kanye west

Kanye West podąża za Bogiem w nowym klipie

Kanye West chce wskazywać drogę i robi to po swojemu

Pamiętacie jak w klipie do numeru „Otis” Kanye West i Jay Z zrobili sobie drogą zabawkę z luksusowej limuzyny? To skojarzenie towarzyszyło mi podczas oglądania klipu do „Follow God”, w którym Yeezy wozi się… w zasadzie trudno stwierdzić czym. Obecność przedziwnego pojazdu można pewnie tłumaczyć słowami, które słyszymy na początku wideo. Kanye jednak darował sobie stawianie kroków w śniegu, a drogę do Boga postanowił wyznaczyć w bardziej efektywny sposób.

Raperowi towarzyszy jego ojciec, a plansza widoczna na końcu klipu sugeruje, że panowie po latach odnaleźli wspólny język. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji, to koniecznie sprawdźcie naszą recenzję Jesus Is King.

Recenzja: Kanye West Jesus Is King

Kanye West - Jesus Is King

Kanye West - Jesus Is King

Kanye West

Jesus Is King

GOOD Music / Def Jam

Ostatnie lata twórczości Kanyego Westa dobitnie pokazują, że łatka fenomenu kulturowego potrafi być niezawodną wymówką dla dyskusyjnej jakości. Mimo to każdy album samozwańczego króla muzyki popularnej budzi masową ekscytację — nic dziwnego, ponieważ Ye jak nikt inny posługuje się kontrowersją jako narzędziem promocji. Trwa to już tak długo, że samo wypomnienie tego można już uznać za truizm, trudno jednak nie odwoływać się do niego przy okazji takich eksperymentów jak Jesus Is King. Nowy Kanye, nowa (a może stara) perspektywa, nowy szum — Alleluja!

O gospelowym albumie Kanye przebąkiwał już kilka lat temu (So Help Me God). Pomysł, chociaż zaskakujący, wcale nie wydawał się wtedy tak abstrakcyjny — w końcu mowa o autorze utworów pokroju „Jesus Walks”. W międzyczasie światło dzienne ujrzało także Coloring Book, które udowodniło, że hip-hopowi jest znacznie bliżej do kościoła, niż mogłoby się wydawać. Zapowiedź Jesus Is King została więc przyjęta przez fanów raczej z ciekawością, niż z chłodnym sceptycyzmem, ale pomimo kilku opóźnień, wywołała spore zamieszanie na scenie. Zamieszanie i zmieszanie, bo dziewiąty solowy album Kanyego Westa momentami ociera się o granice nie bram niebieskich, a absurdu.

Jesus Is King w przeciwieństwie do wielu wcześniejszych krążków artysty, rozkręca się natychmiastowo — od energetycznego impulsu pod postacią „Every Hour”, które w groteskowy sposób wyznacza gospelowy ton i płynnie przeradza się we właściwe otwarcie, „Selah”.  Filmowy wręcz podkład jest tłem dla pełnego pasji manifestu rapera, który na myśl przywodzi Yeezusa — to podobna struktura i atmosfera, pełna porównań typu Before the flood, people judge / they did the same thing to Noah. Chociaż płyta rzekomo poświęcona jest Bogu, autor w centrum zainteresowania stawia siebie samego jako symbol nawrócenia, niezłomnej wiary i walki ze złem.  Jeszcze bardziej słychać to w „Closed on Sunday”, gdzie Ye śpiewa Raise our sons, train them in the faith / through temptations, make sure they’re wide awake do muzyki przywodzącej na myśl cyberpunkowe anime o wojnie z demonami. Uduchowienie na Jesus Is King nie zawsze jednak ubrane jest w epickość; dla kontrastu w utworach takich jak „God Is” czy „Jesus Is Lord” przybiera formę intymnej, minimalistycznej i melodyjnej recytacji. Trudno jednak uciec od wrażenia, że ma się to do gospel tak, jak „Old Town Road” do country.

Jesus Is King, pomimo wielu kompletnie niewiarygodnych elementów, utrzymuje jednak jakimś cudem spójność. Co więcej — bywa, że ma do zaoferowania coś naprawdę ciekawego. „Follow God”, duchowy spadkobierca „Father Stretch My Hands, Pt. 1”, oparte na samplu Whole Truth, to dynamiczny i ciekawie zarapowany utwór, który w swojej prostocie przypomina sławne „No More Parties in LA” czy „Fire” w duecie Kids See Ghosts. To jeden z nielicznych momentów, kiedy Kanye brzmi jak stary dobry Kanye. Perełką jest również „Use This Gospel”, gdzie pierwsze skrzypce gra genialne i pełne natchnienia Clipse, doprawione bogatą produkcją i przyjemnym refrenem gospodarza. Z drugiej strony płyta potrafi zaliczyć spadki takie jak kuriozalne „Water” z 16 wzmiankami Jezusa czy „On God”, w którym nachalny podkład Pierre’a Bourne’a w klimatach retro totalnie przyćmiewa samego Kanye.

