miuosh

#FridayRoundup: Rick Ross, Jazzpospolita, Miuosh, Gary Clark Jr. i inni

W tym tygodniu nieco naciągamy nasze zestawienie premier o takie, które dopiero się ukażą oraz takie, które znaleźć można było od niedawna w sieci, gdyż nowych rzeczy jest wyjątkowo nie dużo. Nie każdy zapewne był na tyle odważny, by wydawać swój album w dniu, kiedy na sklepowe półki trafia płyta zespołu Depeche Mode, ale i tak znaleźliśmy dla Was kilka godnych uwagi rzeczy oraz jedną, która jest tylko ciekawostką i tak ją właśnie potraktujcie. Zaczynamy!


Rather You Than Me

Rick Ross

Epic Record

Ricky Rozay powraca z dziewiątym już albumem. W przeciągu ostatnich 24 godzin dużo zamieszania zrobił kolejny singiel „Idols Become Rivals”. Bawse, jak sam twierdzi, głośno mówi o tym, czego wszyscy boją się powiedzieć i dissuje Birdmana za niepłacenie artystom z Cash Money. Gościnnie na płycie Nas, Future, Gucci Mane, Young Thug, Jeezy, Meek Mill, Wale, Ty Dolla $ign, Raphael Saadiq (!), Yo Gotti a nawet Chris Rock. Co się zmieniło od wydanego w 2015 roku Black Market? Sprawdźcie sami.


Humanizm

Jazzpospolita

Independent Digital

Jazzpospolita stawia na Humanizm. Szósta płyta Jazzpo rozszerza dotychczasową formułę zespołu o faktyczne piosenki z gościnnym udziałem Pauliny Przbysz i Noviki. Materiał został nagrany XIX-wiecznym dworku, w bliskim przyrody otoczeniu, bez miejskiego hałasu i kontaktu ze światem zewnętrznym, a na naturalne brzmienie płyty miały wpływ także znikoma ingerencja studyjna i użycie oldschoolowego magnetofonu taśmowego.


Pop

Miuosh

Fandango Records

Nowy album pana z Katowic jest wydawnictwem zaskakującym w dorobku artysty. Podobnie jak w przypadku płyty Mariki Marta Kosakowska, Miuosh na POPie sięga po popularną dziś elektronikę, miejscami spokojną i eteryczną, w innym przypadku szorstką i wulgarną. Brzmienie krążka, wykreowane przez Michała Fox Króla, Smolika, Myslovitz i Macieja Sawoch z katowickiego projektu SOXSO, współgra z warstwą liryczną, za którą odpowiedzialny jest sam Miłosz, a która układa się w jedną ciekawą opowieść. Pomimo, że raper od lat nawija o tym samym, to i tak warto zapoznać się z POPemForrel


Live North America 2016

Gary Clark Jr.

Warner Bros.

Gary’emu Clarkowi na płytach studyjnych z trudem przychodzi wydobycie głębi i ekspresji jego występów na żywo. Dlatego też Live North America 2016 dokumentujące bez cięć i postprodukcyjnych tricków jeden z koncertów podczas zeszłorocznej trasy muzyka promującej The Story of Sonny Boy Slim może okazać się czymś więcej niż pozycją dla hardkorowych fanów — remedium na studyjne problemu Clarka. Poza numerami znanymi z płyt artysty na trackliście znalazły się także dwa niepublikowane wcześniej covery bluesowych standardów. — Kurtek


The Two of Us

Chloe x Halle

Chloe x Halle

Nie jest to album, nie jest to nawet mixtape. Tak przynajmniej twierdzą autorki tego zbioru utworów, czyli siostry Chloe x Halle. Dwie nastolatki, które podpisały kontrakt do labelu Parkwood Entertainment należącego do Beyoncé, wypuściły kilka utworów zaprezentowanych w jednym 25-minutowym ciągu, w których wyczujemy zarówno wpływy pani Knowles, jej młodszej siostry Solange, jak i rodzący się powoli, własny oryginalny styl. Pozwala to nam mieć nadzieję, że te dziewczyny jeszcze sporo namieszają. Tymczasem sprawdzajcie to bliżej nieokreślone wydawnictwo, bo warto! — efdote


Hemispheres

Otis Junior & Dr Dundiff

Jakarta Records

Światem rządzą przypadki. Na pewnym lokalnym przeglądzie R&B w Louisville, gdzie Dj-ką zajmował się niejaki Dr. Dundiff, pojawił się niespodziewanie pewien chłopak, który powalił wszystkich swoim wokalem i grą na pianinie. Dwójka ta tak szybko dogadała się, że niemal od razu znaleźli się razem w studio, gdzie zrealizowali debiutancką epkę zatytułowaną 1moment2another. Na tym się jednak nie skończyło, bo tak oto trafia w nasze ręce długogrający album duetu, na którym produkcja przesiąknięta nieco hip-hopowym vibe’m spotyka się z soulowymi klimatami i świetnym wokalem. — efdote


