kirk franklin

Grammy 2020 — wstrząsające rozdanie?

Rosalía Grammy 2020 Live

Rosalía Grammy 2020 Live

Tyler, The Creator, Rosalía i Anderson .Paak wśród zwycięzców Grammy 2020

Być może jesteśmy szaleni, skoro wciąż śledzimy rozdanie nagród Grammy. Niekoniecznie ekscytujące wybory, skandale za kulisami, niedostatki w reprezentacji płciowej czy gatunkowej. Nagrody amerykańskiego przemysłu muzycznego obfitują w wydarzenia nie do końca zrozumiałe z punktu widzenia słuchacza. Przy okazji, mimo wszelkich starań, potrafią bezbłędnie skupić w kilkugodzinnej soczewce problemy dręczące kulturę w jej szerokim zakresie.

W tym roku mamy jednak wyjątkowe powody do radości. Nagroda za najlepszy album w kategorii rap powędrowała do Tylera, The Creatora, Rosalía zdobyła statuetkę za najlepszy album latin rock/urban/alternative. Anderson .Paak wyszedł z gali z dwiema statuetkami (najlepsze wykonanie R&B dla „Come Home” i najlepszy album). Lizzo zdobyła trzy nagrody — za album w kategorii urban contemporary, najlepsze solowe wykonanie pop dla „Truth Hurts” i najlepsze tradycyjne wykonanie R&B dla „Jerome”. Za najlepszy utwór R&B uznano „Say So” PJ-a Mortona. Brad Mehldau i Esperanza Spalding zgarnęli nagrody za albumy jazzowe, w kategorii gospel zwyciężył Kirk Franklin. Wyróżnienie otrzymali też billboardowi liderzy, Lil Nas X i Billy Ray Cyrus — najlepsze wykonanie pop w duecie i wideo dla „Old Town Road”. Kompletna lista zwycięzców do przejrzenia tutaj.

Nawet, gdybyśmy mogli spierać się z kapitułą o poszczególne kategorie, to niewątpliwie jest w Grammy jeden aspekt niejednokrotnie bardziej interesujący od samych nagród. W tym roku to wcale nie Billie Eilish zatrzęsła sceną. To raczej Tyler, The Creator i jego gang Doppelgängerów, a także Lizzo z najwłaściwszą dla niej oprawą. Rosalía wyniosła flamenco na salony, udowadniając po raz kolejny, że wyklaskiwanie rytmu rękoma ma się świetnie bez biesiadnej otoczki. Takie Grammy lubimy!

#FridayRoundup: Denzel Curry, Skepta, Raveena, Sinkane i inni

Maj ma się ku końcowi, ale do sezonu ogórkowego wciąż nam daleko. Dziś mocno oczekiwane longplaye wydali Denzel Curry i Skepta, nareszcie dłuższą formą zadebiutowała eteryczna pieśniarka alt R&B — Raveena, Portrety ulubionych perkusistów nakreśliło U Know Me Records, a bardzo satysfakcjonującą epkę wydał okrzyknięty brytyjską odpowiedzią na Franka Oceana — Col3trane. A to dopiero początek listy. Sprawdźcie więcej nowości poniżej i na plejliście na dole artykułu.


ZUU

Denzel Curry

PH Recordings

Po tak ambitnym projekcie jak zeszłoroczne Ta13oo, przyszłość twórczości rapera z Florydy była wielką niewiadomą. Balansujący na granicy psychotycznej agresji i introwersji trap jest formułą nośną, jednak dosyć łatwo następne albumy mogły popaść w schematyczność. Denzel jednak zaskoczył wszystkich i na zupełnym luzie puścił półgodzinne Zuu kłaniające się w pas ojcom trapu spod znaku T.I. i Three 6 Mafii. Tradycje chopped and screwed, hyphy i oldschoolowe twerk hymny przekuwają się w pełen bezpretensjonalnej zabawy album, oddech po wyrachowanym poprzedniku i nostalgiczny hołd dla czasów, kiedy trap dopiero stawiał pierwsze kroki. Klimatu całości dodają zabawne skity (będące też już rapowym reliktem) i surowe, momentami nieco nieporadne fgościnne zwrotki od lokalnych underdogów. Choć nadal czekamy na coś ambitniejszego, urokowi Zuu zwyczajnie trudno nie dać się porwać. — Wojtek


