maxwell
Maxwell pokazuje okładkę kolejnego singla

Którym zgodnie z przewidywaniami został numer „1990x” — po raz pierwszy przedstawiony publice dwa miesiące temu jeszcze przed premierą blackSUMMERS’night jako singiel promocyjny. Teraz numer został oficjalnie wysłany do radia. Maxwell nie ma przy okazji tej płyty najlepszej ręki do wybierania singli, ale znakomicie udały mu się okładki.
Recenzja: Maxwell blackSUMMERS’night

Maxwell
blackSUMMERS’night (2016)
Columbia

Trzy płyty w trzy lata. Tak Maxwell zapowiadał projekt Black Summers’ Night w 2009 roku. Pobożne życzenie, jeśli wziąć pod uwagę, że już pierwszy krążek serii trafił do sklepów znacznie opóźniony w stosunku do pierwotnych planów. Nie drzyjmy jednak szat — procesu kreatywnego czasami nie da się przyśpieszyć, co zresztą podkreślał w ostatnich wywiadach sam twórca — zwłaszcza że trzecia część najprawdopodobniej ukaże się jeszcze przed 2020 rokiem. Jest więc światełko w tunelu, że doczekamy zamknięcia muzycznej trylogii Maxwella.
Mamy rok 2016. Od lat trendy i nurty w muzyce popularnej nie mają dominującej pozycji. A nawet jeśli, to tylko przez przysłowiowych pięć minut — bo albo krępują powierzchownością, albo w ciągu chwili ewoluują lub wypierane są przez kolejne mody i nurty. Ani słuchacze, ani krytycy, ani tym bardziej artyści nie łudzą się już, że adekwatność brzmienia nie ma nadrzędnego znaczenie przy odbiorze muzyki. Półwiecze obcowania z tą materią nauczyło nas wszystkich, że wielkie płyty nie tylko mogą, ale wręcz powinny być osadzone poza czasem.
Czy wydane w 2009 roku BLACKsummers’night było wielką płytą osadzoną poza czasem, czy dobrze z jego duchem korespondowało? Po trosze i jedno, i drugie. I komercyjnie, i stylistycznie było triumfalnym powrotem weterana, o którym niewielu już pamiętało, ale ci, którzy nie zapomnieli, patrzyli w przyszłość z niesłabnącą wiarą. Siedem lat później sytuacja się powtarza. Zmieniają się kontekst i nasz bohater. Nie zmienia się natomiast wizja, a właściwie szkic wizji, bo trudno dziś nie dostrzec, że w momencie premiery pierwszej części Maxwell miał mgliste pojęcie o kształcie kolejnych. Black Summers’ Night to pod żadnym pozorem projekt koncepcyjny, jeżeli projekt w ogóle. To po prostu Maxwell nagrywający kolejny album Maxwella w ramach luźnego pomysłu sprzed lat. Pomysłu — trzeba to zaznaczyć — z jednej strony dodającemu nowej premierze animuszu, a z drugiej niczym kula u nogi niepozwalającemu piosenkarzowi właściwie rozwinąć skrzydeł.
Instrumentalna miniaturka „Phoenix Rise” kończąca BLACKsummers’night była mistrzowskim cliff hangerem. Zapowiadała zupełnie nową jakość, rozbudzając wyobraźnie milionów i, co ważne, była jednocześnie epilogiem i prologiem. Z podobnego klucza Maxwell wychodzi na blackSUMMERS’night — „All the ways that love can rise above / All the ways that love can feel alive” to fraza, na którą czekaliśmy siedem długich lat. Obezwładniające poczucie spełnienia, Maxwell 2.0., prawdziwy feniks z popiołów. Na tym chciałbym móc ten tekst zakończyć i mógłbym, gdyby tylko Maxwell zakończył na tym swoje blackSUMMERS’night.
Dalej niestety robi się bardziej zachowawczo. W okamgnieniu feniks znowu się spala. Maxwell się starał, nie ma co do tego wątpliwości — chciał z wielkim wysiłkiem uchwycić moment, który w 2009 roku zaczął wymykać mu się z rąk, aż wreszcie bezpowrotnie przepadł. Koniec końców blackSUMMERS’night to płyta środka — bardziej szukanie pomysłu na siebie niż faktyczna jego realizacja. Doskonale obrazuje to „III” — potencjalny hajlajt dyskografii Maxwella 2.0. Śmiałe ubeatowe R&B oparte na minimalistycznym syntezatorowym bicie, ale czerpiące jednocześnie z dokonań bigbandowego soulu, numer, który jeszcze kilka lat temu mogłoby genialnie wyprodukować Maxowi The Neptunes. Brakuje jednak substancji. „What you’re waiting for” — śpiewa Maxwell, a ja odpowiadam — na refren i na prawdziwie dającą się odczuć radość tworzenia. Piosenkarz robi co może, próbuje wykrzesać z siebie pokłady charyzmy, której wcześniej w tak ewidentny sposób nie dawał po sobie poznać, ale jest to charyzma raczej zarzynanego psa niż Jamesa Browna czy Curtisa Mayfielda, a tego takiemu nagraniu potrzeba.
Melancholia i przygnębienie zbierają żniwo także w płasko wyprodukowanym „Lake by the Ocean” okraszonym topornie machinalnym refrenem. Pozbawiona głębi produkcja i pozostawiająca wiele do życzenia balansująca momentami na granicy improwizacji melodyka są zresztą największymi wadami blackSUMMERS’night. Trudno przebrnąć przez ciekawie zaaranżowane, ale pozbawione refrenu i charakteru „The Fall” i „1990x”, a kończące płytę „Listen Hear” pozostawia słuchacza co najwyżej w rozterce. Trudno jednoznacznie wskazać, gdzie popełniono błąd, ale dominantą blackSUMMERS’night jest niestety chaos. Maxwell nadal jest oczywiście wielowymiarowym artystą — znajdziemy tu m.in. wdzięcznie pulsujące łączące przebojowość singli z BLACKsummers’night, kojący quiet storm i nubeatową odsłonę piosenkarza „Gods”, nujazzowe „Fingers Crossed” prowadzone podwójnie — przez dramatyzującą w filmowym stylu sekcję jazzową i fortepian Roberta Glaspera oraz „Lost” napisane i wykonane w tradycji kameralnego soulu spod znaku Donny’ego Hathaway’a.
blackSUMMERS’night, choć pozostawia wiele do życzenia, to mimo wszystko udana płyta. Miejmy nadzieję, że, jak to zazwyczaj w przypadku trylogii bywa, druga część okaże się tą najsłabszą. Czekamy na wielki finał.
Maxwell na żywo u Jimmy’ego Kimmela

