynajmniej kilku utworów, odnosi się bardzo silne wrażenie, że Drake nie brzmi do końca jak Drake, i nie ma co się oszukiwać – to nowy Kanye West. Tak jak ostatnio RichGirl pozują na nowe Destiny’s Child, a Jessie James i Lady Gaga zabrały po trosze głosu i imidżu Christinie Aguilerze, tak Drake brzmi, rapuje i wygląda zupełnie jak nasz stary dobry Kejn. Po skoku, bardzo ostatnio rozchwytywane, „Best I Ever Had”
Nowy utwór: Pinnawela ‚Przeczucie’
Polscy muzycy z naszej miski mają ciężko. Wpływa na to wiele czynników: zamknięte radia, mała sprzedaż płyt, niski budżet, itd. A jednak! nie zraża ich to do tego stopnia, żeby przestać tworzyć i zamknąć się np w biurze księgowości. Do takich osób zdecydowanie należy Pinnawela. Nie ma jej cały czas na świeczniku, ale z dobrą częstotliwością przypomina o sobie. Tym razem chodzi o konkurs ‚Premier’ w mało znaczącym festiwalu jakim jest ‚Opole 2009’. Paulina Przybysz została wybrana przez ‚szanowną’ komisję i zaprezentuje nam 12 czerwca swój nowy numer ‚Przeczucie’. Jeżeli chcecie się z nim poznać bliżej, zapraszam na ten oto majspejsowy profil. Co do piosenki, to zdecydowanym jej atutem jest to, że w końcu Pina śpiewa po polsku! Utwór to miła, klimatyczna ballada o miłości, bo miłość to temat rzeka. Nie wiem, czy taki numer zapewni Pinnaweli miejsce na podium, ale pewnie nie o to chodzi. Mnie na swój sposób porwał. Polecam, słuchajcie i wypowiadajcie się !
Leela James zrobi to po raz kolejny.
![]()
Szczerze mówiąc, myślałam, że pogłoski o nowym albumie Leeli są dalekie od prawdy. Lubię tak się mylić. Powoli rusza machina promocyjna. Okładkę widzicie powyżej. Cóż o niej? Na pierwszy rzut oka widać, że Pani James zmienia swój image na bardziej cukierkowy, nie jestem pewna czy zachwyci on najwierniejszych fanów, aczkolwiek na pewno przysporzy nowych. Chcąc nie chcąc, wygląda ładnie i kobieco. Przejdźmy do muzyki. Krążek “Let’s Do it Again” będzie zawierał soulowe standardy muzyczne takich wykonawców jak Etta James, Al Green, The Rolling Stones, John Legend i James Brown. Cover utworu ‚It’s a man’s man’s man’s world’ ostatniego z wymienionych przeze mnie artystów, jest też pierwszym singlem. Możecie go nawet legalnie ściągnąć i odsłuchać TU. Data premiery przesunęła się na 24 marca. Co do kawałka, zdecydowanie nabrał on świeżości. Nie da się ukryć, ze charakterystyczny głos artystki wraz z dobrym akompaniamentem może zdziałać wiele. Podoba mi się. Mam natomiast pewne wątpliwości co do całości. Chyba wolałabym jednak nowe, autorskie kompozycje Leeli James, niż odgrzewane kotlety. Chociaż, zostawiła dla nas coś w zanadrzu.
Piosenki na śnieg
Trzeba pisać prędko, bo sytuacja może się zmienić. W moim odtwarzaczu znajduje się playlista zatytułowana sous la neige (pod śniegiem), na której gromadzę różnego rodzaju kompozycje ,,na śnieg”. Kawałki te charakteryzują się oczywiście tym, że najlepiej brzmią w miesiącach zimowych i stanowią jednocześnie idealną ścieżkę dźwiękową dla białych, ,,puszystych” krajobrazów. Nie można jednak mylić tego repertuaru na ,,białe dni” z piosenkami bożonarodzeniowymi i kolędami, bowiem założeniem tej akurat selekcji jest szeroko rozumiana laickość. Tegorocznej zimy niewiele było okazji, aby puścić te kawałki w ruch. Ilość śniegu była, przynajmniej tu w Gdańsku, chyba nawet mniejsza niż ta, która nawiedziła niedawno nieprzystosowany do zimowej rzeczywistości Londyn. Za oknami gościł deszczowy i smętny listopad, który zaczął już powoli wprowadzać co poniektórych w nastrój depresyjny. Nie należę do jakichś szczególnych wielbicieli zimowej pory, zwłaszcza w mieście, ale przedkładam ją ponad sadystyczne oraz nieludzkie miesiące późnej jesieni. I skoro już nastał taki czas, kiedy to biel oślepia i wali po oczach – choć akurat teraz, gdy patrzę przez moje okienko, niewiele w ogóle da się zobaczyć przez te gęste płaty śniegu – warto go wykorzystać i zaprezentować muzykę będącą w stanie dobrze go zilustrować.
