kanye west

Kanye West przekłada premierę płyty

Wnioskując po ostatnich dokonaniach w karierze muzycznej Kanye Westa, mogłoby się wydawać, że raper zostawił problemy za sobą i rozpoczął nowy twórczy etap w swoim życiu. Niestety wygląda na to, że historia sprzed miesięcy zatacza koło. Artysta najpierw ogłosił, że wśród gości na płycie pojawi się XXXTentacion i 6ix9ine, żeby następnie zmienić pseudonim na Ye oraz kolejny raz okazać swoją sympatię dla Donalda Trumpa podczas swojego występu w Saturday Night Live.

Zwieńczeniem złej passy okazało się przesunięcie premiery nowego albumu pt. Yandhi o 2 miesiące. Nową datę, 23 listopada (czarny piątek) ogłosiła światu partnerka rapera, Kim Kardashian za pośrednictwem Twittera. W późniejszej rozmowie z dziennikarzem TMZ Ye zapowiedział, że zamierza udać się do Afryki, aby tam dokończyć pracę nad płytą. Podsumowując, wygląda na to, że wszystko wróciło do normy.

Kanye West zapowiada kolejne albumy!

Kiedy wydawało się, że reszta roku przebiegnie już w spokojnej, bezstresowej atmosferze, Kanye zasiadł do Twittera. I znów rozwiązał mu się język. Zaczęło się od postów zapowiadających drugą część Watch The Throne (od tamtego czasu publiczność na koncertach Jaya interpretuje każde słowo jako potwierdzenie tej rewelacji). Co więcej, przed kilkoma dniami razem z Chance’em dolali oliwy do ognia, sugerując, że ich wspólny projekt Good Ass Job także ujrzy światło dzienne. A na koniec największa rewelacja – druga części Yeezusa będzie mieć swoją premierę jeszcze w tym miesiącu! A przynajmniej tak wynika z ostatnich tweetów Ye. Obok prawdopodobnej okładki pojawił się tytuł Yandhi oraz data 29 września. Wygląda na to, że przed nami kolejny gorący miesiąc z G.O.O.D. Music.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Kanye West (@kanyewest)

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Chance The Rapper (@chancetherapper)

 

Kanye West, Lil Pump i filmy dla dorosłych

Gdy Kanye otwiera usta przed kamerą, to wiedz, że coś się stanie. Tak było ostatnio, kiedy to w jednym z programów typu „late night show” Ye opowiedział o swoim zamiłowaniu do pornografii. Ów deklaracja nie umknęła ludziom z branży, którzy postanowili zaproponować Westowi współpracę przy tworzeniu gali przyznawania nagród dla gwiazd porno. Ten się zgodził, a dodatkowo przygotował z tej okazji niespodziankę. Wraz z młodym i gniewnym Lil Pumpem nagrali kawałek zatytułowany „I Love It”, który miał premierę właśnie podczas imprezy. Wersy obu panów oczywiście adekwatne do sytuacji a całość brzmi trochę jak przygotowana w 5 minut. Na uwagę zasługuje jednak klip, który pewnie stanie się materiałem do memów niczym Drake’owe „Hotline Bling”. Ye wygląda, jakby dobrze się bawił, a Wy?

Kanye West i jego odrzut z „Ye”

Masz chore myśli? Guilty pleasures? Zakazane ciągoty? Nie martw się, Yeezy je zna i podziela! Jego „XTCY” zdaje się być jednym wielkim muzycznym żartem. Świadczy o tym ksywa producenta, stojącego za nagraniem, która brzmi nie inaczej niż: Clark Kent. Nowy singiel Westa to taki b-side „I’m in it” z jego ekstatycznymi jękami i powrót do szkicowej stylistyki znanej z jego poprzedniego longplaya. Natrętny beat doskonale współgra z tekstowymi wygłupami Yeezusa, brzmiącymi mniej więcej tak: „Woo, skrrrt! Whoopity-whoop, scoop-p-p-wooop-toop! Loot, lotty, loot-loot”! It’s Mad Max! „XTCY” możecie ściągnąć stąd lub odsłuchać — póki nie zostanie skasowane — poniżej.

Kali Uchis z coverem „Paranoid” Kanyego Westa

Koleżanka Tylera, the Creatora, którą szczęśliwcy mogli zobaczyć na tegorocznym Openerze, odwiedziła we wtorek studio BBC. Artystka udzieliła wywiadu prowadzącej audycję Annie Mac. Wywiad umilił krótki set Uchis. Nie zabrakło ostatniego przeboju Uchis „After the Storm”. Niespodzianką okazał się natomiast cover „Paranoid” Kanyego Westa. 808’s & Heartbreak jest dla Kali wyjątkowo ważne. Wokalne eksperymenty Kanyego stały się w pewien sposób dla niej inspiracją. Całości możecie posłuchać na stronie BBC, a wspomniany cover znajdziecie, przeskakując na 17:20.