Ignorance is Bliss

Skepta

Boy Better Know

Wydane trzy lata temu Konnichiwa sprawiło, że kariera Skepty wprost wystrzeliła w kosmos, czyniąc go jednym z najpopularniejszych brytyjskich raperów na świecie. Lider Boy Better Know nie osiadł jednak na laurach i poświęcił się pracy nad kolejnym wydawnictwem. Ignorance Is Bliss to 13 utworów, wśród których znajdują się single „Bullet from a Gun”, „Greaze Mode” i „Pure Water”. Dużym zaskoczeniem jest fakt, że raper prawie zrezygnował z zapraszania światowych gwiazd gatunku, decydując się na współpracę głównie z przedstawicielami rodzimej sceny, takimi jak J Hus czy Nafe Smallz. Dotychczasowe zapowiedzi wskazują na to, że piąty krążek artysty będzie zróżnicowany i bogaty w brzmienia. Czy uda mu się przebić Konnichiwa? Wszystko jest możliwe!

Adrian


Lucid

Raveena

Moonstone

„Nectar”, „Bloom”, „Petal” — tytuły niektórych utworów na debiucie Raveeny Lucid mówią same za siebie. Z albumu wylewa się słoneczna błogość i zmysłowość. Belgijska wokalistka czaruje słodkim jak miód głosem, umoszczonym w rozmarzonych i delikatnych neo-soulowych aranżacjach, zahaczających o niegroźną psychodelię i alt-R&B. I brzmi to tak cukierkowo, jak się zapowiada. Jeżeli wysoki poziom glukozy jest tym, czego aktualnie szukacie w muzyce, debiutancka płyta Raveeny odnajdzie w was swoich zwolenników.– Maja Danilenko



Dépaysé

Sinkane

City Slang

Jeśli Life & Livin’ It z 2017 roku było otwarciem się Sinkane’a na muzykę organiczną i melodyjną, to wydana dzisiaj płyta Dépaysé jest zanurzeniem się po czubek głowy w progresywnym afrobeatowym sosie. Prym wiodą souljazzowe riffy, tropikalna rytmika i post-plemienne afrykańskie zaśpiewy. To prostolinijna płyta, której dobrze z oczu patrzy — dla tych, którzy odnajdują się w muzyce Pablopavo, K’naana czy The Budos Band. — Kurtek

Portrety

Różni wykonawcy

U Know Me

Najnowsze wydawnictwo U Know Me Records zrodziło się ze snu. Założycielowi wytwórni, Grohowi, jakiś czas temu przyśniło się, że zebrał ośmiu niezwykle utalentowanych perkusistów i poprosił ich o nagranie swoich autorskich utworów. Już na jawie, od razu zaczął się z nimi kontaktować z propozycją wzięcia udziału w tym niecodziennym projekcie: bez konkretnego założenia co do gatunku w jakim utwór ma wybrzmiewać, ile ma trwać, czy obostrzeń w postaci gościnnych występów. Każdy się zgodził. I tak oto dziś ukazała się płyta Portrety nagrana przez Michała Bryndala, Rafała Dutkiewicza, Krzysztofa Dziedzica, Qbę Janickiego, Jana Młynarskiego, Łukasza Moskala, Marcina Raka i Huberta Zemlera. A dlaczego właśnie perkusiści? Jak mówi Groh: „często o nich zapominamy, są zazwyczaj w cieniu, a ich rola jest przecież nie do przecenienia! Chcemy pokazać, jak zdolni i otwarci muzycznie są to artyści”.


TDR

Tomasa del Real

Nacional

Pierwsza dama reggaetonu wraca z trzecim krążkiem eksponującym wszystko to, co sprawiło, że publika zwróciła na nią uwagę przed trzema laty w nieco mniej poukładanej, ale bardziej autotune’owej odsłonie. Del Real wciąż jednak buduje swoją muzykę na fuzji gatunku z wpływami szeroko pojętej muzyki elektronicznej, dancehallu, trapu czy R&B. Dla miłośników hiszpańskojęzycznego R&B. — Kurtek


