Wydarzenia

back in the day

Back In The Day: Benny Goodman’s Sing, Sing, Sing (With a Swing)!

Benny Goodman. Jeśli to nazwisko nie mówi Ci zupełnie nic, to należy to szybko nadrobić, bo Goodman był postacią niewątpliwie wyjątkową. Niektórzy uważają, że z jazzem i swingiem odniósł podobny sukces, co Elvis Presley z rock & rollem kilka dekad później. Goodman jest co prawda białym muzykiem, ale słuchając jego nagrań nie można oprzeć się wrażeniu, że to przecież zupełnie czarna muzyka. Zresztą sam artysta wielokrotnie gościł na amerykańskiej rhythm & bluesowej liście przebojów w latach 40tych.

(więcej…)

Back In The Day: The Ink Spots’ The Gypsy

The Ink Spots

The Ink Spots, mimo, że w owym czasie byli za oceanem bardzo popularni, obecnie, szczególnie na Starym Kontynencie, należą niestety raczej do tych zapomnianych wykonawców z przeszłości. Nie wydaje się ich największych hitów w nowych odsłonach, nie wznawia się ich największych przebojów w limitowanych edycjach, nie puszcza się ich w stacjach radiowych. Mimo, że jest co wznawiać, bo w latach 30tych i 40tych ubiegłego wieku muzyka The Ink Spots w Ameryce święciła nie lada triumfy.

(więcej…)

Back In The Day: Lionel Hampton’s Hey! Ba-Ba-Re-Bop!

O Lionelu Hamptonie należy napisać, że był jednym z najważniejszych jazzmanów XX wieku. Zaczynając swoją karierę jeszcze w latach 20-tych, grał na wibrafonie, jednocześnie popularyzując ten instrument w świecie muzyki rozrywkowej (oprócz tego grał także na instrumentach klawiszowych i perkusyjnych). Nagrywał i tworzył do połowy lat 90-tych. Przez ten czas współpracował z największymi nazwiskami czarnej muzyki takimi jak: Benny Goodman, Billie Holiday, Quincy Jones, Oscar Peterson czy Art Tatum. W latach 30-tych studiował muzykę na Uniwersytecie Południowej Kalifornii, już w 1934 założył swoją własną orkiestrę, a dwa lata później pojawił się w filmie Bing’a Cosby’ego Pennies From Heaven obok m.in. Louisa Armstronga.

(więcej…)

Back In The Day: Joe Liggins’ Pink Champagne!

Z muzyką z lat 40 czy 50, nie jest do końca tak jak z tą której zwykliśmy słuchać na co dzień. Internet bowiem nie jest o niej niezawodnym źródłem, a znalezienie czegokolwiek jak chociażby dyskografii, fotografii czy często samych utworów (które niegdyś były przecież wielkimi hitami) graniczy z cudem.

Joe Liggins to zaraz po Louisie Jordanie, jeden z tych muzyków rhythm & bluesa z okolicy lat 40 i 50, których wstyd nie znać. Urodzony w 1915 pianista jazzowo-rhythm & bluesowy. Nagrywał razem ze swoim zespołem The Honeydrippers, z którym to też w 1945 roku wylansował najdłużej utrzymujący się na szczycie amerykańskiej listy R&B, bo aż 18 tygodni, przebój – utwór „The Honneydripper” (bezustannie począwszy od 8 września do 5 stycznia włącznie). W 1950 wstąpił do Specialty Records, z którym wydał jeszcze kilka hitów takich jak: „Rag Mop”, „Boom-Chick-A-Boogie”, „Little Joe’s Boogie” oraz „Pink Champagne”, który pozostaje drugim i ostatnim singlem Ligginsa, który trafił na szczyt „Race Charts”. Kawałek przez trzynaście tygodni utrzymywał się na #1 od 27 maja 1950 roku, z tygodniową przerwą w połowie lipca, aż do 19 sierpnia, kiedy to został pokonany przez „Hard Luck Blues” Roy’a Browna. I w tym tygodniu pragnę zaprezentować Wam właśnie ten kawałek. Poza „Rag Mop”, jest to osobiści mój ulubiony utwór Joe’go i Honeydrippersów. Kto wie, może dlatego, że to ich pierwszy utwór, który udało mi się usłyszeć. Sam rekordowy „Honeydripper” jakoś nigdy mnie nie porwał. Muzyka Ligginsa podobnie jak Jordana, łączyła w sobie elementy jump bluesa i klasycznego rhythm & bluesa. Pod koniec lat 50 muzyk przestał odnosić spektakularne sukcesy i od tamtej pory prowadził tzw. big band (orkiestrę jazzową o rozszerzonym składzie, w którym grało od kilkunastu do kilkudziesięciu muzyków, podzielonych na sekcje) aż do śmierci w 1987 roku.