Chance The Rapper zapowiada nowe projekty!

Czerwcowa seria premier od G.O.O.D. Music dobiegła już końca, ale bardzo możliwe, że kolejne projekty w podobnej formie pojawią się jeszcze w przyszłości. Kilka dni temu w sieci pojawiła się informacja, jakoby Kanye pierwotnie planował wypuścić 52 albumy w ciągu 52 tygodni. O współpracy z Westem poinformował ostatnio CyHi The Prynce. Teraz Chance The Rapper ogłosił, że ma w planach stworzenie siedmiu utworów na bitach Ye. W wywiadzie z Peterem Rosenbergiem opowiada trochę o pracy nad nowymi rzeczami. Z jego wypowiedzi wynika, że w przygotowaniu jest także wspólny album z Childishem Gambino. Jak podsumował, obydwa projekty są gotowe w trzydziestu procentach. Jak szybko usłyszymy następcę Colouring Book?

Recenzja: Kids See Ghosts Kids See Ghosts

kids see ghosts recenzje

Kids See Ghosts

Kids See Ghosts (2018)

G.O.O.D. Music / Def Jam

Wspólna płyta Kanye Westa i Kida Cudiego od dawna stanowiła marzenie fanów obu artystów. Ich drogi przez te wszystkie lata rozchodziły się i zbliżały. Dwójkę kreatywnych przyjaciół łączą skłonność do pakowania się w kłopoty i skandale oraz trudne do zrozumienia posunięcia muzyczne. Wierni słuchacze od zawsze mieli wyobrażenie tego, jak powinny wyglądać kariery idoli, ale były one dalekie od rzeczywistości. Premiera Kids See Ghosts obudziła jednak stare nadzieje — Kanye West i Kid Cudi postanowili udowodnić światu, że mają jeszcze coś do dodania, a ich twórczy potencjał jest bardziej nieprzenikniony, niż wszyscy myśleli.

„I miss the old Kanye, straight from the go Kanye” — przekomarzał się z publicznością West w 2016 roku, podając jednocześnie w wątpliwość to, czy dawny Kanye jeszcze w ogóle istnieje. Kids See Ghosts sprawia jednak, że wszystkie żarty można wyrzucić do kosza, bo Kanye West, jakiego znamy sprzed Yeezusa, żyje i ma się dobrze. Raz jeszcze wziął we własne ręce produkcję i namaścił ją midasowym dotykiem. Efektem jest zaledwie 7, patrząc na samą cyfrę, i aż 7, słuchając całego albumu, oryginalnych i spektakularnych utworów — do tego stopnia, że cała branża zatrzęsła się w posadach. Jeśli ktokolwiek poszukiwał nuty sentymentu, zapomnianego pierwiastka, który sprawiał, że Kanye West był Kanye Westem, a Kid Cudi był Kidem Cudim, może rozsiąść się wygodnie i przygotować na podróż do czasów, kiedy “Day ‘n’ Nite” hulało w każdym radiu.

Kids See Ghosts brzmi przede wszystkim bardzo nieskrępowanie. Oznaką tego jest już otwierające album „Feel the Love”, które wyrywa się ze wszelkich ram utworu rapowego, zamiast tego serwując odbiorcy kanonadę adlibów i ascetyczny, ale jakże ekspresyjny refren — a wszystko to na modłę przypominającą wściekłe „Black Skinhead”. Atmosferę rebelii podsyca „Fire”, w którym autorzy wymieniają się wersami o otaczających kontrowersjach, aby zaznaczyć, że nigdy niczego nikomu nie obiecywali. Paradoksalnie, zrzucenie z siebie presji otoczenia daje efekt, jakiego to otoczenie najbardziej oczekiwało. Tematyka napięcia i problemów, wzlotów i upadków przewija się przez całą płytę — wszystko jednak jest bardzo autentyczne, namacalne i przemawia do słuchacza znacznie lepiej niż zawartość Ye. Można odnieść wrażenie, że całe przedsięwzięcie jest swego rodzaju terapią, szczególnie przy utworach takich jak „Reborn”, które dzięki produkcji Dot da Geniusa nie tylko pełnymi garściami czerpie z Man on the Moon, ale również pięknie oddaje intencje i cel artystów — kompletną wolność.

Trzeba zaznaczyć, że West i Cudi mogli rozegrać wszystko w znacznie bezpieczniejszy sposób. W takim przypadku na albumie zabrakłoby jednak takich kompozycji jak szalone, romansujące z alternatywnym rockiem i bezkompromisowe „Freeee (Ghost Town Pt. 2)”, z doskonałym, lecz subtelnym, występem Ty Dolla $igna. Nie usłyszelibyśmy prawdopodobnie także tytułowego „Kids See Ghosts”, które oprócz niepokojącego klimatu zawiera jedną z najlepiej zarapowanych zwrotek Yeezy’ego od niepamiętnych czasów. Dodajmy mistrzowską wariację na temat sampla Louisa Primy w „4th Dimension” oraz hybrydę grunge’u i ballady w stylu 808s and Heartbreak w „Cudi Montage”, a otrzymamy jedną z najlepszych płyt 2018 roku — Kids See Ghosts.

