Envee

Recenzja: Ania Szarmach Shades of Love

Ania Szarmach

Shades of Love (2016)

Agora S.A.

Kolejny longplay Ani Szarmach to coś zupełnie nowego w jej dotychczasowym dorobku muzycznym, a proces jego powstawania, czyli burza mózgów i wulkan pomysłów nowego składu producenckiego na czele z wokalistką, wyczuwalny jest w każdym utworze. Dwanaście kompozycji znajdujących się na płycie, przede wszystkim nastrojowych i melancholijnych, wprowadza słuchacza w instrumentalną podróż do świata otaczających nas dźwięków. Jeśli ktoś odsłucha album z biegu, może pomyśleć, że nie wyróżnia się on niczym szczególnym. Poznając jednak sposób tworzenia Shades of Love, szybko zmienia się zdanie i traktuje jako coś nieprzeciętnego.

Podobnie jak w przypadku Pozytywki, przy nowym wydawnictwie muzycy korzystali z całego instrumentarium analogowego, a materiał został nagrany na żywo. Dostrzega się w nim odwagę w eksperymentowaniu dźwiękami i brak ograniczeń, co najlepiej słychać po trwającym aż osiem minut tytułowym kawałku. Wokal do „Shades of Love” nagrywany był w sposób nietypowy, pod mostem, wśród odgłosów przejeżdżających samochodów, co zaowocowało oryginalną aranżacją. Podczas przygotowywania płyty utrwalano melodię natury, chodzących po parku ludzi i wplątywano ją w poszczególne kompozycje. Album nie jest więc tylko zapisem brzmienia studyjnego, ale również codziennych odgłosów, przez co całość jest bardzo kreatywna i spójna. Pomimo że formy poszczególnych kawałków zmieniały się w trakcie nagrywania, krążek jest przemyślany i brzmi bardzo naturalnie. Przede wszystkim za sprawą odpowiedzialnego za mastering Chrisa Athensa, który wcześniej współpracował między innymi z Robertem Glasperem, Erykah Badu, India Arie, N.E.R.D, Kelis, Usherem, Cassandrą Wilson i wieloma innymi artystami. Na płycie przeważają numery soulowe z delikatnym i charakterystycznym wokalem artystki, okraszone fortepianowymi nutami. Gdzieniegdzie dynamiki nadają szybsze rytmicznie utwory, jak otwierający „Rolling Stones” z gościnnym udziałem Franca McComba, z którym Szarmach spędziła wiele czasu podczas ich wspólnej trasy koncertowej. Obok kompozycji popowych i około-soulowych, nie zabrakło nowoczesnej elektroniki w „Gaze” oraz funkowych akordów w „City of Music”. Niekonwencjonalnym trackiem jest „Witch”, który przyrównać można do wielkomiejskiego zgiełku. Nagromadzoną ilość stuków, brzęków i szelestów koi nieco melodyjny refren, ale tylko na chwilę, by w dalszej części zaostrzyć brzmienie.

Powiew świeżości odczuwalny na Shades of Love wyróżnia go od wcześniejszych albumów Ani, a produkcyjna klamra w postaci Enveego, który zremiksował singiel „Take It or Leave It” na Sharmi, a teraz był jednym z producentów całości krążka, spowodowała nieco powrót do korzeni. Artystka eksperymentowała już z popem na Pozytywce i jazzem na płycie Inna, lecz muzyce R&B jest wierna od samego początku. Chemia panująca między muzykami podczas zapisywania materiału, wyczuwalna jest w trakcie jego słuchania i przede wszystkim dlatego należy sięgnąć po krążek. Nie stoi za nim sztab wielkolabelowych producentów, ogarniętych chęcią zysku i zmuszających do tworzenia komercyjnego chłamu. Pomimo że jest to płyta polska, to — chociaż nie przepadam za tym określeniem — zagrana na światowym poziomie. Jest spójna kompozycyjnie, a jedyny w swoim rodzaju głos artystki prowadzi nas przez soulowe kawałki, czarując niezwykłym feelingiem. Ania Szarmach nigdy nie szła na skróty, a jej oryginalność zmusiła ją do bycia artystą wydającym materiał niezależnie. W jej przypadku nie jest to wadą, lecz zaletą godną pielęgnowania.

 

Nowy utwór: Catz ‘N Dogz feat. Natalia Przybysz „Cravings”

catz-n-dogz
„Cravings” to nowy singiel Catz ‘N Dogz z gościnnym udziałem Natu, czyli Natalii Przybysz. W nagraniu uczestniczyła także orkiestra Janusza Stokłosy, a w realizacji sesji pomógł zaprzyjaźniony z Catz ‘N Dogz Niewinny Czarodziej — Envee. Singiel zapowiada nowy album duetu.

Catz ‘N Dogz, czyli polski, „eksportowy” duet producentów, didżejów i właścicieli wytwórni Pets Recordings, 9 października zaprezentuje swój najnowszy album Basic Colour Theory. Materiał zapowiadany jest jako barwne ukoronowanie ich dotychczasowej kariery na międzynarodowej scenie muzyki tanecznej. Duet wyjaśnia:

To nasz trzeci album, ale pierwszy, do którego przygotowaliśmy się aż tak starannie: czytając, dyskutując, oglądając dokumenty poświęcone muzycznej scenie, szukając inspiracji. Wiele wspólnie rozmawialiśmy o artystach, którzy nas fascynują, o całym procesie twórczym, filozofii tworzenia, znaczeniu tego, co robimy, o tym jak muzyka zmienia nasze życie.