More Life

Drake

Young Money /Cash Money / Republic

Trochę oszukana pozycja. Po pierwsze premiera More Life odbędzie się nie dziś a w sobotę, co mija się z tytułem naszego piątkowego cyklu. Po drugie Drake wciąż upiera się, że materiał ten nie będzie albumem albo mixtape’em, wciąż odnosi się do niego jako do „playlisty”. Jak zwał tak zwał, ważne że 18 marca przyniesie nam około trzydziestu (!) premierowych utworów Kanadyjczyka. Wśród nich prawdopodobnie znajdzie się „Sneakin'” z 21 Savage’em oraz lekko odcinające kupony od wiadomo jakiego hitu z 2015 roku „Fake Love” — Chojny

Update:


Climate Change

Pitbull

RCA

Tak niewiele w tym tygodniu premier, że aż przyszło nam napisać o TYM CZYMŚ. My na pewno znajdziemy lepsze zajęcie na piątkowe popołudnie niż słuchanie nowego albumu Pitbulla, wierzymy że nasi czytelnicy również. Aczkolwiek jeśli ktoś ceni takich artystów jak Robin Thicke, Ty Dolla $ign, Stephen Marley, Leona Lewis albo R. Kelly, może być zainteresowany ich udziałem na płycie Mr. Worldwide’a. Innych powodów do kliknięcia „play” nie widzimy. — Chojny


Nowy teledysk: Miuosh „Nisko”

Kolejny przedsmak albumu POP Miuosha pojawił się właśnie w sieci. Mowa o klipie do kawałka „Nisko”. Psychodeliczna elektronika, za którą odpowiada Michał „Fox” Król, to kierunek nowatorski obrany przez rapera i jednocześnie świeża odsłona jego twórczości. Cały album wypełniony jest „sztucznymi” dźwiękami, które tworzą na przemian liryczne i dynamiczne kompozycje. Teledysk, kręcony m.in. w ciemnych przejściach podziemnych oraz wulgarny rap Miłosza, idealnie oddaje mroczny klimat singla. Większość płyty można przesłuchać na Tidalu, a jej oficjalna premiera już w piątek.

Nowy teledysk: Miuosh feat. Katarzyna Nosowska „Tramwaje i gwiazdy”

miuosh_nosowska_tramwaje_gwiazdy

Śląski raper i producent Miuosh przygotowuje się do wydania nowej płyty. Jako singiel promujący wydawnictwo wybrał „Tramwaje i gwiazdy” stworzony wspólnie z Katarzyną Nosowską. Mroczna elektronika i syntezatory, to nowa muzyczna odsłona Miłosza, różniąca się od jego dotychczasowych dokonań. Ponadto, sam tytuł nowego krążka i zaproszeni goście w postaci wspomnianej Katarzyny Nosowskiej, Bajmu, Organka, czy katowickiego duetu SOXSO, zapowiadają projekt bardziej komercyjny i elektroniczny. Zwróćcie uwagę na grę słów liderki zespołu Hey. Jej oryginalne teksty nigdy nie zawiodły. Sam klip jest równie mroczny, a osadzeni w spowolnionej czasoprzestrzeni bohaterowie balansują na granicy jawy i snu. Najnowszy album Miuosha Pop ukaże się już 17 marca nakładem jego własnej wytwórni Fandango Records. Wraz z premierą krążka artysta rusza w trasę koncertową z FDG. Orkiestrą oraz zaproszonymi gośćmi. Pierwszy przystanek — 24 marca, Mega Club Katowice.

O.S.T.R., Quebonafide i Miuosh na Mazury Hip-Hop Festiwal 2016

mhhf_ostr_quebo_miuosh_insta

No i mamy kolejnych headlinerów, którzy wystąpią na mazurskim festiwalu w Giżycku. W dniach 21-23 lipca twierdza Boyen zamieni się w miejsce tętniące rapem i ponownie zachęcamy do wzięcia udziału w tym wydarzeniu. Jak się okazuje, nie tylko my, bo artyści świeżo ogłoszeni artyści również chcieliby to zrobić:

O.S.T.R.

