Wydarzenia

little mix

Little Mix akustycznie z „Black Magic”

Przechwytywanie
Dawno nie pisaliśmy o Little Mix, a sporo się dzieje u naszego ulubionego girlsbandu z Wysp. Dziewczyny szykują się do wydania kontynuacji Salute z 2013 roku. Jakiś czas temu poznaliśmy chwytający za serca singiel „Black Magic”. Słodki numer promowany jest na wszelkie sposoby — dziś Little Mix zaprezentowały akustyczne wykonanie tego radosnego kawałka. Pomimo tego, że czterem panienkom towarzyszy tylko ciemnoskóry gitarzysta, grupa wydaje się być pełna energii. Gdyby ktoś szukał powodu, dla którego warto się uśmiechnąć dziś wieczorem, zachęcam do obejrzenia video poniżej. O szczegółach trzeciego krążka Little Mix będziemy informować na bieżąco.

Nowy teledysk: Little Mix „Salute”

Bez tytułu
Bojowy nastrój „Salute”, piosenki, która otwiera ostatnią płytę Little Mix, przywoływał na myśl „Survivor” Destiny’s Child i miałam obawy, że klip do tego numeru powtórzy szaleństwa Bee, Kelly i Michelle. Nic bardziej mylnego. Leigh-Anne, Jesy, Jade Perrie nie wskoczyły w moro, postawiły na mroczniejsze klimaty. Wciąż jednak w teledysku przewodzi idea solidarności płci damskiej. S-A-L-U-T-U-J!

Nowy teledysk: Little Mix „Word Up!”

1779714_582049581886729_202451412_n
Little Mix działają charytatywnie. W ramach promocji tegorocznej akcji Sport Relief, dziewczyny nagrały cover „Word Up!” Cameo. Na pewno to znacie. I na pewno też polubicie energiczną wersję LM. Do tego teledysk, w którym kwartet wygina się i pręży na siłowni — trochę takie „Let’s Move” Beyoncé. Nic, tylko brać przykład z Little Mix i ćwiczyć, ruszać się, podskakiwać!

Nowy teledysk: Little Mix „Little Me”

1512785_10152103233665390_1126983707_n
Po raz kolejny Little Mix udowadniają, że nie tylko potrafią wspaniale śpiewać, ale także ich muzyka ma pozytywne przesłanie. W najnowszym, czarno-białym (najpierw Kendrick, teraz dziewczyny – co się dzieje?) teledysku do podniosłej ballady „Little Me” widzimy zlepek scen kwartetu oraz przypadkowych dzieci i nastolatków, które dzielą się z nami swoimi słabościami. Wielka piątka dla grupy za podtrzymywanie właściwych wartości. Kojarzycie jeszcze jakieś numery z podobnym mottem? „Unpretty” TLC i „Ugly” Sugababes — te numery przyszły mi szybko na myśl, co dorzucilibyście do tej listy?

Recenzja: Little Mix Salute

_little_mix___salute__standard___deluxe__by_myloveisred-d6tduzb

Little Mix

Salute (2013)

SyCo, Columbia

Little Mix zaczęły swoją karierę z impetem. W 2011 roku zatriumfowały na scenie ósmej edycji brytyjskiego X Factora, będąc pierwszą grupą wokalną, która wygrała program. To jak na razie jedyne osiągnięcie dziewczyn, które zapisało się na kartach historii żeńskich zespołów. Nie oznacza to jednak, że Little Mix cierpią na syndrom artystów z talent showów. Wręcz przeciwnie, tylko patrzeć i słuchać, jak brną do przodu, wyrastając przy tym na, świadome swojego talentu i siły, kobiety.

Dokładnie rok temu Perrie, Jade, Jesy i Leigh-Anne wydały debiutancką płytę. Zawartość DNA, łagodna mieszanka słodkiego popu i nowoczesnego R&B, podyktowana sukcesem dziewczyn w X Factorze, specjalnie nikogo nie dziwiła. Nie udało się jednoznacznie sprecyzować swojej muzycznej ścieżki na Salute, ale mimo to mam wrażenie, że nowe nagrania nie są już tak oczywiste.