Joe Liggins & His Honeydrippers – Pink Champagne
[audio:joeliggins.mp3]

Back In The Day: Louis Jordan’s Choo Choo Ch’Boogie!

W tym tygodniu po raz pierwszy prezentuję Wam nową samozwańczo prowadzoną przeze mnie rubrykę „Back In The Day”, w której będę Wam przybliżał sylwetki i muzykę największych gwiazd czarnej sceny muzycznej począwszy od lat 40.

Louis Jordan był niewątpliwie jednym z odnoszących największe sukcesy afroamerykanów XX wieku. Obok Duke’a Ellingtona i Counta Basie uchodził za jednego z najpopularniejszych muzyków swoich lat. Nagrywał z największymi – Ellą Fitzgerald i Bing’em Crosby’m. Był pierwszym czarnym artystą, któremu udało się odnieść sukces jednocześnie na obu listach: Rhythm & Bluesowej (wtedy „Race Chart”) oraz Hot 100 (ówcześnie podzielonej na trzy listy: „Best Sellers in Stores”, „Most Played by Jockeys” oraz „Most Played in Jukeboxes”). Do dnia dzisiejszego jego „Choo Choo Ch’Boogie” (1946) pozostaje utworem najdłużej utrzymującym się na szczycie amerykańskiej listy R&B, bo przez 18 tygodni (taki sam wynik osiągnął także „Honeydripper” Joe Liggins’a w 1945). Przez całe lata 40 cieszył się w USA niesłabnącą popularnością zdobywając ponad 17 numerów #1 na „Race Chart”. Miał ogromny wpływ na rozwój różnych gatunków muzycznych późniejszego okresu takich jak: rock & roll, jump blues, soul czy nawet rap! Jego „Beware (Brother Beware)” i „Look Out (Sister)” z 1947 roku, uważane są za pierwsze utwory posiadające prawdziwe wstawki rapowe. Z początkiem lat 50, jego muzyka zaczęła powoli tracić na popularności i w latach 60 nagrywał nowe utwory bardzo sporadycznie. Zmarł w 1975 roku na atak serca w wieku 66 lat.

Dzisiaj prezentuję największy hit Louis’a i jego Tympany Five, czyli „Choo Choo Ch’Boogie”. Mimo, ze nie jest to mój ulubiony utwór, to mimo wszystko 18 tygodni na szczycie amerykańskiej listy R&B robi ogromne wrażenie. Jako ciekawostkę dodam, że w tym samym roku (1946) kawałek „Ain’t Nobody Here But Us Chickens” (także autorstwa Jordana) spędził na pierwszym miejscu listy US R&B 17 tygodni i jest do tej pory drugim najdłużej utrzymującym się na szczycie tej listy, utworem. „Choo Choo Ch’Boogie” zostało nagrane w styczniu 1946 roku, ale triumfy popularności święciło dopiero od sierpnia tego samego roku. Utwór napisany został przez Denvera Darlinga, Vaughna Hortona oraz Milta Gablera, którzy byli biali i dotychczas związani byli bardziej ze sceną muzyki country, w związku z czym kawałek określano jako przełomowy i łączący różne style muzyczne. Był także wstępem do popularnego w późniejszym okresie rock n’ roll’a. Wersja, którą prezentuję została ponownie nagrana w roku 1956, czyli dziesięć lat po sukcesie singla w nowej aranżacji, bardziej up-tempo.

Louis Jordan – Choo Choo Ch’Boogie
[audio:louisjordan.mp3]