Jeśli nie macie jeszcze dość wykonań utworu „Lake by the Ocean”, to mam dla Was występ Maxwella z tym kawałkiem u Jimmy’ego Kimmela. Artysta dał pokaz swoich niezaprzeczalnych umiejętności wokalnych i… tanecznych. Porwał publiczność zebraną pod sceną w słonecznym Los Angeles. Wykonanie nie oddaje emocji, jakie niesie za sobą singiel, więc jeśli chcecie poczuć o jakiej miłości śpiewa artysta, odwołuję do Black Summers’ Night, którego premiera odbyła się 1 lipca.
Odsłuch: Maxwell Black Summers’ Night

Druga część trylogii Maxwella Black Summers’ Night nareszcie ujrzała światło dzienne. Siedem lat artysta kazał czekać na kontynuację pierwszej części. Jak zapowiadano, poszczególne płyty miały ukazywać się co roku, ale tak niestety się nie stało. Teraz otrzymaliśmy krążek, który dla mnie z latem ma niewiele wspólnego, chyba że należy spojrzeć na ten materiał z innej strony. Jeśli spodziewaliście się usłyszeć „starego” Maxwella lub rytmy podobne do Black…, to możecie się rozczarować. Materiał jest inny, mniej komercyjny i na pewno nie znajdziecie tutaj hita. Ale nie w tym rzecz. Wokalista podąża na albumie w nieco innym, niż dotychczas kierunku. Utwory są nierównomierne rytmicznie, nie wpadają łatwo w ucho i wymagają głębszej refleksji. Tematem jest oczywiście miłość, ale nie taka podana na talerzu, tylko ta, nad którą należy zastanowić się bardziej. Czytając komentarze — fani są podzieleni. Jedni twierdzą, że kawałki na wydawnictwie są inne, bo inny jest też wykonawca — bardziej dojrzały. Inni znowu tęsknią za muzyką z Embryi czy Urban Hang Suite. Maxwell ma dziś 43 lata, więc nie wymagajmy od niego, aby o uczuciach śpiewał w ten sam sposób, co 20 lat temu. Mnie to wydawnictwo przypadło do gustu, ale czuję niedosyt, a nawet zażenowanie, ponieważ słuchając płyty odnosi się miejscami wrażenie, że powstała ona naprędce. Nawet poligrafia nie jest zbyt dopracowana. Niemniej jednak polecam zakupić drugą część Black Summers’ Night, bo przecież to Maxwell.
Nowy utwór: Maxwell „All the Ways Love Can Feel”