Przedsmakiem płyty jest singiel „Cravings” zrealizowany we współpracy z Natu. Niezwykle bujający materiał, przy którym noga sama zaczyna poruszać się w rytm beatu, wzmaga apetyt na całą płytę.

Premiera nowej EP’ki Natalii Nykiel oraz klipy do remixów Kuby Karasia (The Dumplings) i Envee’ego

natalia

Natalia Nykiel szturmem wdarła się na muzyczną scenę. Po premierze teledysku do debiutanckiego singla „Wilk” i wydaniu Lupus EP, jasnym stało się, że właśnie takiego głosu w Polsce brakowało. Na jej debiutancką płytę Lupus Electro składają się świetne teksty m.in. Kasi Nosowskiej, Budynia, Pauliny Przybysz oraz samej Natalii (odpowiada także za kompozycje), w produkcji Foxa, odpowiedzialnego m.in. za brzmienie albumów Marii Peszek. Płyta zelektryzowała branżę̨, Natalia zyskała uznanie krytyków i cieszy się co raz większym zainteresowaniem publiczności, czego dowodem jest frekwencja podczas koncertów.

Artystka konsekwentnie buduje swoją markę podejmując szereg niestandardowych działań, czym zaskarbiła sobie sympatię fanów.Jej kolejnym krokiem jest wydawnictwo Lupus Electro [Remixes EP], które dziś ma swoją premierę. Do współpracy Nykiel zaprosiła najciekawszych twórców sceny elektronicznej i hip-hopowej. Zremixowanie wybranych utworów powierzyła Envee’iemu, Kubie Karasiowi (Ipnops) z zespołu The Dumplings, Fonai, R.A.U, w którego remixie usłyszymy gościnnie Stasiaka, Pawbeatsowi oraz Pati Yang! Całość ukazuje się jako projekt audiowizualny.

W tym imponującym zestawieniu Natalia najbardziej ceni sobie różnorodność stylistyczną:

Do współpracy przy remixach udało nam się zaprosić naprawdę wspaniałych ludzii artystów, których od lat cenię lub tych, których poznałam stosunkowo niedawno i których twórczość zrobiła na mnie wrażenie. Każdy reprezentuje inną jakość, inny koloryt, zupełnie inny styl muzyki. Cieszy mnie, że wszyscy zaproszeni goście bez wahania postanowili skonfrontować się z moimi piosenkami. Zawsze fascynowało mnie jak pod różnym kątem można podejść do jednego utworu… To, co dostaliśmy od poszczególnych producentów to ich własne spojrzenie na fragmenty „Lupus Electro”. Dzięki nim te numery zaczęły żyć trochę innym życiem, dostały rumieńców!



Album możecie odsłuchać na iTunes, Deezer, Spotify, Tidal, Wimp, Empik  oraz Muzodajnia.

U Know Me Records prezentuje: Teilete & Jonkpa B-Day

ukm teielte jonkpa bday

Jeśli jednego wieczoru solenizantów jest dwóch, to wiadomo, że będzie co najmniej grubo. Kiedy świętowanie połączone jest bezpośrednio z imprezą U Know Me Records, to jest już wir – bo z nimi, jak wiadomo, nie bywa słabo.

A w skrócie: piątek, 27.03., barStudio. Urodziny Teielte, urodziny Jonkpy. Gościnnie Envee i standardowo Buszkers. I niech Was pozory kolejnych urodzin nie mylą – ci panowie bawią się jak mało kto, a o dobre samopoczucie gości dbają jeszcze lepiej, co jest informacją potwierdzoną – zresztą jako przedsmak możecie sami się o tym przekonać, odpalając poniższe video z Up To Date Festival. Więcej właściwie nawet nie trzeba dopowiadać, przyjdźcie więc, chłopakom sprawcie radość i sami wkręćcie się w wir!


27.03.2015, barStudio
U Know Me Records prezentuje: Teilete & Jonkpa B-Day
start: 22:00
wstęp: 10 pln

WYDARZENIE NA FACEBOOKU

Ruszają eliminacje do VII edycji beatbattle.poznan!

bbp

Już po raz siódmy mamy zaszczyt zaprosić Was na Mistrzostwa Polski Beatmakerów Beatbattle.poznan! 7 (przypadek?) marca w Poznaniu ponownie kilkunastu młodych producentów stanie do walki o tytuł w dwóch kategoriach: BEAT SHOW i LIVE ACT. (więcej…)

Nowe EP: U Know Warsoul

pets_046_vinyl_circleNakładem Pets Recordings, kojarzonej ze szczecińskim duetem Catz ‚N Dogz, ukazał się unikalny winyl będący hołdem dla dwóch niezmiernie istotnych warszawskich środowisk twórczych niezależnej muzyki. Koncerty organizowane przez Warsoul pamiętamy szczególnie, a wydawnictwa U Know Me dumnie zdobią nasze muzyczne regały. Na epce będziecie mogli usłyszeć m.in. finalny zapis sesji Niewinnych Czarodziejów, CoultrainaBlack Spade’a, której magiczną atmosferę opisywał przed trzema laty Envee.

Nie można oprzeć się wrażeniu, że ten projekt to zacny uśmiech w kierunku nieodżałowanego Maceo. Odpoczywaj w pokoju, Maćku.

Relacja z Red Bull Music Academy Weekender Warsaw

rbma_2

 

Relacja z festiwalu Red Bull Music Academy Weekender Warsaw
– Pałac Kultury i Nauki za sprawą swej wyjątkowej iluminacji, przez ostatni weekend stał się muzycznym drogowskazem na mapie Warszawy.