Jeśli istnieje jakikolwiek przepis na udaną płytę, Kanye West i Kid Cudi najpewniej spalili go w ogniu własnych ambicji i nieograniczonej pomysłowości. Ich propozycja, mimo że bardzo kameralna, jest niemalże wywrotowa. Wydaje się wręcz, że wszystkie ich potknięcia z minionych 10 lat były warunkiem koniecznym do tego, żeby Kids See Ghosts mogło powstać. Projekt jest nie tylko udany na wszystkich płaszczyznach, lecz również nader esencjonalny. Esencjonalny pod względem narkotycznej, mrocznej atmosfery, intensywności wrażeń i emocji, oraz stylu obu artystów. Czy nie za tym wszyscy tęskniliśmy tak długo?

Tracklista nowej płyty Nasa już w sieci

Zapowiedzi odnośnie do nowego materiału od Nasa słyszymy niezmiennie od około dwóch lat. Kiedy w 2016 roku nowojorczyk ogłosił, że „album is done”, wszyscy zacierali ręce w oczekiwaniu na finalne dzieło. Miesiące mijały, przez internet przewijały się kolejne deklaracje o tym, że płyta już wkrótce trafi na sklepowe półki, jednak nic więcej w tej kwestii się nie wydarzyło. Przełomowym momentem okazał się głośny powrót Yeezusa na Tweetera oraz ogłoszenie listy albumów, nad którymi pracuje. I choć w pierwszej chwili ów zapowiedzi zdawały się jedynie obietnicami bez pokrycia, to dziś już wiemy, że krążek Nasira ukaże się już w najbliższy piątek. Zapewne jak w przypadku innych wypuszczonych przez G.O.O.D. Music projektów, longplay Nastradamusa powstawał w przeciągu ostatnich tygodni. Kompletna lista utworów trafia więc do nas dopiero dziś. Całość możecie sprawdzić pod spodem.

Spis utworów:
1. Everything
2. Bonjour
3. Not For Radio
4. Adam And Eve
5. Simple Things
6. Cops
7. I Can Explain

Recenzja: Kanye West Ye

Kanye West

Ye (2018)

GOOD / Def Jam

Nienawidzę nowej płyty Kanyego, jest kozacka. Chciałbym taką właśnie parafrazą napisu z okładki podsumować Ye, ósmy solowy album Kanyego i zarazem drugi z pięciu punktów płytowej kampanii wytwórni GOOD Music. Nie da się jednak tego zrobić, gdyż składające się z siedmiu utworów wydawnictwo jest po prostu… w porządku. Tylko czy na tym etapie kariery jednego z najbardziej kreatywnych i nieprzewidywalnych muzyków naszej ery, nagrywanie albumów będących zaledwie okej… jest okej?

Napisana i zarejestrowana na prywatnym ranczu w Wyoming płyta próbuje budować mit najbardziej intymnego wydawnictwa rapera — do momentu gdy przypominamy sobie, że Yeezy nigdy nie był zbyt powściągliwy w karmieniu nas porcjami informacji na temat swojego życia. Dedykowane żonie i córkom wersy przeplatane są na dobre i na złe klasycznymi „kanyeizmami” — i tymi błyskotliwymi, i tymi głupimi. Nota bene niesławne linijki o wybielaczu z The Life of Pablo zostały pobite przez czerstwy wers o piersiach Kim, zainspirowany chyba jakimś przeglądem polskiego kabaretu. Rozwijające się od spoken word do dynamicznej nawijki „I Thought About Killing You” na początku płyty i „Violent Crimes” na jej końcu potrafią trochę poddusić patosem. To, co się dzieje pomiędzy, czyni resztę albumu ciekawszym, ale też niestety wyjątkowo jak na Kanyego bezpiecznym doświadczeniem.

Jest to bez cienia wątpliwości bardziej zachowawczy materiał niż radykalnie eksperymentalny Yeezuswtórujące mu w swej ekstrawagancji The Life of Pablo. Można było nie lubić albo nie czuć tych albumów, ale trudno im było odmówić fascynującej nieobliczalności i wielowarstwowości pozostawiającej słuchacza w niepewności czy na pewno wszystko dobrze odczytał, czy prawidłowo ewaluuje swoją umiejętność percepcji muzyki i sztuki. Problem z Ye jest taki, że tutaj tego uczucia nie ma zupełnie. To zbiór utworów, które jakie są, każdy słyszy, drugiego dna nie uświadczycie. Solidnie zaaranżowane i wyprodukowane, posiadające zgrabne melodie, komplementowane kombinacjami gościnnych wokali dobrych znajomych, ale wszystko na zasadach ustanowionych gdzieś w okolicach wydania My Beautiful Dark Twisted Fantasy. Jedyną względną niespodzianką jest przesunięte z nadchodzącego albumu z Kidem Cudim indie popowe „Ghost Town”. To Kanye w swoim żywiole — maksymalistyczny, przerysowany, umiejętnie zarządzający ludzkimi zasobami swoich wokalnych współpracowników, ale niestety i tak jakby zszywający piosenki ze strzępków swoich starszych dokonań.

