janelle monae
Recenzja: Wondaland Presents: The Eephus

Wondaland Records
The Eephus (2015)
Wondaland Records

Mleko się rozlało. Kości zostały rzucone. Słowo się rzekło. Co się stało, to się nie odstanie. Zastanawialiście się kiedyś co zrobi Janelle Monáe, gdy zakończy sagę Metropolis? Ona pewnie też o tym myślała, bo przed dwoma laty przy okazji The Electric Lady przedłużyła serię o kolejne dwie suity. Na odejście od międzygalaktycznej stylistyki i progresywnej nowatorskiej fuzji R&B z innymi gatunkami zdecydowała się jednak już teraz.
Idea Wondaland Records (wcześniej Wondaland Arts Society) przewijała się w kuluarach twórczości Monáe właściwie od początku jej kariery, a przynajmniej od powstania kosmicznego konceptu Metropolis. Można było odczytywać je wówczas jako kreatywne zaplecze piosenkarki, która choć była mastermindem całego przedsięwzięcia, nie zaszłaby zbyt daleko bez enigmatycznych — Nate’a Wondera i Chucka Lightninga, którzy w różnych konfiguracjach są współautorami i producentami zdecydowanej większości piosenek artystki. Ci sami panowie zajęli się także songwriterską i produkcyjną stroną The Eephus, które rozszerza pojęcie Wondalandu na kilka nowych podmiotów wykonawczych — m.in. debiutującego z impetem Jidenny oraz znany z The ArchAndroid funkrockowy duet Deep Cotton. Na epce w nowej roli i pod własnym nazwiskiem pojawia się także także stały współpracownik Monáe — Roman GianArthur.
Podstawowe pytanie, jakie nasuwa się podczas odsłuchu tak naprawdę któregokolwiek z utworów na krążku to dlaczego. Monáe miewała na swoich dotychczasowych płytach niezbyt natchnione momenty, które jednak zawsze udawało się wpisać w koncept przedsięwzięcia na tyle naturalnie, że nie było problemu z ich legitymacją. The Eephus jest właściwie zbiorem właśnie takich nienatchnionych momentów odizolowanych od jakiejkolwiek sensownej myśli przewodniej — czy to ideologicznej, czy stylistycznej. Przeciętność można sprzedać prościej i liczniej, czego koronnym dowodem jest (o zgrozo!) największy komercyjny przebój w karierze Monáe — „Yoga”, drastyczny stylistyczny zwrot w stronę bezrefleksyjnej radiowości. Niewiele lepiej, choć jednak odrobinę bardziej wyraziście wypada partner w zbrodni Janelle — Jidenna — w narcystycznym „Classic Man”, które udało się wypromować w amerykańskim radiu na bazie nieortodoksyjnego imidżu wokalisty i generycznego bictu pożyczonego od Iggy Azalei, która z kolei wcześniej ukradła go Tydze. Koniec końców — seks i szpan to w czarnej muzyce nadal niepokonany oręż w walce o lokaty na listach sprzedaży. Z tego też powodu „Classic Man” pojawia się na ledwie 20-minutowej epce aż dwukrotnie, wieńcząc wydawnictwo niepotrzebnym featuringiem Kendricka Lamara. Ideałom wierne pozostaje jedynie Deep Cotton, które otwiera The Eephus pop-funkowym „Let’s Get Caught” w sferze wokalno-aranżacyjnej zawdzięczające wiele Prince’owi.
Dlaczego Wondaland z, wydawałoby się, przyczółku nieskrępowanej kreatywności na muzycznej mapie czarnej Ameryki przeistoczył się w kolejną kuźnię schematów? I jak wpłynie to na kolejne projekty Monáe i spółki? Ciąg dalszy na pewno nastąpi niebawem.
Protest Song od Janelle Monáe i Wondaland Records