Po bardzo udanym 2018 roku wydawało się, że Kanye West wraca na właściwe tory. Teraz przekreślił jednak te nadzieje parareligijnym, pastiszowym krążkiem. Trudno narzekać na pretensjonalność (to jak gniewać się na niebo za to, że jest niebieskie), ale należy uczciwie przyznać  – to nie jest gospel. Jesus Is King znacznie bliżej telewizyjnemu kaznodziejstwu i afroamerykańskim komediom z gospel w tle. W kategoriach muzycznych album jest natomiast szalenie nierówny, czasem niedopracowany i niespecjalnie ciekawy, szczególnie w warstwie lirycznej – na tyle, że można go pomylić z pretekstem do sprzedawania nowego merchu. Ale kto by się tym wszystkim przejmował. W końcu Kanye to Kanye.

#FridayRoundup: Kanye West, Gallant, Levitation Orchestra i inni

Kanye West tym razem nie zawiódł swoich słuchaczy, przynajmniej tym, że wreszcie dotrzymał obiecanej daty premiery. Ale ten piątek to nie tylko Jesus Is King. Swoje nowe krążki podrzuciło nam jeszcze kilku artystów, a wszystko to znajdziecie poniżej, oraz na naszej zbiorczej playliście.


Jesus Is King

Kanye West

GOOD

Kwestie wydawnicze z każdym kolejnym albumem Kanye’ego Westa robią się coraz bardziej absurdalne. Po tym jak legendarny Yandhi w kulturze stał się już właściwie symbolem, nareszcie otrzymaliśmy tak długozapowiadany, dziewiąty solowy album artysty, Jesus Is King. Ye od jakiegoś czasu uduchowiony jest jak nigdy wcześniej (należy jednak pamiętać, że religia od początku była w twórczości Kanye’ego obecna), a nowy materiał w przeciwieństwie do posługującego się chrześcijańskimi motywami The Life of Pablo, jest już w pełni albumem gospelowym. Usłyszymy na nim także chór Sunday Service, w którego wykonaniu „Every Hour” otwiera całość. A ta, czysta, przepełniona nawiązaniami do Biblii oraz pozbawiona niecenzuralnych treści, jest przede wszystkim sakralnym hołdem złożonym Chrystusowi. Bo Kanye nie jest już niewolnikiem. Jest synem Boga i — jak sam o sobie mówi — chrześcijańskim innowatorem. — Klementyna


Sweet Insomnia

Gallant

Mind of a Genius

Nadmiar talentu i chęć dążenia do perfekcjonizmu często bywa zgubne dla artystów. Jeśli do tego dochodzi jeszcze nieco wydumane ego, otrzymujemy wówczas wybuchową, ciężką do strawienia mieszankę. Taki napój wyskokowy musiał niestety przełknąć Gallant, który po swoim dobrze przyjętym debiucie Ology, krążył wśród różnych gatunków muzycznych, które po wyselekcjonowaniu i przesianiu przez niewybredny umysł Christophera, w konsekwencji złożyły się w całość Sweet Insomnii. Szerokie spektrum dźwięków, od new jack swingu, przez afrobeat, wczesne R&B lat dwutysięcznych, aż po dźwięki rodem z europejskich westernów, Amerykanin ułożył w trzynaście niepechowych, powiązanych ze sobą kompozycji, tworzących spójną całość. Oprócz falsetu Gallanta, na płycie usłyszymy również Sabrinę Claudio oraz 6Lacka. Krążek jest zbiorem wyważonych i prawdziwych, ale przeciwstawnych emocji, które artysta nazwał Sweet Insomnia. — Forrel


Inexpressible Infinity

Levitation Orchestra

Astigmatic Records

Brytyjska scena jazzowa nie przestaje zaskakiwać, a kolejnym na to dowodem jest krążek 13-osobowej ekipy działającej pod nazwą Levitation Orchestra, której założycielem i liderem jest trębacz Cykady — Axel Kaner-Lidstrom. Dowodzi on grupą młodych londyńskich muzyków, których głównym atutem zaraz po niesamowitym talencie jest sposób tworzenia nagrań. Kompozycjami znajdującymi się na albumie Inexpressible Infinity zajmuje się bowiem cały kolektyw, co wywala niesamowitą energię, którą słychać niemal w każdej minucie tej przepełnionej spirytualnym jazzem płyty. Warto dodać, że wydaniem tego materiału zajęło się nasze rodzime Astigmatic Records i jest to kolejna już znakomita pozycja w ich katalogu. — efdote


Pony

Rex Orange County

Sony

Z pewnością możemy stwierdzić jedno. Pomysłowości mógłby Alexandrowi O’Connorowi pozazdrościć niejeden operator infolinii. Przedpremierowy odsłuch fragmentu singla „Pluto Projector”, promującego album Pony, był możliwy po wybraniu numeru telefonu umieszczonego na Twitterze muzyka. Dziś wiemy i bez tego, że Rex Orange County nie stracił zapału do pisania emocjonalnych, ale i bezpretensjonalnych opowiastek o życiu. Zapał i szczodrość były również obecne przy wyborze produkcyjnych ozdobników. Feeria barw na krążku jest oszałamiająca: to zwiewne pasaże instrumentów dętych, to sentymentalne smyki, to dziecięcy chór czy śpiew ptaków, czy wreszcie wszystkie możliwe modulacje głosu. Alexander O’Connor stworzył na Pony wszechstronny indie-pop-soulowy kolaż, z lekkimi songwriterskimi odchyleniami w stronę piano rocka; jednak chyba zbyt wszechstronny, by można było się na nim odnaleźć z łatwością. — Maja Danilenko