Heroine

City Slang

Geffen

Jeśli marzy wam się, by Travis Scott nagrał wspólnie z Drake’m płytę R&B, być może nowa epka pochodzącego z Londynu Col3trane’a będzie na tę fantazję pewną odpowiedzią. GQ nazwało przed kilkoma miesiącami 19-letniego piosenkarza brytyjską odpowiedzią na Franka Oceana, ale jego nowe wydawnictwo zdradza bardziej post-trapowe inklinacje stylistyczne i obnaża nieco inną wrażliwość. Trzeba jednak przyznać, że Heroine to zaskakująco satysfakcjonujące wydawnictwo w kontekście meandrów brzmieniowo-produkcyjnych współczesnego trap&B. — Kurtek


Naughty Dog

Coucou Chloe

Nuxxe

Założycielka wytwórni Nuxxe i członkini projektu Y1640 na najnowszym mini-albumie dokonuje dekonstrukcji klubowych brzmień. Eksperymentuje też z glitch popem i zniekształconym wokalem. Do współpracy zaprosiła tym razem Shygirl i Lederricka z Thraxxhouse. Coucou Chloe doceniona przez Rihannę (jej „Doom” posłużyło za tło to pokazu „Fenty x Puma”) tym samym dokłada epkę do wcześniejszych wydawnictw — eksplorujących ciemne muzyczne rejony, niemal operowych Halo i magnetycznej Erika Jane. Intrygująca propozycja dla poszukiwaczy nowych, chwilami zdehumanizowanych dźwięków. — Ibinks


Long Live Love

Kirk Franklin

Fo Yo Soul

Król Midas muzyki gospel wraca po czterech latach milczenia z trzynastą w karierze płytą LONG LIVE LOVE, by zaprezentować wszechstronność gatunku tym, którzy chcą słuchać. Flagowy upbeatowy singiel „Love Theory”, zrealizowany ze swadą i wyczuciem aktualnych popowych trendów, nie bez powodu okupował gospelową listę Billboardu przez cztery miesiące. Reszta albumu LONG LIVE LOVE jest naturalnie równie wszechstronna (choć jednak z przewagą dla singli) — mamy tu zarówno bogate bigbandowe aranżacje, jak i ukłon w stronę trapu czy g-funku. Gratka dla fanów, ale i dla tych, którzy chcieliby doświadczyć muzycznego optymizmu. — Maja Danilenko


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Kirk Franklin przynosi pozytywne nowiny

Zresztą zupełnie spodziewanie. Flagowy singiel „Love Theory” z nadchodzącej płyty artysty, wyprodukowany z dużym wyczuciem smaku i obowiązujących trendów, już od niemal czterech miesięcy okupuje szczyt gospelowej listy Billboardu. Król Midas muzyki gospel nie osiadł jednak na laurach i uraczył nas kolejnymi dwoma singlami z płyty LONG LIVE LOVE. Był już harmonijny „Just For Me”, teraz nadeszła pora na kolejny upbeatowy utwór „OK”. Wszystkie trzy piosenki, sprawnie zbudowane na funkowym szkielecie, nie zostawią was zawiedzionymi. Jeżeli myślicie, że jak niedzielna suma, to wyłącznie z Kanye Westem, koniecznie sprawdźcie najnowsze single Kirka Franklina. Próbka poniżej, a trzynasta płyta artysty LONG LIVE LOVE już 31 maja.

Playlista: Gospel

gospel

Gospel nie jest gatunkiem muzycznym. Gospel nie jest obrazem falujących kiecek na śpiewakach kościelnego chóru. Gospel nie jest zakonnicą w przebraniu. Gospel jest początkiem. Na okoliczność Soulbowlowego tygodnia gospel przygotowaliśmy playlistę, która, mamy nadzieję, zadowoli zarówno tych, którzy już gospel słuchają i lubią, jak i tych, którzy dopiero chcą tę muzykę zgłębić.


Soulbowl

„I Smile”

Kirk Franklin

(2011)

Ponoć wszystko czego dotknie się Kirk Franklin zamienia się w hit. Dużo w tym prawdy, wystarczy spojrzeć choćby na utwór „I Smile”, który opanował stacje radiowe, playlisty słuchaczy oraz warsztaty gospel np. w Polsce. Trudno ocenić czy za sukcesem tego kawałka stoi kompozycja, aranżacja, warstwa wokalna, czy też tekstowa. Jedno jest pewne – na każdej płaszczyźnie dzieje się uśmiech, radość i zaprzeczenie wszechpanującej beznadziei, co jest chyba wystarczającym powodem do tak ciepłego przyjęcia przez fanów.