Trudno jest mi pomyśleć o bardziej idealnym połączeniu niż śnieg z kawą tudzież kawa na śniegu. To klasyczne połączenie bieli i czerni, wylansowane w modzie głównie przez niejaką Coco Chanel, w muzyce znajduje swoją kontynuację w utworze Coffee & Snow w wykonaniu Blue Scholars, hip-hopowego duetu z Seattle. Panowie Geologic i Sabzi przygotowują się właśnie wydania nowego krążka, którego data premiery jest wciąż nieznana. Co ciekawe, wideoklip do tego kawałka został nakręcony podczas przechodzącej przez Seattle śnieżycy w grudniu ’08, a zatem ma on wartość wysoce dokumentalną. Gotta get that coffee.
(więcej…)
Uśmiech Maxwella czyli gościnnie w utworze ‚Smile’

Mam wrażenie, że uśmiech Maxwella robi się coraz bardziej naciągany i nieszczery. Ile można czekać na trylogię rodem z Sienkiewicza? Jak widać – długo. A końca czekania nie widać. Robienie głupiej miny do złej gry nie zachęca. Ale nie o tym teraz. Podczas gdy o trzech albumach nic w trawie nie piszczy (to nic, że kwiecień/maj miała ruszyć trasa koncertowa, to nic) Maxwell, udzielił się gościnnie na nadchodzącym krążku The Alchemist ‚Chemical Warfare’, razem z Twistą, na singlowym kawałku ‚Smile’ . Spóźnialski zajął sobie miejsce w refrenie i świetnie sobie poradził! Warto też zwrócić uwagę na tempo rapowania Twisty, potraficie tak? Utwór po skoku.
Nowy utwór: Chrisette Michele ‚Epiphany’

Christette Michele po swojej debiutanckiej płycie „I Am” ucichła na dłuższy czas. Pojawiały się już nawet od Was, moi kochani czytelnicy, głosy, że jej talent, jej osoba, zostały zapomniane i zakopane głęboko, głęboko w ziemi. Aż tu nagle, całkiem niedawno odkopała się, bądź odkopano ją, do tego jeszcze nie doszłam. W każdym razie zaserwowała światu zupełnie nowy utwór „Epiphany”, możecie posłuchać go po skoku. Co mogę powiedzieć po przesłuchaniu? Przyjemna ballada r’n’b, w której nie słychać rozwoju artystki, Chrisette trzyma się swojego, wcześniej wypracowanego poziomu, nie wychodzi poza jego granicę, a szkoda. Chodzą plotki, że jest to pierwszy singiel z jej kolejnego albumu, nie wiem ile w tym prawdy. A Wam jak się podoba? Skaczcie.
Ps. Sto lat dla Redaktor Naczelnej, założycielki soulbowl.pl, matki i Siostry! Urodziny dzisiaj ma, tak tylko mówię.
Erykah Badu wibruje w utworze „Vibrate On”
Ponad rok temu (w listopadzie 2007 roku) Erykah Badu wystąpiła gościnnie w serialu amerykańskim zatytułowanym „Girlfriends”. Wykonała w nim niezwykle przyjemny dla ucha utwór „Vibrate On”, który jednak nie doczekał się oficjalnej publikacji. W nowym 2009 roku producenci zdecydowali się na wydanie płyty ze ścieżką do tegoż serialu i już niedługo będzie można legalnie nabyć nowy kawałek Badu (dla każdego fana to nie lada gratka). Składanka będzie dosyć ciekawa również dlatego, że znajdą się na niej także utwory takich artystek jak India Arie, Angie Stone czy Corrine Bailey Rae. Jako numer jeden na liście utworów figurować będzie jednak Erykah, i choć część z was pewnie już ten numer zna, to pozwolę sobie go wam przypomnieć. Może nie zaskakuje niczym odkrywczym ale utrzymany jest w przyjemnym, staro-baduistycznym klimacie.
Erykah Badu – Vibrate On
[audio:Erykah Badu – Vibrate On.mp3]
Plus dwa screeny z serialu dzięki erykah-badu.com