Czy jest to bardziej summer, czy z przewagą night – nie wiem. A może jest to muzyka słyszana w letni wieczór podczas upragnionego urlopu? Jedno wiem na pewno, „All the Ways Love Can Feel” jest kawałkiem w stylu disco, który kontynuuje mocne dźwięki zapowiadające nadchodzący krążek Maxwella. Pomimo że w dotychczasowych singlach brak jest komercyjnego elementu, który występował na przykład w singlu „Pretty Wings”, na punkcie którego świat oszalał, to kompozycje z drugiej części trylogii naszpikowane są emocjami. Black Summers’ Night w sklepach już 1 lipca. Can’t wait!
Nowy utwór: Maxwell „Gods”
Premiera Black Summers’ Night już pierwszego lipca, a my mamy dla Was trzeci już singiel z tej płyty, czyli „Gods”. Tym kawałkiem Maxwell utrzymuje wysoki poziom, zresztą wystarczy porównać dwa poprzednie numery i staje się jasne, że możemy się spodziewać mocnego uderzenia. Przyznam, że nie mogę się doczekać, a Maxwell przecież nie zwykł zawodzić.
Maxwell prezentuje kolejny singiel „1990x”

Dzisiaj Maxwell zaprezentował światu drugi singiel promujący zbliżającą się wielkimi krokami drugą cześć serii Black Summers’ Night. Nagranie „1990x” od razu okraszono zresztą lyric video, tym razem stylistycznie sytuując rzecz na księżycu. Przy pierwszym odsłuchu numer prezentuje się korzystniej niż jednak odrobinę rozczarowujące „Lake by the Ocean”, ale wciąż daleko mu do lekkości i przebojowości klasycznych singli piosenkarza. Nie chcę wyjść na malkontenta, ale na tę chwilę najkorzystniej wypada jak dla mnie okładka — trochę przywodząca na myśl klasyczne FutureSex/LoveSounds Timberlake’a. Z wyrokami powstrzymam się jednak do pierwszego lipca.
Nowy teledysk: Maxwell „Lake by the Ocean”

Magiczny, hipnotyzujący i romantyczny. To pierwsze określenia, jakie przychodzą mi na myśl po obejrzeniu klipu do utworu „Lake by the Ocean” Maxwella. Doczekaliśmy się teledysku, który zachwyca prostotą obrazu. Nie trzeba fajerwerków, wizualizacji, tylko dobry przekaz i duża garść emocji wystarczy, by zauroczyć widza. Artysta po raz kolejny udowadnia, że uczucie, o którym mowa w większości kompozycji, nie trzeba ubierać w zbędne drogie odzienia, żeby pokazać jego siłę. Dodajmy do tego kojący i emocjonujący wokal Amerykanina, a słowo „miłość” zyska nowe, wyjątkowe znaczenie. Przypominam, że premiera krążka blackSUMMERS’night już za miesiąc, 1 lipca. Poniżej zobaczcie okładkę płyty, spis utworów i teledysk. Miód na moje uszy.
1. „All the Ways Love Can Feel”
2. „The Fall”
3. „III”
4. „Lake by the Ocean”
5. „Fingers Crossed”
6. „Hostage”
7. „1990x”
8. „Gods”
9. „Lost”
10. „Of All Kind”
11. „Listen Hear”
12. „Night”

Maxwell na żywo z „Lake by the Ocean”

Premiera blackSUMMERS’night już za niedługo, a jego promocja jest bardzo lakoniczna. Zapewne dlatego, że Maxwell nie potrzebuje zaplątania w skomplikowaną machinę promocyjną, by zainteresować fanów swoją muzyką. O premierze singla „Lake by the Ocean” pisałem już wcześniej. Co niektórzy uważają kawałek za nudny, ale ja traktuję go jako przedsmak tego, co czeka nas na letnim albumie. Artysta z nowym kawałkiem pojawił się po raz pierwszy na żywo w programie The Late Show i wykonał go nieco ekspresyjnie, jak na balladę. Są dla mnie tacy artyści, jak między innymi Maxwell, Tamia, czy Elisabeth Withers, którzy nie ważne jaki materiał by wypuścili, ich płyty i tak znajdą się w mojej kolekcji. Dla mnie to jezioro marzeń dla moich uszu.
Nowy utwór: Maxwell „Lake by the Ocean”

Maxwell odzwyczaił nas od nowej muzyki, za to oswoił nas z pięknymi wakacyjnymi klimatami, które wrzucał na swój fejsbukowy profil w postaci krótkich filmików i zdjęć z wypraw. Z jeden strony takie wpisy irytowały, bo artysta zamiast dać nam nowy materiał, bujał się po świecie. Z drugiej strony można potraktować to jako małą zapowiedź BlackSUMMERS’night. Jak twierdzi sam Maxwell, album będzie taneczny i jak wskazuje słowo w tytule płyty – wakacyjny. Nowy singiel natomiast, to mały przerywnik od letniej imprezy, krótka pauza na drinka i złapanie oddechu. Sam utwór nie dorasta do pięt „Pretty Wings”, jest jednak kojącym wstępem do tego, co znajdziemy na krążku. Falset wokalisty zachwyca jak zawsze, a tekst piosenki jest dogłębny i bardzo zmysłowy. Chętnie wybiorę się w wakacyjną podróż przy rytmach „Lake by the Ocean”. Jeśli wierzyć zapewnieniom Amerykanina, wydawnictwo ukaże się latem tego roku.