Soulbowl

„Shackles”

Mary Mary

(2000)

Numer, który w jakimś stopniu podzielił środowisko entuzjastów muzyki gospel, będący swego czasu jednym z najchętniej granych singli w każdej możliwej stacji radiowej. Ciekawostką jest, że ten debiutancki singiel Mary Mary był ukochanym numerem nieodżałowanej Left Eye i warto dodać, że duet zaśpiewał go na pogrzebie raperki.


Soulbowl

„Alright”

Doobie Powell

(2011)

Doobie Powell nie potrzebuje biegać po scenie jak na lidera zespołu i dyrygenta chóru gospel przystało. Jemu wystarczą klawisze i krzesło, oraz prosty wokal, bez zbędnych ozdobników i emocji, aby zaprowadzić iście gospelową atmosferę. Co więcej, Powell nie boi się łączyć muzyki gospel z elementami jazzowymi, dzięki czemu produkt końcowy jest co najmniej unikatowy, jak np. utwór „Alright”. Dobra nowina i dobra muzyka, czy można chcieć więcej?


Soulbowl

„Fragile Heart”

Yolanda Adams

(1999)

Jedna z najważniejszych artystek gospel, która zręcznie balansuje na granicy uduchowionego brzmienia i świeckich rytmów wpadających w ucho. W pochodzącym z przełomowego dla Yolanda Adams albumu Mountain High… Valley Low utworze „Fragile Heart”, religijne treści i przejmujący wokal artystki zapakowane zostały w przyjazną dla stacji radiowych melodię, a dzięki zatrudnionym przy produkcji beatmakerom, kawałek zyskał również klimat R&B. Chwyta za serce.


Soulbowl

„If He Did It Before… Same God”

Tye Tribbett

(2013)

Tye Tribbett jest trochę piosenkarzem, trochę bandleaderem, trochę muzycznym kaznodzieją, a trochę raperem. Dzięki tej wielokrotnej funkcji z niezwykłą lekkością przychodzi mu mieszanie prawdziwego gospel z rockiem i trapem, co z powodzeniem wykorzystał na swoim ostatnim krążku Greater Than z 2013 roku, który przed trzema laty zasłużenie zdobył statuetkę Grammy dla najlepszego albumu gospel, podczas gdy pochodzące z niego inspirujące „If He Did It Before… Same God” zgarnęło laur dla najlepszego utworu gospel. Panie, Panowie, Tye Tribbett!


Soulbowl

„I Need You Now”

Smokie Norful

(2002)

Są tacy artyści, którzy mogą z nami zrobić co zechcą. Potrafią doprowadzić do euforii, głębokiego zadumania lub też obudzić w nas uczucia, które dawno temu schowaliśmy przed sobą i światem. Do tego zacnego grona zdecydowanie należy Smokie Norful i jego głos wdzierający się do serca słuchacza siejąc tam spustoszenie i oczyszczenie jednocześnie. Artysta opanował sztukę operowania ozdobnikami niemalże do perfekcji. I choć często zbyt duża ilość wokalnych wygibasów jest dla słuchacza męcząca, to w przypadku Smokiego sytuacja ma się zgoła inaczej, ponieważ każdy ozdobnik jest spójny z wyrażaną emocją i interpretacją piosenki, jak np. w „I Need You Now”.


Soulbowl

„Moving Forward”

Israel Houghton

(2009)

Muzyka gospel jak żaden inny gatunek ma w swoich zasobach piosenki na każdą okazję. Niezależnie czy przechodzisz przez depresję, nawrócenie, zakochanie, rozstanie, wygraną w totka, utratę pracy czy życiową hossę, zawsze znajdzie się utwór gospel, który będzie idealnie pasować do zaistniałych okoliczności przyrody. „Moving Forward” w wykonaniu Izraela Houghtona zdecydowanie poleca się na zmiany, nowe etapy, odcięcie się od tego co było, a wszystko w towarzystwie wspaniałej harmonii i aranżacji, oraz wokali, który przyprawiają o gęsią skórkę.