Moments Spent Loving You

Xavier Omar & Sango

XO Creative Club/RCA Records

Ten duet nie zawodzi. Xavier Omär ponownie złączył siły z amerykańskim producentem Sango, znanym między innymi ze współpracy ze Smino czy Brysonem Tillerem. Tym razem wynikiem ich współpracy jest świetny, album długogrający Moments Spent Loving You. Krążek promował między innymi utwór „Thief” — typowa miłosna piosenka na podkładzie R&B z reaggeatonowymi wstawkami. Następca Hours Spent Loving You, poza zbieżnością tytułu, jest również podobny brzmieniowo — Moments Spent Loving You to jedenaście utworów i kawał dobrego, klasycznego R&B z kojącym wokalem Omära. Na płycie usłyszymy gościnnie Wale’a, VanJess czy Foggieraw. — Polazofia


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Pusha-T w jednym numerze z Ms. Lauryn Hill na bicie Kanyego Westa

No no! Gdy w połowie tygodnia wydawało się, że świeżo wydany singiel Pushy-T „Sociopath” z bitem Kanyego Westa, kontynuacja doskonałej formy rapera, to być może najlepszy nowy numer, jaki dostaniemy przed końcem miesiąca, raperowi udało się przebić samego siebie. Dwa dni później światło dzienne ujrzało „Coming Home”, także wyprodukowane przez Westa, także z jakościowym rapem Pushy, ale z Ms. Lauryn Hill w refrenie. Z jednej strony sam refren jest może odrobinę prostolinijny melodycznie i tekstowo, z drugiej w połączeniu z brzmieniem i konwencją kawałka, jest w tym wszystkim coś ze starej dobrej Lauryn, za którą wszyscy tęsknimy. No i Hill na bicie Westa to jednak wydarzenie, na które fani piosenkarki czekali od 2004, kiedy fragmenty „Mystery of Iniquity” samplowane z „All Falls Down” musiała nagrać ponownie Syleena Johnson. No i można pomarzyć, co by było, gdyby Hill pozwoliła Westowi, by ten wyprodukował jej kolejną płytę…

Nowy utwór: Kanye West feat. Charlie Wilson „Brothers”

W ostatnim epizodzie programu Irva Gottiego Tales, który wczoraj wyemitowała telewizja BET można było usłyszeć nowy niepublikowany numer Kanyego Westa „Brothers”, w którym gościnnie refren śpiewa stały współpracownik rapera — piosenkarz Charlie Wilson. Utwór co prawda został w programie ucięty z powodu ograniczeń emisyjnych, ale Gotti po premierze odcinka podzielił się pełną wersją numeru na swoim Instagramie. Sam snuje przy tym spekulacje, czy refren, w którym West i Wilson śpiewają „We’ll be brothers forever” odnosić się ma do Jaya Z czy Virgila Abloh’a. Sprawdźcie całość poniżej.

Kanye West przekłada premierę Yandhi… po raz drugi

I chociaż perspektywa dwóch albumów od Kanye’ego Westa w przeciągu jednego roku kalendarzowego wydawała się naprawdę kusząca, to na ten moment jest niestety mało prawdopodobna. Yandhi, kontynuacja wydanego przed pięcioma laty Yeezusa miała pierwotnie ukazać się 29 września. Ye uznał wtedy, że jego dzieło nie jest jeszcze w pełni gotowe i postanowił dać sobie więcej czasu na wypuszczenie projektu. Nowa data premiery została wyznaczona na 23 listopada, jednak dziś już wiemy, że nie ma co czekać na krążek od Westa w Black Friday. W ubiegły weekend podczas premierowego koncertu Kids See Ghosts na festiwalu Camp Flog Gnaw, Yeezy uznał, że nowy album wymaga dalszej pracy. Kiedy w takim razie poznamy więcej szczegółów? Tego nie wiadomo. Pozostaje nam tylko czekać na kolejne tweety.

Kanye West przekłada premierę płyty

Wnioskując po ostatnich dokonaniach w karierze muzycznej Kanye Westa, mogłoby się wydawać, że raper zostawił problemy za sobą i rozpoczął nowy twórczy etap w swoim życiu. Niestety wygląda na to, że historia sprzed miesięcy zatacza koło. Artysta najpierw ogłosił, że wśród gości na płycie pojawi się XXXTentacion i 6ix9ine, żeby następnie zmienić pseudonim na Ye oraz kolejny raz okazać swoją sympatię dla Donalda Trumpa podczas swojego występu w Saturday Night Live.

Zwieńczeniem złej passy okazało się przesunięcie premiery nowego albumu pt. Yandhi o 2 miesiące. Nową datę, 23 listopada (czarny piątek) ogłosiła światu partnerka rapera, Kim Kardashian za pośrednictwem Twittera. W późniejszej rozmowie z dziennikarzem TMZ Ye zapowiedział, że zamierza udać się do Afryki, aby tam dokończyć pracę nad płytą. Podsumowując, wygląda na to, że wszystko wróciło do normy.

Kanye West zapowiada kolejne albumy!

