Recenzja: Denitia & Sene His and Hers

Data: 31 sierpnia 2013 Autor: Komentarzy:

Denitia & Sene

His and Hers (2013)

Input / Snow Dog Records

Nie od dziś wiadomo, że relacje damsko-męskie to bardzo skomplikowana sprawa. Na tej podstawie nagrano już miliony płyt. Niektóre były wybitne, inne koszmarne, a nawet zupełnie niedorzeczne. Gdzie w tej muzycznej przestrzeni uplasowało się pierwsze długogrające wydawnictwo duetu Denitia & Sene? Panie i panowie, odpowiedź brzmi: bardzo wysoko.

Na samym początku pierwszego odsłuchu His and Hers byłam przekonana, że mam już gotową listę zaleceń do właściwego odbioru tego albumu: deszczowa noc i obowiązkowo stan lekkiego kryzysu wewnętrznego (przyznaję – mocno się zasugerowałam teledyskiem do nagrania „She’s Not the Only One”). Na szczęście kolejne minuty sprowadziły moje myśli na zupełnie inny tor. Przekaz jest prosty — Denitia i Sene pokazują, że związki, nawet w tej najbardziej burzliwej fazie, nie muszą opierać się tylko na skrajnych emocjach. Do tematu można podejść ze zdrowym dystansem, tak by pozostawić sobie całkiem rozsądną przestrzeń na oddech i ze spokojem dodać „Maybe, all this drama entertains me?”.

Jeśli płytę otwiera utwór, w którym podstawowe pytanie to „Why do we fall in love?”, a zatytułowany jest „Because We Are Fools”, to od razu nabieram więcej zaufania do jego twórców. Gdzieś w tym wszystkim ukryta jest gwarancja, że nie będzie mydlenia oczu i wciskania bajek o miłości jako stąpaniu po różowych obłokach z waty cukrowej, bo każdy może się czasem potknąć („Didn’t think that I will have to tell you/ Thought that you wolud figure it out”). Chociaż nie jest to wydawnictwo przegadane, to trzeba podkreślić, że słowa odgrywają tu bardzo ważną rolę. Z drugiej strony, warstwa dźwiękowa His and Hers nadaje niezwykle przyjemnej lekkości wszystkim zagmatwanym wątkom (poważnie — w wyobraźni słyszę Christinę Aguilerę śpiewającą przedramatyzowaną wersję „Again (New Ride)”). Minimalistyczne połączenie R&B i elektroniki z popowymi elementami nie jest niczym nowym ani odkrywczym. Jednak, żeby miało sens, trzeba to umiejętnie zmiksować w odpowiednich proporcjach. W tej kategorii Sene (wspierany m.in. przez Nolana Thiesa oraz Jay’a Jenningsa) okazał się mistrzem. Całość wypełniają nienarzucające się wokale.

Mile zaskakują, poniekąd wprowadzające za kulisy, wstawki, które można usłyszeć na zakończenie utworów „Call U” oraz „How to Satisfy”. W tym ostatnim Denitia i Sene śpiewają „You Make Me Wanna…” Ushera. Daje to swego rodzaju wgląd w relacje samych autorów, co jeszcze bardziej zachęca do zadomowienia się w stworzonym przez nich świecie. Płyta, jakkolwiek spokojna i stonowana, nie nudzi nawet przez ułamek sekundy i tym bardziej nie pozwala się zignorować.

Długo zastanawiałam się nad oceną His and Hers. Myślałam, że po którymś z kolei odtworzeniu, emocje trochę opadną i na chłodno podejdę do tematu. Jednak prawda jest taka — album zyskuje na każdym dodatkowym zapętleniu i nie mam wątpliwości, że jeszcze długo będę do niego powracać jako do jednego z najbardziej spójnych wydawnictw tego roku.

Komentarze

komentarzy