„HELL YOU TALMBOUT” – krzyczy do nas nowy utwór Janelle Monáe i innych członków jej wytwórni Wondaland Records. Nagrany z okazji niedawnego marszu przeciwko brutalności policji utwór jest oszczędny w środkach, ale nie szczędzi wymowności. Pod rytm marszowej, etnicznej perkusji poszczególni członkowie labelu (w tym Jidenna, Deep Cotton, Roman GianArthur i oczywiście sama Janelle) wykrzykują imiona i nazwiska ofiar i apelują o pamięć o nich. Dodajemy do tego chwtliwy hymn i otrzymujemy doskonały hymn-protest song, w sam raz pod marsz w słusznej według artystów sprawie. Przy okazji przypominamy, że epka służąca za showcase Wondaland Arts Society wychodzi już jutro.
Okładka i tracklista epki Wondaland Records

Premiera epki wytwórni Wondaland Records przeciąga się już od kilku miesięcy, ale wygląda na to, że znamy już ostateczną datę. 14 sierpnia. Prezentujemy Wam zatem kosmiczną okładkę oraz tracklistę projektu zatytułowanego The Eephus. Będzie się on składał z sześciu utworów, z których niestety połowę już znamy („Yoga” oraz „Classic Man” w wersji bez Kendricka i z Kendrickiem). Drugie „niestety” jest takie, że nie usłyszymy tutaj już niczego więcej nowego od samej Janelle Monáe. Usłyszymy za to nowe utwory Deep Cotton, Jidenny, Romana GianArthura i St. Beauty. Materiał z pewnością spełni swoją rolę jako showcase składu wytwórni, ale z jakim efektem? Przekonamy się za dwa tygodnie.
1. Deep Cotton – „Let’s Get Caught (Ft. Jidenna)”
2. Jidenna – „Classic Man (Ft. Roman GianArthur)”
3. Janelle Monáe & Jidenna – „Yoga”
4. St. Beauty – „Going Nowhere”
5. Roman GianArthur – „iKnow”
6. Jidenna – „Classic Man (Remix) (Ft. Kendrick Lamar)”
Nowy teledysk: Janelle Monáe & Jidenna „Yoga”
„Yoga” jest chyba pierwszym utworem Janelle Monáe, który zdołał aż w takim stopniu podzielić słuchaczy. Pomimo mojej niechęci do eksperymentów artystki ze współczesnym r&b, nie mogę powiedzieć, że singiel ten nie jest klasycznym przykłądem earworma. Teledysk do piosenki również wygląda dość normalnie i ludzko jak na Janelle, ale wciąż przemyca ten magiczny pierwiastek wyższej klasy. Swoją drogą pierwsze ujęcie to chyba wyraźna inspiracja laureatem tegorocznego Oscara za film roku. W kipie pojawia się także współautor piosenki, wciąż nie wychodzący ze swojej charakterystycznej kreacji Jidenna. Premiera epki od ekipy Wondaland Arts Society już za około miesiąc.
Nowy utwór: Janelle Monáe & Jidenna „Yoga”
Przypominamy, że w maju będzie miała miejsce premiera The Eephus — epki promującej twórczość artystów zrzeszonych pod marką Wondaland Arts Society, będącej od niedawna częścią Epic Records. Projekt ten promowany jest przez singiel, w którym założycielka labelu Janelle Monáe występuje w duecie ze swoim podopiecznym Jidenną. Odnośnie „Yoga” nie mam niestety zbyt wiele dobrego do powiedzenia. Utwór uchylił się bardziej w muzycznym kierunku Jidenny i wyszła z tego gorsza wersja całkiem przyjemnego „Classic Man”. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się jak Janelle brzmiałaby w typowym dla współczesnego R&B, odtwórczym repertuarze, to właśnie tu i teraz macie niepowtarzalną (oby była niepowtarzalna!) okazję.
Epka od Janelle Monáe w maju