Kiedy wydawało się, że reszta roku przebiegnie już w spokojnej, bezstresowej atmosferze, Kanye zasiadł do Twittera. I znów rozwiązał mu się język. Zaczęło się od postów zapowiadających drugą część Watch The Throne (od tamtego czasu publiczność na koncertach Jaya interpretuje każde słowo jako potwierdzenie tej rewelacji). Co więcej, przed kilkoma dniami razem z Chance’em dolali oliwy do ognia, sugerując, że ich wspólny projekt Good Ass Job także ujrzy światło dzienne. A na koniec największa rewelacja – druga części Yeezusa będzie mieć swoją premierę jeszcze w tym miesiącu! A przynajmniej tak wynika z ostatnich tweetów Ye. Obok prawdopodobnej okładki pojawił się tytuł Yandhi oraz data 29 września. Wygląda na to, że przed nami kolejny gorący miesiąc z G.O.O.D. Music.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Kanye West (@kanyewest)

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Chance The Rapper (@chancetherapper)

 

Kanye West, Lil Pump i filmy dla dorosłych

Gdy Kanye otwiera usta przed kamerą, to wiedz, że coś się stanie. Tak było ostatnio, kiedy to w jednym z programów typu „late night show” Ye opowiedział o swoim zamiłowaniu do pornografii. Ów deklaracja nie umknęła ludziom z branży, którzy postanowili zaproponować Westowi współpracę przy tworzeniu gali przyznawania nagród dla gwiazd porno. Ten się zgodził, a dodatkowo przygotował z tej okazji niespodziankę. Wraz z młodym i gniewnym Lil Pumpem nagrali kawałek zatytułowany „I Love It”, który miał premierę właśnie podczas imprezy. Wersy obu panów oczywiście adekwatne do sytuacji a całość brzmi trochę jak przygotowana w 5 minut. Na uwagę zasługuje jednak klip, który pewnie stanie się materiałem do memów niczym Drake’owe „Hotline Bling”. Ye wygląda, jakby dobrze się bawił, a Wy?

Kanye West i jego odrzut z „Ye”

Masz chore myśli? Guilty pleasures? Zakazane ciągoty? Nie martw się, Yeezy je zna i podziela! Jego „XTCY” zdaje się być jednym wielkim muzycznym żartem. Świadczy o tym ksywa producenta, stojącego za nagraniem, która brzmi nie inaczej niż: Clark Kent. Nowy singiel Westa to taki b-side „I’m in it” z jego ekstatycznymi jękami i powrót do szkicowej stylistyki znanej z jego poprzedniego longplaya. Natrętny beat doskonale współgra z tekstowymi wygłupami Yeezusa, brzmiącymi mniej więcej tak: „Woo, skrrrt! Whoopity-whoop, scoop-p-p-wooop-toop! Loot, lotty, loot-loot”! It’s Mad Max! „XTCY” możecie ściągnąć stąd lub odsłuchać — póki nie zostanie skasowane — poniżej.

Kali Uchis z coverem „Paranoid” Kanyego Westa

Koleżanka Tylera, the Creatora, którą szczęśliwcy mogli zobaczyć na tegorocznym Openerze, odwiedziła we wtorek studio BBC. Artystka udzieliła wywiadu prowadzącej audycję Annie Mac. Wywiad umilił krótki set Uchis. Nie zabrakło ostatniego przeboju Uchis „After the Storm”. Niespodzianką okazał się natomiast cover „Paranoid” Kanyego Westa. 808’s & Heartbreak jest dla Kali wyjątkowo ważne. Wokalne eksperymenty Kanyego stały się w pewien sposób dla niej inspiracją. Całości możecie posłuchać na stronie BBC, a wspomniany cover znajdziecie, przeskakując na 17:20.

Chance The Rapper zapowiada nowe projekty!

Czerwcowa seria premier od G.O.O.D. Music dobiegła już końca, ale bardzo możliwe, że kolejne projekty w podobnej formie pojawią się jeszcze w przyszłości. Kilka dni temu w sieci pojawiła się informacja, jakoby Kanye pierwotnie planował wypuścić 52 albumy w ciągu 52 tygodni. O współpracy z Westem poinformował ostatnio CyHi The Prynce. Teraz Chance The Rapper ogłosił, że ma w planach stworzenie siedmiu utworów na bitach Ye. W wywiadzie z Peterem Rosenbergiem opowiada trochę o pracy nad nowymi rzeczami. Z jego wypowiedzi wynika, że w przygotowaniu jest także wspólny album z Childishem Gambino. Jak podsumował, obydwa projekty są gotowe w trzydziestu procentach. Jak szybko usłyszymy następcę Colouring Book?

Recenzja: Kids See Ghosts Kids See Ghosts

kids see ghosts recenzje

Kids See Ghosts

Kids See Ghosts (2018)

G.O.O.D. Music / Def Jam

Wspólna płyta Kanye Westa i Kida Cudiego od dawna stanowiła marzenie fanów obu artystów. Ich drogi przez te wszystkie lata rozchodziły się i zbliżały. Dwójkę kreatywnych przyjaciół łączą skłonność do pakowania się w kłopoty i skandale oraz trudne do zrozumienia posunięcia muzyczne. Wierni słuchacze od zawsze mieli wyobrażenie tego, jak powinny wyglądać kariery idoli, ale były one dalekie od rzeczywistości. Premiera Kids See Ghosts obudziła jednak stare nadzieje — Kanye West i Kid Cudi postanowili udowodnić światu, że mają jeszcze coś do dodania, a ich twórczy potencjał jest bardziej nieprzenikniony, niż wszyscy myśleli.