Kanye West dla współczesnej muzyki rozrywkowej zrobił w zasadzie już tyle, że nie musi już nic nikomu udowadniać. Nic tylko zaszyć się na ranczu w środkowym zachodzie Stanów i odcinać kupony od pełnej rewolt kariery — tym bardziej, że zawarte na Ye piosenki są mimo wszystko dobre i gwarantują przyjemnie spędzony czas. Jest jednak coś szalenie niepokojącego w świadomości, że West mógłby osiągnąć artystyczne plateau, gdzie szczytem niekonwencjonalności jest fotka na okładkę cyknięta w przededniu premiery oraz nazywanie dwudziestominutowej epki pełnoprawnym albumem. A może niepotrzebnie się martwię jednorazową chwilą niemocy? Pożyjemy, zobaczymy.

#FridayRoundup: Kanye West, Black Thought & 9th Wonder i inni

Prezenty na dzień dziecka zdecydowanie nie poszły w tym roku w ilość, ale wszystko wskazuje na to, że tym razem wygra jakość. Nowe krążki jakie zaprezentowali nam dzisiaj chociażby Kanye West, Black Tought & 9th Wonder czy Vicktor Taiwò, zdecydowanie mają potencjał aby pozostać z nami dłużej niż do przyszłego tygodnia premier. Zapraszamy do odsłuchu!


Ye

Kanye West

G.O.O.D. Music

Kilka miesięcy temu Kanye West zamknął się w studiu w Jackson w Wyoming żeby nagrać swój ósmy studyjny krążek, YE. Doniesienia o kreatywnej passie, pracy nad wieloma płytami naraz i spotkaniach z artystami takimi jak Tony Williams, The Dream czy King Louie tylko podsycały ciekawość fanów. Dziś w końcu nadszedł ten dzień, w którym gigant muzyki popularnej zaprezentował swoje najnowsze dzieło, czyli 7 premierowych utworów wyprodukowanych w 100% przez niego samego (wreszcie!). Mimo niewielkiej liczby numerów, usłyszymy na nich wielu gości, takich jak Travis Scott, Kid Cudi, Nicki Minaj, Jeremih czy Chance the Rapper. Każdy, kto choć trochę zna twórczość Yeezy’ego, wie, że można się po nim spodziewać wszystkiego. Jego ostatnie lata przeminęły pod znakiem wątpliwej kondycji psychicznej, kontrowersyjnych posunięć i celebryckiego blichtru. Co tym razem ma dla nas Kanye? Jeśli produkcyjnie YE dorównuje Daytona, to myślę, że nie ma mowy o powtórcę z chaotycznego The Life of Pablo czy niedopracowanego Yeezus. Pozycja obowiązkowa do przesłuchania — Adrian


Streams of Thought Vol. 1

Black Tought, 9th Wonder, Soul Council

Human Re Sources

Na początku tego roku Black Thought wspominał o epce, którą przygotowuje razem z 9th Wonderem. Nic więcej nie było wiadomo aż do teraz. W ten weekend obydwaj panowie potwierdzili informację na Twitterze, a materiał ukazał się dzisiaj. Jest to epka zatytułowana Streams of Thought Vol. 1 i poza Wonderem są w nią zaangażowani również inni członkowie Soul Council. — Dill


Joy Comes in Spirit

Vicktor Taiwò

Innovative Leisure

Urodzony w Nigerii, a od 8 roku życia wychowywany w Londynie — Vicktor Taiwò, jest obecnie jednym z najbardziej obiecujących wokalistów na scenie. Obecny jest na niej od 2012 roku, ale dopiero teraz przyszedł czas na debiutancki album. Poprzedzony był on projektem First Movement, któremu towarzyszył krótki film i już wtedy czuć było, że artysta ma nam sporo do zaoferowania. Długogrający krążek przynieść ma podobno sporo eksperymentalnego, a jednocześnie bardzo emocjonalnego soulu, a jak to się udało w praktyce, sprawdzić możecie poniżej. — efdote


