dr. dre
Krok w tył: The Sequence „Funk You Up” (tak jakby)
Funk You Up to chyba jedyny ,,prawdziwy” hit, jaki pozostawiły po sobie panie z The Sequence, a wśród nich młoda Angie B., dzisiaj powszechnie znana jako Angie Stone, która już za niecały miesiąc odwiedzi nasz piękny kraj (Zabrze – 23/04 i W-wa – 24/04 !). Utwór ten został później wykorzystany przez Dr Dre w jego hicie Keep Their Heads Ringin’. Swoją interpretację Funk You Up przedstawiła także Erykah Badu, nie wiadomo czemu zwana także Królową, na swoim albumie Worlwide Underground, który Baduiści uznają ponoć za kamień milowy w rozwoju ich mistycznego ruchu. To właśnie ten krążek wyznacza rozłam na słuchaczy i wyznawców Badu Badu. W każdym razie powinniśmy teraz wysłuchać oryginalnego nagrania Funk You Up z 1979 roku (!), ale będę z Wami szczera i mam czelność powiedzieć, że po prostu nie chciało mi się go wgrywać. Poza tym na ziemskim padole są ciekawsze rzeczy do robienia niż uprawianie częściowego piractwa. W związku z tym wkleję tutaj Dr Dre z jego wspomnianym już Keep Their Heads Ringin’. Dre rzadko gości w naszej misce, a tutaj akurat nadarza się okazja, no i można upiec dwie pieczenie na jednym ruszcie. To podobnież nazywa się ,,wielozadaniowość”.
Guess who’s back?

Zastanawiacie się kim jest ten facet ze zdjęcia powyżej? Twarz wydaje się znajoma, ale jednak żadnym sposobem nie udaje się Wam powiązać jej z jakąś konkretną personą? Zdaje się, że większość zapomniała już o naszym dobrym hip-hopowym znajomym, ukrywającym się po wiele mówiącym pseudonimem Eminem. Trudno uwierzyć w dwie rzeczy – że ten facet, kiedykolwiek grał czarną muzykę i że naprawdę jeszcze istnieje. Mnie ponad wszystko zaszokował właśnie fakt jego obecności, wydawało mi się, że dzień długo zapowiadanego powrotu nigdy nie nastąpi. A jednak wraca. Przez wielu uwielbiany, przez innych znienawidzony, ale jednak ważny gracz na hip-hopowym poletku początku obecnej dekady. Fenomenem zdaje się być fakt, że po tylu latach niebytu nadal ma na tyle wiernych fanów, aby w ciągu zaledwie dwóch tygodni od wydania nowego singla zdobyć szczyt Billboardu. Bo oto w datowanym na jutro notowaniu amerykańskiej listy, raper i jego kawałek „Crack a Bottle” z gościnnym udziałem Dra Dre i 50 Centa, awansuje z #78 na #1. Oczywiście wszystko dzięki digital sales i rekordowej liczbie 418 tysięcy sprzedanych empetrójek w pierwszym tygodniu. Cyfry robią wrażenie, a kawałek? Nie liczcie, na to, że Eminem się zmienił. To ten sam pełen życiowego pesymizmu rap z ziarnem nienawiści. Nie mniej jednak Em odkrywa tu nieco inną jakość, to już nie ta sama komercyjna papka rodem z „Encore”, którą serwował nam w ostatnich latach, zanim zrobił sobie przerwę. Utwór brzmi undergroundowo. Nadal jest to mainstream, ale z dużą dozą hip-hopowej prawdziwości. Mimo wielu wątpliwości, zapowiada się lepiej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
Najbardziej jestem ciekaw min tych wszystkich dwunastolatków od Rihanny i Katy Perry, kiedy zobaczą, co okupuje szczyt Billboardu. Myślicie, że te dzieci jeszcze kojarzą Eminema? Na pewno nie zrozumieją niewątpliwie otaczającego go „kultu fanowskiego” na podstawie tego, nie ukrywajmy, przeciętnego komercyjnie, kawałka. Jeśli jeszcze nie słyszeliście, o co tyle zachodu, odsłuch czeka na Was po skoku.
Queen Latifah powróci do rapowania
Jedna z najlepszych i najważniejszych raperek w historii gatunku Queen Latifah ostatnimi czasy zdecydowanie odbiła od hiphopowego klimatu, nagrywając kawałki utrzymane w jazzowym klimacie. Na grudzień tego roku księżniczka rapu zapowiada jednak nowy album, który ma być powrotem artystki do jej muzycznych korzeni.
Dana Owens ostatnią rapową płytę wydała aż dziesięć lat temu. Później gwiazda skupiła się na karierze aktorskiej, sprawdzając się też w roli wokalistki jazzowej (zresztą z powodzeniem!). W końcu jednak nie wytrzymała i postanowiła w wielkim stylu powrócić na hiphopową scenę!
Chcę przypomnieć swoim starym fanom moje początki, a młodszym słuchaczom udowodnić, że wciąż potrafię rapować na poziomie. Żeby wszystko brzmiało jak należy do pracy nad nową płytą zaprosiłam LL Cool J’a, Dr. Dre, Swizz Beatza, Ludacrisa i Missy Elliott. To będzie mój powrót do korzeni! – powiedziała ostatnio Latifah.
Nowy materiał Queen Latifah nie ma jeszcze tytułu. Poprzednie dzieło artystki ukazało się jesienią 2007 roku. Płyta „Trav’lin Light” była jazzowo-soulowym majstersztykiem, za który Queen zebrała dwie nominacje do Grammy.
Dr. Dre powraca

Jeden z najbardziej cenionych rapowych muzyków powraca. Pojawiła się bowiem duża szansa, że album „Detox” zapowiadany od 2004 r w końcu ujrzy światło dzienne.
W rozmowie z „USA Today” Dr. Dre powiedział:
W końcu, po wielu miesiącach, zaczynam odczuwać, że wszystko idzie we właściwym kierunku. Czuję, że zrobiłem coś, z czego mogę być dumny i co pokochają ludzie. Gdyby wszystko idealnie się poukładało to wydam płytę jeszcze w listopadzie albo grudniu, a później pojadę ją promować dobrą trasą koncertową. Po jej zakończeniu z kolei zaszyję się w domu, zamknę w studiu i będę produkował muzykę.
Jeśli Dre dotrzymałby słowa byłoby to wielkie święto dla jego wiernych fanów, którzy czekają już 9 lat na kontynuację rewelacyjnego albumu „2001”.
Marsha Ambrosius – Neo Soul Is Dead
Pamiętacie jeszcze Floetry? Po wydaniu 2 bardzo dobrych albumów, zespół rozpadł się w 2007 roku. Połówka duetu – Marsha Ambrosius podpisała kontrakt z Death Row, stając się protegowaną samego Dr. Dre. Niedawno do sieci dostał się mixtape Marshy o wymownym tytule Neo Soul Is Dead. Powiem tyle, że dawno nie słyszałem tak dobrego debiutu. Podkłady niczym z The Chronic, agresywne hip-hopowe beaty, agresywna liryka, a wszystko to w wykonaniu pani, którą kojarzymy z melodyjnych i pozytywnych utworów, jak Say Yes. Przeniesiony gdzies do Harlemu z lat 90tych, życzę czytelnikom również takiego zachwytu nad tym mixtapem jakiego sam doznałem. 



