Wydarzenia

dr. dre

Dr Dre najlepiej zarabiającym muzykiem rapowym ostatniego roku


Według magazynu Forbes Dr Dre był najlepiej zarabiającym muzykiem rapowym ostatniego roku. Wpływy Dre’a nie pochodziły jednak stricte z muzyki. (więcej…)

Dwa nowe teledyski Ricka Rossa

Czy Wam też się wydaje, że ostatnio znów wszędzie go pełno? Może to dlatego, że wczoraj premierę miał jego piąty już studyjny krążek God Forgives, I Don’t. W związku ze zintensyfikowaną promocją albumu w pierwszym tygodniu wydania, do sieci trafiły właśnie dwa nowe teledyski, do trzeciego i czwartego singla z albumu (przy czym trudno jednoznacznie stwierdzić, który jest który) – „3 Kings” z Drem Dre i Jay’em Z oraz „Hold Me Back”. Pierwszy jest czarno-białym montażem scen z życia tytułowych trzech królów (można rzucić okiem); drugi – także czarno-biały – brzmieniowo bardzo południowy, przedstawia Rossa w różnych ujęciach na przedmieściach w otoczeniu tamtejszej społeczności.

„3 Kings”

„Hold Me Back”

Nowy utwór: 50 Cent feat. Alicia Keys & Dr. Dre „New Day”

50 Cent zapożyczył sobie refren z nowej piosenki Alicii Keys „New Day” i wraz z Dr. Dre stworzył inny utwór o tym samym tytule. Singiel promować będzie jego nadchodzącą płytę Street King Immortal, której możemy spodziewać się w listopadzie. Zanim usłyszycie pełną wersję utworu, mamy dla Was snippet do sprawdzenia.

edit: Całość utworu do sprawdzenia poniżej.

Nowy utwór: Kendrick Lamar feat. Dr. Dre „The Recipe”


Przed nami pierwszy owoc współpracy Kendricka Lamara z wytwórnią Aftermath – utwór „The Recipe” z gościnnymi linijkami samego Doktorka. Kendrick to klasa sama w sobie jak zawsze, natomiast z występem Dre sytuacja jest dość zabawna. Jego zwrotka nie dość, że została najprawdopodobniej napisana przez Lamara, to jeszcze nawinięta została zupełnie w stylu młodszego mc. Nikogo to w sumie dziwić nie powinno, Doktor od początku kariery korzystał z pomocy ghostwriterów. Dobrze, ze chociaż autorstwa podkładu sobie nie przywłaszczył – ten wyszedł spod ręki Scoopa DeVille’a. Co by nie mówić – doskonały kalifornijski letniak.

 

Dr. Dre robi sobie przerwę

dre

Przyszłość Detoxu znowu niepewna. Po 27 latach pracy jeden z najsłynniejszych hip hopowych producentów postanowił zrobić sobie dłuższą przerwę od muzyki, ale jak zastrzega – nigdy nie przestanie jej tworzyć, bo jest dla niego jak powietrze. Przez całą swoją producencką karierę najdłuższy okres jaki spędził w studiu nagraniowym to dwa tygodnie i jak mówi – potrzebuje trochę przerwy, spędzić trochę czasu z rodziną. Jednocześnie zapowiada, że na pewno wróci, ale dopiero gdy poczuje taką świerzbiącą potrzebę. Detox, trzeci solowy krążek Dre jest wyczekiwany przez fanów już od 1999 roku, kiedy ukazał się jego ostatni 2001. Czy kiedykolwiek nowy album ujrzy światło dzienne? Zapewne, byle tylko nie skończył jak SMiLE Beach Boysów, na którego oficjalne wydanie trzeba było czekać aż 45 lat (aż do początku listopada tego roku)!

Raperzy w hołdzie dla Snoop Dogg’a

untitled-1-copy

Tytuł brzmi co najmniej jakby raper już nie żył, ale nie dajcie się zmylić. Wczoraj po raz jedenasty odbyła się gala rozdania nagród BMI Urban. Nic Wam to nie mówi? Dobrze, bo mi też nie. Snoop Dogg tego wieczoru odebrał nawet statuetkę ‚ikony’ – podejrzewam, że o ikonę muzyki chodziło. Koledzy po fachu postanowili więc złożyć hołd legendzie wykonując na scenie jego znane i lubiany numery. Wiz Khalifa zmierzył się z trackiem „Nuthin’ But a ‘G’ Thang”. Game zabrał nas w podróż do roku 1993 wykonując „Murder Was the Case”. Nas, Kurupt oraz Daz Dillinger natomiast odświeżyli absolutny klasyk wszystkich tych, którzy interesują się zielarstwem i zagrali „The Next Episode”. Jak widać zachodnie wybrzeże ciągle na topie. Po skoku video odbierającego nagrodę Dogg’a (uwaga, suchy żart na temat Detox’u – podobno premiera już niedługo) oraz fragmenty wspomnianych wyżej występów.
(więcej…)