The Future and the Past

Natalie Prass

ATO Records

Nasza smooth soulowa koleżanka zostawiła nas z nowymi singlami w interpretacyjnej mgle. Zaczęła lekko tanecznie od „Short Court Style”, następnie zaaranżowała małą przygodę z neo-soulem w „Sisters”, a zakończyła to wszystko utworem najbardziej pasującym do jej dotychczasowego wizerunku. Trzeci oficjalny singiel Prass „Lost” to gładka, kameralna (nieco ckliwa) kompozycja w barokowym aranżu. Można było więc poczuć się (nomen omen) zagubionym. I oto nadchodzi odpowiedź. Już od dziś możecie sprawdzić, czy tytuł „The Future and the Past” jest tropem do interpretacji czy tylko kolejną kartką z pamiętnika Natalie. — Maja Danilenko


The Marina EP

Curren$y & Harry Fraud

Jet Life Recording

Pierwszy wspólny projekt Curren$y’ego i Harry’ego Frauda od czasów Cigarette Boats obaj panowie zapowiedzieli już jakiś czas temu. Spitta nie często decyduje się na tworzenie projektów na bitach jednego producenta, ale gdy już to robi, to dobiera ksywki z najwyższej półki. Marina EP to krótki, bo składający się z 8 kawałków projekt. Obok gospodarza pojawiają się Action Bronson, Wiz Khalifa, French Montana, Smoke DZA oraz Street Wiz. Co usłyszymy na projekcie? Z pewnością będzie o tym, co Spitta lubi najbardziej, czyli o wożeniu się (tym razem dla odmiany motorówką, a nie low riderem) i kilogramach wypalonej trawy. Może i monotonnie, ale jak zawsze stylowo. — Mateusz


Dwa nowe utwory od Drake’a

Jednym z najgłośniej omawianych momentów z najnowszej płyty Pusha T są wersy skierowane w stronę Drake’a w kawałku „Infrared”. Prezydent G.O.O.D. Music postanowił wskrzesić dawny konflikt i posłał pod adresem Kanadyjczyka kilka uszczypliwych linijek odnośnie do ghostwritingu. Jak się okazuje, na reakcję Drizzy’ego nie trzeba było długo czekać. Już w kilkanaście godzin po premierze Daytony, raper opublikował odpowiedź w postaci utworu „Duppy Freestyle”. Aubrey na dość klasycznym bicie odbija piłeczkę, wspominając o swoim wkładzie w „Father Stretch My Hands Pt. 1” oraz „30 Hours” Kanyego Westa. Czy czeka nas kolejna wymiana argumentów pomiędzy panami? Z pewnością taka sytuacja nie zaszkodzi żadnemu z nich, w końcu Scorpion wychodzi już za kilka tygodni.

Poza dissem Drake opublikował również najnowszy singiel ze wspomnianego wyżej albumu. Dobór tytułu jest przypadkowy? „I’m Upset” wyraźnie różni się od dotychczasowych singli i prezentuje mroczne oblicze szefa OVO. Czy tak właśnie będzie brzmieć jego najnowszy longplay? Przekonamy się już wkrótce.

Nowy album Pusha T już w piątek?

Po tym, jak miesiąc temu Kanye zaczął ogłaszać daty premier albumów na swoim Tweeterze, spotkało się to z żywiołową reakcją fanów rapu. Według tych zapowiedzi, w przeciągu najbliższych tygodni płyty wypuszczą m.in. Nas, Pusha T, a nawet sam Ye. Do głośnych wpisów nie odniosła się jak do tej pory żadna z wytwórni, można więc przypuszczać, że za dwa dni faktycznie usłyszymy jeden z zapowiadanych krążków. Na pierwszy ogień ma iść właśnie członek Clipse z długo wyczekiwanym King Push. Poza datą premiery po sieci krąży jeszcze prawdopodobna tracklista, także ujawniona przez Westa. Czyżby nadchodzący czerwiec był jednym z najgorętszych od lat? Przekonamy się niebawem. Lista utworów z King Push poniżej.

Spis utworów:

1. If You Know U Know
2. Sociopath
3. Games We Play
4. Come Back Baby
5. Infrared
6. Hard Piano
7. How Do You Respond
8. Santaria

Tidal oskarżony o fingowanie liczby odtworzeń Beyoncé i Kanyego Westa

Przed dwoma laty w marcu 2016 roku wielu nie dowierzało, gdy Tidal oświadczył, że w ciągu pierwszych 10 dni ekskluzywnego streamingu The Life of Pablo Kanyego Westa w serwisie krążek doczekał się aż 250 milionów odsłon. W tym samym czasie platforma deklarowała tylko 3 miliony subskrybentów — każdy z nich musiałby w tym czasie odsłuchać album średnio 8 razy każdego dnia. Kilka miesięcy później kolejny rekord miało pobić Lemonade Beyoncé — następne wydawnictwo opublikowane w serwisie na wyłączność — tym razem deklarowanych streamów było 308 milionów w ciągu nieco ponad 2 tygodni. W zeszłym roku norweska gazeta Dagens Næringsliv w wyniku dziennikarskiego śledztwa dotarła do dokumentów potwierdzających, że liczby były wyssane z palca. Co więcej na ich podstawie ówczesna liczba faktycznych subskrybentów według zewnętrznych źródeł oszacowana została na 1 milion osób w skali całego świata.

