Wydarzenia

denitia & sene

Recenzja: Denitia & Sene Love and Noir

Denitia & Sene

Love and Noir (2016)

Input

Nuda, beznamiętność, brak polotu — wydawałoby się, że takie słowa nigdy nie pójdą w parze z imionami Denitia i Sene. Niestety od razu muszę przyznać, że w pierwszym zdaniu zawarty jest spoiler poniższej recenzji.

Na drugą długogrającą płytę nowojorskiego duetu trzeba było czekać trzy lata. Na szczęście w tym czasie artyści z Brooklynu wypuścili kilka świetnych kawałków, jak chociażby „Feel Better” czy „Divided”. Apetyt fanów został odpowiednio rozbudzony, a w końcu nadszedł dzień premiery Love and Noir. I co? Po pierwszym odtworzeniu potrzebnych było kilka chwil na pozbieranie się po kłopotliwym rozczarowaniu. Na krążku brakuje świeżej lekkości, dystansu do siebie i zadziorności, które tak dobrze brzmiały na debiutanckim wydawnictwie. Na etapie drugiego odsłuchu kolejnych dwunastu elementów nowej płyty monotonna elektronika staje się już wręcz męcząca. Nie lepiej jest z warstwą tekstową, czyli jednym z najmocniejszych dotąd punktów w kompozycjach D&S. Całość jest płytka i nijaka. Trudno nie zadać tu pytania o to, co się stało z oryginalnością z odważnej, ubiegłorocznej epki Side FX, czy cudowną, niezobowiązującą lekkością wydanego zaledwie kilka miesięcy temu nagrania „Olive”, które (na rzecz nudnawego „Open Wide”…) nawet nie trafiło na najnowszy album? Jedyne utwory, do jakich na koniec chce się jeszcze wrócić i ewentualnie dorzucić do jakiejś lepszej playlisty, to otwierające wydawnictwo „Favourite”, „Roulette” z (nomen omen) szybko wkręcającym się w głowę, prostym refrenem, a nawet nieco dźwiękowo ciężkostrawne „Alone”. Niestety i tym kawałkom daleko do rewelacyjnie dobranego zestawu z His and Hers.

Na Love and Noir nic nie zaskakuje, nic nie przyciąga na dłużej uwagi, a słuchanie tego krążka podczas prowadzenia samochodu stwarza zagrożenie dla innych uczestników ruchu. Z całym szacunkiem dla autorów, ale wątpię, żeby taka była koncepcja tego albumu. Nie zrozumcie mnie źle — nie odłożę teraz tej płyty na półkę z nadzieją na jak najszybsze wyrzucenie jej z pamięci. W końcu do mnie też czasem przemawiają słowa „Some days I wanna be alone”. Tylko, że w tej samotności po cichu będę liczyć na lepsze wydawnictwo.

Single Denitii & Sene zebrane na nowej epce

ds

Nie aż tak nowej, bo wydanej pod koniec marca, ale, jak mówią, lepiej późno niż wcale. Twórcy jednej z najlepszych neo-soulowych płyt 2013 roku Denitia & Sene nie dają o sobie zapomnieć. Niedawno do sprzedaży w cyfrowych sklepach trafiła ich nowa epka Side FX zbierająca ich trzy ostatnie single: „The Fan”, „Runnin'” oraz tytułowe „Side FX” i jeden niepublikowany numer zatytułowany „Because We Are Fools”. Całości posłuchać można poniżej, a ja ściskam mocno kciuki za nowy longplay amerykańskiego duetu jeszcze w tym roku.

Nowy utwór: Denitia & Sene „The Fan”

denisene

Nic nie rozpędza czarnych, poniedziałkowych chmur znad głowy, jak nowy kawałek tego duetu. Nawet jeśli przy pierwszym odsłuchu pojawia się lekka konsternacja. Denitia & Sene, których twórczość charakteryzuje przyjemnie chłodna lekkość, i tym razem, podobnie jak w opublikowanym w ubiegłym roku kawałku „Side fx.”, sięgnęli po zdecydowanie większą dawkę elektroniki. Na szczęście nagranie „The Fan” nie zostało zupełnie pozbawione łagodnej, wpadającej w ucho melodii. Muzyczny wentylator możecie odpalić poniżej.

