mos def
Poznaj drugą część projektu Yasiin Gaye
Doczekaliśmy się publikacji drugiej części projektu Yasiin Gaye, za którym stoi Amerigo Gazeway. Pozytywne komentarze pierwszej odsłony przedsięwzięcia powinny pojawić się również przy okazji odsłuchu The Return: Side Two. Klasyczne zwrotki Mos Defa znalazły podatny grunt na kompozycjach z dorobku legendy Motown Records. Zresztą – koncepcje znacie doskonale, sprawdźcie zatem efekt finalny.
Nowy utwór: Mannie Fresh & Yasiin Bey „Let’s Go”
Dla każdego kto czekał cały ten czas na wspólny album Yasiina z Mannie Freshem mamy świetną wiadomość. Producent pojawił się na spotkaniu Microphone Check radia NPR, gdzie pomiędzy swoimi opowieściami oraz dwudziestominutowego setu zagrał utwór właśnie z OMFGODBKNOLA. Kawałek nie jest ani trochę rozczarowaniem, a wręcz przeciwnie — na to czekaliśmy! Produkcję nowoorleańczyka można opisać prostym hashtagiem #Świeżość. Gorąco zachęcamy do zapoznania się z przedsmakiem owocu tej kolaboracji, której data premiery nadal niestety jest owiana tajemnicą. Let’s go, let’s go, let’s get it.
Yasiin Gaye – zapowiedź drugiej cześci
Nadchodzi druga część obsypanego pochwałami projektu Amerigo Gazewaya. Lutowa premiera konceptualnego albumu udowodniła, jak fantastyczne efekty rodzą się z połączenia hip hopu i soulu. Zmotywowany Gazeway dokonuje właśnie ostatnich szlifów drugiej odsłony projektu Yasiin Gaye. Póki co, możemy nacieszyć się kolejną reinterpretacją „Travellin Man” Mos Defa oraz sprawdzić wideo promujące. Warto czekać.
Mos Def x Marvin Gaye – premiera części pierwszej
Zgodnie z obietnicą dostajemy cierpliwie przez wielu wyczekiwany projekt Amerigo Gazawaya. Yassin Gaye jest zestawem kilkunastu utworów, będących zręcznym połączeniem dorobku Mos Defa i Marvina Gaye’a. Wszystko wskazuje na to, że możemy spodziewać się drugiej porcji mashupów. Skupiając się jednak na części pierwszej, która zawiera wyłącznie jeden ze zwiastujących singli, można śmiało wystawić wydawnictwu najwyższe noty. (więcej…)
Nowy utwór: Yasiin Gaye – „Anna’s Love Song” (Soul Mates Tribute)
Poznajemy kolejny singiel zapowiadający projekt nadzorowany przez Amerigo Gazewaya, Yasiin Gaye. Druga próba zespawania wybiórczego dorobku legendy soulu z charyzmatycznym raperem wydaje się być równie udana, co za pierwszym razem. „Anna’s Love Song” mieści w sobie hołd Marvina dla Anny Gordy Gaye – prywatnie siostry założyciela Motown Records, Berry’ego Gordy’ego („Anna’s Song”) oraz kilkunastoletniego singla (więcej…)
Nowy utwór: Yasiin Gaye „Inner City Travellin’ Man”
Wybornie zapowiada się nadchodzący projekt Amerigo Gazeway‚a. Artysta, znany dotychczas z połączenia Fela Kuti i De La Soul oraz The Pharcyde i A Tribe Called Quest, postanowił tym razem zespolić ze sobą dokonania Marvina Gaye‚a i Mos Defa. Zwiastujący singiel „Inner City Travellin’ Man” brzmi świetnie i rokuje udane wydawnictwo. Do 25 lutego jeszcze trochę czasu, dlatego koniecznie miejcie rękę na pulsie.
Yasiin Bey nagrywa album z Mannie Freshem?