„I miss the old Kanye, straight from the go Kanye” — przekomarzał się z publicznością West w 2016 roku, podając jednocześnie w wątpliwość to, czy dawny Kanye jeszcze w ogóle istnieje. Kids See Ghosts sprawia jednak, że wszystkie żarty można wyrzucić do kosza, bo Kanye West, jakiego znamy sprzed Yeezusa, żyje i ma się dobrze. Raz jeszcze wziął we własne ręce produkcję i namaścił ją midasowym dotykiem. Efektem jest zaledwie 7, patrząc na samą cyfrę, i aż 7, słuchając całego albumu, oryginalnych i spektakularnych utworów — do tego stopnia, że cała branża zatrzęsła się w posadach. Jeśli ktokolwiek poszukiwał nuty sentymentu, zapomnianego pierwiastka, który sprawiał, że Kanye West był Kanye Westem, a Kid Cudi był Kidem Cudim, może rozsiąść się wygodnie i przygotować na podróż do czasów, kiedy “Day ‘n’ Nite” hulało w każdym radiu.

Kids See Ghosts brzmi przede wszystkim bardzo nieskrępowanie. Oznaką tego jest już otwierające album „Feel the Love”, które wyrywa się ze wszelkich ram utworu rapowego, zamiast tego serwując odbiorcy kanonadę adlibów i ascetyczny, ale jakże ekspresyjny refren — a wszystko to na modłę przypominającą wściekłe „Black Skinhead”. Atmosferę rebelii podsyca „Fire”, w którym autorzy wymieniają się wersami o otaczających kontrowersjach, aby zaznaczyć, że nigdy niczego nikomu nie obiecywali. Paradoksalnie, zrzucenie z siebie presji otoczenia daje efekt, jakiego to otoczenie najbardziej oczekiwało. Tematyka napięcia i problemów, wzlotów i upadków przewija się przez całą płytę — wszystko jednak jest bardzo autentyczne, namacalne i przemawia do słuchacza znacznie lepiej niż zawartość Ye. Można odnieść wrażenie, że całe przedsięwzięcie jest swego rodzaju terapią, szczególnie przy utworach takich jak „Reborn”, które dzięki produkcji Dot da Geniusa nie tylko pełnymi garściami czerpie z Man on the Moon, ale również pięknie oddaje intencje i cel artystów — kompletną wolność.

Trzeba zaznaczyć, że West i Cudi mogli rozegrać wszystko w znacznie bezpieczniejszy sposób. W takim przypadku na albumie zabrakłoby jednak takich kompozycji jak szalone, romansujące z alternatywnym rockiem i bezkompromisowe „Freeee (Ghost Town Pt. 2)”, z doskonałym, lecz subtelnym, występem Ty Dolla $igna. Nie usłyszelibyśmy prawdopodobnie także tytułowego „Kids See Ghosts”, które oprócz niepokojącego klimatu zawiera jedną z najlepiej zarapowanych zwrotek Yeezy’ego od niepamiętnych czasów. Dodajmy mistrzowską wariację na temat sampla Louisa Primy w „4th Dimension” oraz hybrydę grunge’u i ballady w stylu 808s and Heartbreak w „Cudi Montage”, a otrzymamy jedną z najlepszych płyt 2018 roku — Kids See Ghosts.

Jeśli istnieje jakikolwiek przepis na udaną płytę, Kanye West i Kid Cudi najpewniej spalili go w ogniu własnych ambicji i nieograniczonej pomysłowości. Ich propozycja, mimo że bardzo kameralna, jest niemalże wywrotowa. Wydaje się wręcz, że wszystkie ich potknięcia z minionych 10 lat były warunkiem koniecznym do tego, żeby Kids See Ghosts mogło powstać. Projekt jest nie tylko udany na wszystkich płaszczyznach, lecz również nader esencjonalny. Esencjonalny pod względem narkotycznej, mrocznej atmosfery, intensywności wrażeń i emocji, oraz stylu obu artystów. Czy nie za tym wszyscy tęskniliśmy tak długo?

Tracklista nowej płyty Nasa już w sieci

Zapowiedzi odnośnie do nowego materiału od Nasa słyszymy niezmiennie od około dwóch lat. Kiedy w 2016 roku nowojorczyk ogłosił, że „album is done”, wszyscy zacierali ręce w oczekiwaniu na finalne dzieło. Miesiące mijały, przez internet przewijały się kolejne deklaracje o tym, że płyta już wkrótce trafi na sklepowe półki, jednak nic więcej w tej kwestii się nie wydarzyło. Przełomowym momentem okazał się głośny powrót Yeezusa na Tweetera oraz ogłoszenie listy albumów, nad którymi pracuje. I choć w pierwszej chwili ów zapowiedzi zdawały się jedynie obietnicami bez pokrycia, to dziś już wiemy, że krążek Nasira ukaże się już w najbliższy piątek. Zapewne jak w przypadku innych wypuszczonych przez G.O.O.D. Music projektów, longplay Nastradamusa powstawał w przeciągu ostatnich tygodni. Kompletna lista utworów trafia więc do nas dopiero dziś. Całość możecie sprawdzić pod spodem.