Quebonafide

Miuosh

JIMEK i Miuosh w nowej siedzibie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia grają Hip-Hop!

jimekJIMEK znany przede wszystkim z fantastycznego remixu Beyoncé połączył siłę z katowickim raperem Miuoshem i wsparciu orkiestry symfonicznej zagrali 6 i 7 marca naprawdę wyjątkowe koncerty. Najlepsze kawałki Miuosha zostały zaaranżowane ponownie w absolutnie niesamowity sposób. Wrażenie potęguje nowa sala Narodowej Orkiestry Polskiego Radia w Katowicach. Najbardziej imponująca jest jednak składanka prawdziwych rapowych perełek podanych w nieprzeciętny sposób. Kendrick Lamar, Dr Dre, 2Pac, Jay-Z, Kanye West, Nas, Beastie Boys czy Wu-Tang Clan. Koniecznie musicie to zobaczyć!

Relacja z The Wall Warsaw Hip-Hop Festival

the wall f

fot. Mateusz Strojewski Photography

Ja wiedziałam, że tak będzie… A może nawet nie spodziewałam się, że AŻ tak? Kiedy do skrzynki redakcji wpadła wiadomość o organizacji festiwalu poświęconego polskiemu rapowi, a w zasadzie i całej kulturze hip-hopowej, pomyślałam „no w końcu!”. Z czasem przyszło jeszcze więcej szczegółów i co news, to większy zachwyt. Jak to często w takich sytuacjach bywa — rodzi się duża wkręta, a efekt okazuje się być słaby. Nie w tym przypadku.

The Wall Warsaw Hip-Hop Festival zachwycił nie tylko samym pomysłem. Oprócz tradycyjnej części koncertowej godnym uwagi był też Street Market – nie byle jaki, bo zajmujący aż trzy poziomy głównej hali Wyścigów. Mogliśmy nie tylko kupić ubrania sygnowane markami znanymi na rodzimym rynku, ale także uzupełnić kolekcje wydawnictw muzycznych, czy, co dla niektórych było może i najważniejsze, wymienić kilka słów ze swoimi ulubieńcami – Mesem, Kubą Knapem, Rasmentalism czy ekpią PROSTO. Przez pełen najróżniejszych wystawców Street Market przewinęła się cała masa ludzi, łącznie z tymi najmłodszymi, przyodziewającymi od razu nowe zdobycze (pokłony dla opiekunów wdrażających dzieciaki w to, co w tej dziedzine najlepsze!).

Po przebierankach w ciuchach i płytach można było także wziąć udział w kursach DJ-ingu czy panelach dyskusyjnych prowadzonych przez JWP/BC, Molestę, Bisza oraz Zeusa. Godnym przypropsowania jest fakt, że w wyżej wymienionych mógł uczestniczyć każdy kto tylko chciał, ponieważ wstęp na teren gdzie miały miejsce te atrakcje był w pełni darmowy. W międzyczasie można było też sprawdzać jak jeden z najsłynniejszych polskich murów staje się coraz bardziej kolorowy, a to za sprawą graffiti jamu, który trwał już od godzin popołudniowych. Graficiarzom nawet deszcz nie był tak straszny!

the wall parasol

fot. Mateusz Strojewski Photography

Po części lifestyle’owej przyszła pora na część muzyczną. Zaczęło się od showcase’ów – wystąpili BCZ, Abel, Kuba Knap czy Flint, na SolarzeBiałasie skończywszy. Ze względu na aurę, która podczas dnia festiwalowego niestety nie była zbyt sprzyjająca, z frekwencją było średnio, ALE! jak się z czasem okazywało pogoda w pewnym momencie przestała być komukolwiek straszna i nagle, z występu na występ, już do tych głównych przechodząc, publiczność robiła się coraz to obszerniejsza. Między innymi za sprawką koncertu zakręconego Quebonafide (skaczącego po całej scenie i bawiącego się tak dobrze, że sam sobie robił hałas) ludzi przybywało, a deszcz jak gdyby przestawał stwarzać jakiekolwiek bariery. Jeszcze większą rozgrzewkę publiczności stworzyli chłopaki z Rasmentalism, grający głównie materiał z ostatniej płyty, będącej bez wątpienia jednym z najlepszych polskich wydawnictw roku 2013. A rapujący i próbujący stage-divingu Ment – ZAGRANICO rzekliby: epic! Może i lepiej, że nie doskoczył.

the wall rasmentalism

fot. Mateusz Strojewski Photography

Po reprezentantach lubelszczyzny przyszła kolej na Łódź, czyli Zeusa. Dało się usłyszeć komentarze ludzi twierdzących, że jego występ był jednym z najfajniejszych zaskoczeń całego wydarzenia, a sposób w jaki zaraził energią wszystkich zgromadzonych w pobliżu sceny jest zwyczajnie trudny do opisania. Chyba każdy, kto w tym uczestniczył, może się zgodzić. Nie gorzej było przy następnym koncercie — Ten Typ Mes. No właśnie, co to za typ ten Typ! Wraz ze swoją ekipą zaprezentował nam piękne, całkiem nowe stroje sceniczne: szlafroczki (z materiału, którego nazwy nigdy nie jestem w stanie zapamiętać – kobieta), klapeczki Kubota, a nawet Kobuta, no i bardzo polskie skarpeteczki, choć do kolan nie sięgały. Co kawałek, to odzieży ubywało. Zdaje się nawet nie tylko na scenie, bo publika nagle jakby zapomniała o coraz to niższej temperaturze i mokrych ubraniach, a zaczęła skakać i bawić się równie dobrze, co te wykręcone na scenie chłopaki. Nic dziwnego, bo materiał z Trzeba Było Zostać Dresiarzem porywa nie tylko merytorycznie.