Miejcie się na baczności, płytę bowiem otwierają syreny i wojskowe okrzyki w oddali, zwiastujące solidny numer o niekończącej się solidarności kobiet. „Salute” jest niczym innym jak przerysowaniem „Survivor” Destiny’s Child na obecne realia, a to przecież dopiero początek feministycznej przygody. Odpowiedzią na twórczość Beyoncé, Michelle i Kelly jest także najmocniejszy punkt płyty, kawałek „Boy”, który od pierwszych sekund przywołuje na myśl początek poprzedniej dekady, zdominowanej tak bardzo przez podkłady Timbalanda. Bojowe nastawienie co rusz przeradza się w szereg skrajnych postaw, których bezpośrednią przyczyną są relacje damsko-męskie. Kwartet niewinnie zwodzi przeciwną płeć chociażby w przekornym „Competition”, które z jednej strony jest zażaleniem kierowanym pod adres nieposłusznego mężczyzny, z drugiej zaś, nie można oprzeć się wrażeniu, że dziewczyny specjalnie flirtują z nim na potęgę. Little Mix czerpią garściami z dokonań swoich poprzedniczek, jednocześnie pomału torując sobie drogę do stworzenia własnego, oryginalnego brzmienia, o czym świadczy przyjemny singiel „Move”. Dalece od beztroskiej zabawy jest natomiast „Good Enough”, które bardziej przyda się w czasie przeżywania zawodu miłosnego, niż na parkiecie w klubie. I użyję tu metafory, która być może wyda Wam się wyświechtanym sloganem, ale Salute to samo życie dojrzewającej dziewczyny — jest tu miejsce na smutek i zabawę, radość i chwilę zadumy.

Druga płyta w karierze Little Mix udowadnia, że dziewczyny powoli rozwijają się i dojrzewają. To coś, za czym jako fanka girlsbandów tęskniłam najbardziej — „mały miks” talentu z pozytywnym przekazem. O wiele lepszy wzór dla młodych dam niż Miley Cyrus. Kto wie co z nich wyrośnie za parę lat — może wśród członkiń grupy jest następczyni Beyoncé?

Nowy teledysk: Little Mix „Move”

Przechwytywanie
Od kilku dni nucę „hmmm, hmmm” razem z Little Mix. Numer „Move” potwierdza tylko tezę, że najprostsze rozwiązania są najlepsze. Lekka melodia łatwo wpada w ucho, niełatwo jednak pozbyć się jej z głowy. Wczoraj prezentowaliśmy występ grupy w Sunrise, dziś postujemy teledysk. Dużo tańca, uśmiechów, delikatnego flirtu, zalotnych spojrzeń. „Kropka nad i” weekendowych imprez.

Little Mix na żywo z nowym singlem „Move”

Little_Mix_-_Salute
Przesympatyczna grupa Little Mix nie daje za wygraną. Po sukcesie DNA na rynku amerykańskim, dziewczyny wzięły się za nagrywanie drugiego albumu. Salute trafi do sklepów już za 3 tygodnie, bowiem premiera przewidziana jest na 11 listopada. Nie pisaliśmy jeszcze o singlu „Move”, który promuje owe wydawnictwo, ale nic straconego. Dziś słuchałam tego kawałka na przystanku, czekając na autobus i złapałam się na tym, że tupię nogą i macham głową, a to w przód, a to w tył. Serio. Takie to miłe, że nie da się ustać w jednym miejscu. I nieważne, że ludzie obok się na ciebie dziwnie patrzą. Sami sprawdźcie, oglądając wczorajszy występ Little Mix w programie Sunrise:

Nowy teledysk: Little Mix ft. Missy Elliott „How Ya Doin'”