Teraz Dagens Næringsliv ujawnia kolejne rewelacje dotyczące fingowania liczb streamingowych przez serwis Jaya Z. W centrum afery — Beyoncé i Kanye West — według gazety beneficjenci nawet kilkunastu tysięcy milionów fałszywych odtworzeń. To miało z kolei przyczynić się do wypłaty nienależnych tantiem kosztem innych artystów. Gazeta weszła w posiadanie dysku twardego z dotyczącymi odtworzeń utworów w serwisie poufnymi danymi — zgodnymi z deklarowanymi wytwórniom liczbami. Dziennik skonfrontował wyrywkowo dane przypisane konkretnym użytkownikom, wchodząc z niektórymi w bezpośredni kontakt. Była wśród nich m.in. Tiare Faatea, studentka prawa z Waszyngtonu, która w 24 godziny miała przesłuchać zawartość Lemonade 180 razy, czemu w rozmowie z tabloidem stanowczo zaprzeczyła.

Sprawą zainteresował się też Norweski Uniwersytet Nauki i Technologii, który opublikował przed miesiącem obszerny raport wykazujący manipulację danymi przez Tidal. Dokument przygotowany przez NTNU wykazuje m.in., że niektórzy z użytkowników musieliby słuchać wielu utworów z The Life of Pablo jednocześnie, co jest fizycznie i technicznie niemożliwe. W przypadku Lemonade z kolei kopiowano wcześniejsze faktyczne dane o odsłuchach, zmieniając jedynie godziny — zgodnie z raportem w tym przypadku utwory miały być słuchane przez użytkowników wielokrotnie w tej samej kolejności i przełączane w takim samym cyklu z dokładnością do milisekundy. W sumie wykryto ponad 150 milionów fałszywych streamów TLoP i ponad 170 milionów Lemonade. Szacuje się, że na podstawie danych o liczbie odtworzeń z Tidala TLoP zarobiło w lutym i marcu 2016 roku około 2 milionów euro, a Lemonade — w kwietniu i maju tego samego roku około 2,5 miliona dolarów.

Tidal stanowczo zaprzeczył wszystkim oskarżeniom, twierdząc, że raport uczelni został sfałszowany na zamówienie gazety. Podważył także wiarygodność i pochodzenie danych, na podstawie których go przygotowano.


Artykuł bazuje na przedruku oryginalnego tekstu Dagens Næringsliv, który ukazał się wczoraj na Music Business Worlwide.


Nowy utwór: Travis Scott ft. Kanye West, Lil Uzi Vert „Watch”

U Travisa sporo się ostatnio działo i to nie koniecznie pod względem muzycznym. W ubiegłym roku nie doczekaliśmy się długo zapowiadanego i wyczekiwanego Astroworld, jednak wszystko wskazuje na to, że premiera trzeciej solówki Scotta zbliża się wielkimi krokami. Po raz pierwszy od bardzo dawna La Flame zaszczycił nas singlem. Na „Watch” u boku gospodarza usłyszymy Lil Uzi’ego i Kanye’ego Westa. Bit natomiast wyprodukował jeden z autorów hitowego „Magnolia” – Pi’erre Bourne. Jak prezentuje się sam kawałek? Travis wypuścił wreszcie coś, co nie brzmi jak kolejny odrzut z Rodeo, można więc liczyć na to, że na nadchodzącym krążku będzie chciał obrać nowy kierunek.

Christina Aguilera wraca z nowym singlem z pomocą Kanyego Westa

Kto by pomyślał, że po wyjątkowo odtwórczym popowym Lotusie Christina Aguilera jeszcze kiedykolwiek będzie miała cokolwiek wspólnego w hip hopem, a tymczasem piosenkarka przygotowuje się do wielkiego powrotu i pierwszy singiel z albumu Liberation (który trafi do sprzedaży już 15 czerwca) został wyprodukowany m.in. przez Kanyego Westa. Szkoda, że akurat teraz, kiedy ten jest w definitywnym dołku swojej kariery. Tym samym „Accelerate” z gościnnym udziałem Ty Dolla $igna i 2 Chainza to trappopowy bałagan łączący w sobie niedoszlifowane pomysły na 2, może nawet 3 numery i komplikujący nadto popową tkankę. Patrząc na wulgarny teledysk w zamyśle miało być to chyba drugie „Dirrty”. Na krążku ma być w sumie 15 kawałków, w jednym z nich pojawi się także Demi Lovato. Aguilera kombinuje, a to już coś. Z oceną jeszcze się wstrzymajmy — poczekamy, zobaczymy.

