oddisee

#FridayRoundup: Lianne La Havas, Blu & Exile, Oddisee i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Jesteśmy co prawda w samym środku sezonu ogórkowego, ale jak zwykle mamy dla was całkiem zgrabną selekcję płytowych nowości. Wśród nich długo wyczekiwany krążek Lianne La Havas, a także nowe propozycje Blu & Exile, Oddisee’ego, Zary McFarlane, Tei Shi, Bladee’ego, a na deser uduchowiona epka Joeya Bada$$a.


#FridayRoundup

Lianne La Havas

Lianne La Havas

Warner

Po pięciu latach wydawniczego milczenia Lianne La Havas stawia na siebie. Oznacza to prawdopodobnie wszystko to, czego mogliśmy się spodziewać po singlach zwiastujących trzeci album songwriterki. Lianne La Havas brzmi jak kolejny koncert z rozpiski kwarantannowych wydarzeń: w kameralnym otoczeniu gitary i perkusji (plus drobne ozdobniki) wokalistka snuje swoje impresje o relacji z góry skazanej na porażkę, balansując na styku neo-soulowej sumblimacji, bezpretensjonalności pop soulu i skromności folku. Wszystko to zamknięte w harmonijną całość. Może niezupełnie zrozumiałym z punktu widzenia słuchacza jest umiejscowienie w kulminacyjnym punkcie płyty coveru, ale to działanie ma swoje uzasadnienie w całościowej narracji albumu, więc nie czepiamy się dłużej. Nie od dziś wiadomo, że największa moc tkwi w opowieściach; rozsiądźcie się zatem i czujcie jak u siebie w domu. — Maja


#FridayRoundup

Miles

Blu & Exile

Dirty Science

Mimo długiej przerwy od czasu wydania ostatniego wspólnego longplaya, Blu i Exile dawali znać, że coś się święci – zwłaszcza wypuszczając epkę True & Livin’ w ubiegłym roku. W piątek fani duetu otrzymali podwójny prezent w postaci podwójnego albumu – Miles: From An Intertlude Called Life. Na krążku znalazło się 20 numerów nawiązujących stylistycznie do klasycznych, boom-bapowych i jazzowych brzmień. Gości także sporo, nie tylko z rapowego podwórka. Wśród nich znaleźli się m.in. Fashawn, Miguel, Aloe Blacc, Iman Omari i wielu innych. Niewątpliwie kolejna mocna tegoroczna premiera, z którą warto się zapoznać. — Mateusz


#FridayRoundup

Odd Cure

Oddisee

Outer Note

Na kilka chwil przed wybuchem światowej pandemii, raper oraz producent Oddisee koncertował w Tajlandii. Po powrocie do Stanów zmuszony był odbyć dwutygodniową kwarantannę w swoim domu, ale żeby ten czas nie był stracony, postanowił on nagrać nowy materiał, czego efektem jest Epka Odd Cure. W ten sposób stworzył swoistą ścieżkę dźwiękową do tych trudnych czasów oraz ludzkich myśli, zmartwień, nadziei i marzeń z tym związanych. Muzycznie osadzone jest to w klimatach, do których artysta zdążył nas już przyzwyczaić. A jazzowe i soulowe sample podkręca wiele instrumentów dogranych zdalnie przez członków koncertowego zespołu głównego bohatera, jak również kilku świetnych wokalistów. — efdote


#FridayRoundup

Songs of an Unknown Tongue

Zara McFarlane

Brownswood

Zara McFarlane oczarowała nas w redakcji swoim połączeniem wokalnego jazzu, tradycyjnego soulu i szeroko pojętej muzyki etnicznej w 2014 roku na swoim drugim krążku If You Knew Her. Lata mijają, a pochodząca z Londynu piosenkarka robi swoje. Po dobrze przyjętym Arise z 2017 roku, wraca z kolekcją dziesięciu nowych numerów bardziej niż dotychczas podszytych afrobeatem Songs From an Unknown Tongue. Jeśli marzy wam się spokojny odpoczynek na tropikalnej wyspie, ale koronawirus pokrzyżował wam plany, z tym krążkiem, będziecie o krok bliżej rychłego spełnienia tego, co trzeba było odłożyć na później. — Kurtek