1

Little Mix nie kazały nam długo czekać na teledysk do ich najnowszego singla „How Ya Doin'”. Lekki kawałek, który wykorzystuje motywy znanej piosenki De La Soul “Ring Ring Ring (Ha Ha Hey)”, nie mógł przemówić do nas inaczej niż w iście imprezowym ruchomym obrazku. Perrie, Jesy, Leigh-AnneJade postawiły na sprawdzony schemat szampańskich klipów. Przebierają się więc kilka razy, tańczą, uśmiechają się, wykręcają numery – dosłownie i w przenośni. Pojawia się nawet Missy Elliott – miło widzieć raperkę w tak dobrej kondycji. Idealne dźwięki na jutrzejsze piątkowe zabawy?

Nowy singiel Little Mix „How Ya Doin'” z Missy Elliott

536432_242153855886327_1307764512_n1

Cześć, jak się macie? – pytają dziewczyny z Little Mix. Po przesłuchaniu ich nowego singla odpowiedź może być tylko jedna: mamy się dobrze! Kwartet z powodzeniem podbił brytyjski rynek muzyczny materiałem DNA, pora więc wypłynąć na szerokie wody i zamieszać trochę na listach przebojów w Stanach Zjednoczonych. W tym celu, Perrie, Jesy, Leigh-AnneJade zmodyfikowały nieco piosenkę „How Ya Doin'”, zapraszając do wspólnego muzykowania Missy Elliott. Subtelny numer, inspirowany przebojem De La Soul „Ring Ring Ring (Ha Ha Hey)”, wciąż doskonale nadaje się na domowe potańcówki i nie tylko.

moka-T i Makul & Soulbowl: Press Play # 14

Czternastą odsłonę Press Play urozmaica duet moka-T i Makul. Wybór ten jest nieprzypadkowy, gdyż panowie szykują kolejne produkcje, które powinny ponownie narobić zamieszania. W 2009 roku, mając za sobą kilkanaście lat działalności w podziemiu, wydali własnym sumptem klasyczny winylowy singiel. Zarówno estetyka, jak i zawartość dwunastki przysporzyła im szereg środowiskowych pochwał, zwracając uwagę m.in. Druha Sławka. Trzymając kciuki za ich kolejne ruchy zapraszamy do zapoznania się z naszymi wspólnymi rekomendacjami.

 

moka-T

VA – Payday Representin’ The Streets, Payday (1996)

Puk puk! Kto tam? To tylko me 30 lat wpada z hukiem wzbogacając moją kolekcję o kolejny wosk, tym razem Payday Representin’ the streets ( urodzinowe yo StressIzo). Ku mej radości wymieszanej z gorzką żołądkową, nośnik zabiera mnie do magicznych lat 90-tych. Podążam spojrzeniem za igłą, która zaczyna maraton. Na wstępie wypiję moje zdrowie z Jeru the Damaja i Afu-Rą przy klasyku „Mental Stamina”, by po niespełna 2,5 minuty wejść na kolejny poziom. Znów polewa Dj Premier tyle, że z Show & AG „Next Level”. Gruuubo! Pięć groszy dorzuca J.Dilla na First Down „Front Street”, by znów wpuścić na głośniki Primo z Group Home da da da da….„Tha Realness”. Brudne brzmienie bez przepity wyhamowuje koniec strony A – cukierek Gabrielle z O.C. „Give me a little more time”.  Idąc za kawałkiem, daję odrobinę czasu na toast za zdrowie moje i za B side.