Nowy utwór: Kanye West ft. T.I. „Ye Vs The People”

Głośny powrót Ye na Tweetera niektórych ucieszył, a innym nieźle podniósł ciśnienie. Chyba większą burzę w ostatnim czasie wywołały jego polityczne komentarze, niż chociażby daty premier, którymi nas uraczył. Co więc w obliczu takiego zamieszania postanowił zrobić Kanye? Wziął mikrofon w dłoń i rzucił kilka wersów wyjaśniających ostatnie działania. Do tego wszystkiego swoje trzy grosze dorzucił T.I. i wyszła z tego… debata. Pytanie tylko, czy „Ye Vs The People” zwiastuje nadchodzący album, czy to tylko odpowiedź na rosnącą krytykę? Fanów Westa z pewnością ucieszy samplowany beat wykorzystujący fragment utworu Four Tops. Czyżby „Old Kanye” powrócił? Przekonamy się o tym już 1 czerwca.

Kanye West zapowiedział kolejne premiery!

Kanye West bez przerwy okupuje nagłówki rozmaitych portali muzycznych od momentu, kiedy to postanowił powrócić na Tweetera. Jego wpisy już dawniej wywoływały zamieszanie, ale to, co dzieje się tam od kilku dni przerasta oczekiwania nie tylko jego fanów. Przed weekendem wspominaliśmy o tym, że Yeezy zapowiedział solówkę oraz wspólny album z Kid Cudim jako Kids See Ghost. Albumy mają ukazać się kolejno 1 i 8 czerwca. Na potwierdzenie tych słów, raper opublikował zdjęcia ukazujące prace nad okładką drugiego projektu.

Myśleliście, że to wszystko? Nic bardziej mylnego! Wczoraj Ye znów dorwał się do klawiatury i obwieścił: nowy album Nasa ukaże się 15 czerwca! Mało? Premiera longplaya Pusha-T 25 maja! Chcecie jeszcze? Płyta Teyany Taylor 22 czerwca! A co łączy te wszystkie wydawnictwa? To właśnie Kanye zajął się produkcją każdego z nich!

Artyści zrobili sobie z tegorocznego czerwca istne pole bitwy, a wszystko wskazuje na to, że największym wygranym będzie właśnie Kanye. Warto dodać, że w tym czasie premierę będzie mieć również Scorpions Drake’a. Który z trzech rapowych gigantów zawładnie naszymi głośnikami na czas wakacji? A może Yeezus dorzuci coś jeszcze w kolejnych tweetach? Z pewnością przekonamy się już niebawem.

Kanye West zapowiada na czerwiec aż dwa albumy

Początkiem tygodnia na Twitterze miało miejsce powtórne przyjście Yeezusa – swoistej legendy w dziedzinie statusów na tej platformie. Rzesze fanów musiały na bardzo długo wstrzymać oddech przed jakimś konkretnym znakiem od Kanye’ego Westa, który od kilku miesięcy przygotowuje nowy muzyczny arsenał w towarzystwie znamienitych gości. Artysta kolejny dzień z rzędu nieustraszenie zalewa stronę sygnowaną niebieskim ptaszkiem falami dawno niewidzianych filozoficznych przemyśleń, ale pół godziny temu uraczył wielbicieli absolutną gratką.

Czy trzeba coś dodawać? Powiem jedynie, że czerwiec będzie w tym roku naprawdę, ale to naprawdę gorący.

Wyznania Jaya-Z: przyjaźń, rodzina i… album z Beyoncé

Od kilku dni Jay-Z płynie na fali nominacji do nagród Grammy za fantastyczny album „4:44”. W obszernym wywiadzie dla T Magazine, który ukazał się wczoraj, raper poszedł za ciosem i, podobnie jak w warstwie lirycznej swojego ostatniego dzieła, szczerze spowiadał się nie tylko z najnowszych produkcji, ale także okoliczności, jakie towarzyszyły ich powstawaniu.

Hova przyznał się do zdrady, o której świat dowiedział się z „Lemonade” — doskonale znanego wydawnictwa jego żony Beyoncé. Ujawnił również, że wspomniane bolesne wydarzenie stało się przyczyną „twórczej terapii”, w ramach jakiej państwo Carter „zaczęli razem pracować nad muzyką”. „Utwory, które [Beyoncé] robiła w tym czasie, były o wiele bliższe ukończenia, więc ostatecznie jej płyta wyszła zamiast naszej wspólnej” – powiedział artysta i dodał, że „nadal mają sporo kawałków” z tego okresu.

Warto wspomnieć, że podczas rozmowy poruszono także wątki orientacji seksualnej matki Jaya czy, co bardzo istotne, przyjaźni z Kanye Westem. Bohater liryczny utworu „Big Brother” wyznał, że chociaż ich zażyłość „stała się skomplikowana” i „są rzeczy, których nie zaakceptuje”, między nim a Yeezym wciąż jest wiele „szczerej miłości”. Zapytany o uczucie wrogości, odpowiedział: „Takie rzeczy się zdarzają. (…) Może kiedy będziemy mieć po 89 lat, spojrzymy na te sześć miesięcy albo ilekolwiek i pośmiejemy się. (…)”

Czy możemy zatem pozwolić sobie na nadzieję, że jeszcze usłyszymy to, co w zanadrzu ukrywa królewska para świata hip-hopu (i nie tylko)? Kto wie – być może i autorzy „Watch the Throne” jeszcze spotkają się w studio… Po wywiadzie jedno jest pewne – powodów do muzycznych marzeń zdecydowanie nie brakuje!

