Wydarzenia

beady belle

Jesiennie: 8 utworów, które są najlepszym antidotum na jesienną depresję

fallWakacyjnie się skończyło, zaczęło się jesiennie. Coraz częściej obijają mi się o uszy słowa z serii „mam znowu doła, znów pragnę śmierci”. Ku pokrzepieniu serc więc, a i z nadzieją odgrzebania kilku dawno zapomnianych numerów, idziemy Wam (i sobie) z pomocą. Zachęcając do odkurzenia przepastnych dyskografii proponujemy stworzenie wspólnej listy o radosnym tytule „antydepresant”. Na początek kilka inspiracji od nas. Zróbmy to porządnie. Liczę na Was!

1. Patti Drew „Fever”

„Fever” to jeden z tych numerów, które doczekały się dziesiątek coverów, a rzadko kto wie, kto popełnił oryginał. Wierzę, że Miskowicze znają odpowiedź! Na przepędzenie jesiennych chmur mamy dziś dla Was jedno z mniej znanych wykonań. Patti Drew energetycznie zabiera ten numer w nowy wymiar. Jeśli nie przemówią do was pulsujący bas i porywające przejścia na perce, to zawsze można sięgnąć po sprawdzoną wersję Peggy Lee.  Gorączka sobotniej nocy nie zawsze musi mieć miejsce pod bezchmurnym niebem. Rozgrzewamy wnętrza moi drodzy.

2. Beady Belle „Game”

Skoro już aura zmusza nas do zabaw w czterech ścianach, Beady Belle proponuje odegranie roli Księżniczki i Księcia. Świat pięknych harmonii, w które od pierwszego taktu wciągnie Was „Game”, niezawodnie zainspiruje w długie wieczory. Pochodzący ze Skandynawii zespół ma ewidentne doświadczenie w podgrzewaniu atmosfery. A gdy już zabawki pójdą w ruch, wystarczy zapętlić cały album Home. Pomysłów nie zabraknie.

3. Joss Stone „Bad Habit”

Pozostałością wakacyjnego zawrotu głowy często są przeróżne nałogi. Czasem tym nałogiem staje się nie coś, a ktoś. Joss Stone wie o tym najlepiej i trafia w punkt tekstem „clinically I’m insane”. Identyfikujemy się? Lawina wspomnień i kolaż z gorących wojaży maluje się przed oczami. Pozostając w klimacie nucimy tuż potem „Baby, Baby, Baby”. Wokal Joss = tęcza w głowie i motyle w brzuchu. Cieplej?

4. Miri Ben-Ari feat Scarface & Anthony Hamilton „Sunshine to the Rain”

Gdy czasami rozmyślam co stało się ze skrzypaczką-wariatką Vanessa-Mae, niemal natychmiast wpada mi w głośniki Miri Ben-Ari. „Sunshine to the Rain” to mój osobisty numer 1 w walce z marazmem. Wersy kładzione na szalejące smyki – słońce przebija przez najcięższe chmury. Rozkręceni? „We Gonna Win” na drugi ogień.

5. Lauryn Hill „Can’t Take My Eyes Off You”

Uzasadnienia chyba w tym przypadku nie trzeba. Piękna Lauryn, piękny numer, wszystko jest piękne. Nóżka chodzi, dośpiewujemy chórki i bujamy biodrami. Potrzeba jeszcze większego pobudzenia? Może by tak „Can’t Take My Eyes Off You” na rockowo? Muse pomogą. Założę się, że przynajmniej połowa tańcuje właśnie ze mną, ze szczotką w ręku wyśpiewując „I loooove you baby”!

6. Rahsaan Patterson „Where You Are”

Miał być letni romans, a skończyło się miłochą? Nastrojowo roztapiamy lody, które chwilowo zastąpiły miejsce pikawy i śpiewamy z Rahsaanem „I wanna be where you are”. Drogie Panie uzupełniamy playlistę o MaxwellaD’Angelo z domieszką Raphaela Saadiqa, mieszając dowolnie jak na przykład w „Be Here” i można nie opuszczać świata fantazji przez pół nocy. Repertuar zdecydowanie na po 22:00. Puchowe kołdry nie potrzebne. Rtęć w termometrach powędrowała w górę.

7. T. S. Monk „Can’t Keep My Hands To Myself”

Przedłużenie letnich uniesień zapewni w zaciszu domowym T. S. Monk. Bez dwuznaczności, bezpośrednio, ale z klasą. W duecie z Princem i jego „I Wanna Be Your Lover” zachęcą do zrzucenia swetrów i wyskoczenia z pod kocyka. Natychmiastowe remedium. Kto jeszcze zdołał rączki przy sobie utrzymać?

8. Ania Dąbrowska „W spodniach czy w sukience”

Na zakończenie jak zwykle już coś z naszego podwórka. Tym razem lekarstwo w postaci mięciutkiego jak puch, nastrojowego wokalu Ani Dąbrowskiej. Osobiście jej największą fanką nie jestem, ale przyznaję, że jest w jej głosie coś kojącego. Wraz z nią, „w spodniach czy w sukience”, rozglądamy się za tym panem ze zdjęcia. Nie martwcie się jednak, jak się nie uda odnaleźć tych twarzy z fotografii, niedługo już kolejne lato i kolejne fascynujące znajomości.

 

„Jestem jedną z tych bajkowych kobiet” – Princess Freesia & Soulbowl: Press Play # 17

Specjalnym gościem siedemnastej części cyklu Press Play jest Princess Freesia – wysokiej klasy wokalistka z Australii  mieszkająca na stale w Londynie. W swej muzyce przemyca trendy z lat osiemdziesiątych, czego efektem są dwa fantastyczne albumy – The Lapdancer (wespół z Soulpersoną) z 2011 r. oraz ubiegłoroczny The Rainbow Ride. (więcej…)

Nowy album: Beady Belle Cricklewood Broadway

Z zimnej Skandynawii docierają do nas mocno rozgrzewające dźwięki prosto od Beady Belle. Od 2001, kiedy to wypuścili swój pierwszy singiel „Ghosts”, raczą nas mistrzowskimi dźwiękami spod znaku jazzu z folkowymi, popowymi i drum’n’bassowymi wpływami. Jako ogromny fanatyk ich twórczości z wielką przyjemnością mogę podzielić się z Wami informacją, iż grupa wypuściła właśnie nowy album Cricklewood Broadway. W wolnej chwili nie zapomnijcie sprawdzić ich twórczości, gdyż serwowane przez nich produkcje są gwarancją świetnych aranżacji, mistrzowskich instrumentalnych umiejętności i wyjątkowych wokali. Poniżej sprawdźcie wspomniany wcześniej singiel, który mam nadzieję zachęci i Was do odkrycia Beady Belle.