Piosenki na śnieg

Data: 17 lutego 2009 Autor: Komentarzy:

Trzeba pisać prędko, bo sytuacja może się zmienić. W moim odtwarzaczu znajduje się playlista zatytułowana sous la neige (pod śniegiem), na której gromadzę różnego rodzaju kompozycje ,,na śnieg”. Kawałki te charakteryzują się oczywiście tym,  że najlepiej brzmią w miesiącach zimowych i stanowią  jednocześnie idealną ścieżkę dźwiękową dla białych, ,,puszystych” krajobrazów. Nie można jednak mylić tego repertuaru na ,,białe dni” z piosenkami bożonarodzeniowymi i kolędami, bowiem założeniem tej akurat selekcji jest szeroko rozumiana laickość. Tegorocznej zimy niewiele było okazji, aby puścić te kawałki w ruch. Ilość śniegu była, przynajmniej tu w Gdańsku, chyba nawet mniejsza niż ta, która nawiedziła niedawno nieprzystosowany do zimowej rzeczywistości Londyn. Za oknami gościł deszczowy i smętny listopad, który zaczął już powoli wprowadzać co poniektórych w nastrój depresyjny. Nie należę do jakichś szczególnych wielbicieli zimowej pory, zwłaszcza w mieście, ale przedkładam ją ponad sadystyczne oraz nieludzkie miesiące późnej jesieni. I skoro już nastał taki czas, kiedy to biel oślepia i wali po oczach – choć akurat teraz, gdy patrzę przez moje okienko, niewiele w ogóle da się zobaczyć przez te gęste płaty śniegu – warto go wykorzystać i zaprezentować muzykę będącą w stanie dobrze go zilustrować.

 Trudno jest mi pomyśleć o bardziej idealnym połączeniu niż śnieg z kawą tudzież kawa na śniegu. To klasyczne połączenie bieli i czerni, wylansowane w modzie głównie przez niejaką Coco Chanel, w muzyce znajduje swoją kontynuację w utworze Coffee & Snow w wykonaniu Blue Scholars, hip-hopowego duetu z Seattle. Panowie GeologicSabzi przygotowują się właśnie wydania nowego krążka, którego data premiery jest wciąż nieznana. Co ciekawe, wideoklip do tego kawałka został nakręcony podczas przechodzącej przez Seattle śnieżycy w grudniu ’08, a zatem ma on wartość wysoce dokumentalną. Gotta get that coffee.

Gdy śnieg zaczął już topnieć, a kawa wystygła, wariację (sequel?) na temat Coffee & Snow pod szyldem Common Market nagrał i nakręcił ten sam pan Sabzi, ale tym razem z towarzyszeniem kolegi-rapera RA Scion. Ich wersja nosi tytuł Tobacco And Snow Covered Roads, ale przynajmniej mnie niezbyt przekonuje, ponieważ nacisk został tu położony przede wszystkim na tytoń, a jak wiadomo, fajki to syf. Pomimo tej przykrej wzmianki całość prezentuje się całkiem zabawnie, z przymrużeniem oka.

W czasie pokonywania dystansu, który w normalny dzień zajmuje mi jakieś 10 minut, a dzisiaj zabrał aż godzinę, zabawiałam się rozmyślaniem na tematy wybitnie niemuzyczne. Zaintrygowała mnie biologia. Bo co czuje ździebełko trawy otulone ze wszech stron mokrym śniegiem ? Albo jeśli każdy płatek śniegu jest inny, to czy co roku robią nowe modele, czy po prostu corocznie puszczają różne, ale z zeszłorocznej kolekcji ? O tym zdaje się śpiewać Just Jack we Snowflakes. Tak mniej więcej. Oczywiście Just Jack, będąc Just Jackiem i przy tym całkiem łebskim towarzyszem, zadaje tu równocześnie gro innych istotnych pytań, na które odpowiedziawszy chce się chyba zakopać pod słuszną warstwą puchu, by uniknąć konfrontacji z poczuciem rozczarowania i wstydu.

