ms. lauryn hill
Lauryn Hill dedykuje nowy utwór Michaelowi Brownowi

Po tym jak w biały dzień 18-letni Afroamerykanin Michael Brown został zabity przez policjanta w Ferguson w stanie Missouri, sprawa stała się głośna na całym świecie, a w samym Missouri doszło do protestów czy nawet zamieszek. Wielu czarnoskórych aktywistów i artystów wyraziło swoje rozgoryczenie. Wśród nich byli m.in. Frank Ocean, Killer Mike, J. Cole czy Childish Gambino, a teraz do tej grupy dołączyła Lauryn Hill, która na tę okoliczność przerobiła klasyk z filmu Dźwięki muzyki „My Favorite Things” na hymn bitewny zatytułowany „Black Rage”.
Utwór w formie muzycznego skeczu, dema nagranego w sypialni, wokalistka udostępniła na soundcloudzie do odsłuchu i downloadu. Jednocześnie jest to pierwszy od dawna w całości śpiewany utwór piosenkarki. Posłuchajcie go i przeczytajcie tekst poniżej.

Nowy teledysk: Lauryn Hill „Consumerism”
Muszę przyznać, że po usłyszeniu „Neurotic Society” byłem bardzo zawiedziony muzyczną formą Hill i do „Consumerism” podszedłem z wielkim dystansem, ale oto z czasem coraz wyraźniej zacząłem dostrzegać sens tego pozornie chaotycznego numeru. Hill wypluwa kolejne wersy niczym karabin maszynowy, a hipnotyczny refren skutecznie wchodzi pod skórę. Czegokolwiek by o piosenkarce nie powiedzieć, nie można odmówić jej talentu i umiejętności krytycznej oceny rzeczywistości. „Consumerism” to nie kawałek, który podbije listy przebojów, a ludzie będą przy nim tańczyć w klubach. To smutny i niestety całkiem trafny komentarz społeczno-polityczny, teraz zilustrowany odpowiednim teledyskiem. Póki co to jedynie lyric video, ale oddaje w pełni przesłanie utworu, więc mam przeczucie, że w tym wypadku na tym się skończy.
Nowy utwór: Lauryn Hill „Consumerism”
Poniżej do odsłuchu nowy utwór Lauryn Hill, który w zamiarze ma być osobistą formą krytyki konsumpcyjnej rzeczywistości XXI wieku. „Consumerism” został nagrany na chwilę przed odbyciem przez wokalistkę kary więzienia za uchylanie się od płacenia podatków, a zmiksowany już w trakcie jej pobytu w ośrodku zamkniętym w Danbury. Kawałek pojawi się również na nadchodzącym projekcie Ms. Hill, Letters From Exile.
Premierze piosenki towarzyszy następujące oświadczenie:
„”Consumerism” to piosenka, którą publikujemy w przededniu zwolnienia Pani Hill z więzienia. Zależało jej, by utwór wyszedł na światło dzienne jeszcze w trakcie jej odsiadki, by podkreślić, że powstał w wyniku trudnych doświadczeń, jakim musiała ostatnio stawić czoła.”
Relacja z warszawskiego koncertu Lauryn Hill
zdjęcie: cgm.pl
Lauryn Hill swoim niedzielnym występem w Polsce udowodniła, że pokonała już demony, z którymi się zmagała i jest gotowa wrócić na scenę na dobre. Chociaż oczywiście na własnych warunkach.
Wyglądała kwitnąco, czuła się bardzo swobodnie, tryskała energią i optymizmem. Wiedziała dokąd i po co przyjechała – do Warszawy by dać z siebie wszystko porywając polską publiczność. I co nie mniej ważne – była w bardzo dobrej dyspozycji wokalnej.
We wstępie do jej MTV Unplugged No. 2.0, Hill powiedziała, że kiedyś była wykonawczynią, ale już tak siebie nie postrzega. Od 2002 roku minęło jednak wiele czasu i ktokolwiek uczestniczył w warszawskim koncercie nie ma wątpliwości, że tamto oświadczenie można uznać za niebyłe.
Koncert poprzedziła muzyczna rozgrzewka w postaci pozbawionego smaku i wyczucia miksu reggae, dubstepu i hitów Whitney Houston w wykonaniu didżeja z ekipy piosenkarki. Pierwsze rzędy mogły się wówczas przekonać na własnej skórze czym są fale dźwiękowe. A to za sprawą grubo przesadzonego basu, który czuć było w gardle i płucach podczas każdego kolejnego uderzenia bitu. Problem zauważono i naprawiono zresztą dopiero w trakcie właściwego koncertu, ale nagłośnienie całego festiwalu i akustyka Pepsi Areny, nawet pomimo tego pozostawiały wiele do życzenia. Co ciekawe, wraz z wyjściem Hill na scenę, przestał padać obfity deszcz, w strugach którego pogrążona była wcześniej warszawska publiczność.