Po serii koncertów, które odbyły się w Madrycie, Sztokholmie i Tokio nadeszła pora na wizytę „mobilnego” festiwalu Red Bull Music Academy Weekender w Warszawie. Przez trzy dni, na czterech scenach rozlokowanych w różnych lokalizacjach w samym sercu miasta, mieliśmy okazję zobaczyć ponad 30 artystów takich jak: Danny Brown, BRODKA XS, Looptroop Rockers, Onra, Moritz von Oswald Trio feat. Tony Allen & Max Loderbauer, Pink Freud, Shed, Diamond Version, Ladi6, Benjamin Damage, Jessy Lanza, Falty DL, Rebeka, Niewidzialna Nerka na Żywo, Mikromusic i innych.

Dla wielu muzyków udział w Red Bull Music Academy to prestiż i spełnienie marzeń. Ta niezwykła platforma kształtująca muzyczną przyszłość jest otwarta dla wszystkich pasjonatów wyrafinowanych rytmów i dźwięków. Polską edycję festiwalu RBMAWeekender poprzedził czwartkowy koncert niemieckiego kompozytora Hauschki, który oczarował publiczność w Studio im. Agnieszki Osieckiej oraz na antenie radiowej Trójki. Dzięki temu, że koncert był transmitowany nie tylko w radio, ale i na stronie internetowej, każdy mógł usłyszeć i zobaczyć w formie video ten wyjątkowy występ. Haushka zaprezentował bowiem ciekawy eksperyment elektroniczny wykonany na bardzo oryginalnym instrumencie: preparowanym fortepianie. Dzięki włożeniu między struny różnych elementów typu śrubki, gwoździe, sztućce lub nawleczeniu na struny koralików można wydobyć naprawdę nietypowe i zaskakujące barwy dźwięku.

W piątek na Placu Defilad zgromadzili się fani m.in. Rebeki, Jessy Lanzy, FaltyDL czy Dam-Funk. Obecność obowiązkową należało zaliczyć tego dnia na premierowym koncercie BRODKA XS, będącym wyjątkowym projektem muzycznym. Dobrze znane polskiej publiczności utwory zostały tak przearanżowane, by można je było zagrać na małych instrumentach typu: dzwonki, mini-gitarki, trójkąty czy… iPhone. Mimo niewielkich gabarytów tych sprzętów koncert wypadł niezwykle efektownie, a nowa odsłona popularnych utworów w stylu „Krzyżówka dnia” — bardzo oryginalnie.

rbma_3

W tym samym czasie w przestrzeniach Pałacu Kultury na scenie baru Studio występowała Chloe Martini — objawienie polskiej sceny beatowej. Czarując swym stylem r&b i remiksami utworów takich jak „Latch” Disclosure, wprawiła wszystkich obecnych w magnetyczny i hipnotyzujący nastrój.

Scena Teatralna należała do zespołu Niewidzialna Nerka, którego twórczość stanowi swoisty hołd dla rodzimej kultury hip hopowej. Występ Vienia, WłodiegoSpinache’a oraz Rasa, pełen odwołań do wspomnień i sentymentów, został przyjęty z dużym entuzjazmem przez zgromadzonych pod sceną. O oprawę muzyczną perfekcyjnie zadbali Night Marks Electric Trio we wsparciu z DJ Steezem. Odświeżenie rapowych klasyków z lat 90-tych oraz zaprezentowanie ich w nowych wersjach okazuje się być strzałem w dziesiątkę; nie zabrakło reinterpretacji kawałków takich, jak: „Się żyje”, „Ja wiedziałem, że tak będzie”, czy „93-94”, czyli utworów, na których wychowało się liczne grono obecnych na sali 30-latków.

Nie da się ukryć, że główną uwagę skupiał tego dnia Danny Brown — jedna z najbardziej unikatowych postaci świata rapu ostatnich lat. Od samego początku swego koncertu ten szalony raper z Detroit zawładnął roztańczoną publicznością. Połączenie gwiazdy rocka z niewątpliwym talentem raperskim, oryginalnym głosem i świetnymi beatami objawiło się w energetycznym show, za które fani pięknie się odpłacili wiernie recytując rymy esencjonalnych utworów „Dip” czy „Monopoly” (swoją drogą bezlitosnych bangerów).

rbma_4

Trzeci dzień festiwalu bez wątpienia należał do grupy Looptroop Rockers, ikony europejskiego hip hopu. Szwedzi: PromoeEmbeeSupreme Cosmic tryskali pozytywną energią skutecznie zarażając nią wszystkich dookoła (zwłaszcza przy utworach „Fort Europa” i „Looking for love”). Zespół, podczas swej kolejnej już wizyty w Polsce, zaprezentował najlepsze numery z ponad dziesięciu lat działalności. Nie zabrakło też odniesień do obecnej sytuacji na Ukrainie; w końcu Looptroop jest znany z tego, że ich utwory są zaangażowane polityczno-społecznie.

Rodzimy zespół Kamp! to jeden z najbardziej rozpoznawalnych zespołów na polskiej scenie muzycznej. Jak zawsze wzbudzając wiele pozytywnych emocji, chłopcy tym razem zaskoczyli publiczność swoim nowym materiałem, który powstał podczas sesji w Red Bull Studio w Madrycie. Oprócz znanych i lubianych electro-popowych brzmień, nie zabrakło więc nowych utworów w stylu „A new leaf”.

