ms. lauryn hill

Pusha-T w jednym numerze z Ms. Lauryn Hill na bicie Kanyego Westa

No no! Gdy w połowie tygodnia wydawało się, że świeżo wydany singiel Pushy-T „Sociopath” z bitem Kanyego Westa, kontynuacja doskonałej formy rapera, to być może najlepszy nowy numer, jaki dostaniemy przed końcem miesiąca, raperowi udało się przebić samego siebie. Dwa dni później światło dzienne ujrzało „Coming Home”, także wyprodukowane przez Westa, także z jakościowym rapem Pushy, ale z Ms. Lauryn Hill w refrenie. Z jednej strony sam refren jest może odrobinę prostolinijny melodycznie i tekstowo, z drugiej w połączeniu z brzmieniem i konwencją kawałka, jest w tym wszystkim coś ze starej dobrej Lauryn, za którą wszyscy tęsknimy. No i Hill na bicie Westa to jednak wydarzenie, na które fani piosenkarki czekali od 2004, kiedy fragmenty „Mystery of Iniquity” samplowane z „All Falls Down” musiała nagrać ponownie Syleena Johnson. No i można pomarzyć, co by było, gdyby Hill pozwoliła Westowi, by ten wyprodukował jej kolejną płytę…

Ms. Lauryn Hill już niebawem w Katowicach

Ikona współczesnej czarnej muzyki, Ms. Lauryn Hill, już 25 sierpnia, zagra jedyny, ekskluzywny koncert dla polskiej publiczności. Wydarzenie odbędzie się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach, a usłyszymy m.in. największe przeboje z obsypanej wieloma nagrodami płyty The Miseducation of Lauryn Hill i utwory z dorobku The Fugees przy akompaniamencie live bandu.

Lauryn Hill to legenda amerykańskiego soul / R&B. Była wokalistka nagradzanego zespołu The Fugees. Jej multiplatynowy album — The Miseducation of Lauryn Hill — błyskawicznie podbił serca słuchaczy, krytyków i listy przebojów. Krążek zadebiutował na pierwszym miejscu Billboard 200, zdobywając 10 nominacji do Nagrody Grammy, z czego aż pięć statuetek trafiło do rąk Lauryn. W 2015 roku Lauryn Hill została wprowadzona do Us Library of Congress.

Przy okazji przypominamy tekst opublikowany z okazji 20-lecia wydania solowego albumu wokalistki. Za dwa dni kolejne urodziny płyty — warto po nią sięgnąć, aby przypomnieć sobie geniusz Ms. Hill.

Bilety są już w sprzedaży. Trzeba więc zadać sobie jedno, bardzo ważne pytanie, “Ready or not?” My nie możemy doczekać się koncertu!

Lauryn Hill na Coachelli u boku DJ-a Snake’a

Lauryn Hill podczas paryskiego występu, 1 marca 2017 (Zdjęcie Victor Boyko/Getty Images dla Kenzo)

W Europie Wielkanoc, w USA — Coachella. Tak upłynął po obu stronach oceanu miniony weekend. Podczas setu DJ-a Snake’a (tego od „Lean On”) nieoczekiwanie na scenie w roli gościa pojawiła się Lauryn Hill! Artystka wykonała nieśmiertelne “Ready or Not” i “Killing Me Softly” z repertuaru The Fugees, jak i jej solowy rapowy klasyk “Lost Ones”. I cóż. Pani Hill trzyma się znakomicie. Nadal to ma. Brzmi równie dobrze i witalnie, co dziesięć lat temu podczas ulotnej reaktywacji Fugees i ich słynnego występu podczas nagród BET. Pytanie dlaczego wciąż nie wydaje nowej płyty. Od premiery The Miseducation of Lauryn Hill minie w sierpniu 19 lat. Po odrobinę nostalgii zapraszamy na Instagram — do trzech krótkich, ale treściwych fanowskich filmów z weekendowego występu Hill: tutaj, tutajtu.