#FridayRoundup

Die 4 Ur Love

Tei Shi

Diktator

Nowa EP Tei Shi, choć na okładce kusi retrofuturystyczną wyobraźnią spod znaku rodzeństwa Jackson i ich „Scream”, w rzeczywistości uderza zdecydowanie mocniej w tony sympatycznej synthpopowej potańcówki. Określenie „sympatyczna” jest przy tym tutaj wyjątkowo trafne, bo jednocześnie afirmuje niewątpliwy urok tych kilku, nieco nieśmiałych, piosenek, z drugiej jednak słusznie sytuuje to bedroomowe neo-disco w obszarze zachowawczej letniości, poza którą Die 4 Ur Love raczej nie wykracza. Mimo to, gdy wjeżdża ta zaskakująco latynizująca gitara na „Johnny” czy rozczulający introwertyzm „Disappear” można w tym, jeżeli nawet nie utonąć, to przyjemnie podryfować. — Wojtek


#FridayRoundup

333

Bladee

Year0001

Mimo tego że osobiście bardzo afirmuję porażkową kategorię estetyczną przypału, której Bladee niewątpliwie jest elementem, poziom wejścia w Drain Gangową, autotunową socjetę zdecydowanie mnie przerasta. Czym innym jest bowiem radosna ignorancja wobec brzmieniowej normatywności na rzecz przyjemnego chaosu muzyki wernakularnej, a czym innym po prostu boleśnie nieumiejętne i powtarzalne mamrotanie na rozwodnionej muzycznej materii, jak to ma miejsce na „333”. Szkoda, bo tegoroczne euforyczne, dream-transowe „Girls just wanna have fun” z Ecco2k zwiastowało intrygujący twist w twórczości rapera. Tu jednak trudno nie odnieść wrażenia, że wyszystko to już słyszeliśmy, Bladee dalej brzmi jak sfrustrowany nastolatek nagrywający na mikrofonie ze Skype’a kawałki o tym że dostał kosza (za co zapewne zjednał sobie tak wielu fanów), produkcje, choć nadal chwilami przyjemnie przestrzenne, jakkolwiek futurystyczne byłyby może z 10 lat temu, a całościowo trudno się oprzeć wrażeniu że to trochę zachowawczy autopilot napędzany narkotykowymi blackoutami i regularnym wypłukiwaniem serotoniny przez MDMA. Szkoda że uczucie zwały pada na słuchaczy — Wojtek


#FridayRoundup

The Light Pack

Joey Bada$$

Pro Era / Columbia

Przed wydaniem pełnoprawnego albumu, Joey Bada$$ zdecydował się zaserwować małą przystawkę. The Light Pack, jak zaznaczył, nie jest jednak epką. Konceptualnie każdy z trzech utworów reprezentuje odpowiednio duszę, umysł i ciało, a do singlowego „The Light” zrealizowany został teledysk, który dokumentuje udział rapera w tradycyjnej ceremonii haitańskiego Voodoo w Brooklynie. Joey Bada$$ jest obecnie chyba w najlepszej formie do tej pory. Jeśli więc lubicie klasyczny, świadomy hip-hop, koniecznie na niego uważajcie! — Klementyna


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Oddisee & Good Compny podsumowują trasę koncertowym albumem

Każdy, kto chociaż raz miał możliwość zobaczyć koncert Oddisee wraz z zespołem Good Compny, przypuszczać mógł, że skończy się to wydaniem jakiejś koncertówki. Coraz więcej raperów gra co prawda koncerty z zespołami, które zastępują w większości niczym niezaskakujące już koncerty z DJ-em, ale taką chemię jaka zaszła w tym przypadku pomiędzy bandem i działającym solowo MC, zauważyć można było do tej pory chyba tylko podczas koncertów Black Milka z grupą Nat Turner. Ponad 100 koncertów, jakie zagrali na swojej światowej trasie, musi robić spore wrażenie. Wydany niedawno album Beneath The Surface (Live) na którym znalazł się zapis wybranych utworów zagranych podczas tych występów, z pewnością będzie niezłą pamiątką dla wszystkich, którzy mieli przyjemność w tym uczestniczyć, dla reszty pozostanie namiastką tego, jaki klimat wtedy panował oraz zachętą do wzięcia udziału w gigu tych znakomitych muzyków w przyszłości.