Nowy teledysk: Denitia & Sene „Runnin”

run

Mieliście kiedyś taki sen, w którym chce się biec, ale nogi są zbyt ciężkie i choć przebiera się nimi ze wszystkich sił, to i tak ucieczka nie kończy się sukcesem? Podobny klimat można odnaleźć w najnowszym teledysku duetu Denitia & Sene, jednak ten czarno-biały obrazek ma nieco inny wydźwięk. „Runnin” to kolejna wciągająca historia artystów z Brooklynu, opowiedziana bez najmniejszego wysiłku. Przy okazji, to jeszcze jedna zapowiedź nadchodzącej EPki, którą będziemy mieli przyjemność wysłuchać już 11 listopada. Na razie trzeba trochę wyhamować i wyciągnąć z szafy wszystkie ubrania w zeberkę.

Nowy utwór: Denitia & Sene „Side fx.”

sidefx

Czasami zdarza się, że przed odsłuchem nowego kawałka wcześniej obiecującego wykonawcy w głowie pojawia się wątpliwość — a co, jak tym razem już nie będzie tak dobrze? Wiadomo, każdy stara się unikać muzycznych rozczarowań najlepiej, jak się da, ale niestety graniczy to z cudem. Przyznaję, że jeśli chodzi o duet Denitia & Sene, to każdą nowość kupuję w ciemno. Czy słusznie? Na razie nie mam powodów do narzekań. Do sieci właśnie trafił utwór zatytułowany „Side fx.” i jakże się cieszę, że jest to przy okazji zapowiedź najnowszej EPki formacji, która ma się ukazać 11 listopada. Tym razem Denitia & Sene nie zabierają do krainy łagodności, ale kuszą synth-popową zalotnością. Po raz kolejny podejmują tematy związkowych komplikacji przypominając, że w chwilach kryzysu, zamiast od razu biec do gabinetu terapeuty, lepiej sięgnąć po ich nagrania. Zachęcam do wielokrotnego odtwarzania.

Nowy teledysk: Denitia & Sene „Divided”

denitia-sene-divided

Zaledwie kilka dni temu pisałem o nowym utworze duetu Denitia & Sene, a już możemy podziwiać teledysk do „Divided”. Czarno-biała wizualizacja doskonale oddaje klimat kawałka, który subtelnie łączy elektronikę i soul. Nastrojowy, nieco mroczny i tajemniczy utwór został wyprodukowany przez braci Christian Rich. Każda kolejna nowość od DenitiSene’a to prawdziwa przyjemność — tym razem jest podobnie, więc warto posłuchać i obejrzeć.

Nowy utwór: Denitia & Sene „Divided.”

divided-denitia&sene

Producencko-wokalny duet Denitia & Sene wyróżnia się na tle innych podobnych tworów nie tylko brakiem wielkich liter w tytułach i nadmiernym stosowaniem kropek. Subtelne połączenie elektronicznych dźwięków i R&B w wykonaniu tej dwójki urzekło mnie od samego początku, a kawałek „Casanova.” z zeszłorocznego album His and Hers do tej pory gości na mojej playliście. Artyści powracają z nowym utworem, który stylistycznie nie odbiega od tego, co już wcześniej prezentowali. Myślę, że nikt nie obraziłby się, gdyby „Divided.” zwiastowało nowe długogrające wydawnictwo.

Recenzja: Denitia & Sene His and Hers

Denitia & Sene

His and Hers (2013)

Input / Snow Dog Records

Nie od dziś wiadomo, że relacje damsko-męskie to bardzo skomplikowana sprawa. Na tej podstawie nagrano już miliony płyt. Niektóre były wybitne, inne koszmarne, a nawet zupełnie niedorzeczne. Gdzie w tej muzycznej przestrzeni uplasowało się pierwsze długogrające wydawnictwo duetu Denitia & Sene? Panie i panowie, odpowiedź brzmi: bardzo wysoko.