Od razu zaznaczamy, żeby zbyt długo nie wprowadzać Was w błąd — nie, nie będzie to kolejna suita Archandroida, nie będzie to nowy materiał solowy od Janelle. Eephus, bo taki tytuł będzie nosić to pięciotrackowe EP, będzie składanką promującą artystów zrzeszonych w jej wytwórni Wondaland Arts Society. Udzielą się na niej sama założycielka labelu, Roman GianArthur, grupa Deep Cotton, oraz ostatni nabytek: raper/wokalista Jidenna. Premiera epki zaplanowana jest na 6 maja, a jej wydanie zostanie wsparte przez Epic Records (lekkie zaskoczenie, gdyż do tej pory Janelle Monáe i jej Kraina Czarów działały pod skrzydłami Atlantic Records). Czekamy do maja, a tymczasem zapraszamy do zapoznania się z jeszcze świeżym debiutanckim singlem wspomnianego Jidenny.
Solange, Beyoncé i inni wspominają Voodoo D’Angelo
Niespodziewana premiera nowego albumu D’Angelo kompletnie przyćmiła fakt, że kilka dni temu powinniśmy świętować okrągłą (piętnastą) rocznicę premiery wybitnego Voodoo. Są oczywiście tacy, którzy pamiętali o tym mocno, a wśród nich Solange. Młodsza ze śpiewających sióstr Knowles wciąż rozkręca markę Saint Heron mającą na celu promowanie młodych soulowych i okołsoulowych talentów, tym razem postanowiła utrwalić pamięć o jednym z klasyków. Na stronie wytwórni pojawił się wczoraj artykuł, w którym wokalistka, jej bardziej znana siostra, oraz imponujący zestaw innych muzycznych znajomych wspomina premierę drugiego albumu D‚ oraz jego wpływ na całą współczesną muzykę. Voodoo to kościół, do którego wszyscy przychodzimy wyznawać wiarę w muzykę soul — takimi mocnymi słowami Sol otwiera własną wypowiedź. Beyoncé dodaje: to jest D.N.A. czarnej muzyki — cała ta miłość, ból, przekaz do społeczeństwa, surowość podkreślona przez jego lekkość w przechodzeniu niskiego wokalu do seksownego falsetu. Olbrzymim fanem wokalisty jest również A-Trak. D’Angelo odmienił muzykę r&b już przy okazji pierwszego albumu. Wydawało się niemożliwe by zrobić to drugi raz, a jednak udało mu się — deklaruje producent i szef wytwórni Fool’s Gold. Album dał mi zupełnie nowe spojrzenie na to, jak mogę posługiwać się moim instrumentem — twierdzi Thundercat, jeden z najważniejszych obecnie soulowych basistów. Całość wspomnianych i pominiętych (wśród których znajdziecie jeszcze ciepłe słowa od Janelle Monáe, Tweet, Kindnessa i Stasii z grupy TheeSatisfaction) wypowiedzi znajdziecie tutaj.
Janelle Monáe odwiedziła Ulicę Sezamkową
Dwa tygodnie po podróży na Brooklyn, Janelle Monáe zatrzymała się na innej nowojorskiej ulicy — Ulicy Sezamkowej, gdzie wraz ze sztandarowymi postaciami serii — Bertem, Elmo, Ciasteczkowym Potworem czy Wielkim Ptakiem, wykonała przezabawny utwór „The Power of Yet” o tym, że nie warto się poddawać, jeśli coś nam nie wychodzi. Kto jak kto, ale Janelle idealnie odnalazła się w sezamkowym klimacie.
Janelle Monáe zaskoczyła ulicznych muzyków
Nie jestem pewien, na ile zaskoczyła ich naprawdę, a na ile rzecz była wyreżyserowana, ale kogo to obchodzi? Wieść głosi, że piosenkarka dowiedziała się, że jeden z brooklyńskich ulicznych live bandów The Drummatics grywa jej numer „Dance Apocalyptic” i wraz z Pepsi (które najwyraźniej reklamuje?) postanowiła ich zaskoczyć i dołączyć do nich podczas jednego z występów. Efekt? Czterominutowy klip, który z pewnością rozjaśni wam ten szary dzień.
Nowy teledysk: Janelle Monáe „Electric Lady”
Pierwsza dama młodej generacji soulu przypomniała o sobie. Faktem jest, że tytułowy utwór, „Electric Lady”, nie jest singlem, ale przecież sam Król Popu pokazał nam, że teledyski nie muszą powstawać tylko do singli. Ba, nawet wskazanym jest promowanie pozostałych utworów z wydawnictw! Tym samym śladem dąży Janelle Monae, która w swoim najnowszym klipie jest studentką urządzającą imprezę w domu swojego siostrzanego stowarzyszenia. Sprawdźcie, jak bawi się JM z przyjaciółkami, orkiestrą i innymi, słynnymi znajomymi.