Nowy utwór: L’Orange feat. Oddisee „Look Around”

L’Orange szykuje nowy album. Krążek zatytułowany The Ordinary Man został opisany jako „koncept album o znanym magiku rozczarowanym światem, który doprowadził do jego wielkości.” Znając poprzednie projekty Orange’a, na przykład z takimi ludźmi jak Stik Figa czy Kool Keith, można spodziewać się naprawdę wysokiego poziomu. Na razie mamy dla was pierwszy singiel zatytułowany „Look Around” z gościnnym udziałem Oddisee. Premiera The Ordinary Man przewidziana jest na 27 października, więc przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać na cały materiał.

#FridayRoundup: Thundercat, Karriem Riggins, José James, Stormzy i inni

Jak co piątek prezentujemy odsłuchy najciekawszych czarnych premier danego tygodnia. Tym razem zestaw jest niebagatelny. Listę rozpoczyna nowy krążek Thundercata, ale koniecznie sprawdzić trzeba także jazz ze stajni Stones Throw na płycie Karriema Rigginsa i nową odsłonę marnotrawnego syna jazzu Josego Jamesa. A to dopiero początek. Drugi album tydzień po tygodniu wypuścił właśnie Future, Stormzy wydał długogrający debiut, wracają też Oddisee, Dirty Projectors i Mrozu, który zdaje się kompletnie zredefiniować swoje brzmienie.


Drunk

Thundercat

Brainfeeder

Piąteczek dopiero co się rozpoczął, a niektórzy już pijani. Wśród nich Thundercat, aktualna gitara basowa numer jeden. Ponad pięćdziesiąt minut, dwadzieścia trzy utwory, w tym noszące takie tytuły jak „Captain Stupido”, „A Fan’s Mail (Tron Song Suite II)” albo „Jameel’s Space Ride”. Pharrell, Kendrick i Wiz Khalifa na featuringach. Bardziej zakręconej muzycznej propozycji na ten weekend już dla was nie znajdziemy.. — Chojny


Headnod Suite

Karriem Riggins

Stones Throw

Jakiś czas temu pisaliśmy o dwóch instrumentalach Karriema Rigginsa — „Bahia Dreamin”„4Es’J & Oddness”, które były zapowiedzią jego drugiej już długogrającej płyty Headnod Suite. Perkusista i producent z Detroit może sobie przybić piątkę z Madlibem i Oh No nie tylko dlatego, że wydaje z nimi w tej samej wytwórni, ale głównie z powodu oryginalnego brzmienia jego podkładów i nietuzinkowych sampli, z których korzysta. To jest dokładnie ta sama szkoła co w przypadku braci Jackson. Dwa podkłady, o których pisaliśmy tylko to potwierdzają. Pewnie w przypadku Headnod Suite brzmieniowo będziemy mieli do czynienia z lekko abstrakcyjnymi i trochę przydymionymi bitami, a na trackliście jest ich aż dwadzieścia dziewięć, więc jest czego słuchać. Sprawdźcie całość poniżej. — Dill


Love in a Time of Madness

José James

Blue Note

Nowy album zgranego już trochę przez lata Josego Jamesa klasycznie wydało Blue Note. Sama płyta natomiast jest mniej klasyczna niż cokolwiek, co zrobił James w swojej karierze, co zwiastowały już trap-popowo wyprodukowane single „Always There” i „Closer”. James rzuca fuckami, przyjmuje stylówkę jamajskiego dilera/alfonsa z lat 90., a na okładce krążka możemy zobaczyć doskonale znane ostrzeżenie przed mocnym językiem. Świetnie, że wpuścił trochę nowych inspiracji do swojego coraz bardziej zakurzonego jazzowego świata, ale miłośnicy jego klasycznej odsłony mogą przeżyć mały szok. — Kurtek