W muzyce Klaves, czyli Mikołaja Gramowskiego, czuć z kolei mocną fascynację brytyjską sceną klubową. Ten mający zaledwie 22 lata polski producent brał już udział w kilku dużych festiwalach, takich jak choćby Open’er czy Burn Selector Festival. Na scenie baru Studio wypadł wprost rewelacyjnie. Jego słodkie, dyskretne kompozycje podszyte taneczną pulsacją znakomicie wprowadziły w klimat gromadząc pod sceną z minuty na minutę coraz więcej osób.

Jednym z najjaśniejszych punktów Weekendera był niewątpliwie występ Onry, czyli Arnauda Bernarda. Znany z numerów takich jak „High Hopes”, „The Anthem” czy „Chinoiseries”, francuski beatmaker kolejny raz odwiedził nasz kraj, by zaprezentować swą niebanalną twórczość. Jego electro-funk, nowoczesny soul i inspiracje czerpane m.in. z Wietnamu są jego wizytówką rozpoznawalną na całym świecie. Dzięki niemu Bar Studio w sobotnią noc został wypełniony po brzegi, a Onra potwierdził tym samym, że wciąż znajduje się na fali dryfując między jedną, a drugą inspiracją muzyczną.

rbma_1

Podczas festiwalu nie zabrakło również nagrań An On Bast i Macieja Fortunę z elektroakustyczną interpretacją muzyki filmowej Krzysztofa Pendereckiego, czy szalonej końcówki sobotniej nocy w Boiler Roomie, odbywającym się w klubie 55, gdzie pojawili się reprezentanci ekipy SoulectionESTA., Joe Kay czy The Whooligan.
Jazzowa formacja Pink Freud, która tego samego dnia wystąpiła również na znanym warszawskim pikniku, wzięła na warsztat utwory kultowego zespołu Autechre. Fakt, że naprawdę ciężko się było dostać na ten koncert najlepiej potwierdza, że występ wypadł znakomicie. Warto też wspomnieć o niespotykanych kompozycjach kalifornijskiego artysty Dam Funka czy dopracowanego do perfekcji występu Tony’ego Allena i Mortza Von Oswalda. Takich gwiazd jak Eltrona Johna czy Sheda reklamować nie trzeba. To właśnie ich występy zamknęły pierwszą polską edycję Weekendera, skutecznie wyciskając z publiczności ostatnie resztki energii.

Poza oficjalnym line-upem, na uwagę zasługuje również wsparcie muzyczne w wykonaniu Jana Szareckiego i Auera. Swoimi elektronicznymi wibracjami zagrzewali do tańca nie tylko zgromadzoną publikę w strefie gastronomicznej, ale również barmanów, którzy w swej pracy spisali się na medal (Ballantines Brazil z Red Bullem rządzi!). Osobne ukłony należą się w zasadzie całej obsłudze terenu festiwalowego, począwszy od osób sprawdzających bilety, po dyskretną ochronę i punkt medyczny czuwający nad bezpieczeństwem.

Mimo, iż RBMA Weekender odbywał się w centrum miasta w sprzyjających warunkach atmosferycznych, nie zdołał przyciągnąć tłumów, co dało się zauważyć m.in. w piątek w klubie Nowa Jerozolima. Takie zespoły jak Studio Barnhus, gwiazdy Sztokholmskiej edycji festiwalu Sónar, chyba nigdy nie grały dla tak nielicznie przybyłych. To wielka szkoda, bo 99 zł za dwudniowy karnet na występy w tak dobrze wybranych miejscach i za możliwość zobaczenia na żywo tak wielu ciekawych oraz zdolnych artystów w Polsce to rzadkość. Pozostaje mieć nadzieję, że następnym razem organizatorom uda się lepiej rozpropagować imprezę i tym samym zgromadzić więcej ludzi chętnych i otwartych na nowe doznania muzyczne.
Tym, którym nie udało się uczestniczyć w wydarzeniu oraz dla tych, którzy chcieliby przypomnieć sobie poszczególne występy, polecamy śledzenie strony Red Bull Music Academy Radio. Już niebawem ukaże się na niej weekenderowy zapis wybranych występów muzycznych. 

Za relację dziękujemy Magdalenie Skubisz.

Niewinni Czarodzieje (Envee & Maceo Wyro) – 9.03, Klub Pauza

niewinni-pińcet

9 marca zapraszamy na niezwykły, magiczny wieczór, podczas którego Maceo WyroEnvee zaczarują Was możliwie najpiękniejszymi dźwiękami. Grupa Niewinni Czarodzieje aka Innocent Sorcerers powstała w Warszawie w roku 2002. Rok później, nakładem londyńskiej wytwórni Fluid Ounce, wydali dwa single – „Believe & See (feat. Joseph Malik)” oraz „Anthem”. Produkowali remixy m.in. dla takich artystów, jak Slope, Sistars, Koop i S.U.M.O, które zostały wydane na winylach Sonar Kollektiv, Compost Records i Heya HiFi.

W 2005 ukazał się singiel „One Dollar Race” (Raw Fusion Records), który zdobył uznanie na całym świecie, pojawiając się m.in. na playlistach tak renomowanych dj’ów jak Gilles Peterson, Laurent Garnier, Peter Kruder, Charles Webster i Mr. Scruff. Utwór był licencjonowany na składanki w Japonii i Afryce oraz do ścieżki dźwiękowej szwedzkiego serialu „Hombres”.

Innocent Sorcerers powracają w 2010 roku z nowymi pomysłami, świeżym materiałem i pozytywną energią. Nowa odsłona duetu to żywiołowy live-act na cztery gramofony i dwa samplery. Muzycznie projekt oscyluje wokół nowych beatów z pogranicza hip hopu i elektroniki, jak również funku, soulu, a nawet dubstepu. Autorskie mash-upy, zaskakujące kolaże dźwiękowe, a przede wszystkim tłuste, wypasione groove’y to niewątpliwe atuty na nowo zawiązanej koalicji Envee’go i Maceo.