Po zimie przychodzi wiosna. Akurat tej wiosny ma przyjechać do nas Angie Stone, która wystąpi w Polsce na dwóch koncertach (23 kwietnia, Zabrze i 24 kwietnia W-wa). Do kwietnia zostało jeszcze trochę czasu, dlatego też możemy pozwolić Angie ,,pobrylować” trochę po śnieżnych tematach. Utwór Snowflakes można znaleźć na albumie Mahogany Soul, który w pewnych kręgach znany jest także jako ,,Moherowy soul”. Nie wiem, jak moher sprawdza się na śniegu, czy nie przemięka, ale o tej porze roku gości zapewne na niejednej głowie, służąc nie tylko jako deklaracja polityczna.

Pora na coś rozgrzewającego. Po tym kawałku zawsze robi się cieplej. Oto It may be winter outside (but in my heart it’s spring) wykonywane przez trio Love Unlimited. Wchodzące w jego skład siostry GlodeanLinda James oraz Diane Taylor znane były głównie z ,,chórkowania” Barry’emu White’owi, który zresztą poślubił jedną z sióstr – Glodean. Możliwe, że dla Glodean Barry był właśnie tym czynnikiem, wnoszącym wiosnę w jej niewieście serce. Wiadomo, że jaskółka wiosny nie czyni, więc może Barry?

Wytrwali i uważni czytelnicy soulbowl.pl mogli zauważyć, że ja niżej (wyżej?) podpisana mam pewien problem z KanYe Westem. I nie chodzi tu o taki drobiazg, jakim jest nazywanie go ,,moim Kejnem”, bo gdzieniegdzie spotkałam się z bardziej zaangażowaną propagandą. Wszystko rozbija się tak zasadniczą kwestię, jaką jest użycie diabelskiego auto-tune’a. Nadal z pewną trudnością przychodzi mi zaakceptowanie tego procederu, ale teraz przynajmniej rozumiem artystyczną potrzebę zastosowania ,,tego czegoś” (oczywiście poza ukryciem smutnego faktu, że Kejn śpiewać nie umie). Przecież te przeklęte wycie auto-tune’a doskonale łączy się i współgra z dźwiękami wydawanymi przez ryczące o tej porze roku kaloryfery ! To album o zamrożonych, zawiedzionych, źle zainwestowanych uczuciach. Możliwe, że aby uniknąć popadnięcia w nadmierną egzaltację i dramatyzm musiały być one przetworzone i przepuszczone przez jakieś sito. Poza tym gdy mój Kejn wrzeszczy przez ten komputer w See You In My Nightmares ”I’m cooooooooold”, w pełni go rozumiem, ba!, nawet identyfikuję się z nim po trosze. 808’s and Heartbreak przejdzie zdecydowanie do zimowych klasyków, a razem z nim oczywiście Coldest Winter:

Moja (znowu nie tak długa) lista nieuchronnie zbliża się do końca. Pora na wisienkę na śnieżnym torcie w postaci kawałka Detroit Winter Platinum Pied Pipers z gościnnym udziałem MC Invincible. To utwór z przesłaniem, które nie ogranicza się do szerokości geograficznej amerykańskiego Detroit – If you can’t take the winter,  you don’t deserve summer.  Nawet jeśli dzisiaj zakopaliście się w śniegu albo staliście całe wieki na przystanku w wyczekiwaniu wybawienia w postaci nadjeżdżającego autobusu, przemokły Wam buty i moherowy beret, możecie teraz z całym przekonaniem powiedzieć sobie, że zasługujecie na lato. Pozwolę sobie dołączyć do tej zacnej grupy.

PS Jako że starałam trzymać się soul bowlowej konwencji, musiało zabraknąć tutaj kilku  moich śniegowych standardów jak chociażby Winter Tori Amos, Snow Harry’ego Nilssona czy Soon After Christmas Stiny Nordenstam, którego to utworu jednej zimy słucham non stop przez cały okres jej trwania i to przynajmniej 5 razy dziennie. Niczym piaskarka pozwoliła mi przeżyć ten w gruncie rzeczy martwy okres. Możliwe, że istnieją jakieś zimowe perełki, które opuściłam albo w ogóle nie ma pojęcia o ich istnieniu. Dajcie znać. Będę wdzięczna i prześlę Wam mroźne pozdrowienia.

Komentarze

komentarzy