Gang Signs & Prayer

Stormzy

#Merky Records

Jak tak dalej pójdzie drugą połowę drugiej dekady XXI wieku będziemy wspominać jako złote czasy grime’u. Do stawki swoim pierwszym oficjalnym longplayem Gang Signs & Prayer właśnie dołączył Stormzy. Na płycie można usłyszeć m.in. refreny Kehlani czy MNEK-a, ale nie dajcie się zwieść — to grime z krwi i kości. — Kurtek


artworks-000206799043-qgwrr7-t500x500

Hndrxx

Future

A1 Freebandz Epic

Future chce koniecznie być jak Frank Ocean, Beyoncé i Sasha Fierce jednocześnie. Nie tylko wypuszcza nowe albumy tydzień po tygodniu, ale każdy z nich odpowiada jednej stronie jego osobowości. Hndrxx to bardziej imprezowo-radiowe oblicze Future’a i najwyraźniej znakomita wymówka, by po raz kolejny zabalować z Rihanną i The Weeknd. — Kurtek


The Iceberg

Oddisee

Mello Music Group

Rok 2015 przyniósł nam świetną The Good Fight. Ubiegły rok należał m.in. do instrumentalnego The Odd Tape, ale przede wszystkim do wydanej z zupełnego zaskoczenia Alwasta EP. W 2017 Oddisee kontynuuje swoją znakomitą passę kolejnym albumem. Pierwsze trzy single zapowiadające krążek The Iceberg weszły znakomicie i nic nie wskazuje na to, że pozostałe 9 numerów zaniży poziom tego wydawnictwa. Pieniądze, seks, polityka, kwestie rasowe i religijne widziane oczami niezwykle inteligentnego 32-latka, będącego jednocześnie jednym z najzdolniejszych producentów ostatnich lat. — efdote

artworks-000206799043-qgwrr7-t500x500

Zew

Mrozu

Warner Music Poland

Jeśli tytułowy zew można będzie poczuć na czwartej płycie Mroza tak jak w dwóch pierwszych singlach, będziemy mogli uścisnąć wokaliście rękę i powiedzieć „Dobra robota!” — i to w zupełnie innym tonie niż w przypadku „Dobra robota!”, które poniekąd usłyszał od nas przy okazji premiery „Milionów monet” przed ośmioma laty. Wszystko wskazuje na to, że Mrozu na Zewie zręcznie się zredefiniuje — w „Sierści” funkrockowy sznyt spod znaku ostatniego Childish Gambino miesza się z reggae’ującą melodią, z kolei „Duch” wokalnie flirtuje z dziedzictwem Czesława Niemena na natchnionym klasycznym nowojorskim hiphopowym bicie. — Kurtek


Dirty Projectors

Dirty Projectors

Domino

Dirty Projectors mają z soulem wspólnego trochę więcej niż się wydaje, ale też trochę mniej niż by się chciało. Ich nowa płyta to osadzony gdzieś w niedalekim sąsiedztwie czarnej muzyki słownikowy przykład natchnionego post-popu z prawdziwie artystycznym zacięciem. David Longstreth, frontman grupy, wie jak wyjść poza schemat, jednocześnie nie wychodząc na oszołoma. Ich pierwszy krążek od 2012 roku to pozycja obowiązkowa dla tych, którzy byliby gotowi przestawić nawet dalej granicę umowności w melodyce na ostatnich płytach Samphy i Solange, pozostawiając na swoim miejscu ich nietuzinkową wrażliwość i emocjonalność. –Kurtek


Oddisee wraca z nową płytą i trasą koncertową obejmującą również Warszawę

Rok 2017 może być kolejnym udanym okresem w artystycznej ścieżce Oddisee. Artysta ogłosił niedawno pokaźną trasę koncertową, na której znajdzie się również nasz kraj. 11 kwietnia zobaczymy go na żywo w warszawskiej Stodole, ale już wcześniej, bo 24 lutego trafi do nas nowa płyta od tego jakże świetnego MC i producenta. Krążek zatytułowany będzie The Iceberg, a promuje go taneczny joint „Things” samplujący „Superwoman” Steviego Wondera. Doskonale słychać, że muzycznie jest ciągle na fali wznoszącej, a jego bardzo udane tegoroczne projekty (ze szczególnym naciskiem na genialną Alwasta EP) nie były dziełem przypadku. Zgadzacie się?