09.03.2013, Klub Pauza, Kraków
Niewinni Czarodzieje
start: 22:00
wejście: free!

WYDARZENIE NA FACEBOOKU

Selekcja gości: najlepsze albumy (i nie tylko) 2012

Co roku na nasze półki trafiają płyty, które pokochaliśmy z całego serca i do których będziemy wracać przez następne dwadzieścia lat. Absolutne must-have 2012 lub jak kto woli must-listen 2012, listę przygotowaną przez redaktorów Miski poznacie już na dniach, ale zanim to nastąpi, zapraszamy do przeczytania artykułu w którym dyskusję na ten temat podjęli zaproszeni przez nas goście. Wyjątkowo w tym roku refleksjami podzieliły się z nami dwie zagraniczne piosenkarki, Andreya TrianaBetty Wright. Nie zabrakło też sporej reprezentacji polskiej sceny, od muzyków (Maceo Wyro, Spisek Jednego, Iza Kowalewska, Natalia Lubrano), przez dziennikarzy (Andrzej Cała, Radek Miszczak), do ludzi związanych bezpośrednio z branżą (Groh, Grabiszczy). Jakby tego było mało, Envee podsumował rok 2012 nie tylko ze względu na krążki, ale także piosenki, wydarzenia i miejsca. Wszystko co najlepsze poniżej:

Andreya Triana

(eksperymentalna artystka, pochodząca z Londynu; wydała w 2010 roku album Lost Where I Belong)

Cody Chesnutt  – Landing On A Hundred, Vibration Vineyard / One Little Indian (2012)

To jest definitywnie mój ulubiony album z 2012 roku. Cody ChesnuTT nie wydał nic w przeciągu ostatnich dziesięciu lat, dlatego byłam bardzo podekscytowana kiedy usłyszałam, że nowy album nadchodzi. Ta płyta była warta czekania, myślę, że jest pełna soulu, szczerości i prawdy. Naprawdę ten krążek wprawia mnie w dobry humor. Najlepsza piosenka z płyty to „What Kind of Cool (Will They Think of Next)”.

Betty Wright

(wokalistka R&B, która zdobyła sławę już w latach 70.; jej ostatni album Betty Wright: The Movie to niezwykła kolaboracja z zespołem The Roots)


Anthony Hamilton  – Back To Love, RCA (2011)

Eric Benét  – The One, Jordan House Records / EMI (2012)

Muszę powiedzieć, że jest to remis pomiędzy Hamiltonem i Benétem. Czuję jakby niemal wdarli się do kobiecego serca w sposób, w jaki dawni twórcy zwykli to robić. Dla mnie to działa. Jest dla mnie błogosławieństwem fakt, że przyjaźnię się z obydwoma i jestem z nich dumna! (Ta jedyna, Panie zmiłuj się, nazywam to modlitewną piosenką, byłem głupcem… – śpiewał Anthony).

Radek Miszczak/ Agencja Joytown

(redaktor prowadzący i współautor książek „Beaty, rymy, życie. Leksykon muzyki hip-hop” (2005) i „Dusza, rytm, ciało. Leksykon muzyki r&b i soul” (2008); polski promotor festiwali Hip Hop Kemp i Rock for People, prowadzący reaktywowanego bloga dobry.numer 2.0)

Big Boi  – Vicious Lies and Dangerous Rumors, Def Jam (2012)

Tę płytę mogę polecić każdemu, który z jakichś powodów przespał ostatnie 2-3 lata w muzyce i nie wie, co się obecnie tworzy, w jakim kierunku poszły i idą dalej czarne brzmienia. Bowiem obraz, jaki prezentuje Big Boi, jest jak najbardziej godny szerokiego rozprzestrzenienia (w 2012. tzw. share’owania) i należy sprawiać, by te brzmienia dotarły do jak największej ilości złaknionych wysokiej jakości osób. A dlaczego? Chociażby dlatego, iż zupełnie nie da się ich umieścić w żadnej z szufladek, podkreślając dobitnie, że ich era bezpowrotnie minęła. Można tu mówić o electropopie, można mówić o brudnym południu, można o klubowym r&b na syntezatorach, ale wszystko to nie ma większego sensu. Całość brzmi bowiem bardzo eklektycznie, ale przy tym kompletnie, nie od czapy, pokazując całe spektrum kapitalnych brzmień, jakie obecnie wypuszczają w świat patrzący w przyszłość muzycy. Po kim, jak po kim, ale po połowie OutKastu można się było spodziewać, iż podobnie jak w macierzystej formacji będzie dawał „coś więcej” i wskazywał kierunek na przyszłość. I jak miło stwierdzić, że spełnia pokładane oczekiwania, a nawet je przewyższa. Docenić należy, jak już wcześniej napisałem, perfekcyjnie zróżnicowaną i zbilansowaną warstwę muzyczną oraz kunszt gości (także z różnych bajek, ale w rewelacyjnych formach, by wspomnieć Bun B, Ludacrisa, Little Dragon, Phantogram i rezydentów z rodziny Dungeon – Sleepy Brown, Killer Mike). Rap Big Boi’a, jak zwykle, to nie popisy techniczne czy miliardy flow w jednym kawałku, ale trzyma wysoki poziom i odnajduje się na każdym z jakże zróżnicowanych bitów – i tych zaraźliwie wpadających w ucho („Mama Told Me”, „CPU”), i tych połamanych („Higher Res”), i bangerach („Gossip”), przy niemalże karykaturze pościelowego r&b („She Said OK”) czy zahaczającym o balladę, wzruszającym „Descending” (definitywnie ten numer powinien zamknąć album). Nie jestem pewien, czy próby śpiewu w blisko popowym „Tremendous Damage” to słuszny kierunek, ale nawet jeśli, to spokojnie można wybaczyć. W jak wielu wypadkach macie ochotę powtórzyć kawałek po jego pierwszym przesłuchaniu? I potem jeszcze raz? I jeszcze, i jeszcze… ? W przypadku kawałków z Vicious Lies and Dangerous Rumors miałem taką sytuację przynajmniej z połową numerów, a płytę skatowałem w ciągu jednego tygodnia niemalże do śmierci, a nie przejadła się do tej pory. Obstawiam ją jako instant classic.