Spis utworów:
1. Everything
2. Bonjour
3. Not For Radio
4. Adam And Eve
5. Simple Things
6. Cops
7. I Can Explain

Recenzja: Kanye West Ye

Kanye West

Ye (2018)

GOOD / Def Jam

Nienawidzę nowej płyty Kanyego, jest kozacka. Chciałbym taką właśnie parafrazą napisu z okładki podsumować Ye, ósmy solowy album Kanyego i zarazem drugi z pięciu punktów płytowej kampanii wytwórni GOOD Music. Nie da się jednak tego zrobić, gdyż składające się z siedmiu utworów wydawnictwo jest po prostu… w porządku. Tylko czy na tym etapie kariery jednego z najbardziej kreatywnych i nieprzewidywalnych muzyków naszej ery, nagrywanie albumów będących zaledwie okej… jest okej?

Napisana i zarejestrowana na prywatnym ranczu w Wyoming płyta próbuje budować mit najbardziej intymnego wydawnictwa rapera — do momentu gdy przypominamy sobie, że Yeezy nigdy nie był zbyt powściągliwy w karmieniu nas porcjami informacji na temat swojego życia. Dedykowane żonie i córkom wersy przeplatane są na dobre i na złe klasycznymi „kanyeizmami” — i tymi błyskotliwymi, i tymi głupimi. Nota bene niesławne linijki o wybielaczu z The Life of Pablo zostały pobite przez czerstwy wers o piersiach Kim, zainspirowany chyba jakimś przeglądem polskiego kabaretu. Rozwijające się od spoken word do dynamicznej nawijki „I Thought About Killing You” na początku płyty i „Violent Crimes” na jej końcu potrafią trochę poddusić patosem. To, co się dzieje pomiędzy, czyni resztę albumu ciekawszym, ale też niestety wyjątkowo jak na Kanyego bezpiecznym doświadczeniem.

Jest to bez cienia wątpliwości bardziej zachowawczy materiał niż radykalnie eksperymentalny Yeezuswtórujące mu w swej ekstrawagancji The Life of Pablo. Można było nie lubić albo nie czuć tych albumów, ale trudno im było odmówić fascynującej nieobliczalności i wielowarstwowości pozostawiającej słuchacza w niepewności czy na pewno wszystko dobrze odczytał, czy prawidłowo ewaluuje swoją umiejętność percepcji muzyki i sztuki. Problem z Ye jest taki, że tutaj tego uczucia nie ma zupełnie. To zbiór utworów, które jakie są, każdy słyszy, drugiego dna nie uświadczycie. Solidnie zaaranżowane i wyprodukowane, posiadające zgrabne melodie, komplementowane kombinacjami gościnnych wokali dobrych znajomych, ale wszystko na zasadach ustanowionych gdzieś w okolicach wydania My Beautiful Dark Twisted Fantasy. Jedyną względną niespodzianką jest przesunięte z nadchodzącego albumu z Kidem Cudim indie popowe „Ghost Town”. To Kanye w swoim żywiole — maksymalistyczny, przerysowany, umiejętnie zarządzający ludzkimi zasobami swoich wokalnych współpracowników, ale niestety i tak jakby zszywający piosenki ze strzępków swoich starszych dokonań.

Kanye West dla współczesnej muzyki rozrywkowej zrobił w zasadzie już tyle, że nie musi już nic nikomu udowadniać. Nic tylko zaszyć się na ranczu w środkowym zachodzie Stanów i odcinać kupony od pełnej rewolt kariery — tym bardziej, że zawarte na Ye piosenki są mimo wszystko dobre i gwarantują przyjemnie spędzony czas. Jest jednak coś szalenie niepokojącego w świadomości, że West mógłby osiągnąć artystyczne plateau, gdzie szczytem niekonwencjonalności jest fotka na okładkę cyknięta w przededniu premiery oraz nazywanie dwudziestominutowej epki pełnoprawnym albumem. A może niepotrzebnie się martwię jednorazową chwilą niemocy? Pożyjemy, zobaczymy.

#FridayRoundup: Kanye West, Black Thought & 9th Wonder i inni

Prezenty na dzień dziecka zdecydowanie nie poszły w tym roku w ilość, ale wszystko wskazuje na to, że tym razem wygra jakość. Nowe krążki jakie zaprezentowali nam dzisiaj chociażby Kanye West, Black Tought & 9th Wonder czy Vicktor Taiwò, zdecydowanie mają potencjał aby pozostać z nami dłużej niż do przyszłego tygodnia premier. Zapraszamy do odsłuchu!