Na samym początku pierwszego odsłuchu His and Hers byłam przekonana, że mam już gotową listę zaleceń do właściwego odbioru tego albumu: deszczowa noc i obowiązkowo stan lekkiego kryzysu wewnętrznego (przyznaję – mocno się zasugerowałam teledyskiem do nagrania „She’s Not the Only One”). Na szczęście kolejne minuty sprowadziły moje myśli na zupełnie inny tor. Przekaz jest prosty — Denitia i Sene pokazują, że związki, nawet w tej najbardziej burzliwej fazie, nie muszą opierać się tylko na skrajnych emocjach. Do tematu można podejść ze zdrowym dystansem, tak by pozostawić sobie całkiem rozsądną przestrzeń na oddech i ze spokojem dodać „Maybe, all this drama entertains me?”.

Jeśli płytę otwiera utwór, w którym podstawowe pytanie to „Why do we fall in love?”, a zatytułowany jest „Because We Are Fools”, to od razu nabieram więcej zaufania do jego twórców. Gdzieś w tym wszystkim ukryta jest gwarancja, że nie będzie mydlenia oczu i wciskania bajek o miłości jako stąpaniu po różowych obłokach z waty cukrowej, bo każdy może się czasem potknąć („Didn’t think that I will have to tell you/ Thought that you wolud figure it out”). Chociaż nie jest to wydawnictwo przegadane, to trzeba podkreślić, że słowa odgrywają tu bardzo ważną rolę. Z drugiej strony, warstwa dźwiękowa His and Hers nadaje niezwykle przyjemnej lekkości wszystkim zagmatwanym wątkom (poważnie — w wyobraźni słyszę Christinę Aguilerę śpiewającą przedramatyzowaną wersję „Again (New Ride)”). Minimalistyczne połączenie R&B i elektroniki z popowymi elementami nie jest niczym nowym ani odkrywczym. Jednak, żeby miało sens, trzeba to umiejętnie zmiksować w odpowiednich proporcjach. W tej kategorii Sene (wspierany m.in. przez Nolana Thiesa oraz Jay’a Jenningsa) okazał się mistrzem. Całość wypełniają nienarzucające się wokale.

Mile zaskakują, poniekąd wprowadzające za kulisy, wstawki, które można usłyszeć na zakończenie utworów „Call U” oraz „How to Satisfy”. W tym ostatnim Denitia i Sene śpiewają „You Make Me Wanna…” Ushera. Daje to swego rodzaju wgląd w relacje samych autorów, co jeszcze bardziej zachęca do zadomowienia się w stworzonym przez nich świecie. Płyta, jakkolwiek spokojna i stonowana, nie nudzi nawet przez ułamek sekundy i tym bardziej nie pozwala się zignorować.

Długo zastanawiałam się nad oceną His and Hers. Myślałam, że po którymś z kolei odtworzeniu, emocje trochę opadną i na chłodno podejdę do tematu. Jednak prawda jest taka — album zyskuje na każdym dodatkowym zapętleniu i nie mam wątpliwości, że jeszcze długo będę do niego powracać jako do jednego z najbardziej spójnych wydawnictw tego roku.

Nowy album: denitia and sene. his and hers.

denitia sene
O pani Denitii Odigie pisaliśmy przy okazji jej ostatnich epek, na których zaprezentowała swój patent na imponujące połączenie tradycyjnego soulu z elementami folka i country. Drugą stronę medalu poznajemy, gdy dochodzi do współpracy piosenkarki z kolegą kryjącym się pod pseudonimem Sene. Pochodzący (tak samo jak Denitia) z Brooklynu producent i wokalista wnosi do jej muzyki nowy, mieniący się w odcieniach elektroniki i indie popu, wymiar. his and hers to ich pierwszy długogrający projekt. Rzecz całkiem imponująca, tym bardziej że śpiewających duetów damsko-męskich ostatnio mamy jak na lekarstwo. Sprawdzajcie koniecznie, ta dwójka zdecydowanie zasługuje na więcej hype’u!