Jay-Z i najnowsze klipy z 4:44


My tu gadu-gadu, a za panem Carterem ostatnimi czasy trudno nadążyć. Hova w ciągu miesiąca od wydania fantastycznego albumu 4:44 tydzień po tygodniu wypuszcza teledyski do kolejnych kawałków. Po animowanym „The Story of O.J.”, który ukazał się jako pierwszy, przyszedł czas na prawdopodobnie najszerzej i najgłośniej omawiany utwór tytułowy. Powiedzieć o ilustrującym go obrazku teledysk to o wiele za mało – Jay-Z przygotował film krótkometrażowy, który oprócz ujęć Beyoncé czy Blue Ivy oraz emocjonalnych scen tanecznych, świetnie współgrających z poruszającym tekstem, zawiera klipy prezentujące różne aspekty współczesnej kultury Afroamerykanów. Zobaczymy zarówno Earthę Kitt, Jean-Michela Basquiata czy Ala Greena, jak i zwykłych ludzi w mniej i bardziej codziennych sytuacjach. Trudno nie obejrzeć tego wideo co najmniej dwa razy, by zrozumieć jego sens.


Kilka dni po powyższej kompozycji, świat ujrzał wspólną wyprawę Jaya i Damiana Marleya na Jamajkę, z której materiał złożył się na teledysk (choć i tutaj możemy mówić o krótkometrażówce) do „Bam”. To hołd dla muzyki reggae i jej domu — dla wpływu, jaki wywiera na twórczość niezliczonej ilości artystów (Hova w rozmowie z Marleyem i Sister Nancy sam mówi, że reggae towarzyszy mu od najmłodszych lat), dla niepowtarzalnego klimatu wyspy, na której muzyka łączy ludzi, wreszcie — dla spuścizny, jaką pozostawił po sobie legendarny Bob Marley. Surowe kadry z ulic i innych zakątków Jamajki wraz z wkładem gości i świetną narracją tworzą doskonale opowiedzianą, namacalnie prawdziwą historię.


Ilustracji doczekał się również utwór otwierający 4:44 – „Kill Jay Z”, któremu rozgłosu nadał w głównej mierze poruszony w kilku wersach temat przyjaźni Jaya i Kanye’ego Westa. Po długim milczeniu Carter poddał starego kumpla ostrej krytyce, nie pozostając mu tym samym dłużnym po akcjach, które opisuje w kawałku. Wielu fanom pamiętającym czasy „Big Brother” Hova złamał serca — i właśnie złamane serca są motywem przewodnim „Kill Jay Z”. Serca najbliższych, serca słuchaczy, w końcu — serce samego Jaya, który podobnie jak w „4:44” z żalem obnaża się z nieczystych występków. W czarno-białym klipie młody chłopak ucieka ulicami przed niedostrzegalnym zagrożeniem, po czym samotnie leży pośrodku pustyni czy walczy z falami oceanu. Pustka i ból w pigułce — przesłanie niedługiego wideo jest jak najbardziej jasne.


Najświeższy obrazek od Jaya to „Adnis”. Choć jego fragment stanowił pierwszą zapowiedź 4:44, kawałek pojawił się jedynie na fizycznej wersji płyty. Zgodnie z tym, co mogliśmy zobaczyć w trzydziestosekundowym urywku sprzed kilku tygodni, pierwsze skrzypce w produkcji gra Mahershala Ali. Laureat Oscara wcielił się w boksera, któremu w niektórych ujęciach towarzyszy trener — w tej roli kinowy weteran Danny Glover. W odróżnieniu od reszty, klip cechuje absolutna prostota, co bynajmniej nie odbiera mu wartości — jest wręcz odwrotnie. Na ten moment „Adnisa” obejrzeć mogą jedynie użytkownicy serwisu Tidal, ale warto wypatrywać obrazka już za kilka dni na YouTube — póki co przypominamy pierwotnie wydaną część teledysku.


A jeśli jeszcze wam mało, na Tidalu można znaleźć „Footnotes” do „The Story of O.J.”, „4:44” i „Kill Jay Z”, w których Jay i zaproszeni goście (wśród nich m. in. Chris Rock, Van Jones, Anthony Anderson) wypowiadają się w kwestiach ściśle związanych z całą płytą — udzielają odpowiedzi na pytania o rasizm, własne ego czy rodzinę. Zdecydowanie warte obejrzenia!