Soulbowl

„One Voice”

Brandy

(1998)

Ojciec Brandy był silnie związany z gospel, a swoją miłość do tej muzyki, zaszczepił oczywiście w córce. Efektem tego były liczne występy małej Norwood w chórach, gdzie zaczynała swoją karierę. Po latach powróciła do tego gatunku na płycie Never Say Never, śpiewając podniosłą balladę „One Voice”.


Soulbowl

„God’s Grace”

Trin-I-Tee 5:7

(2011)

Muzyka gospel często kojarzona jest z wielkim chórem, akcentami na „i” oraz brzmieniem organów Hammonda, co jest oczywiście słusznym skojarzeniem, ale nie zawsze trafnym. Przykładem jest np. utwór „God’s Grace” w wykonaniu Trin-I-Tee 5:7, który równie dobrze mógłby się znaleźć na playliście r&b lat 90. Jeśli zatem za czasów młodości ściany Waszego pokoju były okupowane przez plakaty TLC i Destiny’s Child to ten kawałek zdecydowanie przypadnie Wam do gustu. Smutna wiadomość jest taka, że dziewczyny nie śpiewają już razem, a dobra, że możecie śledzić ich solowe kariery.


Soulbowl

„Lord of the Harvest”

Fred Hammond

(2002)

Jeśli jesteście fanami basowych brzmień, kawałków bogatych w slap i rytmicznych zawijasów, zapewniamy, że Fred Hammond zagości na Waszej playliście na stałe. Charyzmatyczny wokalista, kompozytor oraz, co istotne, basista, stał się jedną ze współczesnych ikon muzyki gospel, a hity takie jak „Lord of the Harvest” opanowały listy przebojów i głośniki gospelowych maniaków. Pozostaje tylko dodać, że Fred Hammond to chodzący symbol groove’u, i niech muzyka sama mówi za siebie!


Soulbowl

„Gotta Have You”

Jonathan McReynolds

(2015)

Jeśli szukacie uduchowionego R&B w starym stylu, ale przepełnionego duchem młodości, wiary i nadziei, to muzyka Jonathan McReynolds, Christ Rep. może być odpowiedzią na wasze wołanie. Piosenkarz buduje swoje piosenki na rhythm&bluesowych i neo-soulowych wzorcach, przekazem odnosząc się bezpośrednio do gospelowych tradycji. „Gotta Have You”, jeden z singli pochodzących z jego ostatniej płyty Life Music: Stage Two współtworzył i wyprodukował zresztą PJ Morton, który sam jest synem uznanego pastora.


Soulbowl

„Earth Song”

Michael Jackson

(1995)

>Król Popu przez wielu swoich fanów nazywany jest także Królem Muzyki, ponieważ oprócz soulu, R&B i popu potrafił także nagrywać przykładowo hity rockowe, hip-hopowe, a nawet ma na swoim koncie przebój gospelowy. To „Earth Song”, nawołujące do ochrony naszej planety. Utwór został w całości napisany i skomponowany przez Michaela, a chór, który naturalnie możemy usłyszeć w tym numerze, to grupa pod przewodnictwem Andraé Croucha (niestety zmarłego na początku 2015 roku). Co ciekawe, to ten sam chór, z którym Jackson nagrał „Man in the Mirror”!


Soulbowl

„Happy”

C2C feat. Derek Martin

(2012)

„Happy” to utwór, w którym 20syl w całości daje upust swoim gospelowym inspiracjom. Wcześniej w ramach Hocus Pocus dawały one o sobie znać w postaci sampli chórków gospelowych w jego bitach, natomiast tutaj uwidaczniają się w całości. Gospel kojarzy się raczej z radością i wydaje mi się, że ten numer idealnie oddaje jego charakter. Uzupełnia go zresztą świetny klip. „Happy” przywodzi na myśl te wszystkie msze w afroamerykańskich kościołach, jakie widzimy w amerykańskich komediach — pastor wygłasza kazanie, po czym chór zaczyna śpiewać swoje, wszyscy wstają z ławek i rozpoczyna się jedna wielka zabawa ku chwale Pana.


Playlista: Gospel

gospel

Gospel nie jest gatunkiem muzycznym. Gospel nie jest obrazem falujących kiecek na śpiewakach kościelnego chóru. Gospel nie jest zakonnicą w przebraniu. Gospel jest początkiem.