Ye

Kanye West

G.O.O.D. Music

Kilka miesięcy temu Kanye West zamknął się w studiu w Jackson w Wyoming żeby nagrać swój ósmy studyjny krążek, YE. Doniesienia o kreatywnej passie, pracy nad wieloma płytami naraz i spotkaniach z artystami takimi jak Tony Williams, The Dream czy King Louie tylko podsycały ciekawość fanów. Dziś w końcu nadszedł ten dzień, w którym gigant muzyki popularnej zaprezentował swoje najnowsze dzieło, czyli 7 premierowych utworów wyprodukowanych w 100% przez niego samego (wreszcie!). Mimo niewielkiej liczby numerów, usłyszymy na nich wielu gości, takich jak Travis Scott, Kid Cudi, Nicki Minaj, Jeremih czy Chance the Rapper. Każdy, kto choć trochę zna twórczość Yeezy’ego, wie, że można się po nim spodziewać wszystkiego. Jego ostatnie lata przeminęły pod znakiem wątpliwej kondycji psychicznej, kontrowersyjnych posunięć i celebryckiego blichtru. Co tym razem ma dla nas Kanye? Jeśli produkcyjnie YE dorównuje Daytona, to myślę, że nie ma mowy o powtórcę z chaotycznego The Life of Pablo czy niedopracowanego Yeezus. Pozycja obowiązkowa do przesłuchania — Adrian


Streams of Thought Vol. 1

Black Tought, 9th Wonder, Soul Council

Human Re Sources

Na początku tego roku Black Thought wspominał o epce, którą przygotowuje razem z 9th Wonderem. Nic więcej nie było wiadomo aż do teraz. W ten weekend obydwaj panowie potwierdzili informację na Twitterze, a materiał ukazał się dzisiaj. Jest to epka zatytułowana Streams of Thought Vol. 1 i poza Wonderem są w nią zaangażowani również inni członkowie Soul Council. — Dill


Joy Comes in Spirit

Vicktor Taiwò

Innovative Leisure

Urodzony w Nigerii, a od 8 roku życia wychowywany w Londynie — Vicktor Taiwò, jest obecnie jednym z najbardziej obiecujących wokalistów na scenie. Obecny jest na niej od 2012 roku, ale dopiero teraz przyszedł czas na debiutancki album. Poprzedzony był on projektem First Movement, któremu towarzyszył krótki film i już wtedy czuć było, że artysta ma nam sporo do zaoferowania. Długogrający krążek przynieść ma podobno sporo eksperymentalnego, a jednocześnie bardzo emocjonalnego soulu, a jak to się udało w praktyce, sprawdzić możecie poniżej. — efdote


The Future and the Past

Natalie Prass

ATO Records

Nasza smooth soulowa koleżanka zostawiła nas z nowymi singlami w interpretacyjnej mgle. Zaczęła lekko tanecznie od „Short Court Style”, następnie zaaranżowała małą przygodę z neo-soulem w „Sisters”, a zakończyła to wszystko utworem najbardziej pasującym do jej dotychczasowego wizerunku. Trzeci oficjalny singiel Prass „Lost” to gładka, kameralna (nieco ckliwa) kompozycja w barokowym aranżu. Można było więc poczuć się (nomen omen) zagubionym. I oto nadchodzi odpowiedź. Już od dziś możecie sprawdzić, czy tytuł „The Future and the Past” jest tropem do interpretacji czy tylko kolejną kartką z pamiętnika Natalie. — Maja Danilenko


The Marina EP

Curren$y & Harry Fraud

Jet Life Recording

Pierwszy wspólny projekt Curren$y’ego i Harry’ego Frauda od czasów Cigarette Boats obaj panowie zapowiedzieli już jakiś czas temu. Spitta nie często decyduje się na tworzenie projektów na bitach jednego producenta, ale gdy już to robi, to dobiera ksywki z najwyższej półki. Marina EP to krótki, bo składający się z 8 kawałków projekt. Obok gospodarza pojawiają się Action Bronson, Wiz Khalifa, French Montana, Smoke DZA oraz Street Wiz. Co usłyszymy na projekcie? Z pewnością będzie o tym, co Spitta lubi najbardziej, czyli o wożeniu się (tym razem dla odmiany motorówką, a nie low riderem) i kilogramach wypalonej trawy. Może i monotonnie, ale jak zawsze stylowo. — Mateusz


Dwa nowe utwory od Drake’a

Jednym z najgłośniej omawianych momentów z najnowszej płyty Pusha T są wersy skierowane w stronę Drake’a w kawałku „Infrared”. Prezydent G.O.O.D. Music postanowił wskrzesić dawny konflikt i posłał pod adresem Kanadyjczyka kilka uszczypliwych linijek odnośnie do ghostwritingu. Jak się okazuje, na reakcję Drizzy’ego nie trzeba było długo czekać. Już w kilkanaście godzin po premierze Daytony, raper opublikował odpowiedź w postaci utworu „Duppy Freestyle”. Aubrey na dość klasycznym bicie odbija piłeczkę, wspominając o swoim wkładzie w „Father Stretch My Hands Pt. 1” oraz „30 Hours” Kanyego Westa. Czy czeka nas kolejna wymiana argumentów pomiędzy panami? Z pewnością taka sytuacja nie zaszkodzi żadnemu z nich, w końcu Scorpion wychodzi już za kilka tygodni.

Poza dissem Drake opublikował również najnowszy singiel ze wspomnianego wyżej albumu. Dobór tytułu jest przypadkowy? „I’m Upset” wyraźnie różni się od dotychczasowych singli i prezentuje mroczne oblicze szefa OVO. Czy tak właśnie będzie brzmieć jego najnowszy longplay? Przekonamy się już wkrótce.

Nowy album Pusha T już w piątek?