Przez lata Lauryn Hill wykształciła bardzo specyficzną stylistykę koncertową. Drogą licznych ewolucji pozbawiła swoje piosenki z okresu Miseducation początkowo aranży, następnie melodii, aż wreszcie także i rytmu oryginałów. To nowe awangardowe ujęcie nie przestaje zaskakiwać nawet najwierniejszych fanów. Nakładające się na siebie kolejne warstwy wokalne, instrumentalne i rytmiczne momentami przechodziły w bezkształtną, niezrozumiałą odbiorcom kakofonię. Właśnie od takich, niemalże nierozpoznawalnych kreacji dawnych przebojów Hill rozpoczęła niedzielny występ. Ale nawet jeśli część z nich („Superstar”, „Final Hour”, „Forgive Them Father”) została bezpardonowo poszatkowana, ujęta w nowe ramy estetyczne czy skondensowana ekspresowym tempem, w tym szaleństwie jest pewna metoda.
Chociaż samego początku koncertu zdecydowanie nie można uznać za udany, z każdym kolejnym utworem, artystyczna wizja piosenkarki stawała się dla publiczności coraz bardziej klarowna i zrozumiała, osiągając punkt kulminacyjny w postaci progresywnej, niemal dziesięciominutowej odsłony „Ex-Factor” – najbardziej intymnego fragmentu koncertu.
Później było już jedynie znakomicie. Hill porwała tłum sięgając po przeboje z The Score Fugees. Od rapowych, rozbujanych interpretacji „How Many Mics” i „Fu-Gee-La”, przez emocjonalne „Killing Me Softly” przywołujące echa legendarnego wykonania z Dave Chappelle’s Block Party, po wieńczące dzieło „Ready or Not” poprzedzone żywiołowymi okrzykami piosenkarki – „Warsaw, are you ready?”. Koncert zakończył się w wielkim stylu – energetycznym wykonaniem Marleyowskiego „Could You Be Loved?” i równie rewelacyjną interpretacją największego przeboju Hill – „Doo Wop (That Thing)”.
Nawet jeśli uznać występ Lauryn Hill w Polsce za spóźniony o co najmniej kilka lat, bez cienia wątpliwości długie nań oczekiwanie zostało nam sowicie wynagrodzone.
Setlista:
„Killing Me Softly”
„Everything Is Everything”
„Superstar”
„Final Hour
„Forgive Them Father”
„To Zion”
„Lost Ones”
„Master Blaster (Jammin’)”
„Ex-Factor”
„How Many Mics”
„Fu-Gee-La”
„Killing Me Softly”
„Ready or Not”
„Could You Be Loved”
„Doo Wop (That Thing)”
Throwback performance: Lauryn Hill & Carlos Santana – To Zion (Live @ Grammy Awards 1999)
Przed chwilą naszła mnie myśl, że najprawdopodobniej w tym momencie siedziałbym w pociągu do Warszawy, aby już za kilka godzin zobaczyć i usłyszeć Lauryn na żywo. Oczywiście, gdyby kilka tygodni temu nie okazało się, że cała europejska trasa zostaje odwołana z przyczyn osobistnych. Nie mniej jednak nie potrafię się gniewać na Hill i wierzę, że miała jakiś powód i że w przyszłym roku na pewno do nas zawita. Kto wie, może już z nowym materiałem? Tymczasem w dzień odwołanego warszawskiego koncertu proponuję Wam cudowne wykonanie „To Zion” na 41 rozdaniu nagród Grammy w lutym 1999 roku. Słychać, że włożyła w ten występ całe swoje serce.
Throwback performance: Ms. Lauryn Hill – Iron, Lion, Zion / Trench Town / Zimbabwe
Koncert Hill zbliża się wielkimi krokami, zostały już niecałe dwa miesiące, a ja nie potrafiłem powstrzymać się prze uraczeniem Was tym cudownym występem, który zresztą już kiedyś, dawno dawno temu Wam prezentowałem. Materiał został zarejestrowany 1 lipca 2006 roku podczas festiwalu „The Soulful Saturday” na Florydzie. Ms. Hill zaprezentowała fantastyczny medley utworów Boba Marleya, na który złożyły się kolejno „Iron, Lion, Zion”, „Trench Town” i „Zimbabwe” w rewelacyjnych reggaesoulowych aranżacjach z towarzyszeniem „mini-orkiestry” dętej. Muszę przyznać, że to jeden z najlepszych występów na żywo, jakie kiedykolwiek oglądałem, a już na pewno najlepsza interpretacja dorobku Marleya. Dawno nic nie porwało mnie tak jak ten występ. Mam nadzieję, że Hill podczas swojego tegorocznego koncertu w Polsce zaprezentuje nam równie znakomity występ i nie zabraknie podczas niego także muzycznego ukłonu w stronę mistrza Marleya.
Lauryn Hill powróci z nową płytą?

Lauryn Hill w Japonii (2007)
Po obszernym artykule, w ostatnim numerze The People, poświęconym obecnemu życiu gwiazdy muzyki końca lat 90, Lauryn Hill, te z bardziej zaangażowanych blogów i serwisów informacyjnych opublikowały właśnie taką informację.