Goodfellas… znów Show & AG z jakże wybujanym „Got the flava”, gdzie z utęsknieniem czekam na zwrotkę Methoda, którą tłukłbym w nieskończoność. Druga strona, drugi numer, na drugą nóżkę Jay-Z, który w moim życiu (na szczęście) zapisał się z takimi hitami jak „In my life time”. Płynąc ku trzeciemu kawałkowi poświęcam żołądkową kolejne 3 minuty z pijakiem Christopherem Martinem. „I’m just sayin’ fuck you”, czyli „Sacrifice” Group Home. Kolega ze strony A – Jeru, wpada jeszcze na rozchodniaka ze wspomnianym wcześniej Christopherem – “Brooklyn took it”. Co dobre, szybko się kończy. Żołądkowa nie zamula jak i ten LP z zamykającą krążek produkcją Ice Cube’a dla ekipy z ELEJ – WC & The Maad Circle „Home sick”.

E LEJ raz jeszcze po bańce, mamy czas by przesłuchać tą płytę drugi raz z rzędu i trzeci i…. Powyższy wywód ma na celu promowanie dobrych wydawnictw winylowych oraz zdrowego trybu życia, gdyż wspomniana gorzka była oczywiście bezalkoholowa.

Makul

Imhotep – Blue Print, Delabel (1998)

Pochodzący z Algierii Imhotep (Pascal Perez) jak może nie każdy wie to przede wszystkim producent i kompozytor legendarnej francuskiej grupy hip-hopowej IAM. Jego twórczość nie ogranicza się jednak w żadnym razie do rapu; zajmuje się (pod różnymi pseudonimami) tworzeniem muzyki filmowej, elektronicznej czy instrumentalnej.

Blue Print to album jedyny w swoim rodzaju. Album, do którego wracam regularnie aż po dziś dzień. Powstawał podczas podróży artysty po (powiedzmy) rodzinnych stronach, a konkretnie Maroko. W zasadzie sam longplay jest swoistego rodzaju muzyczną podróżą po tych regionach. Monotonne arabskie motywy folkowe okraszone tajemniczymi, głębokimi, trip-hopowymi bębnami to coś, za czym ja osobiście przepadam najbardziej. Co jakiś czas wkradają się przerywniki stricte folkowe, grane najprawdopodobniej przez napotkanych przez Imothepa lokalnych muzyków.

Wydawnictwo ukazało się w 1998 nakładem zasłużonej francuskiej wytwórni Delabel nie tylko na CD, ale także na limitowanym winylu, którego cena dziś niestety oscyluje wokół 100 EUR.

Teofil Niedziałka

Roy Ayers Ubiquity – He’s Coming, Polydor (1972)

He’s Coming z 1971 roku Roya Ayersa to istny meisterstück w jego wykonaniu. Pod szyldem projektu Roy Ayers Ubiquity zaserwowano nam cudowną mieszankę jazzu, soulu i funku. Przebogate instrumentalne kompozycje i aranżacje sprawiają, że słucha się tego naprawdę z ogromną przyjemnością. Bardzo wyraziste brzmienie, które wybija się na czoło muzycznego dorobku Ayersa. Kopalnia sampli dla współczesnych dj-i i producentów. Groovu jest tu tak dużo, że można go kroić na kawałki. Ulubiony utwór: „We Live in Brooklyn, Baby” – czyli Roy Ayers w pigułceczyli tworzenie utworu z pietyzmem, dbałosć o szczegóły, estetyka jedyna w swoimr odzaju i innowacyjność brzmienia. Jeden z najwybitniejszych wibrafonistów w szczytowej formie!

DZESI

KEATS//COLLECTIVE – KEATS//COLLECTIVE vol. 2 (2012)

KEATS//COLLECTIVE vol.2 to całkiem pokaźny, bo 25-kawałkowy zbiór bitów, które zaserwowali między innymi Kaligraph E, Haz Solo, Lindsay Lowend, Booty Thrill, Imprintafter, sloslylove czy Vanilla. Co tu usłyszymy? Na przykład pięknie wymieszaną w jednej misce elektronikę, chill wave i future funk z pięknym vibe’m z lat 80’. Jedna z lepszych kompilacji, na jaką trafiłam w ostatnim czasie. A jak zapewniają: This is only the beginning.