Po tym, jak miesiąc temu Kanye zaczął ogłaszać daty premier albumów na swoim Tweeterze, spotkało się to z żywiołową reakcją fanów rapu. Według tych zapowiedzi, w przeciągu najbliższych tygodni płyty wypuszczą m.in. Nas, Pusha T, a nawet sam Ye. Do głośnych wpisów nie odniosła się jak do tej pory żadna z wytwórni, można więc przypuszczać, że za dwa dni faktycznie usłyszymy jeden z zapowiadanych krążków. Na pierwszy ogień ma iść właśnie członek Clipse z długo wyczekiwanym King Push. Poza datą premiery po sieci krąży jeszcze prawdopodobna tracklista, także ujawniona przez Westa. Czyżby nadchodzący czerwiec był jednym z najgorętszych od lat? Przekonamy się niebawem. Lista utworów z King Push poniżej.

Spis utworów:

1. If You Know U Know
2. Sociopath
3. Games We Play
4. Come Back Baby
5. Infrared
6. Hard Piano
7. How Do You Respond
8. Santaria

Tidal oskarżony o fingowanie liczby odtworzeń Beyoncé i Kanyego Westa

Przed dwoma laty w marcu 2016 roku wielu nie dowierzało, gdy Tidal oświadczył, że w ciągu pierwszych 10 dni ekskluzywnego streamingu The Life of Pablo Kanyego Westa w serwisie krążek doczekał się aż 250 milionów odsłon. W tym samym czasie platforma deklarowała tylko 3 miliony subskrybentów — każdy z nich musiałby w tym czasie odsłuchać album średnio 8 razy każdego dnia. Kilka miesięcy później kolejny rekord miało pobić Lemonade Beyoncé — następne wydawnictwo opublikowane w serwisie na wyłączność — tym razem deklarowanych streamów było 308 milionów w ciągu nieco ponad 2 tygodni. W zeszłym roku norweska gazeta Dagens Næringsliv w wyniku dziennikarskiego śledztwa dotarła do dokumentów potwierdzających, że liczby były wyssane z palca. Co więcej na ich podstawie ówczesna liczba faktycznych subskrybentów według zewnętrznych źródeł oszacowana została na 1 milion osób w skali całego świata.

Teraz Dagens Næringsliv ujawnia kolejne rewelacje dotyczące fingowania liczb streamingowych przez serwis Jaya Z. W centrum afery — Beyoncé i Kanye West — według gazety beneficjenci nawet kilkunastu tysięcy milionów fałszywych odtworzeń. To miało z kolei przyczynić się do wypłaty nienależnych tantiem kosztem innych artystów. Gazeta weszła w posiadanie dysku twardego z dotyczącymi odtworzeń utworów w serwisie poufnymi danymi — zgodnymi z deklarowanymi wytwórniom liczbami. Dziennik skonfrontował wyrywkowo dane przypisane konkretnym użytkownikom, wchodząc z niektórymi w bezpośredni kontakt. Była wśród nich m.in. Tiare Faatea, studentka prawa z Waszyngtonu, która w 24 godziny miała przesłuchać zawartość Lemonade 180 razy, czemu w rozmowie z tabloidem stanowczo zaprzeczyła.

Sprawą zainteresował się też Norweski Uniwersytet Nauki i Technologii, który opublikował przed miesiącem obszerny raport wykazujący manipulację danymi przez Tidal. Dokument przygotowany przez NTNU wykazuje m.in., że niektórzy z użytkowników musieliby słuchać wielu utworów z The Life of Pablo jednocześnie, co jest fizycznie i technicznie niemożliwe. W przypadku Lemonade z kolei kopiowano wcześniejsze faktyczne dane o odsłuchach, zmieniając jedynie godziny — zgodnie z raportem w tym przypadku utwory miały być słuchane przez użytkowników wielokrotnie w tej samej kolejności i przełączane w takim samym cyklu z dokładnością do milisekundy. W sumie wykryto ponad 150 milionów fałszywych streamów TLoP i ponad 170 milionów Lemonade. Szacuje się, że na podstawie danych o liczbie odtworzeń z Tidala TLoP zarobiło w lutym i marcu 2016 roku około 2 milionów euro, a Lemonade — w kwietniu i maju tego samego roku około 2,5 miliona dolarów.

Tidal stanowczo zaprzeczył wszystkim oskarżeniom, twierdząc, że raport uczelni został sfałszowany na zamówienie gazety. Podważył także wiarygodność i pochodzenie danych, na podstawie których go przygotowano.


Artykuł bazuje na przedruku oryginalnego tekstu Dagens Næringsliv, który ukazał się wczoraj na Music Business Worlwide.


Nowy utwór: Travis Scott ft. Kanye West, Lil Uzi Vert „Watch”

U Travisa sporo się ostatnio działo i to nie koniecznie pod względem muzycznym. W ubiegłym roku nie doczekaliśmy się długo zapowiadanego i wyczekiwanego Astroworld, jednak wszystko wskazuje na to, że premiera trzeciej solówki Scotta zbliża się wielkimi krokami. Po raz pierwszy od bardzo dawna La Flame zaszczycił nas singlem. Na „Watch” u boku gospodarza usłyszymy Lil Uzi’ego i Kanye’ego Westa. Bit natomiast wyprodukował jeden z autorów hitowego „Magnolia” – Pi’erre Bourne. Jak prezentuje się sam kawałek? Travis wypuścił wreszcie coś, co nie brzmi jak kolejny odrzut z Rodeo, można więc liczyć na to, że na nadchodzącym krążku będzie chciał obrać nowy kierunek.