To jedno z najbardziej zaskakujących ostatnio ogłoszeń z cyklu „raper A zapowiada wspólny projekt z producentem B”. Yasiin Bey, legenda alternatywnego hip hopu, która zawsze pozostanie dla nas Mos Defem, łączy siły z Mannie Freshem – niezapomnianym animatorem nowoorleańskiej sceny rapowej, ojcem sukcesów Lil’ Wayne’a, czy Juvenile’a. Co natchnęło Yassina do współpracy z legendą baunsu? Jak sam raper tłumaczy – wieloletnia fascynacja tym, jak Mannie potrafił adaptować nowoorleańskie tradycje muzyczne na potrzeby tworzenia hip hopu. Pierwszy singiel (plus teledysk) z nadchodząego projektu podobno już wkrótce. Czekam i liczę na udaną kolaborację „dwóch światów”, porównywalną z tegorocznym dziełem Killer Mike’a i El-P.
Mos Def, Kanye West i inni „Pride N Joy” – zapowiedź klipu
Choć jest to pierwotnie utwór Fat Joe’a, wiedziałam, że Mos Def i Kanye łatwiej Was przyciągną. Weteran Fat Joe zaprezentował nam całkiem pokaźną listę gości, którzy wzbogacą jego kawałek „Pride N Joy”. Co więcej, w sieci umieszczony został 30-sekundowy trailer, a w nim: Kanye West, Roscoe Dash, Ashanti, Miguel, Jadakiss, Busta Rhymes i DJ Khaled. Najciekawsze jest to, że wszyscy mają wziąć udział w klipie. Najczęściej, kiedy już dochodzi do takiego projektu, któryś z artystów ostatecznie nie pojawia się na planie. To nie koniec rewelacji: reżyserować będzie… Hype Williams. Będzie hit.
Relacja: Pharoahe Monch i Yassin Bey na Adidas Originals Rocks the Floor
Marka Adidas nie ma ostatnio szczęścia jeśli chodzi o szacunek wśród polskich hiphopowców. Firma odzieżowa, która w latach osiemdziesiątych zapracowała w Ameryce na status symbolu kultury hip hop, rok temu wstrząsnęła nami przez akcję z zamalowaniem muru na warszawskich Wyścigach na rzecz reklamy. Adidas Originals Rocks the Floor nieoficjalnie miało być rekompensatą za ten strzał w ubraną w Superstara stopę. Teoretycznie znakomitą, bo związaną z wystąpieniem na żywo dwójki wielce szanowanych w środowisku raperów – Pharoahe Moncha i Yassina Beya, który dla nas zawsze tak naprawdę pozostanie Mos Defem. Praktycznie niestety – nie do końca udaną.
Kto miał dziś styczność z kimkolwiek zainteresowanym tym wydarzeniem, ten na pewno słyszał o ogromnej, wręcz absurdalnej, obsuwie. Absurdalnej w takim sensie, że zagraniczne gwiazdy wieczoru zaczęły grać półtorej godziny po… planowanym zakończeniu imprezy. Czas oczekiwania między koncertem O.S.T.R.’a (też zresztą opóźnionego), a koncertem gwiazd ze Stanów był udręką dla każdego, któremu zależało na miejscu prawie pod samą sceną. Wypowiadane przez prowadzącego imprezę Rufina „jeszcze pół godziny”, tudzież „jeszcze minuta-osiem” w połączeniu z brakiem jakiejkolwiek informacji na temat przyczyn obsuwy, wywoływało wśród publiczności oburzenie i wprowadzało stadionową atmosferę w negatywnym tego słowa znaczeniu. Kiedy wreszcie na scenę wkroczyli Pharoahe Monch wraz ze swoim DJ’em, publiczność odzyskała dobry humor, dostała w końcu to na co w większości przyszła. Tylko co z tego, jak już spora część osób nie miała sił dobrze się bawić?