Nowy teledysk: Oddisee „Brea”

oddisee-brea-lead

Rewelacyjny jest ten nowy album Oddisee The Odd Tape. Właśnie wypuszczony został teledysk do jednego z utworów z tej właśnie płyty, czyli „Brea”. Ciekawy czarno-biały obraz, który nieco później nabiera trochę kolorytu, a w którym widzimy dwie osoby z kompletnie różnych warstw społecznych — chłopaka mieszkającego w gettcie i baletnicę. Niby wiodą dwa różne żywoty, ale ich światy wzajemnie się przenikają. Wszystko pokazane poprzez taniec. Prosta, ale skuteczna metafora.

Nowy utwór: Oddisee „Born Before Yesterday”

a2478891763_10

Oddisee to sprawdzona marka, więc z radością można oczekiwać na jego kolejne projekty, a wydaje ich tyle, że momentami ciężko się w tym wszystkim połapać. Już niedługo bo 13 maja ukaże się nowy, trzeci instrumentalny album tego świetnego producenta — The Odd Tape. Niedawno wyszedł pierwszy singiel promujący to wydawnictwo, czyli „No Sugar, No Cream”. Teraz zaś dostaliśmy świetne „Born Before Yesterday”. Bardzo mocno wchodzi w głowę, a to chyba przez przepuszczony przez filtr wokalny sampel. Zdecydowanie kawałek na repeat i podobnie jak pierwszy numer, podwyższa temperaturę przed premierą. Dla przypomnienia, koniecznie sprawdźcie też darmową epkę Oddisee — Alwasta, o której pisaliśmy kilka tygodni temu.

Nowy utwór: JR & PH7 ft. Oddisee „Fast Lane Speedin’ (Moo Latte Remix)”

moo latte oddisee

Moo Latte, to pochodzący z Polski, a mieszkający obecnie w Danii utalentowany producent, który ma już na swoim koncie kilka bardzo udanych autorskich kompozycji, jak i remiksowanych interpretacji utworów bardziej znanych artystów. Moo, o którym oczywiście wspominaliśmy już jakiś czas temu, w ostatnim czasie dołączył do tego zbioru kolejny ciekawy edit, a wziął on na warsztat numer niemieckiego duetu producenckiego JR & PH7, w którym gościnnie można usłyszeć pochodzącego z Waszyngtonu rapera Oddisee. Oryginał pochodzący z 2008 roku został solidnie przemeblowany i w zasadzie wraz z pierwszym odsłuchem ciężko znaleźć jakiś element wspólny, poza wokalem wspomnianego Oddisee. Moo Latte wprowadził zupełnie inny, nieco bardziej stonowany klimat, zmieniając motorykę i sposób loopowania wykorzystanych sampli. Całość z pewnością nie ustępuje w niczym oryginałowi. Warto zapętlić, zwłaszcza przy niedzielnej sieście.

Oddisee wypuszcza darmową epkę

oddisee-free-alwasta-ep-stream-download

Oddisee jest zdecydowanie jednym z bardziej kreatywnych hip-hopowych producentów i raperów ostatnich lat, dlatego każdą informację o jego nowym materiale przyjmuję z dużym zainteresowaniem, a jeżeli ten materiał zostaje udostępniony za free to już w ogóle super. Tak właśnie jest z nową epką Odyseusza — Alwasta. W języku arabskim słowo „wasta” oznacza pośrednika, łącznika który oddziałuje na ludzi poprzez swoje bogactwo. Nie chodzi tu jednak o aspekt materialny, ale o to jak jego przesłanie wpływa na słuchacza. Po prostu z muzyką Oddisee łatwo się utożsamić i to jest właśnie ta wartość, która sprawia, że jest tak przystępna. Trudno się z tym nie zgodzić. Jestem właśnie w trakcie odsłuchu u jak najbardziej polecam. Aha i jeszcze jedno — nowy instumentalny album już w maju!

Nowy utwór: Red Pill feat. Blu „Fly On A Window”

red-pill-blu-fly-on-a-window-oddisee

Świeżutkie brzmienia prosto z Detroit. Red Pill połączył swoje siły z Blu, a wszystko w całość skleił Oddisee — tak powstał najnowszy utwór „Fly On A Window”. Na singlu luźny rap dwóch mc opiera się na spokojnym bicie opanowanym przez brzmienie gitarowe. Piosenka jest dopełnieniem krótkiej epki, której możecie posłuchać już teraz. Sprawdźcie!