Lauryn Hill prezentuje nową wersję „Rebel”

laurynhill-rebel

Po sobotnim występie w ramach TIDAL X: 1015 Hill udostępniła ekskluzywnie na Tidalu nową wersję znanego z jej MTV Unplugged No. 2.0 utworu wydanego pierwotnie pod podwójnym tytułem „I Find It Hard to Say (Rebel)”. „Stary utwór, nowa wersja, taki sam kontekst, nawet bardziej adekwatny teraz” — napisała na Twitterze piosenkarka. Nowa interpretacja utworu zawiera odświeżoną (odrobinę kosmiczną, by nie napisać pokraczną) aranżację w stylu ostatnich produkcji Hill, ponownie nagrane wokale i odrobinę zmienioną linię melodyczną. To już trzecia wersja utworu, która ujrzała światło dzienne. Oprócz oficjalnego wykonania unplugged, kilka lat po pamiętnym koncercie dla MTV do internetu wyciekła nieautoryzowana studyjna wersja utworu. Wszystkich trzech możecie posłuchać poniżej.

The Weeknd i Lauryn Hill na żywo w The Tonight Show

lauryn

Wielki zawód sprawiła Lauryn Hill fanom nie pojawiając się na imprezie Grammy. Krążą różne plotki, Lauryn wydała oficjalne oświadczenie w tej sprawie, a prawda może być zupełnie inna, znając kapryśną naturę artystki. Najważniejsze jednak, że The Weeknd doczekał się wspólnego występu z Amerykanką, a całość okazała się niezłym zaskoczeniem dla fanów podczas The Tonigh Show Starring with Jimmy Fallon. Para wykonała utwór artysty „In the Night” z jego topowego albumu Beauty Behind the Madness. Może kiedyś tych dwoje nagra coś wspólnie, bo ich głosy brzmią razem wyjątkowo dobrze. Sprawdźcie poniżej.

Kolejne utwory w hołdzie Ninie Simone

Image1

Do premiery Nina Revisited: A Tribute to Nina Simone zostały jeszcze ponad dwa tygodnie, ale sam film o piosenkarce, któremu płyta towarzyszy, zadebiutuje już za dwa dni. Nic więc dziwnego, że już teraz twórcy podsycają ciekawość kolejnymi reinterpretacjami. Po „Feeling Good” w wykonaniu Lauryn Hill, RCA prezentuje dwa kolejne utwory — „Black Is the Color of My True Love’s Hair” także zaśpiewane przez Hill i „My Baby Just Cares for Me” w interpretacji Ushera. Oba są w swoich aranżach znacznie bardziej oddalone od oryginałów niż wspomniane „Feeling Good”, ale trudno ocenić na ile tak dalece posunięte przeobrażenie służy projektowi.

Lauryn Hill wykonuje akustycznie „Doo Wop (That Thing)”

ms-lauryn-hill-may-day-live-lagos-nigeria-apology-doo-wop-that-thing-715x401

Lauryn Hill dba o swoich fanów jak mało kto. Wokalistka miała dać swój pierwszy koncert w Nigerii 1. maja, na festiwalu MayDay Live w Lagosie. Problemy z lotem sprawiły jednak, że nie udało jej się dotrzeć do Afryki. W ramach przeprosin przygotowała wraz ze swoim zespołem The Organisers akustyczną wersję jej największego hitu „Doo Wop (That Thing)”. Zaprezentowała się naprawdę dobrze, zarówno pod względem wizualnym, jak i artystycznym. Czapki z głów!

Lauryn Hill dedykuje nowy utwór Michaelowi Brownowi

Po tym jak w biały dzień 18-letni Afroamerykanin Michael Brown został zabity przez policjanta w Ferguson w stanie Missouri, sprawa stała się głośna na całym świecie, a w samym Missouri doszło do protestów czy nawet zamieszek. Wielu czarnoskórych aktywistów i artystów wyraziło swoje rozgoryczenie. Wśród nich byli m.in. Frank Ocean, Killer Mike, J. Cole czy Childish Gambino, a teraz do tej grupy dołączyła Lauryn Hill, która na tę okoliczność przerobiła klasyk z filmu Dźwięki muzyki „My Favorite Things” na hymn bitewny zatytułowany „Black Rage”.

Utwór w formie muzycznego skeczu, dema nagranego w sypialni, wokalistka udostępniła na soundcloudzie do odsłuchu i downloadu. Jednocześnie jest to pierwszy od dawna w całości śpiewany utwór piosenkarki. Posłuchajcie go i przeczytajcie tekst poniżej.

