dan the automator
Dr. Octagonecologyst w szalonej oktagonalnej reedycji

Jeden z najfajniejszych projektów w historii hip hopu, wydany oryginalnie przez Kool Keitha i Dana the Automatora pod aliasem Dr. Octagon w 1996 Dr. Octagonecologyst doczekał się godnej reedycji! 19-utworową tracklistę rozszerzono do aż 28 numerów, a wszystko wydane w trzypłytowym winylowym boksie w kształcie oktagonu. How cool is that? Wśród 9 dodatkowych piosenek znajdą się niepublikowane wcześniej nagrania z sesji z połowy lat 90. Rzecz zostanie wydana wraz z początkiem maja przez Get On. Nie wiem jak wy, ale my czekamy!
Recenzja: Deltron 3030 Event 2

Deltron 3030
Event 2 (2013)
Bulk Recordings

Trzynaście lat zajęło Danowi, Delowi, Koali i spółce wydanie następcy jednego z najciekawszych koncept albumów w historii hip hopu, niesamowitego Deltron 3030 (czasem opatrzonego podtytułem Event 1) osadzonego w dystopijnym roku 3030, gdzie geniusz komputerowy Deltron Zero (w tej roli oczywiście Del) walczy z porządkiem świata wyznaczonym przez bezwzględne korporacje. Pierwsze zwiastuny drugiej części, zatytułowanej odpowiednio Event 2, pojawiły się już w 2006 roku — nic więc dziwnego, że oczekiwania niektórych względem projektu urosły do niebotycznych rozmiarów. Z drugiej strony wiara w wydanie drugiego równie przełomowego i odkrywczego albumu z rzędu, zwłaszcza po tak długiej przerwie, wydawała się odrobinę bezzasadna, nawet jeśli Janelle Monáe udowodniła w tym roku, że można.
Trio zagrało na nowej płycie odrobinę zbyt bezpiecznie — choć trudno mieć do nich pretensje tylko dlatego, że trzymają się wypracowanego przez siebie, w gruncie rzeczy doskonale sprawdzonego, brzmienia — wszak jeśli hip hop przez ostatnią dekadę odnotował jakąkolwiek ewolucję, to chyba jedynie wsteczną. Paradoksalnie, mimo że akcja projektu przenosi się o dziesięć lat później, dla współczesnego słuchacza krążek jest raczej muzyczną podróżą w przeszłość — zupełnie tak samo jak inny długo wyczekiwany tegoroczny powrót, Event 2 zdaje się zaczynać dokładnie tam, gdzie zatrzymał się jego poprzednik. Bity Automatora są solidne, ale nie rewelacyjne (a co dopiero rewolucyjne) i dokładnie to samo można powiedzieć o rymach Dela, który stara się jak może, ale nie udaje mu się ukryć bezwzględnie upływającego czasu. Nie jest już tak zręczny i błyskotliwy jak przy okazji Event 1, a całej płycie, brakuje trochę świeżości i ekscytacji, które zbudowały legendę pierwszej części. Wydaje się, że zamiast oprzeć Event 2 o nowe pomysły, grupa próbowała jedynie odtworzyć brzmienie i klimat poprzedniego krążka — choć, trzeba przyznać, z względnie udanym efektem końcowym.
Po raz kolejny zupełnie bezstresowo przyszło im wciągnięcie w bieg historii kilkunastu zaproszonych gości — Joseph Gordon-Levitt w otwierającym album monologu „Stardate” tworzy znakomite wprowadzenie do futurystycznej fabuły, zbudowanej na niemal tuzinie zrównoważonych i satysfakcjonujących numerów: na czele z singlowym „Pay the Price”, obrazowym „The Return” i przejmującym „What Is This Loneliness” z refrenem starego znajomego z Gorillaz — Damona Albarna. Pozytywne wrażenie zaciera się jednak niestety przynajmniej czterokrotnie przy okazji żenujących komediowych interludiów.
Ale kto wie — może gdybyśmy przed trzynastoma laty nie poznali znakomitego Deltron 3030, przy tegorocznej odsłonie projektu wrażenia byłyby jednoznacznie pozytywne. A tymczasem do tego w istocie bardzo solidnego krążka trzeba dołożyć szereg zastrzeżeń, których zwyczajnie nie sposób przemilczeć.