Maceo Wyro

(Niewinny Czarodziej; gra, produkuje, remiksuje, pisze; organizuje muzyczne eventy; człowiek-orkiestra)

Frank Ocean  – channel ORANGE, Def Jam (2012)

Album którym zajarałem się jak dzieciak od pierwszego przesłuchania. Dopracowany w najmniejszym szczególe, a zarazem cudownie chaotyczny i chwilami wręcz naiwny. Frank Ocean zdecydowanie trafił na swój moment, którego być może nigdy już nie uda mu się powtórzyć, a jeśli tak, to na pewno nie w tak świeży sposób. Ta płyta ma wszystko, co powinien mieć kandydat na future classic, czyli charyzmę, energię i oryginalny pomysł. Nie wiem, czy to r’n’b, pop, czy new age fusion, ale szczerze mówiąc, mało mnie to obchodzi. channel ORANGE to mój absolutny hit lat, który zawsze będzie mi przypominał o tym, że 2012 był wyjątkowo udanym rokiem.

Iza Kowalewska

(wokalistka w zespole Muzykoterapia; ich ostatni album Piosenki Izy pochodzi z 2011 roku)

Philippe Jaroussky, Max Emmanuel Cencic, William Christie, Les Arts Florissants – Duetti Da Camera, EMI Music (2012)

Od początku roku mam totalną zakrętkę na super kontratenora Philippa Jarouskiego, kupiłam jego wszystkie płyty, wszystkie bez wyjątku rewelacyjne! Gra z najlepszymi muzykami klasycznymi, najlepszymi orkiestrami… ten młody człowiek osiągnął sukces jakiego pragną rzesze wokalistów na świecie! Ale nie o sukces tu chodzi, ale tylko o wyjątkowość Philippa! Koloratura godna Kathlyn Batle, skromność, ogromna charyzma sceniczna! Arie Vivaldiego w jego wykonaniu pod dyrekcją Spinozy istny majstersztyk, ogromnie mną wstrząsnęła ta płyta, otwierają się niebiosa gdy go słucham! Szok szok szok! Niesamowite przeżycie. Ale ja często się podniecam muzyką ponieważ ją kocham, a ona mi odwzajemnia np. takimi odkryciami jak Phlippe Jarousky.

Ment XXL

(1/2 kultowego rapowego składu Rasmentalism; dj)

Frank Ocean  – channel ORANGE, Def Jam (2012)

Z jednej i podstawowej przyczyny: tego albumu słuchałem w tym roku najwięcej mimo, że nie wyszedł w styczniu. Podoba mi się pod każdym względem i z ulgą słucham go nadal. Pomijając wszystkie kwestie otaczające promocję tej płyty – jest wyśmienita i jeśli mam postawić jakiś tytuł koło daty 2012, to zdecydowanie ten.

Natalia Lubrano

(wokalistka zespołu Miloopa, zasilająca także szeregi wytwórni Kayax; współpracowała m.in. ze Smolikiem)

Lianne la Havas  – Is Your Love Big Enough?, Warner Bros (2012)

Wobec panującej mody na „odłączenie od fejsbuka” cieszę się, iż nie dołączyłam do grona wolnych od „łańcucha zjadaczy czasu”. Pewnie dziwicie się dlaczego się tak cieszę? Otóż gdyby nie fejsbuk, nie dowiedziałabym się o istnieniu artystki Lianne La Havas, o której kilka miesięcy temu było głośno. Liczba jej filmów live jeszcze przed wydaniem płyty Is Your Love Big Enough? była imponująca. Co najlepsze, jej występy live uwiecznione na dziesiątkach materiałów stoją zawsze na wysokim poziomie. Miałam ostatnio okazję przekonać się na żywo w Berlinie, że Lianne La Havas to nie jest ściema, w przeciwieństwie do Lany del Rey, ta laska naprawdę śpiewa i nie jest to efekt mozolnej pracy w studio czy wykucia na pamięć patentów wokalnych. Kompozycje na Is Your Love Big Enough? to zbiór ładnych i zgrabnych piosenek, opartych często o niebanalne riffy gitarowe o zabarwieniu jazzowym (Lianne jest również gitarzystką). Teksty, jak sama Lianne twierdzi, pochodzą głównie z jej doświadczenia życiowego (ona ma tylko 23 lata!), ale bije z nich życiowa mądrość. Polecam album wszystkim, którzy szukają czegoś świeżego, naturalnego i nieskalanego jakąś dziwną modą na nadużywanie delay’a na wokalach. Pozdrawiam wszystkich!