Na początku było słowo, a brzmiało ono God Spell. God Spell dało początek gospel, a gospel stał się początkiem dla wielu. Po pierwsze stał się początkiem dla wielu gatunków muzycznych. Jak pisze wybitny historyk jazzu prof. Andrzej Schmidt w swojej książce pt. Historia jazzu – „Jazz zawdzięcza im (gospel songs) nawet cały kierunek stylistyczny nazwany soul, a zwracający się świadomie do muzyki negro-amerykańskiej.” Innymi słowy, muzyka Jamesa Browna, Gregory’ego Portera, czy Destiny’s Child ma swoje korzenie w negro spirituals, czyli pieśniach murzyńskich niewolników, które oparte na zasadzie call and response (zawołanie i odpowiedź) były niczym dialog pomiędzy liderem, a odpowiadającym na zaśpiew tłumem, choćby podczas spotkań w Obozach Odrodzenia w czasie drugiego Great Awakening w Stanach Zjednoczonych u schyłku XVIII wieku, kiedy to biali panowie zabierali niewolników na porywające wystąpienia kaznodziejów w Camp Meetings, gdzie kazania bogate w ekspresję i przejmujące słowa przeplatały się ze śpiewem pełnym pasji. No to chyba już wiadomo, dlaczego funkcja wokalu ma w gospel tak dominującą rolę. Równie ważny w muzyce gospel jest rytm. I choć wytłumaczenia można szukać na wielu płaszczyznach to najkrócej mówiąc – odpowiedni rytm pieśni zapewniał niewolnikom odpowiedni rytm pracy. Czyż nie łatwiej było pracować na plantacji z rytmicznym „Roll Jordan Roll” na ustach?

Po drugie — gospel był początkiem dla wielu wokalistów, gwiazd światowego formatu nie tylko spod szyldu muzyki gospel, ale również innych gatunków. I tak swoje pierwsze muzyczne kroki w kościelnych chórach stawiali m.in. Whitney Houston, Tina Turner, Usher czy Kelly Price.

Po trzecie — gospel był i ciągle jest początkiem nowego życia, przemiany, powrotu do korzeni dla wielu artystów. Przykładem może być tu Al Green, który po samobójstwie swojej ówczesnej dziewczyny w latach 70, został pastorem i zajął się muzyką gospel. Na wierzch wraz ze słowem pastor wysuwa się kolejna cecha muzyki gospel. Dominująca funkcja wokalu, odpowiedni rytm, rozemocjonowany chór, czy brzmienie organów Hammonda wcale nie oznaczają, że mamy do czynienia z gospel, jeśli brakuje jednego kluczowego elementu – treści. Nazwa gospel pochodzi od wspomnianego wcześniej God Spell. Nie trudno się zatem domyślić, że muzyka gospel w punkcie centralnym stawia Boga i Jego Słowo.

Św. Augustyn powiedział, że mamy nauczyć się tańczyć, bo aniołowie w niebie nie będą wiedzieli co z nami zrobić. Ja ośmielę się dodać – nauczmy się śpiewać gospel, a przynajmniej przesłuchajmy choćby kilku kawałków, bo inaczej niebieski chór będzie świecił pustkami. Na tę okoliczność przygotowaliśmy gospelową playlistę, która, mamy nadzieję, zadowoli zarówno tych, którzy już gospel słuchają i lubią, jak i tych, którzy dopiero chcą tę muzykę zgłębić. — KarolinaBo

Nowy teledysk: Kirk Franklin „My World Needs You”

kirk1
Ktoś mi kiedyś powiedział, że wszystko czego dotknie się Kirk Franklin zamienia się w hit i obiega cały świat. Mam nadzieję, że będzie tak również z najnowszym teledyskiem artysty do „My World Needs You”, w którym usłyszeć można również Sarę Reeves, Tashę Cobbs i Tamelę Mann. W klipie zobaczycie słowa piosenki, a na ich tle zdjęcia wszystkich rzeczy, o których wolimy nie pamiętać, ani nie myśleć, siedząc na swoim wygodnym fotelu w przytulnym mieszkaniu, czyli obrazy wojny, głodu itd. Zestawienie tych obrazków z prostotą (przynajmniej na początku, bo potem muzycznie dzieje się dużo i gęsto, jak to w gospel) piosenki jakoś wyjątkowo dotyka i zmusza słuchacza do chwili refleksji. Brawo Kirk Franklin!