Detox Dra Dre na ukończeniu

Od stu lat czekamy na Detox. Kto słyszał poprzednie krążki rapowego doktora nie może nie czekać. W ciągu tego czasu zdążyliśmy się tylko przekonać, że obietnicom bez pokrycia nie ma końca i że Dre próbuje bezskutecznie chwycić aż 3 (słownie TRZY) sroki za ogon: odnieść komercyjny sukces na listach przebojów („score!”), przywołać klimat hip hopu lat 90tych („please, try again!”) i najpewniej (bo wskazywać mógłby na to czas oczekiwania na płytę i liczne pushbacki) – nagrać materiał, który byłby coś wart, powiedzmy, artystycznie. Ale rynek muzyczny się zmienił (gdzie on przespał te wszystkie lata?). Wóz albo przewóz. Nie da się umieścić na dobrej hip-hopowej płycie kawałka z wyjącym w refrenie przypadkowym dziewczęciem – „I neeeeed a doooctoor, dooctoor”. To niemożliwe, moja logika nie dopuszcza takiej możliwości. Co więc szykuje Dr. Dre? Wielką mieszankę wszystkiego z niczym (Nietzschem?), wylansowanie kilku tanich hitów z megagwiazdami popu na listach przebojów, a następnie powolne osunięcie w przepaść mainstreamowego kiczu i ostateczny upadek, jak kilka lat temu Timbaland? Myślę, że nawet mimo dwóch nieciekawych singli Dre ma wizję (zawsze miał) i jeszcze może nas zaskoczyć czymś prawdziwym i (jakkolwiek nieprawdopodobnie to brzmi) świeżym! Wg DJa Khalila, który od sześciu lat pomaga Dre przy pracy nad krążkiem, brzmienie albumu jest trudne do zdefiniowania. Dodaje jednak, że to definitywnie brzmienie Zachodniego Wybrzeża, w dodatku dość futurystyczne. Kiedy album się ukaże? Nikt nie ma pojęcia. Ja myślę, że jeszcze sobie poczekamy…

Dr. Dre wraca z nowym singlem

dre

Wszyscy zainteresowani zapewne już dawno zdążyli zaznajomić się z pierwszym od dziewięciu lat singlem jednego z najbardziej wpływowych hip-hopowych producentów muzycznych lat 90tych. Wieści o zbliżającej się premierze trzeciego krążka Dre Detox sięgają już 2003 roku. Od tego czasu premiera krążka była wielokrotnie przesuwana, zazwyczaj bez konkretnych dat. Tym razem mówi się o lutym 2011, ale nigdy nie wiadomo czy po raz kolejny album nie zostanie poddany poprawkom i przełożony na późniejszy termin. Milczenie zostało przełamane w maju tego roku kawałkiem „Under Pressure” będącym kolaboracją z Jay’em Z, który to miał być pierwszym singlem promującym album, ale ostatecznie do oficjalnej premiery nie doszło. Dopiero zeszły miesiąc, dość nieoczekiwanie, przyniósł nowy utwór sławnego Doktora – „Kush”. Kawałek zebrał dość ambiwalentne recenzje, bo po tylu latach milczenia spodziewano się czegoś co poderwałoby współczesny hip-hop z dołka i wzniosło ponownie na wyżyny. Tymczasem Dre postawił na swoje klasyczne brzmienie łącząc je z kilkoma współczesnymi producenckimi nowinkami. Wyszło pozytywnie, bo utwór jest nieco wehikułem czasu sięgającym przynajmniej do poprzedniego krążka Dre „2001” z 1999 roku, ale o ile jeden utwór może dobrze się przyjąć jedynie na bazie pozytywnych wspomnień, to w przypadku całej płyty może to stanowić problem. Czy Dre jest zdolny do muzycznych innowacji? Czy uda mu się wiarygodnie wpasować we współczesny muzyczny krajobraz?

Pjona: najlepsze single The Game’a

red-album

Na 20 kwietnia The Game zapowiedział swoje nowe dzieło o tytule „The R.E.D. Album”. 21 kwietnia świat muzyki będzie wyglądał inaczej (ach, te marzenia!). Wg plotek na płycie pojawią się takie osoby jak Justin Timberlake, Nate Dogg, Lady GaGa (!!!), Busta Rhymes, Ludacris, Lupe Fiasco, Mary J. Blige czy Nas. Czy nie sądzicie, że goście są ciekawi? Miejmy nadzieję, że materiał będzie również intrygujący. Żeby nie zapomnieć o tym niepokornym gościu z Compton stworzyłem dla Was ranking pięciu najlepszych kawałków Game’a. Aby mieć mniej roboty postanowiłem wziąć pod uwagę tylko single. Jestem sprytny. Zapraszam do tej krótkiej lektury, która ma na celu wyłącznie promować nadchodzący materiał mojego kolegi z LA.

(więcej…)

Nowy teledysk: Eminem „We Made You”

TELEDYSK USUNIĘTY NA PROŚBĘ ZPAV.

Eminem wraca i to nie tylko do muzyki, ale także do tego, co potrafi najlepiej, czyli do robienia z siebie pajaca. I to w niecałe dwa miesiące po tym jak skierowałem w jego stronę słowa uznania za powrót do nagrywania poważnego rapu, a „Crack a Bottle” sięgnęło szczytu amerykańskiego Hot 100. Mimo to, ten jak dotąd najbardziej przyzwoity z eminemowych utworów od dobrych kilku lat, nie został mianowany oficjalnym singlem. Miano to natomiast bez żadnych problemów uzyskał kawałek „We Made You” – kolejny odcinek błazenady, która przyniosła Marshallowi rozgłos i sławę i zapewniła miano najpopularniejszego białego rapera świata, w którą w latach ubiegłych doskonale wpasowały się między innymi „Just Lose It”, „The Real Slim Shady” czy „Without Me”. Utwór wyprodukowany został przez Dr’a Dre, którego zresztą możecie znaleźć w teledysku, chociażby obok 50 Centa. Ani to oryginalne, ani twórcze, ani zabawne. Może i prawdziwe, ale nie kupuję tego w takiej formie. A Wy?