calvin valentine
Recenzja: Illa J Home

Illa J
Home (2017)
Jakarta

Od początku kariery Illa J w jakimś stopniu nawiązuje do twórczości zmarłego brata — J Dilli, chociaż tak naprawdę szuka własnej drogi. Pierwsza płyta opierała się na rapowaniu do starszych bitów brata. Druga szła w kierunku kosmicznych, bujających brzmień. Nowa za to do pewnego stopnia oddaje hołd klasycznemu soulowi.
Już podczas pierwszego odsłuchu uwagę to, że Illa J nie jest już tylko raperem. Obecny wcześniej w jego numerach śpiew stał się pełnoprawnym środkiem artystycznego wyrazu i interesującą odmianą. Artysta radzi sobie z nim całkiem nieźle, choć nie daje powodów do zachwytu (w opiniach o płycie doszukałem się nawet porównań m. in. do falsetu Eddiego Kendricksa). Jako raper Illa J zresztą także nigdy nie porywał — nie robił wielkiego wrażenia, ale na swój sposób zapadał w pamięć. Nie inaczej jest na Home. Największymi atutami Illi są niezły głos i najzwyklejszy luz, które sprawiają, że nawet jeśli nikt nie postawi muzyka w szeregu 10 najlepszych nawijaczy, to miło się go słucha — nie jest ważne, czy Illa nawija storytelling, opisuje wrażenia po narkotycznym tripie czy rapuje o swojej matce.
Za całą produkcję na płycie odpowiada Calvin Valentine. Jego bity może nie odkrywają Ameryki, ale stanowią przyjemną oprawę do tekstów Illa J’a. Większość z nich została oparta o stare soulowe sample, kojarzące się z brzmieniem Motown. Odstęp od tego motywu dobrze słychać w „7 Mile”, które muzycznie przypomina odjechane klimaty Madliba — temat kawałka idealnie pasuje do takiego tła. Wszystko brzmi naprawdę klasycznie — w paru przypadkach żałowałem, że do choćby jednego utworu nie zaproszono J. Cole’a, który bez wątpienia świetnie dopełniłby tak skonstruowany krążek swoim flow.
Nowy utwór: Illa J „Home”

Illa J szykuje się do wydania drugiej solówki. Miesiąc temu ukazał się pierwszy singiel — „Sam Cook”, a wczoraj usłyszeliśmy „Home”, będący jednocześnie tytułowym kawałkiem z nadchodzącego krążka. Obydwa utwory zostały wyprodukowane przez Calvine’a Valentine’a, producenta z Los Angeles. To co rzuca się w uszy to brzmienie tych dwóch numerów. Illa i Calvin wracają do klasycznych klimatów Motown z lat 60-tych. Co więcej, Illa J nie rapuje, a śpiewa w obydwu piosenkach. Trzeba przyznać, że wychodzi mu to całkiem nieźle. Premiera Home już 30 czerwca. Album ukaże się nakładem Jarakrta Records.