Nowy teledysk: Lauryn Hill „Consumerism”

Image7

Muszę przyznać, że po usłyszeniu „Neurotic Society” byłem bardzo zawiedziony muzyczną formą Hill i do „Consumerism” podszedłem z wielkim dystansem, ale oto z czasem coraz wyraźniej zacząłem dostrzegać sens tego pozornie chaotycznego numeru. Hill wypluwa kolejne wersy niczym karabin maszynowy, a hipnotyczny refren skutecznie wchodzi pod skórę. Czegokolwiek by o piosenkarce nie powiedzieć, nie można odmówić jej talentu i umiejętności krytycznej oceny rzeczywistości. „Consumerism” to nie kawałek, który podbije listy przebojów, a ludzie będą przy nim tańczyć w klubach. To smutny i niestety całkiem trafny komentarz społeczno-polityczny, teraz zilustrowany odpowiednim teledyskiem. Póki co to jedynie lyric video, ale oddaje w pełni przesłanie utworu, więc mam przeczucie, że w tym wypadku na tym się skończy.

Nowy utwór: Lauryn Hill „Consumerism”

lauryn-hill-500x358

Poniżej do odsłuchu nowy utwór Lauryn Hill, który w zamiarze ma być osobistą formą krytyki konsumpcyjnej rzeczywistości XXI wieku. „Consumerism” został nagrany na chwilę przed odbyciem przez wokalistkę kary więzienia za uchylanie się od płacenia podatków, a zmiksowany już w trakcie jej pobytu w ośrodku zamkniętym w Danbury. Kawałek pojawi się również na nadchodzącym projekcie Ms. Hill, Letters From Exile.

Premierze piosenki towarzyszy następujące oświadczenie:

„”Consumerism” to piosenka, którą publikujemy w przededniu zwolnienia Pani Hill z więzienia. Zależało jej, by utwór wyszedł na światło dzienne jeszcze w trakcie jej odsiadki, by podkreślić, że powstał w wyniku trudnych doświadczeń, jakim musiała ostatnio stawić czoła.”

Relacja z warszawskiego koncertu Lauryn Hill

zdjęcie: cgm.pl

Lauryn Hill swoim niedzielnym występem w Polsce udowodniła, że pokonała już demony, z którymi się zmagała i jest gotowa wrócić na scenę na dobre. Chociaż oczywiście na własnych warunkach.

Wyglądała kwitnąco, czuła się bardzo swobodnie, tryskała energią i optymizmem. Wiedziała dokąd i po co przyjechała – do Warszawy by dać z siebie wszystko porywając polską publiczność. I co nie mniej ważne – była w bardzo dobrej dyspozycji wokalnej.

We wstępie do jej MTV Unplugged No. 2.0, Hill powiedziała, że kiedyś była wykonawczynią, ale już tak siebie nie postrzega. Od 2002 roku minęło jednak wiele czasu i ktokolwiek uczestniczył w warszawskim koncercie nie ma wątpliwości, że tamto oświadczenie można uznać za niebyłe.

Koncert poprzedziła muzyczna rozgrzewka w postaci pozbawionego smaku i wyczucia miksu reggae, dubstepu i hitów Whitney Houston w wykonaniu didżeja z ekipy piosenkarki. Pierwsze rzędy mogły się wówczas przekonać na własnej skórze czym są fale dźwiękowe. A to za sprawą grubo przesadzonego basu, który czuć było w gardle i płucach podczas każdego kolejnego uderzenia bitu. Problem zauważono i naprawiono zresztą dopiero w trakcie właściwego koncertu, ale nagłośnienie całego festiwalu i akustyka Pepsi Areny, nawet pomimo tego pozostawiały wiele do życzenia. Co ciekawe, wraz z wyjściem Hill na scenę, przestał padać obfity deszcz, w strugach którego pogrążona była wcześniej warszawska publiczność.

Przez lata Lauryn Hill wykształciła bardzo specyficzną stylistykę koncertową. Drogą licznych ewolucji pozbawiła swoje piosenki z okresu Miseducation początkowo aranży, następnie melodii, aż wreszcie także i rytmu oryginałów. To nowe awangardowe ujęcie nie przestaje zaskakiwać nawet najwierniejszych fanów. Nakładające się na siebie kolejne warstwy wokalne, instrumentalne i rytmiczne momentami przechodziły w bezkształtną, niezrozumiałą odbiorcom kakofonię. Właśnie od takich, niemalże nierozpoznawalnych kreacji dawnych przebojów Hill rozpoczęła niedzielny występ. Ale nawet jeśli część z nich („Superstar”, „Final Hour”, „Forgive Them Father”) została bezpardonowo poszatkowana, ujęta w nowe ramy estetyczne czy skondensowana ekspresowym tempem, w tym szaleństwie jest pewna metoda.