Nowy utwór: Kirk Franklin „Wanna Be Happy?”

kirkfranklin

Trochę czasu minęło (4 lata!) od momentu ukazania się albumu Hello Fear, a na nim jednego z najczęściej śpiewanych, granych i słuchanych utworów gospel, czyli „I Smile”. Na szczęście Kirk Franklin powrócił z singlem „Wanna Be Happy?”. Aż chce się zaśpiewać oh happy day! Ktoś mi kiedyś powiedział, że nie ważne czego dotknie Kirk Franklin, zawsze będzie to hit. Czy tak będzie i tym razem? Najnowszy singiel to ballada z przyjemną dla ucha melodią, która po prostu ciśnie się do nucenia pod nosem. Jeśli chodzi o treść to, jak na gospel przystało, jest optymistycznie i budująco. Cieszę się ogromnie z powrotu jednego z czołowych artystów muzyki gospel, jednocześnie mając nadzieję na utwory, które będą miały nieco więcej pazura niż „Wanna Be Happy?”.

Kirk Franklin i przyjaciele dla Haiti

16 stycznia w Nashville z okazji 25 wręczenia nagród Stellar Awards poświęconych muzyce gospel, zebrali się artyści z tego gatunku. Kirk Franklin wykorzystał okazję i zebrał ich wszystkich w jednym studiu czując, że oni także zechcą i umieją nagrać utwór, który wspomógłby ofiary trzęsienia ziemi na Haiti. Tak powstało “Are You Listening: A Love Song for Haiti”. Nie wiem czy to kwestia chęci, talentu, przypadku czy może faktu, że z racji zawodu znajdują się bliżej nieba i są bardziej uduchowieni, ale to jest piosenka, która porusza. Jak widać można było TO zrobić inaczej. Lista artystów biorących udział w nagraniu poniżej teledysku, po skoku.

(więcej…)

theWeek’o’Xmas: Kirk Franklin & the Family „There’s No Christmas Without You”

kirk

Święta, święta i po świętach… Jak co roku najpierw długie godziny przygotowań, a później te dwa dni przelatują w oka mgnieniu. Na szczęście muzyka pozwala zachować świąteczną atmosferę przez długi czas. Jednym z takich bardzo klimatycznych utworów jest „There’s No Christmas Without You” ze świątecznego albumu Kirka Franklina, piosenkarza gospel. Ta piosenka jest jakby komplementarna z prezentowanym przeze mnie kilka dni temu „It Don’t Have to Chnage” Johna Legenda – obie są rodzinne, mają tradycyjne gospelowe brzmienie i słuchając ich ma się wrażenie, jakby śpiewano je przy stole wigilijnym! W tym miejscu kończymy nasz świąteczny tydzień. Mam nadzieję, że udało mi się publikowanymi utworami wnieść trochę świątecznego ducha do Waszych domów! Wesołych świąt!

(więcej…)

Kirk Franklin w Polsce.

kirkfranklin.jpg

Lubicie muzykę gospel? Ja bardzo, dlatego z wielką przyjemnością ogłaszam Wam, że światowa perełka gatunku wystąpi niedługo u nas w Polsce podczas Międzynarodowego Festiwalu Gospel w Warszawie.

Kirk Franklin ma na swoim koncie miliony sprzedanych na całym świecie płyt, 5 nagród Grammy i wiele innych równie prestiżowych, piosenki sięgające szczytów list przebojów i niezliczone rzesze fanów powtarzających słowo w słowo teksty utworów na koncertach . Franklin to jeden z najważniejszych artystów sceny muzycznej w Stanach Zjednoczonych. Muzyk nie ogranicza się jednak tylko do nagrywania płyt i grania koncertów. Jego wytwórnia płytowa Fo Yo Soul pomaga młodym artystom gospel zaistnieć wśród szerszej publiczności. Sam Kirk zaprasza do współpracy młodych, utalentowanych muzycznie ludzi, których można usłyszeć w wielu jego piosenkach.

Koniec lata w Warszawie upłynie pod znakiem muzyki gospel. Tej muzycznej i duchowej uczty nie można przegapić.

Eklektik Session: Boxed