Spisek Jednego

(1/3 składu Night Marks Electric Trio; producent, dj)

Cid Rim  – Micro Album, Lucky Me (2012)

Największe wrażenie w tym roku zrobił na mnie album Clemensa Bachera, znanego szerzej jako Cid Rim. To Wiedeńczyk, który chodził do jednej klasy z Dorianem Conceptem, a następnie wraz z nim oraz m.in. z The Cloniousem współtworzył zespół JSBL. Clemens Bacher jest przede wszystkim muzykiem oraz perkusistą, potem dopiero producentem. Dzięki temu Micro Album brzmi wyjątkowo na tle tegorocznych wydawnictw. Na płycie usłyszymy zabawy rytmem oraz fakturą dźwięku, perkusyjne przejścia, nieoczekiwane synkopy i akcenty. Tam gdzie powinno być „pod nóżkę” Cid Rim kładzie rytmiczne kłody. Nie z niewiedzy, ale z premedytacją, pod prąd. To trudna muzyka, która swoim pięknem i wielością warstw zaabsorbowała mnie na długie tygodnie. Dodajmy do tego, zamykający album, rewelacyjny remix Doriana Concepta, który stał się klasykiem już w momencie, kiedy świat usłyszał go w Essential Mix Rustiego na antenie BBC1. Ja usłyszałem go po raz pierwszy podczas RBMA Bass Camp. Żegnając wówczas Doriana, zapytałem tylko: kiedy to będzie wydane?. Na oficjalny release warto było czekać. Jest to album, który na pewno obroni się wpływowi czasu i za rok, dwa będzie brzmiał równie świeżo, co w sierpniu 2012.

Roux Spana

(założyciel składu Roux Spana Beat Trio; producent, dj)

Miles Bonny x B.Lewis  – Egg Black, self-released (2012)

Zdecydowanie mój top tego roku. Genialne piosenki, świetna produkcja. Miles, którego uważam za jednego z najciekawszych wokalistów soulowych ostatnich paru lat, połączył siły z B.Lewisem i ostatecznie stworzyli materiał bez skazy. Bonny ze swoim ciepłym głosem idealnie odnalazł się na przestrzennych produkcjach producenta z San Francisco. Idealne połączenie futurystycznych, neo-soulowych beatów z pełnym wyrazu i emocji głosem Milesa. Wracałem do tego materiału często i zapewne będę wracał dalej.

Andrzej Cała

(współautor książek: „Beaty, rymy, życie – leksykon muzyki Hip-Hop” (2005), „Dusza, rytm, ciało – leksykon R&B, Soul” (2008), dziennikarz muzyczny, kolekcjoner płyt)

The Floacist  – presents Floetry Re:birth, Shanachie Records (2012)

Tak naprawdę nie o sam kawałek („Say Yes”) chodzi, bo na płycie są lepsze, lecz właśnie o cały album. Dla mnie najbardziej pozytywna niespodzianka 2012 roku. Pierwsze solo Natalie Stewart nie wywołało we mnie żadnych emocji, ot przyzwoita, miła soulowa porcja zgrabnych numerów. Tegoroczne wydawnictwo porwało bez reszty. Raptem dziesięć kawałków, niespełna 40 minut muzyki, ale ileż przyjemności, ileż rozkoszy dla ucha…

Groh

(założyciel wytwórni JuNouMi Records, U Know Me, Funky Mamas and Papas Recordings; dj, promotor)

S3 – Supa Soul Sh*t, Melting Pot Music (2012)

Moją ulubioną płytą w tym roku jest Supa Soul Sh*t, czyli projekt wiedeńskiego producenta Brenka Sinatry oraz amerykańskiego piosenkarza i muzyka z polskimi korzeniami – Milesa Bonny. Płytę tę wybrałem z dwóch powodów. Po pierwsze, jestem wielkim fanem mieszkańca Kansas City, którego głos od dawna gości w moich słuchawkach, a album ten po raz kolejny udowadnia, że w XXI wieku można nagrywać soulowe perełki. Drugi powód, to możliwość usłyszenia owego materiału na żywo i to w dniu jego światowej premiery, co miało miejsce w październiku, w Warszawie. Magiczny był to koncert i mój podziw dla autorów S3 dzięki niemu tylko wzrósł. Szczerze polecam i zgadzam się z Milesem, który wspomniał niedawno, że przy tej płycie poczętych będzie wiele nowych żyć…

Grabiszczy

(były redaktor Ślizgu; szef wytwórni Tu Wolno Palić)

Ab-Soul  – Control System, Top Dawg Entertainment (2012)