W tym momencie dała znać o sobie kolejna wielka wada imprezy – nagłośnienie. Kto jest fanem Faraona ten dobrze wie, że jest on arcymistrzem precyzyjnego, technicznego składania wersów – sporo radości ze słuchania rapera zostało nam odebrane, gdyż ciężko było zrozumieć linijki, jeśli nie znało się ich na pamięć. Koncert nie był na dodatek zbyt długi – trwał niby standardową godzinę, ale przeplatany był długimi przerwami między utworami, bynajmniej słabo wykorzystanymi na nawiązanie kontaktu z publicznością. Każdemu słuchaczowi Moncha z pewnością któregoś jego przeboju zabrakło. Oczywiście było też trochę pozytywów, wśród nich przede wszystkim osoby towarzyszące, czyli utalentowany Boogie Blind na deckach, oraz śpiewająca refreny MeLa Machinko. Powiedziałbym, że wokalistka wręcz ukradła show raperowi. Wielkim plusem było też wykonanie „Simon Says” – koncertowy mega-przebój najmocniej zabujał publiką, a dodatkowo mocno ją rozbawił, gdy Pharoahe chciał urzeczywistnić treść niektórych linijek na pani Machinko. Zaraz po „Szymonie” raper przerwał koncert, żeby złożyć hołd dla zmarłego rok temu Nate Dogga, co było oczywistym syngałem do wspólnego wykonania rawkusowskiego „Oh No!” wraz z drugim bohaterem wieczoru, czyli z Yassinem Beyem.
W ten sposób koncert Moncha płynnie przeszedł w koncert Mos Defa. Zmienił się protagonista, ale główny czarny charakter, zwany nagłośnieniem, pozostał ten sam. Zrozumienie słów posiadacza jednego z najtrudniejszych do rozgryzienia akcentów wśród raperów, było jeszcze większym wyzwaniem niż rozumienie poprzedniego występującego. Na szczęście dała o sobie znać zasada, według której mowa ciała stanowi główną część komunikacji ludzkiej. Pod tym względem artysta dawał z siebie bardzo wiele, w końcu rzadkim widokiem jest mc tańczący na scenie do rapowanych i śpiewanych przez siebie utworów. Widać było, że bardzo dobrze się przy tym bawił i jego występ wymykał się spod stereotypu hiphopowego koncertu z raperem i dj’em w rolach głównych i jedynych. Robił na scenie show, które mogło porwać również widzów nieznających albumów rapera, gdyby tylko nie nieszczęsne nagłośnienie i zmęczenie oczekiwaniem. Za to ci wierni fani z pewnością byli rozczarowani niezagraniem przebojów z nagranego z Talibem Kweli albumu Black Star. Można było się pocieszać świadomością, że właśnie on, Mos Def ze swoim czerwonym mikrofonem zagrał nareszcie koncert dla Polaków, ale czy to ma sens? Tym bardziej miałem prawo wymagać, by wszystko tego sobotniego wieczoru zostało zapięte na ostatni guzik.
Głód, zmęczenie i rozczarowanie dawały mocno znać o sobie, kiedy o trzeciej nad ranem na zebrany tłum czekała jeszcze jedna niespodzianka – wielka bitwa pod szatniami. Z czasem negatywne emocje jednak opadły i jako wieloletni słuchacz hip hopu trochę ucieszyłem się, że mogłem odhaczyć kolejne dwa nazwiska z listy raperów, których chciałem zobaczyć na żywo. Problem w tym, że w chodzeniu na koncerty nie chodzi chyba o ich zaliczanie, a o dobrą zabawę przy tym. Organizatorzy (nie mylić ze sponsorem swoją drogą) odebrali nam sporo tej zabawy. Mogło być pięknie.
adidas Originals Rocks the Floor!

Po obfitym w niezapomniane koncerty roku 2011, ledwo rozpoczęty 2012 już teraz podwyższa poprzeczkę. Mos Def w Warszawie? Dzięki adidas Originals Rocks the Floor jak najbardziej tak!