the wall mes szlafroki

the wall kobuta

fot. Mateusz Strojewski Photography

Do tej pory czasostolik czujnie pilnowany był przez nadzorującego i prowadzącego całonocną ceremonię Wujka Samo Zło. Bisza/BOK nieco poniosło i znacznie przedłużyli swój koncert, powodując tym samym godzinną obsuwę, natomiast o wybaczenie nie trudno, bo nie dość, że to był ostatni występ ze starym materiałem, to jeszcze grali z żywymi instrumentami (za te skrzypce i morze zapalniczek w górze… O losie). Po tym nastał czas na starszych reprezentantów. Sceną i publicznością zawładnęli Hemp Gru oraz JWP/BC i wtedy dopiero tak naprawdę okazało się, na co czekali ludzie i wiadomym było, że nie znaleźli się oni tam przypadkowo. Wszystkie teksty wkute na pamięć? Wkute. Każda łapa w górze? Każda. Czego chcieć więcej? Plus HG — pokłon za pokłon ku Walczącym.

the wall zapalniczki

the wall hg

fot. Mateusz Strojewski Photography

Po krótkiej przerwie na projekcję filmu poświęconego graffiti, Hit The Road. Warsaw Part, nastąpiła pora na danie główne, a to oznaczało nic innego jak ucztę z Night Marks Electric Trio i ich zacnymi gośćmi, czyli covery Skandalu, co, nie ukrywając, było dla mnie jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń tamtego dnia. W życiu bym się nie spodziewała, choć zapowiadałam to nieraz, że po raptem około 2 latach po występie NMET na naszej soulbowlowej bibie w Powiększeniu, kiedy mało kto jeszcze o nich słyszał, będziemy patrzeć na chłopaków powalających na scenie nie tylko niezwykle wczutą w dźwięki publiczność, ale też samych – rzekłoby się – dziadków rodzimego rapu. Fuzja soulu, jazzu i nowych bitów nadająca rześkości i innowacyjności dźwiękom z oryginalnych nagrań Molesty to było coś, o czym naprawdę trudno będzie zapomnieć. Podkreślali to też sami biorący udział w ceremonii raperzy: JWP/BC, 2cztery7, Sokół, Rasmentalism, Pono, Mor W.A., Małpa, Jinx, Diox, Eldo, Hades, Rak Raczej, Numer Raz, W.E.N.A., Pyskaty i PeeRZet. Nikt przewijający się przez scenę podczas tego pamiętnego wydarzenia nie znalazł się tam przypadkowo, bez wątpienia. Pięknie było być uczestnikiem takiego święta, a wręcz hołdu dla Molesty Ewenement oraz ich działalności, która niezaprzeczalnie miała wpływ na wielu.

the wall

fot. Mateusz Strojewski Photography

The Wall Warsaw Hip-Hop Festival ze swoją ideą i pełną rezygnacją z artystów zagranicznych, pokazał klasę, miłość i nieustającą zajawkę do djingu, b-boyingu, graffiti, rapu oraz pamięci do tego, dzięki czemu mamy dziś to, czym tak naprawdę żyjemy na co dzień. Mankamentem mógł być problem z panami od nagłośnieniówki, ochroniarzami czy niemożliwością opuszczenia terenu Wyścigów i ponownego nań wstępu (a po coś te opaski były), ale halo, przecież to wszystko jest do poprawienia! Jak na pierwszą edycję i feralną pogodę organizatorom i tak należy się przybicie ogromnej piony, bo było lepiej niż dobrze.

Chciałam jeszcze tylko zaznaczyć, że The Wall, a co za tym idzie cała nasza piękna kultura, jest tak bardzo przełamująca te wszystkie ściany, że człowiekowi samoczynnie wyskakuje na twarzy uśmiech. Idealnym tego przykładem były spotykane dosłownie wszędzie dwie starsze panie, które – jak jedna z naszych czytelniczek słusznie zauważyła – bawiły się lepiej niż nie jeden młodziak. Dlaczego o tym wspominam? One love, people. One love.

Wielkie dzięki i do zobaczenia za rok!

70017817-a67f-4f2e-b608-d8d3ab3fc475