Estrella Q

 

VA – Dreamgirls: Music From The Motion Picture, Sony (2006)

Przynajmniej raz w roku trafia na mój ekran musical Dreamgirls, po czym zostaje przez jakiś czas w głośnikach, w postaci ścieżki dźwiękowej. Nie tylkoBeyonce sprawia, że ten soundtrack należy do mych ulubionych – choć niewątpliwie „Listen” każdorazowo powoduje dreszcze. Jennifer Hudson zarzuca się, że przekrzyczała większość utworów, lecz „And I Am Telling You I’m Not Going” udowadnia, że w tejże surowości i nieokiełznanym wokalu tkwi jej urok. Wisienką na tym Broadwayowskim torcie jest rapujący Eddie Murphy w „I Meant You No Harm/Jimmy’s Rap”. Antyfanów musicali może nie zachwycać, ale miłośnicy lat 60tych i 70tych powinni znaleźć coś dla siebie.

 

Chojny

Angel Haze – Reservation (2012)

Kobiecy hip hop ma niby ostatnio swój renesans, jednak prawie zawsze jest coś nie tak. Nicki Minaj poszła w electropop, Azealia Banks bardziej celuje w hip house. Iggy Azalea zadziwia wtórnością, Rapsody męczy swoim sentymentalnym tonem, a Kreayshawn sumiennie nie pozwala siebie poważnie traktować. Na szczęście jest też Angel Haze – raperka mająca wszystko na miejscu: świetne flow, ucho do zarówno klasycznych jak i świeżych podkładów, odważne braggadocio, talent do poruszania w odpowiedni sposób ciekawych tematów. Na debiutanckim Reservation Angel postarała się zaprezentować z każdej mocnej strony. Mamy więc tutaj lekki chaos, ale z drugiej strony mamy świadomość, że w jakimkolwiek z wybranych kierunków nie pójdzie, to zajdzie daleko. Po tym jak sprawdzicie mixtape, koniecznie zapoznajcie się z jej wstrząsającą wersją „Cleaning Out My Closet” Eminema.

Eye Ma

 Little Mix – DNA, Syco (2012)

Od razu zaznaczam, że nie jestem fanką programów typu Idol, Mam Talent itd. Skąd więc moje zainteresowanie zespołem, który wygrał brytyjskiego X-Factora? Wszystko to za sprawą T-Boz, która podjęła współpracę z Little Mix nad piosenką „Red Planet”. Pop-rockowe wykonanie w przypadku członkini TLC może nieco zaskakiwać, ale piosenka doskonale pasuje do naiwnego tonu tej płyty. Mamy tu istny festiwal przesłodzonego popu, R&B i dance’u – co w przypadku debiutu artystów, którzy ledwo co zdążyli podpisać kontrakt z dużą wytwórnią, nie dziwi w ogóle. Odbiorcami DNA będą zapewne zakochane, szczęśliwie bądź nie, nastolatki, które nabiorą się na płaczliwe ballady i wesołe melodyjki. Wbrew pozorom, nastolatką już nie jestem, ale zwróciłam uwagę na przyjemne „Wings” czy podnoszące na duchu „We Are Who We Are” i Wam również polecam te numery. Debiut LM można uznać za poprawny.

K.Zięba

The Internet – Purple Naked Ladies, Odd Future Records (2011)

Chodzą słuchy, że najnowszy materiał od The Internet ma ukazać się jeszcze w bieżącym roku.  Oczekiwanie na Feel Good EP studzę zeszłorocznym albumem Syd i Matta. Kokainowy singiel narobił zamieszania w 2011 roku, wbijając mi się do głowy na długie miesiące. Resztę albumu poznałem zaledwie kilka tygodni temu i muszę stwierdzić, że pomimo kilku niewielkich minusów, spośród ekipy Odd Future – właśnie The Internet przyciągają zdecydowanie najmocniej.

 

moka-T i Makul w sieci:

Facebook / Soundcloud