Chociaż samego początku koncertu zdecydowanie nie można uznać za udany, z każdym kolejnym utworem, artystyczna wizja piosenkarki stawała się dla publiczności coraz bardziej klarowna i zrozumiała, osiągając punkt kulminacyjny w postaci progresywnej, niemal dziesięciominutowej odsłony „Ex-Factor” – najbardziej intymnego fragmentu koncertu.

Później było już jedynie znakomicie. Hill porwała tłum sięgając po przeboje z The Score Fugees. Od rapowych, rozbujanych interpretacji „How Many Mics” i „Fu-Gee-La”, przez emocjonalne „Killing Me Softly” przywołujące echa legendarnego wykonania z Dave Chappelle’s Block Party, po wieńczące dzieło „Ready or Not” poprzedzone żywiołowymi okrzykami piosenkarki – „Warsaw, are you ready?”. Koncert zakończył się w wielkim stylu – energetycznym wykonaniem Marleyowskiego „Could You Be Loved?” i równie rewelacyjną interpretacją największego przeboju Hill – „Doo Wop (That Thing)”.

Nawet jeśli uznać występ Lauryn Hill w Polsce za spóźniony o co najmniej kilka lat, bez cienia wątpliwości długie nań oczekiwanie zostało nam sowicie wynagrodzone.

Setlista:
„Killing Me Softly”
„Everything Is Everything”
„Superstar”
„Final Hour
„Forgive Them Father”
„To Zion”
„Lost Ones”
„Master Blaster (Jammin’)”
„Ex-Factor”
„How Many Mics”
„Fu-Gee-La”
„Killing Me Softly”
„Ready or Not”
„Could You Be Loved”
„Doo Wop (That Thing)”

Throwback performance: Lauryn Hill & Carlos Santana – To Zion (Live @ Grammy Awards 1999)

Przed chwilą naszła mnie myśl, że najprawdopodobniej w tym momencie siedziałbym w pociągu do Warszawy, aby już za kilka godzin zobaczyć i usłyszeć Lauryn na żywo. Oczywiście, gdyby kilka tygodni temu nie okazało się, że cała europejska trasa zostaje odwołana z przyczyn osobistnych. Nie mniej jednak nie potrafię się gniewać na Hill i wierzę, że miała jakiś powód i że w przyszłym roku na pewno do nas zawita. Kto wie, może już z nowym materiałem? Tymczasem w dzień odwołanego warszawskiego koncertu proponuję Wam cudowne wykonanie „To Zion” na 41 rozdaniu nagród Grammy w lutym 1999 roku. Słychać, że włożyła w ten występ całe swoje serce.

Throwback performance: Ms. Lauryn Hill – Iron, Lion, Zion / Trench Town / Zimbabwe

Koncert Hill zbliża się wielkimi krokami, zostały już niecałe dwa miesiące, a ja nie potrafiłem powstrzymać się prze uraczeniem Was tym cudownym występem, który zresztą już kiedyś, dawno dawno temu Wam prezentowałem. Materiał został zarejestrowany 1 lipca 2006 roku podczas festiwalu „The Soulful Saturday” na Florydzie. Ms. Hill zaprezentowała fantastyczny medley utworów Boba Marleya, na który złożyły się kolejno „Iron, Lion, Zion”, „Trench Town”„Zimbabwe” w rewelacyjnych reggaesoulowych aranżacjach z towarzyszeniem „mini-orkiestry” dętej. Muszę przyznać, że to jeden z najlepszych występów na żywo, jakie kiedykolwiek oglądałem, a już na pewno najlepsza interpretacja dorobku Marleya. Dawno nic nie porwało mnie tak jak ten występ. Mam nadzieję, że Hill podczas swojego tegorocznego koncertu w Polsce zaprezentuje nam równie znakomity występ i nie zabraknie podczas niego także muzycznego ukłonu w stronę mistrza Marleya.

Lauryn Hill powróci z nową płytą?

Lauryn Hill w Japonii (2007)

Po obszernym artykule, w ostatnim numerze The People, poświęconym obecnemu życiu gwiazdy muzyki końca lat 90, Lauryn Hill, te z bardziej zaangażowanych blogów i serwisów informacyjnych opublikowały właśnie taką informację.

(więcej…)