Cześć, mam na imię Krzysztof i jestem kendrickoholikiem. W związku z tym wybór najlepszego krążka 2012 jest dla mnie formalnością. Ale że współuzależnionych braci w światku hip-hopowym jest na pęczki, to Good Kid, m.A.A.d. City i tak zapewne zbierze w sondzie Soulbowla mnóstwo głosów. Skorzystam więc z okazji i spropsuję tu jego kolegę z labelu Top Dawg Entertainment, Ab-Soula, i jego „Control System”. €œSaid I was the underdog, turns out I’m the secret weapon rapuje ten 25-latek w pierwszym numerze na płycie. No kurwa, raczej, Murzynie, że jesteś sekretną bronią labelu TDE i składu Black Hippy. A właściwie byłeś, bo po wydaniu Control System już nikt nie powinien patrzeć na ciebie jako na underdoga. Nie cierpię spiskowych teorii dziejów i związanego z nimi obłędu, co sugerowałby tytuł materiału. Ale Soul Brother #2, jak określa się członek TDE, sprzedaje swoje lęki w bardzo przystępny sposób. Zresztą postarał się nie przesadzać z epatowaniem nimi. Ba, stanowią one mniejszość na tym albumie. „Pinneal Gland” to na przykład odskocznia w stronę narkotyków z takim klimatem (brawo, Tae Beast!), że pewnie po wysłuchaniu niejeden zainspirowany eksperymentator zdecydował się oszukać swoją szyszynkę oksykontinem. Proszę, nie mów mojej mamie, że to nie marihuana…, ta… Z kolei „Book Of Soul” to do bólu szczera opowieść o życiu Ab-Soula. Co takiego ma do opowiadania młody Afroamerykanin zanurzony po uszy w hip-hopie, zapytasz. A na przykład to, jak przez przemiłą chorobę Stevensa-Johnsona (szperanie w Google tylko dla ludzi o mocnych nerwach) nie widział na oczy przez 2-3 miesiące albo jak jego wieloletnia miłość Alori Joh (tak, ta sama, którą można usłyszeć na dwóch innych numerach z tej płyty) popełniła samobójstwo. Why Lori? Why’d you have to take her from me? / Guess you needed your angel face for all of heaven to see. Pełna wzrucha. Styl Ab-Soula jest nie do podrobienia. To, co ten skubaniec wyprawia na takim „Track Two”, to jest maestria w okiełznywaniu flow. Swoim wysokim głosem, momentami brzmiącym paranoicznie, momentami cholernie charyzmatycznie, niszczy każdy podkład. Czy to twardy „Black Lip Bastard”, czy spokojne „Empathy”,gdzie raper sobie podśpiewuje (do czego prawdę mówiąc ma warunki zdecydowanie lepsze niż Kendrick Lemar), czy większość pozostałych opartych na klimatycznych klawiszach produkcji Ab-Soul błyszczy i przykuwa uwagę. Żeby nie było, że spuszczanko pełne i bezkrytyczne uprawiam, przyznać muszę, że są dłużyzny. „Mixed Emotions”, „Showin’ Love” i „Nothing’s Something” bez żalu bym wyrzucił. Ale szczerze mówiąc z każdym innym trackiem miałbym już problemy, a i do tych zdążyłem się już przywiązać . Zresztą to tylko 12 z 71 minut. Reszta zasługuje na pokłony. Niniejszym swoje biję i umieszczam Control System w ścisłej czołówce płyt rapowych 2012 roku.

Envee

(Niewinny Czarodziej; producent, dj; współpracował m.in. z Fiszem Emade, Smolikiem, Sistars)

zjawisko:
Moja Córcia
Nakamarra „Hiatus Kaiyote”
Hiatus Kaiyote / Session

Boiler Room

wydarzenie:
Bass Camp Warsaw (RBMA)

filmik:
Kilian Martin: Altered Route (muzyka: Patrick Watson „Adventures in Your Own Backyard”)

film:
Moonrise Kingdom

przeboje:
Gregory Porter „1960 What (Opolopo Kick & Bass Rerub)”
FETSUM „Waitin’ For You”
Danny Brown „Grown Up”
Jessie Ware „Running (Disclosure Remix)”
Major Lazer „Get Free”
This Must Be The Place

albumy/EP:
Jack White – Blunderbuss
Lianne la Havas – ls Your Love Big Enough?
Vijay Iyer Trio – Accelerando
EPROM – Metahuman
Frank_Ocean – channel ORANGE
Souljazz Orchestra – Solidarity
TNGHT – TNGHT EP
Visioneers – Hipology
Antibalas – Antibalas

koncerty:
Natu – Kozmic Blues (Tribute to Janis Joplin)
Maja Kleszcz & Incarnations

miejsce:
Warszawa

Noon i Envee zasiądą w jury 5. Mistrzostw Polski Beatmakerów

Po zeszłotygodniowym odsłonięciu pierwszych kart, przyszedł czas na ogłoszenie kolejnych dwóch postaci, które zasiądą na kanapie sędziowskiej podczas 5. Mistrzostw Polski Beatmakerów.

Tegoroczne jury to połączenie „doświadczonych w boju, jak i doświadczonych na scenie”. Oprócz zwycięzców poprzedniej edycji Beat Battle, o wyniku zawodów decydować będą również dobrze znani i szanowani producenci, mający na swoim koncie wiele projektów. Listę polskich sędziów zamykają dziś oficjalnie NoonEnvee!

Pierwszemu z nich, bardzo dobrze znana jest poznańska rywalizacja beatmakerów. Już w zeszłym roku Mikołaj Noon Bugajak miał przyjemność (wierzymy!) sędziować zawody Beat Battle. Podobnie jak ostatnio, tak i przy tej okazji będzie przewodniczącym jury. Jego wybory nie budziły wielu wątpliwości, czego dowodem jest występ w finale dwóch najlepszych producentów tamtego wieczoru. Dzięki płytom z Grammatikiem, Pezetem, wydawnictwom solowym czy też działalności pod szyldem Audio-Games.plNowe Nagrania, Noon stał się prawdziwym autorytetem w dziedzinie produkcji, z którego zdaniem na pewno liczyć się powinien każdy z potencjalnych uczestników.

Envee to niezwykle uznany i doświadczony producent. Liczba, a także nazwiska artystów, z którymi współpracował świadczą o nie lada wszechstronności kolejnego z członków naszego jury. Natalia Przybysz, Tomasz Stańko, Andrzej Smolik i Fisz to jedynie mały procent tych, z którymi dzielił scenę i studio nagrań. Dowodem na to jak ważną postacią na naszym muzycznym podwórku jest Envee, może być jego udział w tegorocznej edycji Red Bull Music Academy Bass Camp w roli wykładowcy. Jak sprawdzi się jako sędzia zawodów Beat Battle będziecie mogli przekonać się już 15. grudnia.